Kolejny już raz, pod wpływem rozmowy z koleżanką, która nie ma dzieci, nachodzi mnie myśl, że nie doceniam faktu, że mam fajną, zdrową (szczegół, że z astmą), bezproblemową córkę. Jej dodatkową "zaletą" jest fakt, że chwilę będzie pełnoletnia.
Takie myśli niemal zawsze nachodzą mnie po spotkaniach z bezdzietnymi koleżankami, które mówią "ty masz córeczkę". Mówią to w dobrej wierze i tak ciepło i miękko, sympatycznie. Szczegół, że ta "córeczka" to już prawie 18-latka, ale oczywiście w tle wyczuwam tęsknotę, którą rozumiem. I ZAWSZE wtedy czuję się niewdzięczna, że narzekam, że krytykuję, że nie doceniam mojej fajnej przecież córki, nie doceniam, że jest, a moje koleżanki pół życia by oddały, by mieć dziecko. To taka niesprawiedliwość losu, że one nie mają dzieci, a bardzo by chciały. Czasami czuję się jak wyrodna matka w takim momencie. Musiałam się wygadać