natkagatka
31.05.13, 00:51
Dziewczyny, nabawilam sie chyba choroby psychicznej jakiejs. Ja zawsze olewajaca choroby nagle dostalam schizy. Ponad 2 tyg temu ugryzl mnie kot sasiadki. Kocur jak sie okazalo nie szczepiony od paru lat. Zrobilam lekki dym, w wyniku czego kot przeszedl 10 cio dniowa kwarantanne. Wszystko ok, kot zdrowy, je, pije, bawi sie. Moj lekarz mi mowi , ze na 100% nie moglam zarazic sie wscieklizna, bo kot chory na wscieklizne ma gora tydzien zycia, kwarantanne przedluzaja do 10 dni, tak, zeby nie miec cienia cienia watpliwosci. Poza tym powiedzial mi, ze kot jednak byl pare lat temu szczepiony, a wyniki badan juz kiedys pokazaly, ze te szczepionki na wscieklizne jednka dzialaja o wiele dluzej niz sie publicznie mowi, byc moze nawet w niektorych przypadkach wyrabiaja odpornosc zwierzaka na cale zycie. Weterynarze jednak naciskaja na czeste szczepienie, bo w przypadku chorob takich jak wsciekizna lepiej zaszczepic za czesto niz za rzadko, a poza tym lekarz sie usmiechnal I powiedzial, ze weterynarze tez musza z czegos zyc.
Czyli tak, wedlug lekarza nie ma mozliwosci, zadnej, najmniejszej , tyciowej, zebym byla zarazona wscieklizna, a ja dostalam jakiejs schizy. Wydaje mi sie, ze mam juz pierwsze objawy, czyli dretwenie miesni!
Wezcie mnie objjedzcie, ze histeryzuje!! A dodam jeszcz, ze minely ponad 2 tyg a kocur nadal zyje i ma sie dobrze, wiem, bo bylam wczoraj sprwdzic sasiadke.