zona_glusia
09.06.17, 23:33
Wiem, że było wiele razy, że po sprawie arcybiskupa Wesołowskiego nic już nie powinno dziwić. Mnie jednak ruszyły dwa teksty przeczytane wczoraj i dzisiaj.
Kościół przenosi pedofilów z parafii do parafii i uważa sprawę za załatwioną.
krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,21935679,ksiadz-z-podhalanskiej-parafii-molestowal-dzieci-jest-sledztwo.html#BoxL
Ks. Mariusz W. pracuje obecnie w parafii w centrum Krakowa. Jest wikariuszem. Tuż po przeniesieniu nadal zajmował się dziećmi, organizował między innymi oazy, współpracował z Ruchem Światło-Życie i opiekował się ministrantami. Prowadził też katechezy w jednej z krakowskich szkół.
I drugi tekst. Moim zdaniem bardzo poruszający, w którym padają takie zarzuty:
1. Kościelny koordynator ds ochrony dzieci i młodzieży twierdzi, że nie może stworzyć rejestru pedofilów w sutannach, bo biskupi nie dostarczają mu danych.
2. Wytyczne Episkopatu w Polsce dotyczące postępowania w sprawach pedofilii nie spełniają standardów przyjętych w innych krajach - kluczowym trikiem w nich jest to, że całą odpowiedzialność ponosi sprawca jako osoba fizyczna.Kościół najpierw chroni takiego sprawcę, przenosi go z parafii na parafię, a kiedy rzecz się wyda, to pozbywa się odpowiedzialności za wszystko i ofiary nie mają do kogo zwrócić się o zadośćuczynienie.
3. Wydaje się, że wiele zasad stworzonych w Watykanie ma według episkopatu dopisek: "nie stosować w Polsce"
4. Kościół nikomu w Polsce nie wypłacił odszkodowania, więcej nigdy za nic nie przeprosił
krytykapolityczna.pl/kraj/kosciol-nie-moze-byc-sedzia-we-wlasnej-sprawie/