Wysłałam męża do pediatry z dzieckiem. Dziecko miało ponad 39 stopni.
A lekarz ostukał, osłuchał, pooglądał i stwierdził, że dzieciak zdrowy. Mąż przypomniał się z temperaturą, to usłyszał że mamy błędne odczucia i zepsuty termometr

(podczas wizyty temp. była ok bo zbita lekami - o czym również informował).
Byłam już u innego lekarza. Konkretna diagnoza. Konkretne leczenie.
Czy warto złożyć skargę? I tak złoże. Dla zasady. Taka jestem. Ale czy wg was warto? Która mama też by się pofatygowała?