unaragazza.bionda
14.04.19, 23:23
3 miesiące temu dowiedzieliśmy się że koleżanka choruje na nowotwór jelita grubego. Choroba niestety wykryta już z przerzutami do płuc i wątroby. Diagnoza zbiegła się z innymi stresującymi wydarzeniami w naszym życiu, które minęły. Pomimo upływu tych 3 miesięcy nie radzę sobie z sytuacją - pewnie powiecie że to choler.nie egoistyczne że myślę o sobie i swoim samopoczuciu... może tak jest, ale nie umiem inaczej. Staram się bardziej doceniać to co mam - zdrowie, rodzinę, z drugiej strony źle mi z tym że zauważyłam to dopiero przez pryzmat choroby osoby kiedyś bardzo mi bliskiej i że czuję ulgę że nie mnie to spotkało.
Chciałabym usłyszeć, że będzie dobrze, że ona wyzdrowieje - mimo że wiem że szanse na wyzdrowienie ma niewielkie. Teraz sytuacja się uspokoiła, po pierwszym szoku przyszła codzienność - koleżanka jest po operacji, bierze chemię, po całej serii ma mieć badanie PET.
Naprostujcie mnie jakoś, mądre dziewczyny jesteście. Może napisałam to wszystko chaotycznie, ale nigdy nie byłam dobra w jasnym mówieniu o swoich uczuciach.