zeldaf
09.12.17, 18:17
Dzisiaj w sklepie. Delikatesy Centrum. Stoję w kolejce przy stoisku mięsnym za jakimś trzydziestoparolatkiem. Za mną już nikogo. Sprzedawczynie dwie, w średnim wieku. Facet prosi o "piersi", ale raczej bez podtekstów, po prostu wygląda na nieco nieporadnego. Jedna z pań, nie ta, która akurat obsługuje, parska śmiechem i mowi dziarsko: "Nie dopytuj, po prostu daj cycka". Sprzedawczyni nr. 1 czewienieje, klient też olewa się purpura i duka, że weźmie cokolwiek. Cała trójka się śmieje, nie wszyscy szczerze, i zerkaja na mnie. A ja nie wiem, czy też powinnam się rozesmiac z uprzejmości? Czy fakt, że poczułam się zażenowana i zachowałam twarz kamienną świadczy o kiju w tyłku, tudzież skrzywieniu jakimś? Zarazem przypomniało mi się, że doświadczyłam podobnej rubasznosci ze strony ciotek w okresie dojrzewania i to uczyniło mnie jeszcze bardziej bezbronna wobec męskich zaczepek. Jak to jest z tym damskim seksizmem? Do dziś nie umiem na niego reagować. A może jestem przewrazliwiona?