jasinnka
27.09.19, 12:27
Ten post to oaza nadziei dla podstarzałych (mam 42), średnio już jędrnych (choć moje ciało mnie nie zawodzi) i zrezygnowanych starych panien.
Tak, spotkaliśmy się w mało sprzyjających okolicznościach. Nie, nie był to tryskający szczęściem i drinkami nowojorski bar, nie, nie był to czerwony dywan. On po prostu wychodził z publicznego kibla, a ja do niego szłam. On podobno, jak już zwróciił wzrok w lewo, to wiedział, że coś się dzieje. Sam nie wiedział co, ale zważywszy na to, że miałam chujową bluzę i fatalne spodnie od dresu, it must be "magic". Żeby nie było, dla mnie był okropny. Ale, skoro jestem grzeczna, to porozmawiałam. I tak to jest z miłościami.