patik110
12.05.13, 18:24
Znajomi, niezamożne małżeństwo z dwójką dzieci w wieku wczesnoszkolnym, co roku spędzają 7-10 dni w lecie na urlopie na Mazurach lub Kaszubach. Żadne fajerwerki, pobyt w domkach kempingowych, aczkolwiek w tych "lepszych" (dwa pokoje, łazienka, ogrzewanie, aneks kuchenny z lodówką, taras). Żywili się we własnym zakresie, obiady czasem w domku, czasem w okolicznych knajpkach/barach. Tak więc wakacje wypadały im względnie tanio.
Problem w tym, że zawsze mieli pecha i jak byli na urlopie to zawsze lało jak z cebra, a względnie było za zimno na kajaki, łódki i tak dalej. I tak od kilku lat. Wiadomo, uroki polskiej pogody. Jakby z łaski mieli zaledwie po dwa dni w miarę ładnej pogody, ale wtedy woda zawsze lodowata.
Znajomi są rozżaleni na swojego pecha, bo choć raz chcieliby mieć w czasie urlopu ładną pogodę, by dzieci wreszcie się pochlapały w wodzie.
Wiadomo, że gwarancja pogody, to jedynie na południu Europy lub jeszcze dalej (Turcja, Egipt itp. - choć i w Turcji może padać, mój kolega miał takiego pecha).
Rzecz w tym, że takie wakacje, to wydatek dużo większy, niż domek na Mazurach.
Znajomi poszperali w necie, przejrzeli finanse i stwierdzili, że jakby zacisnęli zęby, to mogliby spędzić krótkie wakacje w Bułgarii. Ponieważ jednak przelot dla 4 osób swoje kosztuje (nawet te najtańsze opcje), to stać by ich było tylko na tygodniowy pobyt w ośrodku rodem z PRL, takim jeszcze z meblami "na wysoki połysk. No i podczas pobytu musieliby się mocno za kieszeń trzymać. Ale z drugiej strony jest spora szansa, że byłaby ładna pogoda, ciepłe morze, a przecież o to tylko chodzi.
Znajoma rzuciła hasło w pracy, że się zastanawiają nad taką opcją i ją koleżanki prawie zjadły. Że jak tak dziadować, to lepiej w Polsce zostać. Bo nic nie zwiedzą, do knajpy nie pójdą, a ośrodek to pewnie zatęchła nora itp.
Ja uważam, że powinni polecieć do tej Bułgarii. I tak znajomej powiedziałam. Przecież tylko o plażę chodzi i ciepłe morze. Zaznaczam, że o ośrodku za dużo nie wiem poza tym, że to taki dawny zakładowy, dwa, trzy piętra, pokoje z tarasami chyba. No i ma klimę (a to już chyba coś).
Dodam, że dla dzieci to nawet lot samolotem będzie atrakcją, bo jeszcze nigdy nie leciały.
No, a co poradziłyby e-matki? "Skromne" wakacje za granicą ale z gwarancją pogody (na jakieś 80-90%), czy znowu ryzyko deszczowego urlopu w Polsce?
Dodam, że "dziadowanie dziadowaniem" ale znajomi przewidują w tej Bułgarii coś takiego jak lody, czy jakieś drobne pamiątki dla dzieci. Mają też świadomość, że trzeba na koncie mieć dodatkowe środki na nieprzewidziane wydatki (typu choroba dziecka, zgubienie bagażu itp).
Tylko bez chamskich odpowiedzi proszę.