joann_80
09.05.12, 14:51
Witajcie, przewijało się tu parę wątków o podobnej tematyce, jednak zakładam swój gdyż problem dotyczy mojego męża. Zacznę może od początku. Jestem ateistką, nie wierzę, nie chodzę , nie praktykuję. Święta Bożego narodzenia i Wielkiej Nocy traktuję po świecku jako okazję do spotkań z rodziną. Zaznaczę też, że nie wzdrygam się na kościelne zwyczaje, nie przeszkadza mi ,że moja mama czasem zabierze mojego synka ( 3 lata) do kościoła czy nauczyła go jak się przeżegnać. Mam problem innego typu. Nasz syn nie jest ochrzczony a mój mąż bardzo na to nalega. Nalega a sam nie chodzi do kościoła, nie praktykuje i ba...nawet nie ma bierzmowania. mamy ślub cywilny właśnie ze względu na to ,że nie żyjemy w wierze.
Powiedzcie mi czy ja jestem dziwna twierdząc, że chce dziecku dać wybór? Czy jestem dziwna , gdy mówię ,że nie chcę by syn wbrew swej woli został z automatu " zapisany" do kościoła katolickiego?Czy jestem dziwna gdy mówię ,że nie ochrzczę dziecka bo "tak wypada" "bo babcia/mama/ciocia będa zadowolone". Czy jestem dziwna mówiąc mężowi ,że skoro jemu tak bardzo zależy na chrzcie to niech sam zacznie chodzić do kościoła, do spowiedzi, do komunii i wtedy w moich oczach nie będzie hipokrytą? Mam w głowie natłok myśli bo z jednej strony jestem zadowolona ,że żyję po swojemu i nie narzucam nic swojemu dziecku a z drugiej strony słyszę swojego męża, który propaguje nieco zaściankowe poglądy i wyrokuje już dziś ,że nasz syn będzie w szkole wytykany palcami ( sic!). Rozmowy nie pomagają, wręcz jest gorzej bo się kłócimy. Ja mam sporo argumentów za a on ma niewiele przeciw i przyparty do muru zaczyna "kąsać". Takie dyskusje są bez sensu i póki co zapowiedziałam ,że się na TAKI chrzest nie zgadzam.
Chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat. Może pomoże mi to spojrzeć na tę sytuację z innej strony.