Czytam dziecku bajki rozne przy okazji zainteresowalam sie zyciem autorow. I tak Francis Hodgson Burnet - wariatka i ogolnie slaby wzorzec rodzicielstwa. Carrol - pedofil. Barrie - pedofil. Andersen - gdzie zaczac? Za to opowiedz o kaczatku zawsze mi sie nie kleila jak wiem ze homoseksualista wszystko stalo sie jasne. Lewis - maniak religijny i tez podejrzany. Travers - zycie tak skopane (dzieciom przede wszystkim) ze teudno bardziej. No i te dzieci wszedzie co umieraja masowo

chyba tylko Tove Janson i Montgomery w miare zycie udane i normalne - albo jeszcze nie doczytalam.
Smutno mi sie zrobilo.
A moze to nadonterpretacje?