twojabogini
05.03.15, 20:19
Ponieważ w sąsiednim wątku powtórzono całą masę mitów o przywilejach matek w polsce, a jest to mit bardzo dla matek szkodliwy pozwolę sobie na parę uwag.
Po pierwsze - nie istnieją w Polsce przywileje dla matek, ani dla ojców. Istnieją regulacje dotyczące grupy osób zatrudnionych na etatach. To niewielka część kobiet w wieku produkcyjno-rozrodczym, to samo dotyczy także mężczyzn, zwłaszcza z młodszych pokoleń.
Co grupy uprawnień dla pracowników związanych z rodzicielstwem - są to urlopy macierzyńskie dla matek, wcale nie należące do najdłuższych w Europie (24 tygodnie), choć są państwa w których są one znacznie krótsze. Dodajmy w państwach, gdzie te urlopy są krótkie jest też sieć nieodpłatnych żłobków, które umożliwiają rodzicom prace zawodową (Francja) lub system dopłat do dzieci, gdy państwo stawia na opiekę nad małymi dziećmi w ramach rodziny (Hiszpania). Tańszym dla państwa systemem jest system dopłat, ale odpada aktywność zawodowa kobiet no i nie generują one dochodów do skarbu państwa - więc w sumie jakoś to się bilansuje.
Są też urlopy dla ojców - w malutkim wymiarze. Jest tez urlop dodatkowy. Jest tez urlop rodzicielski - który wprowadzono bo inaczej rodzice masowo wyszliby na ulice, nie mając możliwości pracy ani zapewnienia dzieciom w pierwszym roku życia opieki. Obecnie wypycha sie z przedszkolo dwa roczniki co rozwiąze problem jeszcze o jeden rok i rzad bedzie ógł się pochwalić wzrostem ilości dzieci uprzedszkolnionych, bez wybudowania ani jednaj nowej placówki.
Niemniej jednak rodzice, którzy łącznie po urodzeniu dziecka mogą razem wykorzystać 52 tygodnie urlopu nie maja płatności 100% tylko 60%. Potem zostają nadal na lodzie - bez przedszkola czy żłobka.
Bajką jest, że kobiety w polsce masowo biorą L-4 na ciążę, a lekarze lekka ręką je dają. Są oficjalne statystyki ZUS - proszę się nimi zapoznać, jak ktoś nie wierzy. L-4 na ciąże to nie jest przywilej - to jest sytuacja dyktowana względami medycznymi, zdrowiem kobiety oraz dziecka.
Jest bajką, że w związku z rodzicielstwem rodzicom przysługuje prawo do brania opieki nad dzieckiem. Jest to uprawnienie wszystkich pracowników - mogą brać dni opieki nad dzieckiem, dziadkiem wujkiem. I jak wynika ze statystyk ZUS wiele osób tak właśnie robi.
Rodzicom przysługuje za to prawo do nieodpłatnego urlopu wychowawczego, 2 dni w roku opieki nad dzieckiem (tylko jeden rodzic może z tego korzystać), fikcyjna ochrona przed zwolnieniem w okresie powrotu z urlopu. Sami oceńcie czy dwa dni naprawdę wystarczą.
Mitem jest też, że koszty uprawnień rodzicielskich ponoszą pracodawcy. Koszt L-4 wystawianego w związku z ciążą, jest taki sam jak koszt każdego innego L-4. Koszty urlopów pracodawcy ponoszą tak samo wobec rodziców jak i nie rodziców. Zasiłek macierzyński, ojcowski i rodzicielski finansuje państwo.
Pracodawcy nie ponoszą więc żadnych kosztów związanych z macierzyństwem czy ojcostwem swoich pracodawców. A to bardzo niedobrze - bo to oni są rozbestwieni przez państwo, które bierze to na siebie. Rzadko w którym systemie państwo aż tak odciąża pracodawców od odpowiedzialności za swoich pracowników.
Karmienie piersią daje uprawnienie do skrócenia czasu o godzinę pracy. Pracodawca nie ponosi w związku z tym żadnych dodatkowych kosztów, po prostu kobieta musi sprawniej organizować sobie pracę. W pracach typu call center czy taśmą w fabryce jest kłopot przy rozpisaniu zmian, ale nie aż taki, żeby z niego nie wybrnąć. Teraz są od tego programy, nikt nie musi głowic się z ołówkiem i kalkulatorem.
To czego nie mamy, choć prawo tworzy podstawy - elastycznych form pracy dla rodziców. Pracodawcy boją się tego jak ognia. Możliwości pracy z dzieckiem - pracodawcy wymagają oddzielania sfery prywatnej i zawodowej. Przy pierwszym dziecku było to dla mnie bardzo dużym ułatwieniem, że mogłam zabierać dziecko do pracy. Nie mamy żłobków przyzakładowych. W zasadzie wgóle żłobków i przedszkoli mamy jak na lekarstwo - co przekłada się na to, ze wiele kobiet - i także niekiedy ojców - nie moze pracować zawodowo.
Nie mamy systemu zabezpieczenia społecznego na wypadek gdy rodzina znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. Kwoty od jakich są wypłacane zasiłki są poniżej progu przeżycia. Osoby które z nich korzystają zazwyczaj mają lewe dochody, co pozwala wykazać wystarczająco niski dochód. Wobec tego wsparcie dostają kombinatorzy, nie zaś rodziny o niskich dochodach. Proszę porównać progi zarobkowe i kwoty wypłacane dla osób o niskich dochodach w Polsce (tzw. zasiłki opiekuńcze i dodatki typu 100 zł za początek roku) z podobnymi świadczeniami w innych cywilizowanych państwach.
Nie ma zabezpieczenia społecznego na wypadek samotnego rodzicielstwa, ojciec czy matka który zostaje sam/a z dzieckiem jest w dramatycznej sytuacji, a najczęściej okazuje się, ze nic się takiej osobie nie należy. Państwo nie umie sobie poradzić nawet z wyegzekwowaniem alimentów i woli płacić 4500 miesięcznie na alimenciarza w wiezieniu, niż 100 zł nieściągalnych alimentów na dziecko. To nie jest standard europejski. Pomijam, że podatnicy przy takim podejściu są za każdy miesiąc i jeden przypadek 3,5 tysiąca w plecy oraz maja kolejne dziecko które jest niedopilnowane, niedożywione, zagrożone patologią - bo żyje na granicy minimum przeżycia.
Przy tym jeśli chodzi o podatki od artykułów dziecięcych - mamy na nie jeden z najwyższych watów, bardzo niskie kwoty wolne od podatków i system ulg na dzieci z których większość rodziców nie jest w stanie skorzystać - maja zbyt niskie dochody. Przy tym jedną z najwiekszych grup aktywnych zawodowo stanowią własnie rodzice - matki i ojcowie - bo muszą. Przy okazji - bez świadczeń na swoja rzecz musza finansowac teoretycznie bezpłatna edukację, leczenie dzieci oraz rzesze rent alkoholowych, emerytów w wieku lat 35 i lewych rencistów, jak również działaczy zwiazkowych, partii politycznych i przywilejów dla osób zatrudnionych w spółkach państwowych z wyższej półki z ich fikcyjnymi etacikami i wygodnymi prezesurami.
Kto tu jest grupą uprzywilejowaną?
Nie sadzę żeby rodzice w polsce chcieli od państwa więcej niż możliwości okresowego uzyskania wsparcia na wypadek przejściowo trudnej sytuacji finansowej i dobrej jakości opieki instytucjonalnej - obejmującej więcej niż 5-7% dzieci. Jak również realnego modelu pracy elastycznej - czego wypromowanie alezy od państwa.
U nas praca elastyczna stała się synonimem pracy bez żadnych uprawnień i niskopłatnej, a nie pracy pozwlającej godzic obowiazki rodzica z obowiazkami pracownika.