sayyida
27.01.17, 10:11
"Za moich czasów" michałki to były michałki i wstyd było nie mieć piątki z plastyki, a zagrożenie z muzyki to była rzecz niesłychana. Moj tata w ogóle ma na świadectwie z podstawówki wpisany "śpiew".
Teraz dziecko na normalną klasówkę z excela, z normalnymi zadaniami do wykonania, z zadaniami z treścią włącznie, wymagającymi wpisania odpowiednich formuł logicznych (na komputerach to robią, nie na papierze). Na muzyce musi wiedzieć, co to jest minorowa skala dorycka, a na plastyce rozpoznawać style w architekturze. Poziom trudności prac domowych czy wymaganej na lekcjach koncentracji nie odbiega wcale od matematyki czy przyrody. No i prac nie da się zrobić w domu, po chorobie słyszę czasem "zostanę dłużej w szkole, bo mam plastę do zaliczenia".
A jak w szkołach waszych dzieci?