Tak mnie natchnelo. Dwie corki chodza do szkoly prywatnej, wczesniej chodzily do podstawowki panstwowej.
Bylam pewna, ze beda najgorsze w klasie z angielskiego - w koncu w prywatnej szkole 5 h tygodniowo angielskiego. Sa najlepsze. Bylam zdumiona - jak to mozliwe? Nauczycielka mlodszej corki nie mowi do dzieci na lekcji po angielsku, bo dzieci sie zniecheca. Puszcza im filmy po angielsku z polskimi napisami. I mowi, ze dzieci w szkole nie zdolaja nauczyc sie jezyka obcego (ja jakos sie nauczylam mowic i po niemiecku i po angielsku- miqlqm super nauczycieli). Jakakolwiek dyskusja z dyrekcja, nauczycielka nie ma sensu - wielu probowalo i nic nie wskoralo. Mlodsza ma max 4 lekcje online w tygodniu. W tym angielski po polsku

Tlumaczenie jak dzialaja teamsy. Starsza ma tak leniwego nauczycielo polskiego, ze cala klasa chodzi na korki. Nie sprawdza prac domowych, wypracowan, kiedys na lekcji siedzial non stop na komorce. Dobry jest tylko poziom matametyki, chemii i geografii.
Powoli do mnie dociera, ze wysokie wyniki egzaminow to przede wszystkim korki plus praca dzieci.
A jak jest u Was? Tak samo beznadziejnie?
Ps. Starszej nie zmienie szkoly - jest w osmej klasie, mlodsza pojdzie do publicznej.