novanicka
21.11.14, 13:13
z racji zawodu z rzadka miewam do czynienia z tv, radio czy jakąś gazetą lub portalem.
Po prostu pytają o tematy z branży - nic nadzwyczajnego.
TV
3x udzielałam wywiadu w tv na kanapie (2x na żywo, raz nagrywali) - i za każdym razem mam wrażenie, ze kompletnie nie ma znaczenia czy ktoś ma coś do powiedzenia i co, jest czas antenowy, prowadzący brylują - czułam się zapchajdziurą. Byle kogoś tam posadzić.
A trzeba się stawić 2h wcześniej i czekać na te 4 minuty.
Radio.
Najgorzej wspominam jedną z największych stacji. Ktoś z innego miasta zaprosił mnie do studia nagrań w moim mieście, ale chyba nie poinstruował nikogo w temacie. Laska siada i mówi: to proszę.
Ale co proszę?
Proszę mówić.
No super...
W końcu dzwoni do mnie ta dziunia z tamtego miasta i "dodaje mi odwagi" a ja jej na to, że nie mam stresu, ale przydałyby się jakieś pytania. Oddałam telefon lasce na miejscu, tamta ją pouczyła i jakoś poszło (jak po grudzie - koszmar). A tamta dzwoni po wszystkim, że odsłuchała właśnie, świetnie wyszło, szefostwo zadowolone i bardzo dziękuje (ściema roku).
Inna - umówiła się ze mną na mieście. Chudzieńka, cichutka. Nie miała pomysłu gdzie możemy zrobić wywiad, bo umówiła się przy ruchliwym rondzie. Weszłyśmy do budynku (teatr). Tam ciszej, ale nagle wycieczka dzieciaków. Widzą oznakowany mikrofon i krzyczą: oooo patrzcie: radio, radio!
3-4 pytania, nawet nie było z czego zmontować sensownego materiału. To co usłyszałam... szkoda gadać.
Gazety/ portale.
Wszystko na wczoraj. Odmawiam wywiadów telefonicznych, tylko raz popełniłam ten błąd i niby moja wypowiedź została przekręcona i w dodatku zawierała błędy (w sensie błędy logiczne).
Teraz umawiam się na odpowiedź pisemną i proszę o autoryzację.
Pewna dziennikarka była uprzejma zawłaszczyć większość moich wypowiedzi jako swoje (cudzysłów zmienił miejsce). Odpuściłam. Nie jest tajemnicą, że takie wywiady dodają wiarygodności firmie i nie będę się szarpać z pismakiem (ale co się wkurzyłam to moje).
A jeszcze na etapie prośby o wywiad to cud, miód, malina. Jak tylko podeślę odpowiedzi - jestem traktowana jak natręt (który domaga się autoryzacji).
Tylko RAZ spotkałam super dziewczynę (radio). Usiadłyśmy w parku, gadałyśmy o wszystkim i o niczym 1,5h. W międzyczasie coś tam nagrywała.
Z tego materiału stacja zrobiła cały program, gdzie moje wypowiedzi były podsumowaniem tego o czym prowadzący rozmawiali ze słuchaczami. Jak to fajnie brzmiało.
Czyli jak ktoś chce - to można solidnie się przyłożyć.
Jednak większość nie chce, choć sami się kontaktują i to im teoretycznie zależy (mi oczywiście też, ale ja za to kasy nie biorę).
Nie lubię kontaktu z tą grupą zawodową. Zawsze czuję się jak narzędzie.
Czy ktoś ma podobne doświadczenia?
A może wypowiedzą się forumki dziennikarki?