wheels.of.steel
25.12.15, 22:20
Skoro już było o Kijowskim, to nasunął mi się do głowy wątek - jeśli chodzi o członkostwo w subkulturach wśród delikatnie mówiąc dorosłych facetów, najgorszym przypadkiem jest tzw. stary hipis. Siwe i przerzedzone długie włosy, stara zniszczona ramoneska lub dżinsówka, zdarte glany i taki sam chaos w głowie. Dzieciom trzeba kupić podręczniki do szkoły, a hipis rozmyśla o tym, jak tu uzbierać pieniądze na wypad na Woodstock i wyjazd na manifestację w sprawie legalizacji marihuany. Je byle jak, na piwo zawsze będzie miał. Woli grać na gitarze i żebrać, niż iść do roboty. Dzieciak by chciał chodzić na dodatkowe zajęcia sportowe i potrzebne są fundusze, a hipis rozmyśla nad tym, w którym uszku kolczyk zrobić i czy kupić koszulkę Nirvany czy Dżemu, bo biedaczek się nie może zdecydować. Jak uda mu się kupić czteropak Tatry w promocji, to jest święto lasu. O ile dojrzały harleyowiec ubrany cały w skóry i posiadający nietanią machinę nie wygląda na biedaka, to pan hipis z daleka wygląda jak bezzębny włóczęga bez grosza przy duszy. Podstarzały hiphopowiec ze złotym łańcuchem, czy dresiarz w BMW który ma hurtownię płytek łazienkowych również tak nie rażą. Ani stary skin z wielkimi mięśniami, który również poszedł w biznesy. A wiekowy hipis zwalnia się z pracy i przechodzi na głodową zapomogę, bo woli żyć na taniej pasztetowej, niż płacić na swoje dzieci. Cieszy się jak dziecko, bo kupił sobie nową koszulkę z pacyfką. W pewien styczniowy poniedziałek miałby iść do nowej pracy, ale nie pójdzie, bo gra Wielka Orkiestra, będą darmowe koncerty i trzeba zalać pałę.