Mialyscie jakies mało przyjemne rozmowy w sprawie pracy? Zaszokowało Was kiedyś czyjeś buractwo, chamskie pytania?
Ja pamietam jedna rozmowę, w BGŻ chyba. Dyrektor działu, w którym chciałam pracować, taki lekki bufonik z wyglądu (ale nic to, nie uprzedzam sie) pyta mnie, jaka byłaby moja wymarzona pensja. Nie taka realna, tylko taka z marzeń. Wiec mowie. A ten na to, lekceważąco "ech, gdyby moja żona tyle zarabiała..." - w tym momencie juz seksizmem mi zawiało i wiedziałam, ze nici z tej pracy, wiec pytam "a dlaczego żona, a nie pan"? A ten na to "za tyle, prosze pani to ja bym do pracy z łóżka nie wstał".
No i tak mi sie zapisał w pamięci. Ciekawe czy tam jeszcze pracuje i czy kiedyś sie spotkamy w jakiejś bardziej komfortowej dla mnie sytuacji