Śpi, będąc sam w domu z 4-letnią córką.
Poprzednio zdarzyło mu się to, gdy ponad miesiąc temu zostawiłam ich i pojechałam do CH na jakieś 3-4h. Dziecko mi powiedziało, że tata spał.
Wczoraj znów nie było mnie w domu (długo bo od 8 do 17). Pomiędzy tymi dwoma wyjściami nigdzie sama nie szłam. Wczoraj przed wyjściem walnęłam mu pogadankę, że mamy już na tyle sprawne i na tyle pomysłowe dziecko, że naprawdę może zrobić sobie krzywdę niepilnowane. Wracam... Widzę przez szklane drzwi, że mąż śpi...
Mam wrażenie, że nie mogę ich samych zostawiać w domu. Czuję się lekko przerażona (kiedy myślę, co mogło się stać) i sterroryzowana (boję się następny raz wyjść sama i ich zostawić w domu). Chyba muszę dziecko wozić do babci/babcie przywozić do domu, jeśli jeszcze kiedyś będę chciała wyjść, w innych godzinach niż te, gdy mała jest w przedszkolu.
Co o tym sądzicie?
Macie jakieś racy?
Bo ja nie wiem, jak postępować