Dodaj do ulubionych

nie doceniam...

08.07.20, 20:49
Kolejny już raz, pod wpływem rozmowy z koleżanką, która nie ma dzieci, nachodzi mnie myśl, że nie doceniam faktu, że mam fajną, zdrową (szczegół, że z astmą), bezproblemową córkę. Jej dodatkową "zaletą" jest fakt, że chwilę będzie pełnoletnia.
Takie myśli niemal zawsze nachodzą mnie po spotkaniach z bezdzietnymi koleżankami, które mówią "ty masz córeczkę". Mówią to w dobrej wierze i tak ciepło i miękko, sympatycznie. Szczegół, że ta "córeczka" to już prawie 18-latka, ale oczywiście w tle wyczuwam tęsknotę, którą rozumiem. I ZAWSZE wtedy czuję się niewdzięczna, że narzekam, że krytykuję, że nie doceniam mojej fajnej przecież córki, nie doceniam, że jest, a moje koleżanki pół życia by oddały, by mieć dziecko. To taka niesprawiedliwość losu, że one nie mają dzieci, a bardzo by chciały. Czasami czuję się jak wyrodna matka w takim momencie. Musiałam się wygadać wink
Obserwuj wątek
      • jagoda2 Re: nie doceniam... 08.07.20, 20:58
        Mówię i staram się doceniać, chociaż ja nie z tych chwalących na potęgę.
        Chodzi raczej o to, co w mojej głowie - taki brak świadomości, docenienia, że mam szczęście, że mam fajną córkę. Inni "muszą" mi to uświadamiać w sposób nieświadomy i niezamierzony. Może to patologia jakaś (moja)?
        • feiticeira Re: nie doceniam... 08.07.20, 21:05
          Daj spokój, to dla Ciebie stan normalny, nie znasz innego, nie musisz tego doceniać w każdej minucie swego życia, dobrze, że przynajmniej od czasu do czasu nachodzi Cię taka myśl.
            • ira_08 Re: nie doceniam... 09.07.20, 15:55
              Ojezu, to normalne, że człowiek wielu rzeczy nie docenia na co dzień, tylko bierze je za oczywistość. Piszesz, jakbyś miała 14 lat... Myślisz codziennie o tym, że chodzisz, słyszysz, widzisz? Że nie leżysz w szpitalu? Że masz co jeść, że ci bomby na głowę nie lecą, że ci dach nie przecieka, że ci się dom nie spalił, że masz lodówkę pełną jedzenia? Większa część ludzkości nie ma takiego luksusu.
              • potworia116 Re: nie doceniam... 12.07.20, 14:26
                Czy uświadomienie sobie od czasu do czasu własnego uprzywilejowania jest dozwolone tylko w nastolectwie? Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie, że jest symptomem dojrzałości.
      • jagoda2 Re: nie doceniam... 08.07.20, 21:25
        Może trochę na wyrost to napisałam, chodziło mi o to, że moje koleżanki oddałyby wszystko, żeby mieć dziecko, a ja tego faktu nie doceniam i czasem marudzę i narzekam i myślę, że dzieci są "przereklamowane".
        • bi_scotti Re: nie doceniam... 08.07.20, 22:13
          jagoda2 napisała:

          > chodziło mi o to, że moje koleżanki oddałyby wszystko, żeby mieć dziecko

          Nie nadinterpretujesz? Uprzejmosc wobec Ciebie i Twojej corki wcale nie musza sie rownac "oddawaniu wszystkiego" wink Fajnie, ze Cie kolezanki inspire do radosci z macierzynstwa ale stop there, nie dopisuj tym kolezankom swoich wlasnych interpretacji. Czasem (czesto) slowa to po prostu slowa, no extra meaning smile Life.
          • jagoda2 Re: nie doceniam... 08.07.20, 22:23
            Tak się składa, że znam dość dobrze sytuację tych kilku osób, które mam na myśli i wiem, że niemożność posiadania dzieci jest największym życiowym niepowodzeniem (niepłodność, poronienia).

            Gdyby chodziło o moją własną interpretację, to uznałabym, że są większe nieszczęścia niż brak potomstwa i że można mieć całkiem fajne (a może nawet fajniejsze?) życie bez dzieci.
            Stąd może te moje myśli o niedocenieniu tego, co jest i braku wdzięczności.
            • m_incubo Re: nie doceniam... 09.07.20, 10:50
              Nie, nie jest "największym życiowym niepowodzeniem", choć z pewnością czasem bywa. Chyba uderzasz w zbyt wysokie tony, opierając się na skrajnych przypadkach. Fajnie, że masz radość z macierzyństwa, ale generalnie nie dla wszystkich brak czy posiadanie dzieci oznacza bezsens zywota lub życiowy sukces. Jest mnóstwo bezdzietnych kobiet, które w życiu by się z tobą nie zamieniły.
              Może zacznij jeszcze filozoficznie rozkminiac jakie masz nieziemskie szczęście, bo widzisz, a nie doceniasz tego, podczas gdy niewidomi ludzie oddaliby wszystko za zdrowe oczy. No otóż niekoniecznie. I tyle. Nie ma nad czym myśleć, zupełnie.
              • mamaafg Re: nie doceniam... 09.07.20, 12:26
                Ale chyba autorka wyraznie napisala, ze dobrze zna sytuacje tych osob, i jest to ich zyciowa tragedia. Tez znam 3 bezdzietne pary,(caly czas mowa o ludziach, ktorzy CHCIELI miec dziecko) i 2 z nich calkiem przyjemnie sobie zycie ulozyly, maja zwierzaki i na nie przelewaja milosc, natomiast dla jednej pary jest to zyciowa trauma, lacznie ze zrywaniem znajomosc z ciezarnymi kolezankami itd wiec owszem , dla niektorych nie jest to zaden problem nie miec (mimo ze sie chce) dzieci, dla innych jest to dramat.
                • m_incubo Re: nie doceniam... 09.07.20, 13:29
                  Tak, właśnie to napisałam.
                  Analogicznie, nie wznoszę modłów dziękczynnych, widząc faceta na wózku czy kobietę bez ręki, jakie to ja mam wielkie szczęście.
                  To nie żadne wielkie szczęście, to dla większości normalna rzecz, to raczej oni mieli brzydko mówiąc pecha, tak bywa.
                  Ja też nie mam kilku dla mnie bardzo istotnych rzeczy, które innym przyszły ot tak, w ogóle się na tym nie skupiam. Tak to już jest, nie ma tu mowy o żadnym wyjątkowym szczęściu czy o wyjątkowej niesprawiedliwości, tak po prostu wygląda w życiu.
                  • mamaafg Re: nie doceniam... 09.07.20, 19:55
                    Nadal nie rozumiesz. Ty odbierasz to tak a nie inaczej. Dla kolezanki autorki jest to "najwieksze zyciowe niepowodzenie". Mowimy o konkretnej osobie, a nie "jak to bywa".
                    • m_incubo Re: nie doceniam... 09.07.20, 20:43
                      Ty też nie wink
                      Ona odnosi to swoje wielkie szczęście do tych właśnie konkretnych osób, które w tej konkretnej dziedzinie uważają, że mają wyjątkowego pecha. A to nie jest obiektywne.
                      Dla miliardów ludzi to nie jest nic niespotykanego, tylko zwykła rzecz, o to mi chodzi.
                      • jagoda2 Re: nie doceniam... 09.07.20, 21:44
                        m_incubo napisała:


                        > Ona odnosi to swoje wielkie szczęście

                        Błąd w myśleniu/interpretacji: ja właśnie nie uważam, że mam wielkie szczęście, nigdy nie myślę w tych kategoriach, dlatego piszę o niedocenianiu faktu, że mam dziecko i czymś w rodzaju wyrzutów sumienia, braku wdzięczności, które mnie dopadają w sytuacjach, o których pisałam.
                        • m_incubo Re: nie doceniam... 10.07.20, 08:59
                          To "wielkie szczęście" to celowe wyolbrzymienie. To nie jest żadne wielkie szczęście, właśnie o tym piszę. To oczywistość i codzienność dla większości ludzi. Docenia się to naprawdę tylko momentami i to w zupełności wystarczy. Też mi się czasem zdarza smile
            • bi_scotti Re: nie doceniam... 10.07.20, 01:03
              jagoda2 napisała:

              > Tak się składa, że znam dość dobrze sytuację tych kilku osób, które mam na myśl
              > i i wiem, że niemożność posiadania dzieci jest największym życiowym niepowodzen
              > iem (niepłodność, poronienia).

              To masz chyba pecha do spotykania az takiej grupy osob z podobnymi problemami i podobna nieumiejetnoscia radzenia sobie z nimi. Truly speaking, znam kilka kobiet, o ktorych wiem lub ktore moge podejrzewac, ze odczuwaja brak dziecka/dzieci w ich zyciu ale honestly wszystkie maja aktywne zycie satysfakcjonujace w wielu innych dziedzinach poza macierzynstwem. Byc moze od czasu do czasu wieczorami bywa im kiepsko, niemniej sa na tyle dorosle i sensowne by korzystac w zyciu z tego, co jest im dane a nie skupiac na tym, ze dziecka brak. Te zas, ktore faktycznie bez dziecka zyc nie mogly, maja albo dzieci same (sperm bank), albo adoptowane, jedna zas prowadzi sanctuary dla exotic pets i w nim zaspokaja wszystkie swoje uczucia i potrzeby opiekuncze. Ergo, masz specyficzne znajome. Moze wcale takie nie sa ale z Twojego opisu wydaja sie byc jakos not very mature. Kolo 40tki to jednak wiekszosc ludzi uswiadamia sobie, ze wszystkiego miec sie w zyciu nie da, oplakuje braki i idzie dalej nie dreczac ani siebie ani innych nostalgia za nieosiagalnym, bo jak inaczej? Moze powinnas je wesprzec w ich procesie stawania sie doroslymi kobietami. Life.
              • mio-nuskropka Re: nie doceniam... 10.07.20, 05:09
                Truly speaking, sprawiasz wrażenie okropnie denerwującej osoby. Jeśli dobrze rozumiem, piszesz z innego kraju ( USA? Kanada?), gdzie podejście do macierzyństwa jest inne niż w Polsce. W Polsce królową jest Matka Boska, macierzyństwo wynoszone na piedestał, przynajmniej w teorii, a wartość kobiety w znacznie większym stopniu mierzy się tym, jakimi są matkami.
              • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 08:17
                Ależ ja nigdzie nie napisałam, że takich znajomych jest cała masa (raptem kilka bliższych znajomych), ani że nie radzą sobie z tą sytuacją. Wręcz przeciwnie: wszystkie te osoby są już naprawdę "dorosłe" i całkiem dobrze poukładały sobie życie. Nawet, jeśli gdzieś w tyłu głowy wciąż jeszcze jest u nich ta myśl, to w ogóle nie poruszają tego tematu, który był wcześniej milion razy przerabiany publicznie bądź w domowym zaciszu. Niemniej jednak, zdarza im się w luźniej rozmowie rzucić takie zdanie w potoku innych zdań, podczas rozmowy zupełnie niezwiązanej z dziećmi czy macierzyństwem.

                Wyciągnęłaś z mojej wypowiedzi nie to, o co mi chodziło: nie piszę, że ludzie są nieudolni, niepogodzeni z sytuacją, tylko, że pod wpływem ich nieoczekiwanego, niezwiązanego z sytuacją zdania, z taką jakby nutką żalu w tle (pewnie nawet nieuświadomianą), reflektuję się, że nie doceniam tego, co mam. Tylko tyle.

                Wiesz, to trochę tak, jak osoba, która wiecznie się odchudza, mówi do tej szczupłej: "ach, ty jesteś taka szczuplutka" i wcale nie muszą akurat rozmawiać o diecie, ciuchach itp. sprawach nawet luźno związanych z wyglądem tych osób.
                • elf1977 Re: nie doceniam... 10.07.20, 08:48
                  Ale o co chodzi? To, że się nie docenia tego, co się ma, to normalne. Ja jako matka dziecka z ogromnymi problemami zazdroszczę i tym, którzy mają normalne dzieci, i tym, którzy dzieci nie mają. Jak człowiek jest zmęczony każdym dniem tęskni się po prostu za normalnościa
                  Ciesz się, że masz zdrową córkę, a jak już wyfrunie z gniazda, ciesz się wolnością, a o tym, że inni mają znacznie gorzej- pamiętaj, żeby pozostać człowiekiem.
                  • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 09:23
                    elf1977 napisała:

                    > Ciesz się, że masz zdrową córkę, a jak już wyfrunie z gniazda, ciesz się wol
                    > nością, a o tym, że inni mają znacznie gorzej- pamiętaj, żeby pozostać człowi
                    > ekiem.

                    Tak, to jest sedno sprawy.
    • just_shelly Re: nie doceniam... 08.07.20, 21:23
      Odnoszę wrażenie ze to „ty masz córeczkę” pada w odpowiedzi na twoje żale nad swoim życiem uskuteczniane przy koleżankach może i bez dzietnych, ale w lepszej sytuacji...
      A sadze tak, bo piszesz ze wyczuwasz tęsknotę... ze one pół życia by oddały itp
      Ile masz lat?
    • przepio Re: nie doceniam... 08.07.20, 22:50
      A ja mam koleżankę, która uważa, że posiadanie dziecka to zło i wyrzeczenia oraz sprowadzanie dziecka do niepewnego swiata.. Poznałam ją, gdy zbliżała się do 30-tki, myślałam, że jej przejdzie, ale teraz jest 10 lat starsza, wyszła za mąż i nadal trwa przy swoim postanowieniu. Ba, ostatnio miała sen, że nigdzie nie mogła dostać tabletek anty i stwierdziła, że to był makabryczny sen... Ona na pewno docenia swoje życie, swój spokój. Każdy jest inny.
    • aguar Re: nie doceniam... 09.07.20, 10:02
      Cenny post. Dał mi do myślenia, że też powinnam doceniać, że mam fajnego, dla odmiany, syneczka smile Już nastoletniego za kilka dni. Kompletnie nie mam w otoczeniu takich kobiet, jak Twoje koleżanki, za to mnóstwo z dwójką lub trójką dzieci. I przez to, oraz przez to, że bardziej dzietni są dodatkowo teraz doceniani przez państwo, czuję się często gorsza, zamiast cieszyć tym, co mam.
      • m_incubo Re: nie doceniam... 09.07.20, 10:56
        A ty na co dzień doceniasz po kolei wszystkie "oczywiste" rzeczy, które masz? Dom, dach nad głową, rodzinę, dzieci, spokój materialny, cywilizowany kraj, w którym żyjesz prawa wyborcze, wolność, zdrowe ręce i nogi itp itd? To chyba po nocy nie śpisz, że masz na to czas.
        • nangaparbat3 Re: nie doceniam... 09.07.20, 15:19
          A ja doceniam. Dom, dach nad głową, a nade wszystko łóżko z czystą pościelą, ciepłe i wygodne. Może dlatego, że co dwa-trzy lata muszę zajrzeć do opowiaadań Borowskiego i "Innego świata", sama już nie wybieram takich lektur, ale z przyczyn zawodowych musze. I dzięki temu wiem, że dach nad glową i ciepłe łózko w pokoju pełnym książek, a za ścianą lodówka, w której zawsze coś znajdę - to nie są oczywistości, a może nawet jakiś wyjątkowy dar, jak tak spojrzeć na ludzkość w całości, dia- i synchronicznie, można raczej dojść do wniosku, że to wyjątkowy przywilej, niezwykłe szczęście, które nie wiadomo dlaczego mi się trafiło. Takie myślenie wywołuje poczucie wdzięczności (bez konkretnego adresata czy adresatki), co samo w sobie jest bardzo przyjemne, i jednocześnie poczucie zobowiązanie do podzielenia się (dokładne przeciwieństwo "długu przeklętego" Judyma, który brał się z poczucia winy).
      • lily_evans11 Re: nie doceniam... 10.07.20, 17:58
        Czasami nie do końca wiemy, w co wchodzimy.
        Czasami jedno z partnerów bardziej chce dziecka i naciska.
        Czasami zostajemy ze wszystkim sami, a życie samotnej matki to nie sielanka.
    • alexis1121 Re: nie doceniam... 09.07.20, 21:52
      Ja cię rozumiem. Ale nie da się autentycznie docenić czegoś, co na codzień mamy i jesteśmy typem osoby niedoceniającej. Być może na codzień myślisz, że mogłabyś nie mieć dziecka (że byłabyś bez niego równie szczęśliwa) i kiedy spotykasz koleżankę, dla której macierzyństwo jest wszystkim, to łapiesz się na tym niedocenieniu. Nie mam na to żadnej porady, bądź po prostu dobra dla córki, ale nie biczuj się z powyższego powodu.
        • kornelia_sowa Re: nie doceniam... 10.07.20, 00:25
          Docenienie to są momenty.
          I zazwyczaj przychodzą pod wpływem pewnych sytuacji.

          Trochę rozumiem chyba-teraz mam luz-12 latek i 5 latka. Cudownie i już tacy duzi😁
          3 lata temu moja córka sprawiała co 15 minut że zaczynałam siwieć-byla kwintesencją buntu dwulatka ukrzyżowanego z wulkanem energii.
          Dała mi tak.popalic, że zdarzyło mi się narzekać, że nie mam już siły za to.mam dość. A potem dzwoniła koleżanka że kolejne in vitro nie udane i płakała, że tak bardzo chciałaby mieć taką śliczną córeczkę jak moja.
          Zalewamy mnie wyrzuty sumienia, że tyle mam A marudzę z powodu takiego drobiazgu że nie mogę usiąść przez 12 H na dobę wink
          • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 07:59
            kornelia_sowa napisała:

            > Docenienie to są momenty.
            > I zazwyczaj przychodzą pod wpływem pewnych sytuacji.
            >
            Tak, a czasami po prostu znienacka refleksja człowieka nachodzi.
            • jolie Re: nie doceniam... 10.07.20, 08:40
              Ja uważam, że to fajnie, że taka refleksja się pojawia. Życie jest tak nieprzewidywalne, że w krótkim czasie można stracić wszystko to, co jest tą oczywistością. Takie chwile refleksji ustawiają trochę hierarchię - ja zdecydowanie wolę sama sobie o priorytetach przypominać w chwilach refleksji niż wtedy, gdy los uderza na ślepo.
              • kornelia_sowa Re: nie doceniam... 10.07.20, 08:59
                To prawda.Madre słowa.

                Trudno o to, bo ciągle gdzieś spędzimy, ale z drugiej strony z wiekiem człowiekowi łatwiej zauważyć ile to dobrego spotyka.
                Ma się już bagaż doświadczeń, straty na koncie życia więc i docenia się czesciej
      • nangaparbat3 Re: nie doceniam... 10.07.20, 10:30
        Ale nie da się autentycznie docenić czegoś, co na codzień mamy i jesteśmy typem osoby niedoceniającej.

        Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót - docenianie tego co jest, tu i teraz , ściśle łączy się ze bardzo słabą skłonnością do oceniania i osądzania.
    • wapaha Re: nie doceniam... 10.07.20, 09:21
      Czasami jedna rozmowa/spotkanie/słowo ! -potrafi pokazać trochę inne priorytety. I dobrze. Ludzie nie doceniają tego co mają, czasem wejście na chwilę w inne buty, choćby w wyobraźni pomaga własnie docenić to czego nie widzimy na codzien
      To ważna nauka.
      Cieszmy się życiem i tym co mamy ! wink
      • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 09:28
        wapaha napisała:

        > Czasami jedna rozmowa/spotkanie/słowo ! -potrafi pokazać trochę inne priorytety
        > . I dobrze. Ludzie nie doceniają tego co mają, czasem wejście na chwilę w inne
        > buty, choćby w wyobraźni pomaga własnie docenić to czego nie widzimy na codzien
        > To ważna nauka.
        > Cieszmy się życiem i tym co mamy ! wink

        Tak i właśnie o to mi chodziło w poście startowym.
    • nangaparbat3 Re: nie doceniam... 10.07.20, 10:37
      Smutny jest Twój post, rozumiem z niego , że raczej oceniasz córkę niż cieszysz się, ze jest. Po prostu - istnieje, żyje, jest na świecie i to jest cudowne. Nie widzę tu powodu do obwiniania się, ale też nie pojmuję tych skomplikowanych zależności między Twoimi emocjami zwiazanymi z córką a przeżyciami niemających dzieci koleżanek.

      Jeśli o mnie chodzi, w ogóle nie umiem sobie wyobrazić, co, jakie inne życie mogłabym wybrać ZAMIAST posiadania dziecka. Jednocześnie cieszę się, że jest już całkiem dorosłe i samodzielne, a ja mogę teraz żyć własnym życiem. Był czas wychowywania dziecka, teraz jest czas niemal pełnej niezaleznosci. Potem się całkiem zestarzeję i będę zależna od córki - znowu, choć na odwrót.
      Życie.
      • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 11:22
        nangaparbat3 napisała:

        > Smutny jest Twój post, rozumiem z niego , że raczej oceniasz córkę niż cieszysz
        > się, ze jest. Po prostu - istnieje, żyje, jest na świecie i to jest cudowne.

        Hmm, nie wiem, jakby to napisać, żeby być w 100% dobrze zrozumianą. Może tak, że za rzadko cieszę się z faktu, że mam córkę, a powinnam odczuwać szczęście i radość patrząc na nią każdego dnia. Może wynika to z faktu, że nigdy byłam "zafiksowana" na punkcie własnego dziecka.

        > Nie widzę tu powodu do obwiniania się, ale też nie pojmuję tych skomplikowanych
        > zależności między Twoimi emocjami zwiazanymi z córką a przeżyciami niemających
        > dzieci koleżanek.

        Też nie obwiniam się specjalnie, tylko stwierdzam, że nie doceniam tego, co mam, a być może powinnam doceniać.

        > Jeśli o mnie chodzi, w ogóle nie umiem sobie wyobrazić, co, jakie inne życie m
        > ogłabym wybrać ZAMIAST posiadania dziecka.

        Ja czasami zastanawiam się nad tym, ale to tylko filozoficzne dywagacje "co by było gdyby" i w ogóle moje życie nie musiałoby tak wyglądać, jak mi się przez moment wydaje. Poza tym, prawdopodobnie byłabym inną osobą niż jestem obecnie i byłabym w zupełnie innym miejscu w życiu (dosłownie i w przenośni). Sądzę, że posiadanie potomstwa bardzo zmienia człowieka i jego spojrzenie na wiele spraw. Perspektywa bardzo się zmienia.

        Jednocześnie cieszę się, że jest już
        > całkiem dorosłe i samodzielne, a ja mogę teraz żyć własnym życiem. Był czas wy
        > chowywania dziecka, teraz jest czas niemal pełnej niezaleznosci.

        O, ja też bardzo się cieszę, że jest już dosyć samodzielną osóbką.

        Potem się całk
        > iem zestarzeję i będę zależna od córki - znowu, choć na odwrót.
        > Życie.

        Na to akurat nie liczę i nigdy nie myślę w ten sposób. Wychodzę z założenia, że nie wychowujemy dzieci dla siebie, tylko po to by mogły bezpiecznie wyfrunąć z gniazda i osiąść gdzieś, wieść własne życie, a naszym obowiązkiem jest im to umożliwić i nie oczekiwać niczego w zamian.
        • m_incubo Re: nie doceniam... 10.07.20, 12:12
          Dwa razy użyłaś w tym poście słowa "powinnam", w innych postach podobnie. To mnie właśnie dziwi, nie sam fakt, że czasem nas nachodzą refleksje, że jesteśmy szczęściarzami.
          Tymczasem ty nie roztrząsasz tego przesadnie, a być moze/z pewnością POWINNAŚ.
          Serio uważasz, że powinnaś? Ja uważam, że nie. Ktoś inny uważa, że powinnaś? Mam generalnie sporą alergię na to słowo wink
        • nangaparbat3 Re: nie doceniam... 10.07.20, 13:01
          Źle zrozumiałaś moje ostatnie słowa. Nie piszę, że "liczę" na nią - ale że będę w jakiś sposób zależna od jej dobrej woli i ewentualnej pomocy, to pewne. Przyjdzie albo nie przyjdzie, napisze albo nie naisze, zadzwoni albo nie zadzwoni. Absolutnie samodzielne życie to mit. Wtedy się już tylko umiera. Obseruję to patrząc na kolejnych staruszków w mojej długowiecznej rodzinie. Nawet jeśli lądujesz w domu dla staruszków (co ja na przykłąd bardzo serio planuję) , czekasz na odwiedziny, nie dlatego, że oczekujesz czegoś w zamian, ale że zwyczajnie tęsknisz.
          • jagoda2 Re: nie doceniam... 10.07.20, 13:29
            nangaparbat3 napisała:

            > Źle zrozumiałaś moje ostatnie słowa.

            Najwyraźniej. Wiem, że wiele osób właśnie liczy na opiekę dzieci na starość i na tę symboliczną szklankę wody, stąd może taki wniosek wyciągnęłam. Są osoby, które nawet twierdzą, że "po to ma się dzieci".

            > Absolutnie samodzielne życie to mit. Wtedy się już tylko umiera. Obseruję to pa
            > trząc na kolejnych staruszków w mojej długowiecznej rodzinie.

            Hmm, może tak. Nie miałam do tej pory takich przypadków w najbliższym otoczeniu, więc nie mam takich obserwacji. Znałam osoby, które do samego końca były samowystarczalne i żyły samodzielnie, jednakże żadna z nich nie była osobą całkowicie samotną, pozbawioną kontaktów z rodziną czy przyjaciółmi. Wręcz przeciwnie - obserwowałam dużą troskę, nawet jeśli sprowadzała się ona tylko do codziennych rozmów telefonicznych.

            Nawet jeśli ląduj
            > esz w domu dla staruszków (co ja na przykłąd bardzo serio planuję) , czekasz na
            > odwiedziny, nie dlatego, że oczekujesz czegoś w zamian, ale że zwyczajnie tęsk
            > nisz.

            Tak, myślę, że masz rację.
    • 18lipcowa3 Re: nie doceniam... 10.07.20, 10:39
      nachodzi mnie myśl, że nie doceniam faktu, że mam fajną, zdrową (szczegół, że z astmą), bezproblemową córkę.


      Ja po wielu historiach które słyszalam/widziałam/czytałam bardzo doceniam moje kochane zdrowiutke zarówno fizycznie jak i emocjonalno - społecznie dzieci. Są tak bardzo książkowe i normalne że az cud.
      Są cudowne, od małego zero problemów z nimi. Mocno i dużo spały, pieknie jadły, teraz są dziewczynkami lubianymi przez kolegów/koleżanki, bardzo uspołecznione, bez dziwactw, bez wstydu, mozna je zabrac do ludzi, są wrażliwe/ mądre , mają zdolnosci jezykowe i są wyjątkowo urodziwe ,zgrabne- na ale nie ma sie tutaj czemu dziwić.
      Tak - zdrowe dziecko to największe szczeście ktorego ludzie nie doceniają.
          • lily_evans11 Re: nie doceniam... 11.07.20, 09:02
            Tylko, że sporo ludzi również kocha swoich bliskich, dba o nich, ale daje sobie prawo do różnych emocji, też i tych negatywnych - i nie wyraża uczuć na tak wysokich tonach. Mnie np. macierzyńska egzaltacja, uderzanie we wzniosłe tony i udowadnianie, że dziecko to coś najlepszego, co mogło się w życiu przytrafić, strasznie jakoś peszy, sprawia, że czuję się nieswojo i zastanawiam się, czy ktoś tak na serio.
            • nangaparbat3 Re: nie doceniam... 11.07.20, 09:24
              Zdecydowanie tak mam - wiele fajnych rzeczy przytrafiło mi się w życiu, dziecko mnie czasem złościło, męczyło, gniewało, męczące były troska, niepokój, bezradność - ale zdecydowanie to najlepsze, najcudowniejsze co mi się w życiu trafiło.
              I mówię tu o sobie, o swoich emocjach, nie ma mowy o "przekonywaniu się", bo nie ma to nic wspólnego z myśleniem, i domagam się prawa do takich uczuć.
              Dawniej był przymus takiego mówienia o macierzyństwie, teraz się wahnęło w dokładnie przeciwną stronę. Po prostu nie wypada się odezwać, że macierzyństwo daje poczucie szczęścia, przyznam się, że to mnie złości.
              Przypuszczam, że oprócz okoliczności (problemy ze zdrowiem dziecka i warunki, w jakich przychodzi je wychowywać) decyduje liczba receptorów oksytocyny albo coś w tym stylu, i tyle.
              • elf1977 Re: nie doceniam... 11.07.20, 11:48
                Co Ty opowiadasz, nie ma żadnego wahniecia i nie będzie. Nadal macierzyństwo jest na piedestale, tak że oryginalna nie jesteś. Zresztą, to i dobrze. Ja swoje myśli zwiazane z trudnym macierzyństwem zostawiam dla siebie, raczej nie liczę na wyrozumiałość innych. I tak, czasem wyobrażam sobie, jak mogłoby wyglądać moje życie, gdybym nie była matką, co nie oznacza, że nie kocham swojego dziecka.
                • m_incubo Re: nie doceniam... 11.07.20, 13:18
                  Ja sobie np. świetnie zdaję sprawę, jak fajne (tak, fajne! ) byłoby moje życie, gdybym nie została matką i jeszcze dobrze pamiętam jak rzeczywiście było fajne, zanim nią zostałam. Dzieci to była moja decyzja, aczkolwiek wcale nie jakaś wielka potrzeba, bardziej ciekawość, jestem zadowolona, ale bez dzieci mogłabym być i może byłabym zadowolona jeszcze bardziej, mnóstwo kobiet ma podobnie.
                  Super, że mam dzieci, ale gdybym miała cofnąć się o 20 lat, niekoniecznie bym to powtórzyła, albo może na mniejszą skalę wink Akurat mam podobnie jak Lily co do tej dziwnej (dla mnie) egzaltacji.
                  • lily_evans11 Re: nie doceniam... 11.07.20, 13:31
                    O, mam dokładnie tak samo. Nie była to moja specjalna potrzeba i może dlatego czasem myślę bezproduktywnie: co by było, gdyby.
                    Jestem w stanie wyobrazić sobie siebie bezdzietną, choć z drugiej strony, nie wiem, czy miałabym w sobie np. determinację do rozwoju zawodowego, jakiejś poprawy sytuacji finansowej, autorefleksji psychologicznej - dla siebie samej.
                    Ale tego już się nie dowiem wink.
              • lily_evans11 Re: nie doceniam... 11.07.20, 13:21
                Nie powiedziałabym, że nie wypada się przyznawać do satysfakcji z macierzyństwa.
                Po prostu - zaczęło być tolerowane i rozumiane mówienie nie tylko o blaskach, ale i cieniach.

                Niemniej moje koleżanki, wykształcone, nauczycielki, fakt że ze specyficznym backgroundem (ludzie z małych miejscowości, studia traktowane jako awans społeczny w rodzinie) - nie były i nie są w stanie zrozumieć i dosłownie przełknąć tego, kiedy mówiłam np., że nigdy mi nie zależało na małżeństwie, stałym związku, a na dzieciach też niespecjalnie.
                Moje bogate mateczki ze szkoły córki w ogóle nie mają takich rozkmin, ale może przez to, że ich życie jest pełne wygód i przyjemności, więc i dzieci są miłym dodatkiem.

                Z kolei bezdzietne, które mam w otoczeniu, uważają w większości, że stałe sparowanie się i dzieci cudownie zmieniłyby ich życie na lepsze. Jedyna zadowolona z braku dzieci i z rozwodu to dziewczyna, która obserwowała, co jej ojciec wywijał i jak zbudował swoje małżeństwo na kłamstwach (jej ojciec, który nigdy nie był uczciwy wobec pierwszej i drugiej żony, ją za ten rozwód potępia, co jest po prostu paradne).
                Czuję się czasami bardzo osamotniona i atypowa w moim punkcie widzenia i stylu życia wink. Ale jak mówię, to może kwestia ludzi, wśród których człowiek bezpośrednio się obraca.
    • alessa28 Re: nie doceniam... 11.07.20, 09:10
      jagoda2 napisała:

      > Kolejny już raz, pod wpływem rozmowy z koleżanką, która nie ma dzieci, nachodzi
      > mnie myśl, że nie doceniam faktu, że mam fajną, zdrową (szczegół, że z astmą),
      > bezproblemową córkę. Jej dodatkową "zaletą" jest fakt, że chwilę będzie pełnol
      > etnia.
      > Takie myśli niemal zawsze nachodzą mnie po spotkaniach z bezdzietnymi koleżanka
      > mi, które mówią "ty masz córeczkę". Mówią to w dobrej wierze i tak ciepło i mię
      > kko, sympatycznie. Szczegół, że ta "córeczka" to już prawie 18-latka, ale oczyw
      > iście w tle wyczuwam tęsknotę, którą rozumiem. I ZAWSZE wtedy czuję się niewdzi
      > ęczna, że narzekam, że krytykuję, że nie doceniam mojej fajnej przecież córki,
      > nie doceniam, że jest, a moje koleżanki pół życia by oddały, by mieć dziecko. T
      > o taka niesprawiedliwość losu, że one nie mają dzieci, a bardzo by chciały. Cza
      > sami czuję się jak wyrodna matka w takim momencie. Musiałam się wygadać wink

      Ja też codziennie dziękuję Bogu za moją 7 latke. Akurat bez sciemy jest wyjątkowo piękna (zamieściłabym zdjęcie ale to forum publiczne i trochę strach że dostanie się w niepowołane łapy), mądra i odpukać książkowo zdrowa. Nigdy nie miałam problemów, rozwija się idealnie - dziecko jak malowane.
      Tak szczerze, chciałabym mieć drugie dziecko ale ona jest tak boska że nie wiem czy taki cud by się powtórzył 🤣
      • elf1977 Re: nie doceniam... 11.07.20, 11:53
        Zapytam, szczerze nie rozumiejąc. Co Tobą kieruje że tak ekshibicjonistycznie pragniesz chwalić się swoim dzieckiem przed obcymi ludźmi? I tak na marginesie , problemy (różne, w tym psychicznie) ujawniają się w różnym wieku, na przykład dojrzewania. Oczywiście nikomu nic złego nie życzę, ale siedmiolatka to nadal jeszcze małe dziecko, długa droga przed Tobą.
      • m_incubo Re: nie doceniam... 11.07.20, 13:22
        🤣
        A gdyby nie była wyjątkowo piękna, tylko wyjątkowo brzydka, to byś też dziękowała?
        Jeśli nie, to dlaczego, a jeśli tak, to co ma tu do rzeczy wspomniana piękność?
            • elf1977 Re: nie doceniam... 11.07.20, 15:39
              Jak ktoś nie myśli tak jak Ty, to ma problem? Nie, nie mam problemu i nigdy nie miałam, natomiast uroda nie jest dla mnie najważniejsza. I nie, nie jestem odrażającą brzydulą, bo pewnie zaraz to zasugerujesz. Zawsze wolałam, żeby ktoś mnie pochwalił za intelekt niż za urodę.
        • jolie Re: nie doceniam... 11.07.20, 20:25
          Czy wy trochę nie przesadzacie? Przecież są piękne dzieci, czasami takie, że dech zapiera. Ja mówię koleżankom, że mają piękne córki/synów, jeżeli jakieś mnie zachwyci. Niezbyt często się to zdarza, bo takich dzieci jest imo niewiele. Jak dziecko mi się nie podoba, to mówię coś w stylu, że fajne/sympatyczne/podobne do mamy czy taty, itp. albo nic nie mówię. Nie rozumiem tej dziwnej maniery, jak to chwalenie urody spowoduje spustoszenie w osobowości dziecka. I nie jestem żadną wyrocznią, od mojego zdania niewiele zależy, ot taki small talk. Przymioty umysłu przecież też się chwali, gdy dziecko jest bystre i zdolne, ma jakieś sukcesy, fajnie się zachowa.