takinie121
06.09.20, 15:47
koleżanka pracuje dziećmi (nie chcę pisać czy 5, czy 6-7letnimi). Dostała oficjalny zakaz informowania rodziców o złych zachowaniach dzieci. Nie robiła tego do tej pory praktycznie, jedynie w sytuacji, gdy dziecko zrobiło krzywdę drugiemu. Starała się rozwiązywać trudne sytuacje sama, ciekawiej prowadzić zajęcia. Uważała, że niesforność dzieci wynika też z jej winy i może dzieci się nudzą. Obecnie te same dzieci nadal sprawiają problemy wychowawcze, kilkoro siedzi po 9-10godz. placówce. Rodzice znają ją za krótko, z większością nie miała okazji porozmawiać z powodu wirusa.
Jeśli odejdzie to nadgodziny będzie można przydzielić swojemu/swoim a rodzice będą znać tylko wersję z ust osób trzecich. Od problemów się nie ucieknie, bo podobna sytuacja może pojawić się w nowym miejscu. Moje pytanie brzmi: czy akceptujecie informowanie Was o problemach w zachowaniu dziecka? (n-l nie może mówić o cudzym dziecku, więc mówi tylko o Waszym, co nie znaczy, że inne ie rozrabiają). Moment, gdy dochodzi do zachowań niebezpiecznych jest wg mnie już spóźnionym działaniem.