alfa36
29.11.12, 14:19
Wiem, jaka jest teoria: alkoholik musi osiągnać dno. Czyli co, ma stracic pracę, zdrowie, rodzinę, życie? Co jest tym dnem? Czy to nie jest tak, ze im więcej traci, tym bardziej chce wszystko stracić? Przecież ma coraz mniej, przestaje mu zależeć. Przecież "dno" to nieszczęście nie tylko dla niego, ale też dla jego rodziny(czy to żony, jak jeszcze jest, czy rodziców/rodzeństwa). Znacie przypadki, ktore z teorią nie zgadzają się?