amsterdama
07.11.15, 13:06
Wybaczcie moje marudzące posty, może to jesienna depresja.
Pracujemy z mężem dużo, tak jak wszyscy nasi znajomi i podejrzewam większość z Was.
W środowisku zawodowym mam przyjaciół, lubimy się, szanujemy, mamy wspólne tematy pozazawodowe. Jednocześnie w tej grupie jestem jedyną osoba,która życie rodzinne ceni sobie bardziej, niż cokolwiek innego. Dom, dzieci- to musi być wszystko zadbane. Ład, spokój, ciepła zupa na stole, domowe ciasto- nie zawsze się udaje, tak jak bym chciała, ale do tego dążę. Czasem kosztem snu, czasem kosztem osobistych planów. Tak chcę. Po całotygodniowym wysiłku rezerwuję sobie sobotnie popołudnia na leniuchowanie w gronie najbliższych, zaś niedziela to dla mnie dzień poświęcony dzieciom:czasem przyjemności, czasem pochylenie się nad różnymi ich problemami.
Co tydzień boję się telefonu:"Jesteście w domu? No to będziemy za godzinkę, możemy?"
Goście nr 1. " Jesteśmy tacy zagonieni. W domu bajzel, bo nie ma czasu sprzątać. A nasza córka tęskni za zabawą z waszymi dziećmi. To co? Widzimy się?" Ok, tyle,ze oprócz poświęconego im popołudnia mam jeszcze 3 dni sprzątania po ich szalonym dziecku. Dziewczynka bardzo sympatyczna, ale o z zabawie typu układanie klocków, rysowanie, nie ma mowy. Prośby, aby bałagan (choć to delikatne określenie) dotyczył tylko pokoju mojej córki, skutkują tylko na chwilę. Roz...el jest w całym domu. Tak- rodzice widzą, w tym równie moje poirytowanie, ale uznają to za normę.
Goście nr 2. Mają malutkie mieszkanko i dużego psa. Psa kochają jak inni swoje dzieci i bardzo się cieszą,że pies może się u nas wybiegać.Latem jest to bieganie między ogrodem a domem, skakanie brudnymi łapami po dziecięcej pościeli, lizanie/rzucie zabawek. Kiedy pogoda brzydka, pies wariuje w domu, miska z wodą rozchlapana , podłoga mokra i uśliniona, wizyta w czasie kiedy suka miała cieczkę też zaliczona.
Goście nr 3. Single, nie potrafiący zrozumieć, że kiedy ma się dzieci, ma się obowiązki i nie można swobodnie wykroić- ot tak sobie- popołudnia i wieczoru na pogaduchy.
Męczy mnie ciągłe wymyślanie powodów, dla których nie możemy się spotkać. Rozumiem,ze każdy chce się przytulić do domowego ciepełka. Tyle,że ja na to ciepełko bardzo ciężko pracuję, robię to dla mojej rodziny i dla siebie, a ostatecznie osoby, które nie potrafią sobie poustawiać priorytetów życiowych, bezkrytycznie z tego czerpią. Mam dość. Nie wiem, jak to zakończyć.