Dodaj do ulubionych

tzw michalki

27.01.17, 10:11
"Za moich czasów" michałki to były michałki i wstyd było nie mieć piątki z plastyki, a zagrożenie z muzyki to była rzecz niesłychana. Moj tata w ogóle ma na świadectwie z podstawówki wpisany "śpiew".
Teraz dziecko na normalną klasówkę z excela, z normalnymi zadaniami do wykonania, z zadaniami z treścią włącznie, wymagającymi wpisania odpowiednich formuł logicznych (na komputerach to robią, nie na papierze). Na muzyce musi wiedzieć, co to jest minorowa skala dorycka, a na plastyce rozpoznawać style w architekturze. Poziom trudności prac domowych czy wymaganej na lekcjach koncentracji nie odbiega wcale od matematyki czy przyrody. No i prac nie da się zrobić w domu, po chorobie słyszę czasem "zostanę dłużej w szkole, bo mam plastę do zaliczenia".
A jak w szkołach waszych dzieci?
Obserwuj wątek
    • livia.kalina Re: tzw michalki 27.01.17, 10:13
      Za moich czasów, nie wypełniało się na sprawdzianie tabelek w excelu ale na plastyce trzeba było rozpoznawać style w architekturze a na muzyce znać teorię muzyki i życiorysy kompozytorów.
      • gris_gris Re: tzw michalki 27.01.17, 10:15
        za moich tak samo!
      • nathasha Re: tzw michalki 27.01.17, 10:16
        tak, zyciorys kompozytorow. plus pamietam jak ci ktorzy nie umieli spiewac, czyli np moi, musieli obowiazkowo przyniesc rosliny do salki muzycznej.
        • panterarei Re: tzw michalki 27.01.17, 14:28
          Co niewątpliwie wpływa na kształtowanie gustów muzycznych. Chyba bardziej te rośliny niż wkuwanie nudnych życiorysów..ech.
      • mamma_2012 Re: tzw michalki 27.01.17, 10:17
        Tylko dzięki temu miałam 5 czy 6 z muzyki. Inaczej bym nie zdała pewniewink
      • loola_kr Re: tzw michalki 27.01.17, 10:56
        pamiętam sprawdziany z nut w podstawówce referaty na plastykę o malarzach czy stylach. pamiętam, ze ciężko było zdobyć jakiekolwiek zdjęcia, miałam parę zdjęć do referatu o sztuce antycznej i babcia mi spaliła bo rzeźba miała "aparat na wierzchu"...
        • livia.kalina Re: tzw michalki 27.01.17, 11:05
          pamietam na plastykę należało przygotować album z pracami plastycznymi dzieci w rożnym wieku z charakterystycznymi elementami dla danej fazy rozwoju(np głowonogi). W tym celu, jak nam pan od plastyki radził, należało zbierać rysunku po dzieciach w rodzinie. My, z przyjaciółkami, takich dzieci w rodzinie nie miałyśmy więc (do dziś sie tego wstydzę) chodziłyśmy po szkołach i zdejmowałyśmy z gazetek rysunki dzieciaków. Żałuję ale bez tego bym plastyki nie zaliczyła.
    • lilly_about Re: tzw michalki 27.01.17, 10:16
      Eeee myslałam, że cukierki się zepssuły czy coś
      • crulotka Re: tzw michalki 27.01.17, 11:09
        Ja teżwink
    • mamma_2012 Re: tzw michalki 27.01.17, 10:16
      Mam na maturalnym jedną tróję... z plastykiwink

    • default Re: tzw michalki 27.01.17, 10:27
      sayyida napisała:

      > Na muzyce musi wiedzieć, co to jest minorowa skala dorycka, a na plastyce rozpoznawać
      > style w architekturze.

      A co w takim razie Twoim zdaniem miałby obejmować program nauczania muzyki i plastyki ?
      Ja chodziłam do podstawówki w latach 70-tych i też się tego uczyłam. Miałam klasówki z zapisu nutowego - tyle że na papierze z pięciolinią, a nie w excelu smile
      • sayyida Re: tzw michalki 27.01.17, 10:34
        Ależ wg mnie to bardzo dobrze! Tylko czytam w sąsiednim wątku o dobrych stopniach za przedmioty artystyczne i dziwię się, dlaczego ktoś jest w stanie nauczyć się składu wielkiej orkiestry symfonicznej, a nie jest w stanie opanować ukształtowania terenu Polski.
      • triss_merigold6 Re: tzw michalki 27.01.17, 11:13
        O, ja też. Koszmar.
    • issa-a Re: tzw michalki 27.01.17, 10:34
      bo to wszystko zalezy, jakich nauczycieli ma szkoła.
      Mój syn miał w gim plastyczkę i, ku swojej "rozpaczy", także zostawał po lekcjach, kończyć rysunki i malowidła różne. Syn ma umysł ścisły i dla niego był to pewnien problem, dla jego kolegów zreszta też. Ale nauczycielka nie robiła problemu, jak ktos talentu nie miał, robiła problem jak zlewał przedmiot.
      Ja, sto lat temu, miałam w podstawówce także plastyczkę i ona uczyła nas przedmiotu faktycznie, wlokła po okolicy żeby robić szkice, uczyła perspektywy. Podobnie było na WFie, też miałam nauczycielkę po AWFie i też mordowała nas zawodami, skokami i biegami, zamiast dać piłke i spokój.
      Natomiast muzyki uczyła rusycytka i na lekcji słuchalismy płyt.
    • lauren6 Re: tzw michalki 27.01.17, 10:39
      Na którym przedmiocie artystycznym są klasówki z Excela? Muzyka, plastyka, a może WF?

      Nie wiem kto u was uczył muzyki czy plastyki. Ja ze szkoły pamiętam naukę stylów architektonicznych i klasówki z muzyki (zapadły mi w pamięć, bo nikt nie chciał zakuwać tych bzdur, więc 40 minut klasówki polegało na dyskretnym spisywaniu z zeszytu gdy pani nie patrzy).
      • joa66 Re: tzw michalki 27.01.17, 10:47
        Ale autorka nie pisała o przedmiotach artystycznych wink
        • livia.kalina Re: tzw michalki 27.01.17, 11:14
          Ja zrozumiałam, że z przedmiotów artystycznych te klasówki ale wypełniane nie na papierze tylko w tabelkach w excelu.
          • sayyida Re: tzw michalki 27.01.17, 11:24
            Nie, tylko na zajęciach komputerowych klasówki z excela są w excelu smile Uściślałam, bo słyszałam o nauczycielach, którzy robią je na papierze, zresztą, moja siostra (bo ja nie miałam takiego przedmiotu jeszcze) miała klasówki z "informatyki" bez komputerów...
    • mdro Re: tzw michalki 27.01.17, 10:45
      No cóż, mój ojciec, kształcący się w latach 40. i 50., na świadectwach miał prawie same piątki od góry do dołu, a z rysunku i śpiewu tróje (na ogół naciągane). Więc różne bywały te "moje czasy" wink. Z kolei "za moich czasów" w wyższych klasach podstawówki nikt się "michałkami" nie przejmował, a w liceum w ogóle mieliśmy tylko WT przez 2 lata (no i PO, ale to insza rzecz). WT przez jeden rok nawet nauczyciel usiłował robić na poważnie, w następnym już mu przeszło.
    • paloma_blauwinder Re: tzw michalki 27.01.17, 10:47
      Skala minorowa może być naturalna, melodyczna albo harmoniczna, ale nie może być doryckasmile
      Podejrzewam, że te wszystkie michałki są dla ogólnej ogłady - tzn. żeby słuchając mazurków Chopina albo widząc zabytki w Rzymie chociaż coś z tego kumać. Jest to pomysł o tyle utopijny, że jeśli ktoś tego nie wyniesie z domu to i tak nie dojrzy sensu. Dużo lepiej by było dzieci rozśpiewać i wyrobić nawyk robienia ładnych rzeczy rękoma, to ma w dzisiejszym społeczeństwie sens może mniej praktyczny (bo wszystko można kupić), a bardziej terapeutyczny.
      Zajęcia komputerowe to moim zdaniem inna kategoria, bez excela nie ma życia przecież.
      • sayyida Re: tzw michalki 27.01.17, 10:59
        Dorycka - naturalna z podwyższonym stopniem VI i VII smile
    • annajustyna Re: tzw michalki 27.01.17, 10:50
      Style w architekturze, malarstwie i rzezbie tez mialam w podstawowce 30 lat temu. Tonacje tez musialam umiec okreslac...
    • ga-ti Re: tzw michalki 27.01.17, 10:53
      U dziecka najtrudniej było na technice w 4 klasie, włącznie z zagrożeniami wink pani miała jakieś wymagania z kosmosu, a z drugiej strony stawiała 6 za prace wykonane w domu przez rodzica (np. praca 'coś z drewna', dziecko przyniosło pięknie wyszlifowany papierem ściernym breloczek i co? 'tylko tyle? - 3', drugie zrobiony przez rodzica, czy z duuużą pomocą rodzica domek - 'o jak pięknie, 6'; podobne akcje były z układami elektronicznymi, obwodami itp.). Na szczęście pani podziękowano za pracę. I okazało się, że można inaczej, normalniej.
      Plastyka jest różna, trochę teorii, trochę prac plastycznych, z tym że prace głównie robią w domu, bo na lekcji 45 minut za mało, ale robią dużo i oceny też nie same 5.
      Muzyka niby pani wymaga, niby robi kartkówki z teorii, życiorysów twórców, pojęć... ale jakoś brakuje mi muzyki w muzyce, nie tylko śpiewania, bo i rozumiem ból chłopaków z mutacją wink ale też nuty, zapisywanie, odczytywanie, granie, rytmy... jakoś mało tego jest. Za to u młodszego dziecka w 1-3 nut nie ma wcale, żadnych rytmów, żadnych zapisów sad
      W podstawówce muzykę miałam bardzo fachową, z panią po studiach, mieliśmy i teorię i śpiew i granie, bardzo ok.
      Technika różnie, ale szkoła miała pracownię z całym sprzętem stolarskim i majsterkowym wink lutowałyśmy, szlifowałyśmy, ale też było pismo i rysunek techniczny, były robótki ręczne różnorakie, gotowanie, pieczenie, sałatki, kanapki i głupoty typu teoria z obróbki metalu wink
      Plastyka kulała, za to w LO miałam plastykę przez rok z cudowną kobietą, uczyła nas i teorii i praktyki, szkoda że tylko rok.
    • liisa.valo Re: tzw michalki 27.01.17, 11:02
      Nigdy nie byłam utalentowana artystycznie, niestety. Nie miałam piątki z muzyki czy plastyki, aż do 7-8 klasy podstawówki, gdy do szkoły przyszedł nowy plastyk. Na pierwszej lekcji ustaliłam z nim, że zamiast się paprać w farbach będę mu pisała referaty na tematy stylów w malarstwie czy architekturze, a on mnie będzie potem odpytywał z tej wiedzy. Tym sposobem z plastyki miałam 6 na koniec podstawówki, bo przyłożyłam się do pracy. Babsko z muzyki nie dało się urobić. Niestety, coś czuję, że moje dziecko talent artystyczny odziedziczy po mnie i uplasuje się na drugim stopniu muzykalności, czyli będzie odróżniać, kiedy grają,a kiedy nie.
    • forumologin Re: tzw michalki 27.01.17, 11:08
      Wszystko zalezy od nauczyciela, ja na muzyke musialam sie uczyc tak jak na chemie powiedzmywink
      byly jakies klasowki z teorii, do tego spiewanie i granie na instrumencie.
      a spiewanie bylo straszne, trzeba bylo stanac przed cala klasa i zaspiewac. dotychczas mam traume bo spiewac nie umiem smile na szczescie nie pamietam by klasa sie z kogokolwiek wysmiewala, nie wiem czy to kwestia czasow czy fajnej klasy.
      a na plastyce byly luzy, zadnej teorii.
    • andaba Re: tzw michalki 27.01.17, 11:39

      Podobnie, czyli mają kartkówki z muzyki, sprawdziany z plastyki i techniki.

      Ja na muzyce śpiewałam, choć fakt, nuty i klucz wiolinowy poznawaliśmy. I tyle.
      Na plastyce były wyłącznie rysunki i malunki, ewentualnie wydzieranki.
      Na technice (wtedy to się nazywało "prace ręczne") w klasach 1-3 podstawy szycia i przestrzenne prace plastyczne, w 4,5,7,8 klasie oddzielnie mieli chłopcy i dziewczyny - oni robili karmniki, półki, i jakieś cuda inne (w szkle była pracownia z takimi solidnymi stołami z imadłami i dużo narzędzi - wątpię, czy dziś gdzieś poza zawodówkami taki sprzęt jest), a my szyłyśmy, dziergałyśmy, haftowałyśmy, za to na wysokim poziomie. Już w 5 klasie większość potrafiła uszyć ręcznie prostą sztukę odzieży, a hafty były naprawdę ładne. Wymieniałyśmy się wzorami, kupowałyśmy "Gospodynię", za pisemko pokroju dzisiejszej "Sabriny" dałybyśmy się pokroić smile Oczywiście nie wszystkie to bawiło, ale sporo dziewcząt.
      W klasie 6 były pismo techniczne i podstawy obróbki żywności, zarówno teoria (chłodziarki, zamrażarki, pasteryzacja warzyw, mięsa), jak i praktyka - sałatki, ciasta, kanapki. Z konieczności tylko to, bo pieca, poza kuchnią nie było, ciasto piekło się w prodiżu. Wtedy mieliśmy prace ręczne razem z chłopcami i z nauczycielem płci męskiej.

      Owszem przeważały piątki z tych przedmiotów, ale gdy w 7 klasie przyszedł durnowaty i smarkaty nauczyciel, to już nie było różowo, mam na świadectwie z 8 klasy 4 i z plastyki i z muzyki, bo się stawiałam. Nie ja jedna, facet przyszedł uczyć zaraz po technikum (i szkole muzycznej), miał 21 lat i taki był z niego pedagog jak z koziej d...trąba, wredny był i tyle.

      • ga-ti Re: tzw michalki 27.01.17, 14:47
        "w szkole była pracownia z takimi solidnymi stołami z imadłami i dużo narzędzi"
        Też taką pracownię mieliśmy, przy każdym stanowisku gniazdko, żeby lutownicę/wiertarkę podłączyć, szafki z mnóstwem narzędzi i pan od techniki, którego wszyscy uwielbiali choć czuli respekt, bo to prawdziwy facet był big_grin
    • mgla_jedwabna Re: tzw michalki 27.01.17, 12:54
      No i bardzo dobrze. Kto powiedział, że znajomość nut jest mniej ważna/przydatna od związku zgody, rządu i przynależności, a umiejętność odróżniania rzeźby gotyckiej od barokowej - od podziału na jedno- i dwuliścienne?
    • kai_30 Re: tzw michalki 27.01.17, 13:12
      W podstawówce jedynym przedmiotem, z którego miałam wiecznie tróję (bywało, że naciąganą, "na szynach", w czasach skali 2-5) były ZPT. Bo innym dzieciom ojcowie wykonywali cudeńka z drewna, a mamusie szyły ręcznie torby i inne fartuszki, ja dziergałam wszystko sama i jakość moich dzieł znacznie odstawała od reszty. Jak raz się ojciec zlitował i za mnie zbudował pojemnik na zapałki, to też dostał tróję, i się zniechęcił biedak big_grin

      Stopnie mi się poprawiły dopiero kiedy weszło pismo techniczne i były z niego sprawdziany na lekcjach, więc rodzice nie mogli się już wykazać wink

      Moi synowie mają do michałków stosunek zlewczy, nie wysilają się zbytnio, więc zazwyczaj czwórki to był maks, wyłączając najmłodszego, obecnie w drugiej SP, który jest obowiązkowy i przykłada się pilnie do wszystkich przedmiotów. No ale nie wiadomo, czy mu z wiekiem nie przejdzie. Jakichś kosmicznych sprawdzianów nie pamiętam, chyba jednak na muzyce był śpiew, a na plastyce prace plastyczne. Informatyka to co innego, solidna wiedza, uczenie konkretnych umiejętności (word, powerpoint, prezi, excel, najmłodszy co chwila dzierga coś w paincie, piszą już też w wordzie i zaczynają robić prezentacje).
    • kondolyza Re: tzw michalki 27.01.17, 13:22
      o co chodzi z tymi michałkami? za moich czasow nie zawsze bylo lekko z tych przedmiotow. jesli bylo to tylko dlatego ze np. techniki uczyl pan od historii, ale jak juz trafila sie ambitna muzyczka to i tróję z kartkówki przyniosłam bo trudne zadania dała.

      ale okreslenia michałki nie znam.
      • triss_merigold6 Re: tzw michalki 27.01.17, 13:26
        Michałki to inaczej drobiażdżki.
        • kondolyza Re: tzw michalki 27.01.17, 15:22
          czyli drobiażdżki jako niewazne przedmioty? boże ja jestem chyba z innej planety, w życiu nie słyszałam takiego określenia...
      • annajustyna Re: tzw michalki 27.01.17, 13:44
        Tez myslalam, ze o czekoladkach bedzie i ewentualnie ich biedniejszych kuzynach michaszkach...
    • phantomka Re: tzw michalki 27.01.17, 13:22
      Z muzyki wymagania są duże, chociaż z drugiej strony dzieci nie grają na instrumentach, tak jak to było za moich czasów.
      Dla mnie np.duże osiągnięcia dziecka z wfu są tak samo satysfakcjonujące, jak z matmy. Dlatego, że widząc nieruchawość dzieciaków, niechęć do aktywności, to jednak cieszy mnie, że mojemu dziecku się chce.
      • klerjeser Re: tzw michalki 27.01.17, 13:47
        Nie znam szkoły i dzieci, które sprawdziany piszą w Excelu. No chyba, że chodzi o zajęcia z informatyki.
      • agni71 Re: tzw michalki 27.01.17, 21:24
        Ciekawe z tymi instrumentami. Ja w szkole nie grałam (no, dobra, dostawałam trójkąt, ktos tam tamburyn i "graliśmy"), a moje dzieci w klasach I-III miały dzwonki (czyli cymbałki), a w kl. IV-VI jest flet, i nie ma przeproś, trzeba grać. Myślałam, że tak jest teraz wszędzie. Oprócz tego również śpiewają, a teorii chyba nie za wiele z muzyki akurat mają (więcej z plastyki).
    • asia_i_p Re: tzw michalki 27.01.17, 14:16
      Na muzyce pamiętam sporo teorii z podstawówki, na plastyce mniej, ale też coś jednak było - córka ma moim zdaniem mniej tego, zwłaszcza z plastyki. A informatyka to nie jest michałek, to jest przedmiot, który w liceum pojawia się w najpopularniejszych rozszerzeniach, więc nie można go odpuścić w podstawówce ani w gimnazjum.
    • sayyida Re: tzw michalki 27.01.17, 15:01
      Ja jestem daleka od dzielenia przedmiotów na "lepsze" i "gorsze". Zajęcia komputerowe są potrzebne, bo dzieciaki muszą opanować pakiet biurowy, a i podstawy programowania tam mają. Elementarne wykształcenie muzyczne i plastyczne jest niezbędne, tak samo jak konieczny jest solidnie prowadzony wf. I bardzo się cieszę, że to wszystko jest w szkole mojego dziecka (w mojej było z tym gorzej, ale nadrobili rodzice).
      Ale ciągle słyszę, że piątka czy szóstka z muzyki jest "gorsza" niż z matmy, a w sąsiednim wątku wręcz licytacja "bo moje to ma średnią zrobioną kluczowymi przedmiotami, a artystyczne robi tyle, żeby zdać, a twoje to pewnie odwrotnie".
      PS. do "artystycznych" trafiły zajęcia komputerowe, bo u nas akurat pani ocenia, czy są ładnie zrobione przejścia w prezentacji albo animacja czcionki w edytorze tekstu, albo każe rysować obrazki w arkuszu kalkulacyjnym za pomocą odpowiednio sformatowanych pól...

      Stąd moje zaskoczenie. W szkole mojego dziecka plastyka to równie trudny przedmiot, co przyroda.
      • sayyida Re: tzw michalki 27.01.17, 15:03
        Nawet w tym wątku padło "nikomu się nie chciało uczyć tych bzdur" - a takiej historii się pewnie uczyli...
        • agni71 Re: tzw michalki 27.01.17, 21:26
          Moim zdaniem, zależy, co kto zamierza w życiu robić, czym się interesuje. Jedno z moich dzieci ma zacięcie plastyczne i widziałabym nawet jej przyszłość związaną z tą dziedziną. Dla niej więc taka plastyka to nie michałek, a ważny przedmiot.
    • inguszetia_2006 Re: tzw michalki 27.01.17, 21:37
      Witam
      Ja nie miałam michałków. Były książki i program był realizowany. Moniuszko, Bach, Mozart - życiorysy na blachę. Zapisy nut, gra na flecie. Wszystko, co w książce musiało być w głowie.
      Z plastyki też. Nie narzekałam, podobało mi się. Moja córka nie umie prawie nic. Nadrobi w przyszłości zapewne, bo lubi muzykę i interesuje się sztuką, ale szkoda, że edukacja plastyczno-muzyczna tak zeszła na psy.
      Pzdr.
      Ing

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka