Dodaj do ulubionych

Katar , "katar" dylematy...

07.09.20, 06:36
Pojawilo sie tu ostatnio kilka zakatarzonych watkow. Zdaje sobie sprawe, ze pogladow na temat kataru jest kilka. Wiem.tez jak jest traktowany np.w jednym.ze skandynawskich krajow ( nie wiem jak w innych), bo mieszkalam.tam 7 lat. Gile do pasa to byla zwykla rzecz, na ktora nikt uwagi nie zwracal.
Chce tu napisac o moich doswiadczeniach.
Zawsze traktowalam.katar jako.infekcje i nigdy nie puszczalam.dzieci do przedszkola i szkoly z katarem. Spacery i pobyt na dworze owszem , ale nigdy do przedszkola i szkoly. Dzieci tam chodzily zawsze calkowicie zdrowe. Nigdu nawet lekko przeziebione.
Obecnie moje wnuki sa zapisane do przedszkola, ale nie chodza nacwszelki wypadek. Byly idealnie zdrowe od marca (ok kiedy zamknieto.placowki).
Dziecko sasiadki po 5 dniach w przedszkolu zlapalo.katar, z ktorym to radosnie zostalo.odprowadzone do pr,edszkola. No bo to tylko.katarek. Nie choroba. Nie wpuszczona go do srodka wiec wrocilo.z mama do domu. A nastepnie przyszko na podworko.do moich wnukow no bo przeciez nic mu nie jest. Odeslalismy dziecko do mamy. Wrwcalo jeszcze k8lka razy, za kazdym kichajac i prychajac . Robilo to na tyle skutecznie , ze wnuki zlapaly katar. Nastepnie rodzice i ja.. Mimo, ze zawsze w domu uzywam.maseczki.kiedy mam.katar i podvhodze do mojej mamy (od dwoch lat mama ani raxu ode mjie nic nie zlapala a bylam chora) to podzielilam.sie infekcja z moja mama. Katar w ciagu 1, 5 dnia zmienil.sie w zapalenie oskrzeli
W piatek bylysmy u lekarza, i bylam.przerazona bo do soboty stan byl na tyle ciezki ze d,wonilam do.szpitala po.porade co dalej.
Dzis jest lepiej. Mam.nadzieje ze bedzie nadal.szlo ku lepszemu, ale martwie sie...
Tak, ze ten czesto bagatelizoeany katar, ktory nie jest choroba moze innym bardzo zaszkodzic, a ludzie nieraz mysla egoistycznie tylko o.osobie.
To takie moje doswiadczenie..
Obserwuj wątek
    • alicia033 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:28
      Nigdy nie traktowałam kataru jako choroby.
      Dzieci z katarem chodziły normalnie do żłobka, przedszkola czy szkoły, ani nie psułam im zabawy, odsyłając do do domu znajomych z katarem. Pomijając niektórych astmatyków i wczesne niemowlaki zapalenie oskrzeli nie jest ciężką chorobą, przechodzi samo (chociaż polscy lekarze kochają w takich przypadkach rozwalać dzieciom system immunologiczny antybiotykami).
      Takie są moje doświadczenia.

      • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:40
        Dla zdrowej osoby katar to nic, dla osoby z obniżoną odpornością, w trakcie leczenia onkologicznego, czy seniora (łatwo o zapalenie płuc...) to już bardziej niebezpieczne.
        Jeżeli mam katar, to siedze w domu. Jeżeli muszę wyjść, to maska na paszczę.
        • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:45
          Tak i za każdym razem dostajesz na katar swój ku dziecka L4?
          • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:10
            Jeżeli czuję się dobrze to pracuję z domu, jak czuję się źle to idę do lekarza i jestem na zwolnieniu. Jaki widzisz problem?
            • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:12
              Może taki, że nie w każdym zawodzie da się pracować z domu - zwłaszcza jak nie ma podstaw smile
              • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:17
                Tym bardziej, jeżeli mam roznosić zarazę i pracować na pół gwizdka to idę na zwolnienie. Od tygodnia przerwy w przedszkolu/szkole też się nie umiera.
                • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:32
                  Owszem - jeśli lekarz wypisze ci zwolnienie z powodu kataru, to dla mnie możesz na nim siedzieć nawet miesiąc (nie wiem co na to ZUS wink )
                  • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:06
                    Nie miewam kataru bez innych objawów, lekarza mam rozsądnego - lepiej zostać w domu, wygrzać się i zdusić w zarodku, niż rozkręcić infekcję i leczyć antybiotykami.
                    • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:36
                      Mój lekarz też rozsądny, ale zwolnień na katar nie wypisuje. Kataru nie leczy się antybiotykami. Co więcej zapalenia oskrzeli też zazwyczaj nie trzeba.
                      Fajnego masz lekarza i fajną pracę 😂
                      • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 08.09.20, 12:24
                        Jakie to zabawne, jak sobie ktoś dopowiada.
                        Nigdzie nie pisałam o zapaleniu oskrzeli.
                        Lekarza mam normalnego, pacjentowi z 38C i złym samopoczuciem wypisuje zwolnienie. Masz ochotę chodzić chora do pracy, to baw się dobrze.
                        • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 09.09.20, 09:58
                          berdebul napisała:

                          > Jakie to zabawne, jak sobie ktoś dopowiada.
                          > Nigdzie nie pisałam o zapaleniu oskrzeli.
                          > Lekarza mam normalnego, pacjentowi z 38C i złym samopoczuciem wypisuje zwolnien
                          > ie. Masz ochotę chodzić chora do pracy, to baw się dobrze.

                          Nie no spoko, to ja sobie dopisuję. Piszę o katarze u przedszkolaka, ty o gorączce i złym samopoczuciu. Ja o zupie, ty o ...

                          Moje dziubaski nie gorączkowały przy katarze. W przypadku większości przedszkolaków na całym świecie, zwanych potocznie smarkami, lecące gile z nosa w niczym nie przeszkadzają.
      • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:09
        Katar ( lub jak ematka woli "katarek" moze byc niezytem błony śluzowej nosa wywołanej przez wirusy, ale też OBJAWEM wielu powazniejszych chorób.
        Tak u zdrowej osoby leczony katar trwa tydzień a nieleczony 7 dni i jest dość nieprzyjemny. Mija bez dalszych reperkusji. Gorzej gdy trafi na osoby z uposledzona odpornościa a takich jest wiele: wszelkiej masci alergików, astmatyków, osoby z leczona choroba nowotworową ( po chemioterapii), osoby obciązone chorobami z autoimmunoagresji, osoby po przeszczepach, osoby z całym workiem chorób kardiologicznych, noworodki, osoby w podeszłym wieku itp. dla nich "katarek" może stanowić zagrożenie.
        Katar moze byc początkiem innych chorób i to wcale nie bagatelnych- choćby grypa. Tak grypa to nie "grypka" potoczna nazwa przeziębienia, ale dość poważna choroba . Katar moze byc też pierwszym objawem odry - długo wymieniać.
        Jedna kichająca osoba może zarazić mnóstwo innych, a smarkające dziecko dosłownie wszystkich.
        Tak, dziś jestes młoda, zdrowa, ale za kilka(dziesiąt) lat ( a może wczesniej) "katarek" dziecka sąsiasda może stanowić dla ciebie niebezpieczeństwo. Tak, osoby z katarem trzeba izolowac. Niepopularne to, wiem, ale prawdziwe. Nie po mysli ematki- zgoda.
        Jestem przeciwniczką podawania antybiotyków przy wszystkich infekcjach wirusowych ( tak, katar się do nich zalicza) ale bez nadkażenia bakteryjnego.
        I żadna homeopatia, zaklinanie rzeczywistości nie ma sensu.e
        • droch Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:17
          > Niepopularne to, wiem, ale prawdziwe.

          Masz jakieś twarde naukowe dowody na poparcie prawdziwości, czy to po prostu twoja opinia?
        • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:26
          I tak było od wieków. Te osoby, które mają dzisiaj kilkadziesiąt lat, a może i setki dobiegają, to mają te kilkadziesiąt lat i dobiegają setki, gdyż nie były izolowane w domu z powodu kataru.
        • kamin Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:20
          To za kilkadziesiąt lat będę unikać zakatarzonych dzieci. Teraz nie muszę.
    • aguar Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:35
      Dla mnie katar infekcyjny, to nigdy nie jest sam katar bez gorszego samopoczucie i jest to na tyle niemiłe, robiące różnicę w komforcie życia, że nie robię tego innym na zasadzie "nie rób drugiemu. co Tobie niemiłe". Ale chyba niektóre ematki rzeczywiście to tak lekko znoszą, że w ogóle nie rozumieją, o co hałas.
      • alicia033 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:56
        aguar napisała:

        > Ale chyba niektóre ematki rzeczywiście to tak lekko znoszą, że w ogóle nie rozumieją, o co hałas.

        bynajmniej.
        Wiele lat przez wiele miesięcy w roku bujałam się z cyklami angina-zapalenie zatok-angina-zapalenie zatok-angina. Nie było lekkie ani przyjemne, katar miałam non-stop, któregoś roku w ramach "leczenia" ponad 4 miesiące przesiedziałam w sanatoryjnej izolatce. Dało to guzik. Wyszłam z "więzienia", złapałam kolejną anginę i da capo al fine... Więc wiem, że katar nie jest niczym przyjemnym. Ale i nie na tyle groźnym, żeby pozbawiać ludzi normalnego życia.
    • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:35
      Dzieci to smarkacze. No ciekawe, dlaczego...
      No dlatego, że się smarczą. Tak bylo i tak powinno byc.
      I moim zdaniem, po nauczaniu zdalnym, po izolowaniu się od dzieci, dorośli będą pasać jak muchy, gdyż nie ćwiczą układu odpornościowego. I coś, co do niedawna skonczyloby sie dla nich kichnięciem, skonczy się czymś dużo poważniejszym. A same dzieci, jak beda przebywac tylko wsrod innych dzieci zdrowych, za dwa-trzy lata będą lądowac w szpitalu po zlapaniu katarku.
      • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:45
        Nie sadze aby moha ponad 80.letnia mama miala sily na cwiczenie ukladu odpornosciowego.
        Nie sadze tez aby wysylanie zakatarzonego.d,iecka aby w ramach cwiczenia odpornosci u innych zarazil pol klasy i nauczyvieli bylo sluszne. Potem ten nauczy iel.z cieknacym nosem.ma prowadzic lekcje
        Powtorze jeszcze raz. U jednych katar skonczy sie mokrym nosem.a u innych ten sam katar moze sie rozwinac do chorego gardla i oskrzeli.( jak u mojej mamy. No.kurcse nie cwiczy odpornosci tylko polprzytomna byla). Tak.. uwazam.ze wysylanie dzuecka z katarem to egoizm .
        • alicia033 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:46
          na szczęście nie ma najmniejszego znaczenia co uważasz za egoizm.
          • semihora Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:33
            >>>na szczęście nie ma najmniejszego znaczenia co uważasz za egoizm.


            Podobnie nie ma najmniejszego znaczenia, czego ty nie uważasz za egoizm. Tylko co taki "argument" miałby wnosić do dyskusji?
        • alessa28 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:53
          yyasminka1234 napisał(a):

          > Nie sadze aby moha ponad 80.letnia mama miala sily na cwiczenie ukladu odporno
          > sciowego.
          > Nie sadze tez aby wysylanie zakatarzonego.d,iecka aby w ramach cwiczenia odporn
          > osci u innych zarazil pol klasy i nauczyvieli bylo sluszne. Potem ten nauczy i
          > el.z cieknacym nosem.ma prowadzic lekcje
          > Powtorze jeszcze raz. U jednych katar skonczy sie mokrym nosem.a u innych ten s
          > am katar moze sie rozwinac do chorego gardla i oskrzeli.( jak u mojej mamy. No.
          > kurcse nie cwiczy odpornosci tylko polprzytomna byla). Tak.. uwazam.ze wysylan
          > ie dzuecka z katarem to egoizm .

          Ale zazwyczaj ludzie mający małe dzieci (przedszkolne i wczesno szkolne) nie mają rodziców w wieku 80 lat to raz. Dwa, że rzadko kto mieszka teraz na wielopokoleniowej kupie 😆
          Pozatym po co, mając infekcje, odwiedzalas 80 letnia mamę.

          Nie popieram posylania z katarkiem bo ja zawsze moja córkę izolowalam w przedszkolu, jak tylko miała katarek (i robiłam to dla jej komfortu przede wszystkim) ale sorry, to kwestia indywidualnej odporności.

          Babcia mojej przyjaciółki ma 90 lat, odwiedza kulkuletnia prawnuczke (i to teraz jak mała jest przeziębiona) i nic jej nie jest.
          Ja też odpukać nie łapie jak leci każdej dziecięcej choroby ani moja mama. Więc jak ktoś jest słabego zdrowia musi się pilnować sam.
          • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:12
            A sąsiadka może złapać infekcję i umrzeć. I babcia od prawnuczki tez.
            • alicia033 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:34
              lwica_24 napisała:

              > A sąsiadka może złapać infekcję i umrzeć. I babcia od prawnuczki tez.

              ano może. Ty i ja też, bo życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową.
              • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 15:26
                Tak, do momentu kiedy umiera ktoś kogo kochasz. Wtedy jakoś inaczej na to patrzysz.
                • szeptucha_z_malucha Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:01
                  Nie wiem, jakoś, gdy umierały bliskie mi osoby powyżej 80 lat (nieważne co było bezpośrednią przyczyną) przyjmowałam to z bólem ale jako naturalną kolej rzeczy.
                  Gdy osoby około 60- tki z zaskoczeniem (bo jeszcze chociaż 10 lat się spodziewałam) ale też bez wstrząsu, że jak to - kochany człowiek jest śmiertelny?
                  Zresztą sama przez „głupią” odrę o mało nie zeszłam w wieku lat 15. Do nikogo żalu nie miałam, że się zaraziłan i w wyniku powikłań do końca życia mam obciążenia.
                  • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:32
                    Piszesz o sobie. Nie wszyscy mają takie emocje. Żaden wiek nie jest dobry na umieranie.
                    • szeptucha_z_malucha Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:54
                      . Żaden wiek nie jest dobry na um
                      > ieranie.
                      Serio? Chciałabyś żyć, gdyby wszyscy bliscy już zmarli?
                      I, szczerze, kiedyś też tak myślałam - nawet popełniłam dłuższy tekst o tym ale po rozmowach ze starszymi ludźmi, ich umieraniu, swojej drodze, doszłam do odmiennych wniosków - każdy wiek pasuje do śmierci, a podeszły najbardziej. Taka jest kolej rzeczy.
                      Moja babcia dużo o tym rozmawiała i tylko ze mną, bo się tematu nie bałam i jako jedyna nie ucinałam jej rozważań. I prababcia koło 90 i babcia koło 80 a nawet mama w okolicach 60 mówiły o swojej gotowości. Nie znam nikogo, kto żyłby dłużej niż 91 lat a w rodzinie zazwyczaj koło 60-70. Ja zbliżam się do 50-tki i wracają do mnie tamte spotkania - sąsiedzi z bloku, znajomi z dpsów.
                      • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:01
                        A widzisz - mój Ojciec ma 100 lat. Tak urodził sie w 1920 roku.
                        Moja mama żyła nieco poniżej 90 lat.
                        Jej macocha ma ponad 95 lat.
                        Mój dziadek żył 96, a dziadek mojej mamy 105.
                        Zastanawiam się kto w rodzinie zmarł między 60 a 70 rokiem zycia i nie widzę nikogo. Mówi się, że teściowa zmarła młodo - dożyła 75 lat.
                        Tak, żaden wiek nie jest dobry na umieranie, śmierć zawsze ( sic) przychodzi za wcześnie.
                        • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:03
                          P.S. Przedłużyło się ludzkie życie. Ja mam 60 z niewielkim plusikiem i wcale nie wybieram się na tamten świat. Pracuję, uprawiam sport, dbam o siebie, czuję sie młodo.
                          • szeptucha_z_malucha Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:11
                            Przedłużyło się i powoli może znów się skracać.
                            Właśnie moi dziadkowie żyli po ok. 90 lat a rodzice i ich rodzeństwo 60+
        • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 07:57
          Miałam w domu egzemplarz, u którego katar kończył się zapaleniem oskrzeli i szpitalem. I co w związku z tym?
          Nadal nie uważam, że katar to choroba. Nikt na katar nie dostaje zwolnienia.
          Dzieci przedszkolne chodzą z gilem do pasa od października do marca. Miałam okazję obserwować przez trzy lata jak to wyglada w praktyce kiedy nikt się tym nie przejmuje. I co? Mało kto dostaje antybiotyk. Sterydy tylko w przypadku zapalenia oskrzeli (z którym również lekarz pozwala chodzić do przedszkola).
          Będę miała za chwilę w domu osobę o obniżonej odporności. I w związku z tym, że mam świadomość jak działają wirusy (choćby to, że zazwyczaj zaraża się ZANIM pojawią się objawy), wiem że będziemy przez jakiś czas musieli się izolować.
          Jeżu jak ja się cieszę, że okres przedszkola mam już dawno za sobą...
          • alessa28 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:01
            sko.wrona napisała:


            > Jeżu jak ja się cieszę, że okres przedszkola mam już dawno za sobą...

            A to, to ja też 😆
            Teraz już pierwsza klasa a więc z górki mam nadzieję xd

        • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:11
          10/10
    • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:04
      Ale zdajesz sobie sprawę że nie każda infekcja objawia się katarem i że niektóre dużo groźniejsze dla seniora choroby wcale nie dają objawu w postaci kataru (grypa, covid)? Jeśli masz tak schorowaną mamę to nie powinnaś dopuszczać do kontaktów z dzieckiem, które wychodzi do ludzi. Małe dzieci od zawsze są siedliskiem zarazków i dobrze, bo trenują w ten sposób odporność - skoro jest to aż taki problem dla seniorki, to się izolujcie, albo nie posyłaj dziecka do innych dzieci - natomiast daj innym normalnie żyć.
      • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:16
        Oh.. moge to.samo.powiedziec. Moja mama jrst czlowiekiem i ma prawo tez normalnie zyc . Ze wzgledu na wiek i azheimera nie odizoluje jej od spoleczenstwa...Wg ciebie mam ja trzymac w zamknieciu abys ty mogla puszczac przeziebione dzieci?
        I tak, dbam o mame. Jak ktos chory to nie epuszcxam nie wychodze do.miejsc gdzie sa tlumy..
        Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
        Zdrowego dnia zycze
        • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:29
          Nie uchronisz w ten sposób mamy - już ci tłumaczono, że nie wszystkie infekcje objawiają się katarem, a te naprawdę poważne zarażają dużo wcześniej niż pojawiają się objawy. Sorry ale świat nie stanie w miejscu z powodu twojej mamy. Owszem twoja mama ma prawo żyć, ale definicja tego co jest "normalnym życiem" dla staruszki, która ma tak osłabioną odporność że byle katar kończy się u niej ciężkim zapaleniem oskrzeli, jest bardzo mocno ograniczona. Niestety ale tacy ludzie muszą dbać o siebie i izolować się znacznie bardziej niż przeciętny człowiek - także nadal podtrzymuję zdanie, że to wy mieszkając z taką osobą powinniście się izolować, a nie ustawiać pod siebie całe społeczeństwo, dla którego katar to niegroźna przypadłość, która mija bez szwanku
          • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:35
            Wiesz.
            Opiekuje (my) sie mama od lat.
            Jakos mniej wiecej skutecznie, skoro jeszcze zyje..
            Ale wybacz twoj tekst, ze moja "idealnie" zdrowa rodzina ma siedziec w zamknieciu aby w miejscu publucznym mogly hasac osoby z infekcjami.( ze swiadomoscia ze sa pr,eziebione) to chyba jednak cos nie tak..
            Poczekaj az bedziesz miala 80 lat i co wtedy bedziesz o tym.myslala
            • rozwiane_marzenie Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:45
              Yyasminka, mnie zawsze dziwi podejście tu na forum, że tylko zdrowym należy się wszystko. To oni mogą łazić z katarem, zarażać innych i to my mamy się dostosować. Według nich, my chorzy mamy się zamknąć i żyć nie wiadomo czym. Tylko, że świat nie jest czarno-biały. Mam upośledzoną odporność, ale pracuję (muszę), chcę żyć i muszę zarabiać pieniądze, więc muszę wychodzić. A wystarczyłoby tylko gdyby każdy (my chorzy i oni zdrowi) pomyśleli o innych, nie tylko o sobie, wszystkim żyłoby się milej i łatwiej.
            • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:57
              A nie myślisz o tym, że dziecko sąsiadów może bezobjawowo przynieść z przedszkola covid, którym również bezobjawowo zarazi twoje wnuki i ciebie, a ty przeniesiesz infekcję na mamę? Naprawdę smarkający dzieciak jest dla ciebie problemem? Widzę tu spory brak logicznego myślenia. Czy ci się to podoba czy nie, to zwłaszcza w okresie pandemii musicie się izolować, skoro chcesz uchronić mamę. Moja babcia jest w prywatnym domu opieki. Ma 97 lat i jakakolwiek infekcja to dla niej wyrok śmierci. Tam bardzo dbają o pensjonariuszy. Odwiedzam babcię przez płot i rozmawiamy z kilkumetrowej odległości - myślisz że babci jest miło, albo mi? Nie jest - zapewniam cię, ale w przeciwieństwie do ciebie my rozumiemy, że nie da się ustawić pod babcię całego społeczeństwa.
              • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:03
                Nie mowie o ustawianie pod babcie a o liczenie sie z innymi ludzmi , ktorzy korystaja razem.z nami z miejsc publicznych.
                I nie mowie o tym, ze ktos nieswiadomy swojej choroby chodzi i rozsiewa zarazk8, a o tych ktorzy maja swiadomosc infekcji i ida beztrosko bo co to ich obchodzi.
                • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:07
                  Ale może dla niego i 95% reszty społeczeństwa to nie jest śmiertelne zagrożenie tylko zwykła przypadłość - sama piszesz że mieszkałaś w krajach skandynawskich więc tym bardziej powinnaś to rozumieć, że większości ludzi jednak nic się nie stanie i nie muszą z powodu kataru (który w okresie jesienno-zimowym dzieciaki mają non-stop) siedzieć w domu na kwarantannie jakby to była nie wiadomo jaka choroba zakaźna. Jeśli nie podobał ci się kontakt tego dziecka z twoimi wnukami, to trzeba było zamknąć bramę i powiedzieć to rodzicom, że sobie nie życzysz wizyt ze względu na mamę. Chyba nie podkopywało się pod ogrodzeniem?
                • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:14
                  yyasminka1234 napisał(a):

                  > Nie mowie o ustawianie pod babcie a o liczenie sie z innymi ludzmi , ktorzy kor
                  > ystaja razem.z nami z miejsc publicznych.

                  Czyli osoba która ma katar nie może iść do sklepu, czy jechać autobusem i w ogóle korzystać z miejsc publicznych, bo może zarazić ciebie, a ty swoją mamę, która dostanie zapalenia oskrzeli - w ogóle nie jest to ustawianie innych pod babcię....
                • welcome_back Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 18:33
                  Zakaz wyjścia z domu, bo ktoś ma katar, to jest ustawianie społeczeństwa pod siebie.
              • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:17
                W domu opieki, nawet takim >7 tys+ leki bardzo dbaja o pensjonariuszy? Wolne żarty..... Widziałam takie domy. Opiekunka X pracuje w szpitalu do 14.00 a od 15.00 leci dorobic do domu. To co piszesz uspakaja sumienie ludzi, którzy oddali babcię do "prywatnego domu opieki".
                • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:21
                  Sa sytuacje, ze moze nie ma moiwosci aby sie opiekowac. Jakas skrajna agresja albo cos.. Ja mam mozliwosc i chec zajmowac sie mama.. Mama jest u siebie i nie sadze ze w prywatnym domu opueki byloby jej lepiej
                • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:22
                  No to cię rozczaruję bo dbają. Opiekunki nie pracują w żadnym szpitalu tylko w tym jednym domu, zresztą jest on na wsi, oddalony od miasta i nikt nigdzie nie "leci". A przede wszystkim babcia jest zadowolona z takiego rozwiązania i to rozumie. W domu nikt dla niej nie miał czasu, każdy pracował, siedziała sama. Mieszkała w bloku na 7 piętrze, gdzie przez całe tygodnie nawet nie wychodziła z domu bo nie było na tyle silnej osoby, która dałaby radę ją wynieść (babcia waży 80kg i nie porusza się samodzielnie). W domu ma ogród, do którego jest w stanie wyjść sama z balkonikiem, znajomych z którymi często rozmawia, mają organizowany czas niczym dzieci w przedszkolu (występy, zajęcia świetlicowe). Babcia bardzo odżyła więc nie obchodzi mnie twoje zdanie.
                  • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:26
                    A i jeszcze ciekawi mnie co proponujesz innego dla osoby, która wymaga nadzoru 24 godziny na dobę a cała rodzina (zresztą nieliczna - 2 osoby) pracuje? Babcia potrafi się przewrócić i nie jest w stanie samodzielnie się podnieść. W nocy często "wędruje" i też się przewraca. Ma zaawansowaną demencję i dwulatek przy niej to mega samodzielna osoba.
                    • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 15:42
                      Mogę powiedzieć co JA zrobiłam w sytuacji, gdy zmarła moja mama a ojciec został sam. Mimo wieku nie wymaga 24 godzinnego nadzoru, ale trzeba mu w wielu rzeczach pomóc, ugotować, uprać, pojechać na działke, zrobic zakupy itd. Ano wynajęłam Ukrainkę, poleconą, sprawdzoną, odpowiedzialną i....pilnowaną.
                      Ojciec jest u siebie w domu.
                      Ma swoje książki.
                      Swój telewizor.
                      Przystosowana do swoich potrzeb łazienkę.
                      Swoje łózko.
                      Swoich sąsiadów.
                      Swoje wspomnienia.
                      Swój komputer.- Dziwne, prawda? Zwłaszcza to ostatnie.
                      Nie został wyrwany ze swojego otoczenia. Nie jest narażony na kontakt z wieloma osobami. Je to na co ma ochotę, i nie jest to garkuchnia, ale świeże, urozmaicone i domowe jedzenie.
                      My- z mężem i bratem- jesteśmy codziennie(!). Pogadamy, wypijemy kawę, tata jest zaopiekowany i czuje się" jak dawniej".
                      Być może nam łatwiej, bo w przypadku choroby możemy szybko i łatwo umieścic go w wieloprofilowym szpitalu.
                      Nie ma demencji, jest ciekaw świata.
                      -------------
                      Być może są staruszkowie, którzy marzą o tym, żeby na stare lata znaleźć się w domu opieki.
                      Byc może lubia tę specyficzną atmosferę.
                      Być może nie są im potrzebne kontakty na co dzień z najbliższymi.
                      Być może nie przeszkadzają im zapachy właściwe dla każdego tego rodzaju miejsca ( nawet najlepiej wypielęgnowane ciało starszego człowieka, w któryms momencie wydaje charakterystyczną woń, możliwą do opanowania w domu, nie do opanowania w jakimkolwiek ośrodku).
                      Czy starsza pani jest z tego zadowolona i czy to rozumie tego tak do końca nie wiadomo. I niech rodzina pozostanie w przeświadczeniu, ze tak jest.
                      P.S.
                      Jestem w wieku, w którym znajomi, ci, którzy mają przywilej miec jeszcze rodziców borykają się z takimi samymi lub podobnymi problemami. Wielu z nich ma pieniądze, duże pieniądze a jedna ze znajomych ogromne pieniądze. To ważne, bo przy wyborze domoów nie ma bariery finansowej.
                      Każdy dom ma lepszy czy gorszy ogród, lepszą lub gorszą opieke pielęgnarską ( i opiekunek medycznych), zajęcia świetlicowe, występy, rysunki, ulładanki, psychologa i.... lekarza gdy coś się dzieje ( skierowanie do szpitala, zlecenie antybiotyku, ale najczęściej stwierdzenie zgonu).
                      Tak, o wiele łatwiej dla rodziny jest to, że senior umrze w domu opieki a nie w domu rodzinnym.
                      Brutalna prawda.
                      • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:13
                        lwica_24 napisała:


                        > Nie ma demencji, jest ciekawy świata.

                        Po przeczytaniu tego nie chce mi się czytać dalej. NIE WIESZ co znaczy starsza niedołężna osoba z demencją i opieka nad nią i nie masz prawa oceniać
                        • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:41
                          Wiem, bardzo dobrze wiem. Wiem, bo widziałam dziesiątki takich pacjentów. Wiem, bo rozmawiałam z rodzinami. Wiem, bo mam w otoczeniu 98 latkę z demencją.
                          Są rózne opcje - mozna osobiście(!) opiekować się dementywnym członkiem rodziny i prędzej czy póxniej miec syndrom opiekuna ( zmęczenia, niewyspania, zniechęcenia), mozna wybrać opcję "mieszaną" - wynajęcie opiekunki+ osobista opieka. Tak są to koszty i opiekunki i własne; mozna też oddać matkę/babcię do "bardzo dobrego domu opieki " i wierzyć, że jest szczęśliwa.
                          • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:14
                            Zrozum że nie ma się kto opiekować babcią w taki sposób jak tego potrzebuje. Nawet jeśli moja mama może ją odwiedzić, to nie może jej podnieść, umyć, itp. Nadzorować jej przez cały czas też nie może, a babcia potrafi wstać w nocy, przewrócić się i rozbić głowę. Babcia ma 97 lat, to policz sobie, że jej dzieci to już tez nie są młodziaki - jak sobie wyobrażasz 70-letnią babcię, która dźwiga swoją 97-letnią matkę (ważącą 80kg)?
                • ola5488 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:14
                  lwica_24 napisała:

                  > W domu opieki, nawet takim >7 tys+ leki bardzo dbaja o pensjonariuszy? Woln
                  > e żarty..... Widziałam takie domy. Opiekunka X pracuje w szpitalu do 14.00 a od
                  > 15.00 leci dorobic do domu. To co piszesz uspakaja sumienie ludzi, którzy odda
                  > li babcię do "prywatnego domu opieki".

                  Widzę, że znasz środowisko i realia. Czy mogłabyś napisać na ten temat coś więcej?

                  W dalszej rodzinie mamy samotną ciocię w wieku > 80 lat, która do tej pory nie wymaga opieki. Ale cała rodzina jest świadoma, że sytuacja może się szybko zmienić, niestety (może, ale oczywiście nie musi).
                  • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:55
                    Domy opieki są rózne. Zwykle im droższe tym lepsze, ale żaden, ale to żaden nie jest dobry.
                    Opieka nad ludźmi dementywnymi, starszymi, schorowanymi, niekontrolującymi oddawania moczu i/lub stolca jest wyczerpująca psychicznie. Opiekunki robia dobra minę do złej gdy, ale w któryms momencie tracą cierpliwość. Im człowiek bardziej dementywny tym szybciej.
                    Zdarzają się urazy- w czasie kąpieli ( często dodatkowo płatnej), w czasie posiłków, upadki. Dobrze jesli nie sa tuszowane.
                    Pensjonariusze zawsze (!!!!!) są osamotnieni, czują się odrzuceni. Wyjatek, ale też do końca nie wiemy, gdy nic do nich nie dociera.
                    Leki- raz dostaja raz nie.
                    Lekarz- nie ma najczęściej, stalego prowadzącego. Są to ludzie z doskoku po to, zeby dorobić, interweniować w stanach ostrych a najczęściej stwierdzać zgon.
                    Główna opieka spoczywa na pielęgniarkach i opiekunkach medycznych.
                    Nie jest prawdą, że personel pracuje wyłacznie w jednym miejscu.
                    Czasem domy opieki są koniecznością ( osoba samotna), ale gdy jest mozliwość, jakakolwiek możliwość, wyrywanie starszego człowieka z jego naturalnego środowiska jest złem. Jesli mamy trochę empatii widzimy, ze cierpi.
                    Problem ludzi w podeszłym wieku jest, istnieje i będzie narastał. Medycyna przedłuża życie, społeczeństwo się starzeje.
                    P.S. Bardzo częstą praktyka, nawet w tych bardzo dobrych domach jest dawania wbrew zleceniom lekarza, po cichu, lub przy jego milczącej zgodzie leków psychotropowych.
                    Zapytasz skąd o tym wiem? Jestem lekarzem z wieloletnim stażem na oddziale chorób wewnętrznych , który powoli zmienia sie w geriatrię. Rozmowy z rodzinami pacjentów- seniorów i pacjentami są na porządku dziennym. Wciąż mamy chorych przywiezionych z domów opieki z zapaleniami płuc, infekcjami dróg moczowych, po urazach ( tu więcej do powiedzenia mają chirurdzy) czy upadkach ( ortopedzi). Jest też problem uzależnienia od leków- objawy odstawienia są powszechne.
                    • ola5488 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:55
                      lwica_24 napisała:

                      > Zapytasz skąd o tym wiem? Jestem lekarzem z wieloletnim stażem na oddziale chor
                      > ób wewnętrznych , który powoli zmienia sie w geriatrię. Rozmowy z rodzinami pac
                      > jentów- seniorów i pacjentami są na porządku dziennym. Wciąż mamy chorych przyw
                      > iezionych z domów opieki z zapaleniami płuc, infekcjami dróg moczowych, po uraz
                      > ach ( tu więcej do powiedzenia mają chirurdzy) czy upadkach ( ortopedzi). Jest
                      > też problem uzależnienia od leków- objawy odstawienia są powszechne.

                      Bardzo Ci dziękuję za podzielenie się tym doświadczeniem. Nikt z naszej rodziny nie miał żadnego kontaktu ani styczności z domami opieki, trudno wtedy o pełny i realny obraz sytuacji. Nakreśliłaś smutne, ale czuję że realne warunki ich funkcjonowania. W razie gdyby pojawiła się taka konieczność, to będziemy rozważać opcję opiekunek dochodzących. Z tego co piszesz wydaje się to dużo lepszym rozwiązaniem.
            • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:15
              Mój Ojciec ma sto lat. I... w sposób kategoryczny nie pozwalam(y) na jakiekolwiek kontakty z ludźmi z infekcjami. Nie i koniec. Ojciec jak na ten wiek funkcjonuje normalnie, nie lezy w łózku, nie siedzi w domu, ma warunki i kontaktuje się z osobami ZDROWYMI- inaczej by nie zył.
              • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:42
                No i fantastycznie.
                Problem polega na tym, że w przypadku większości infekcji wirusowych, zaraża się ZANIM wystąpią pierwsze objawy u chorego.
              • alessa28 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:08
                lwica_24 napisała:

                > Mój Ojciec ma sto lat.

                ty tak serio? big_grin
                • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:55
                  Tak. Zdziwiona?
                  • alessa28 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:25
                    lwica_24 napisała:

                    > Tak. Zdziwiona?
                    Cholernie. big_grin
                    Tzn ty masz okolo 80 tak?
                    No nie spodziewałam się na hipsterskiej emamie przedstawicieli pokolenia 2 wojny światowej in personam xd

        • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:40
          Jeśli twoja mama ma alzheimera, to już nie żyje normalnie.

          I nie, że jestem okrutna. Moja babcia miała i tak naprawdę, to żyło tylko jej ciało, a głowa już nie. Twoja mama już swoje przeżyła, dożyła takiego wieku, który dla wielu smarkaczy może być nieosiągalny. Bo te smarkacze mogą zginąć w wieku 10, 15, 20 lat. Izolowanie ich z powodu kataru dla spokoju umierającej osoby jest absurdalne. Bo oni mogą umrzeć przed twoją mamą. Mogą właśnie bez testowania swojego ukladu odpornosciowego nie dozyc nawet trzydziestki. Szczerze wątpię, zebys ty i twoja mama, jako dzieci, były izolowane w domu z powodu kataru.
          • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:49
            O matko!!! Moja mama ma alzheimera i zyje normalnie. Jest napogodniejsza osoba jaka znam. Nigdy nawet jak byla zdroww nie slyszalam aby o kims cos zlego mowila. I wiesz dopoki zyje , jest sprawna mniej wiecej , cieszy sie kazdym dniem, uwielbia spiewac piosrnki ma prawo korzystac z pr,estr,eni publucznej jak kazdy.. i tak to co napisalas, albo sposob w jaki to zrobilas jest okrutny..
            • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:29
              Ty tak samo piszesz w okrutny sposób. Oczekujesz od dzieci ich rodziców tego, czego nie robiłaś ty i twoja mama. Dlaczego? Dlaczego macie być lepsze?
              Czy twoja mama i ty zostawałyście w domu przy byle smarku jako dzieci?
              • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:36
                Nie wiem.jak moja mama. Ja xostawalam w domu. Tzn nie wychodzilam do dzieci.Natomiast ogrod czy spacery z mama byly..
                Moje dzieci byly puszczane do.przedszkola i szkoly bez kataru , bez kaszlu..
                Tak robilam.i tego samego oczekiwalam.

                • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:38
                  Dla mnie możesz sobie oczekiwać i w lutym świętego Mikołaja, ale sory, świat nie będzie się dostosowywał do twoich oczekiwań.
                  • nimaletko Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 11:42
                    To takie typowe, bardzo popularne przerzucanie odpowiedzialności na innych. Na zasadzie: moje dziecko ma astmę/obniżoną odporność, itp, więc wszystkie dzieci wokół niego mają nie przychodzić do przedszkola z katarem, żeby mi go nie zarazić.
                    Ja, matka dziecka z alergią i ciągłymi zapaleniami oskrzeli, podchodzę do tego inaczej: to ja mam chronić moje dziecko i przygotować się na ewentualne częste nieobecności w placówce, bo do pewnego wieku każdy katar mojego dziecka kończył się zapaleniem oskrzeli. A nie wymagać, żeby wszystkie inne dzieci, te bardziej odporne i zdrowsze, dostosowały się do choroby mojego.
                    Taki egzemplarz mi się trafił trudno, biorę na klatę.
                    Tu jest wersja z osobą starszą, a nie z dzieckiem, ale mechanizm ten sam.
                    • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 15:44
                      Ja natomiast miałam dziecko zdrowe, niechorujące, odporne i... w przypadku infekcji, która się jednak czasem, rzadko, ale czasem zdarzała nie wysyłałam ani do przedszkola ani do szkoły.
                      Brałam zwolnienie.
                      • szeptucha_z_malucha Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:12
                        No to jakby było mało odporne to ciągle siedziałoby w domu. Do tego byłby to samonakręcająca się mechanizm - im mniej styczności ze światem, tum mniej treningu.
                        Wiem, bo przez dwa lata zamykałam dziecko z katarem i siedziało w domu od końca września do kwietnia. Był to katar permanentny. W kolejnych latach nie zamykałam i katar był taki sam. Do dziś, czyli niemal do dorosłości. Diagnozowany we wszystkich kierunkach i nic poza lekko skrzywioną przegrodą nie do operacji nie ma.
                        • kyrelime Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:48
                          Ja byłam takim dzieckiem. Cały okres jesienno-zimowy i wczesna wiosna to ciągle infekcje dróg oddechowych. W podstawówce byłam dzieckiem z najgorszą frekwencją, gdyż rodzice bojąc się tych chorób zostawiali mnie w domu przy objawach, aż się nie wyleczyłam, dbali o ubiór, żebym się nie przegrzała, nie zaziębiła itd. Wszystko to psu na budę. Jako nastalotka zaczęłam dojeżdżać do szkoły autobusami, więc normą było przegrzewanie i zaziębianie na zmianę, do szkoły chodzilam przeziębiona, gdyż już nie tak łatwo było nadrobić zaleglości. No i moja odpornosc "cudownie" się poprawiła. Nadal zaliczam w sezonie jesienno-zimowym jakąś infekcję, ale od czasów licealnych nie zdarzyło mi się już przechodzić z jednej infekcji w drugą, pomimo zdecydowanie mniejszego dbania.
                      • nimaletko Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:44
                        Jak ktoś ma dziecko rzadko chorujące, wzięcie na nie zwolnienia raz na tak zwany ruski rok nie jest żadnym wyczynem. Mnóstwo rodziców to robi.
                        Wyczynem jest mieć dziecko chorujące bez przerwy i nie dać się zwariować. Wypośrodkować hartowanie i chronienie dziecka przed poważnymi dolegliwościami.
                        Ja reagowałam przy pierwszych świstach oskrzelowych - wtedy przedszkole nie wchodziło w grę. Ale z początkami kataru córka do przedszkola chodziła, bo gdyby miała nie chodzić, siedziałaby w domu bez przerwy.
                        Zarażała się od zakatarzonych koleżanek i kolegów, ale do głowy by mi nie przyszło mieć o to pretensje do ich rodziców.
    • ggrruu Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:20
      Gdybym sama miała czekać z pójściem gdziekolwiek, aż nie będę miała śladu kataru to w sezonie jesienno-zimowym nie chodziłabym nigdzie. Niestety, teraz są takie restrykcje, że dziecka z katarem nie wpuszczą, więc będzie siedzieć kolejne dni. Przedszkola były całe dwa...
      • kyrelime Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:54
        Też się obawiam, że z powodu restrykcji ugrzęźniemy w domu. Moje dziecko w sezonie smogowym ma taki napadowy krtaniowy kaszel. Bez żadnych innych objawów i bez dodatkowej infekcji. W domu odkąd jest oczyszczacz powietrza nie kaszle w ogóle. Ale jak w przedszkolu będą wietrzyć i wpuszczą dym do środka to obawiam się, że może skończyć w izolatce.
    • kryzys_wieku_sredniego Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:29
      Jest katar i katar.
      Nie wobrażam sobie, żeby dziecko kichajace z gilem do pasa szło do jakiejkolwiek placówki czy w odwiedziny do kolegi.
      Ale zatkany nos i smark co przerwa to nie problem.
    • tryggia Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:35
      Może macie w rodzinie uposledzoną odporność albo deficyt Wit D?
    • rozwiane_marzenie Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:36
      Mam takie same doświadczenia. U nas katar nigdy się nie skończył na katarze. Zawsze przez katar mamy zapalenie oskrzeli, często płuc. Do tego uszy. Mamy niską odporność i choćbyśmy nie wiem co robili, nic to nie da. Genetyka sad
      • damartyn Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:02
        To ja dołożę kij do tego mrowiska.
        Jestem w Jastarni. Bardzo ładna pogoda. Słoneczko, chmurki, przelotny deszczyk. Znowu słoneczko , chmurki, lekki wiaterek. Dzisiaj słonce od rana. Chodzimy z mętem właściwie całe dnie. Dookoła w większości emeryci i rodziny z dziećmi. Wszystkie okutani jakby był siarczysty mróz. Puchowe kurtki, szaliki, swetry - na cebulkę. Wczoraj po całym dniu spotkaliśmy dwie! pary , których dzieci nie miały czapek na głowie. Reszta jak jeden mąż zaczapkowana. Od robionej na drutach wełnianej czapy, po cienką bawełniana ale jednak. Po co? Ja się pytam . Po co?
        I szczerze powiem , ze nie dziwie się tym katarkom, przeziębieniom. Ludzie się za ciepło ubierają. Szczególnie starsi i dzieci.
        • damartyn Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:04
          mętem ładnie wyszłobig_grin ale oczywiście miało być z mężem. Ciężko pisać z telefonu.
        • berdebul Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:10
          Żeby zatoki nie bolały. Tez patrzyłam z pogardą na czapki, aż mi wykosiło zatoki. Teraz czapkę wkładam jak bardziej wieje. tongue_out
        • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:52
          damartyn napisał(a):

          > I szczerze powiem , ze nie dziwie się tym katarkom, przeziębieniom. Ludzie się
          > za ciepło ubierają. Szczególnie starsi i dzieci.

          To już n-ta dyskusja na ten temat i mi się już zwyczajnie nie chce ciagle pisać tego samo.
          Dzieci ubierane nieadekwatnie do pogody, za wysoka temperatura w pomieszczeniach itd itp
          Wracając do rozwiązań skandynawskich, niemieckich. Tam dzieci spędzają sporo czasu na świeżym powietrzu. Nawet jak jest zimno, albo mokro. A średnia temperatura w pomieszczeniu jest niższa niż w Polsce. I nie ma strachu wśród rodziców, że o mój Boże, dzieciak ma katar i za chwilę będzie potrzebny antybiotyk. Bo nie będzie.
          • damartyn Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 11:02
            Mimo tej entosci może warto apelować - matko , rozbierz to dziecię , jak już nie chcesz siebie. Rozbierz. Będzie swobodne i zdrowe. Ono jest cały czas w ruchu. Nie jest mu zimno i przy 16 stopniach niepotrzebna mu ani kurtka , ani czapka.
    • gaskama Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 08:54
      Dorwał katar Katarzynę,
      Katarzyna pod pierzynę ...

      Wydaje mi się, że trzymając tak całą rodzinę pod kloszem spowodowaliście poważne zaburzenie odporności wszystkich jej członków. Choroby (przeziębienia) bardzo trenują organizm. Wy doprowadzaliście wasze organizmy do stanu, w którym kata staje się śmiertelnym zagrożeniem.
      Takie są moje obserwacje.
      • alessa28 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:00
        gaskama napisała:

        > Dorwał katar Katarzynę,
        > Katarzyna pod pierzynę ...
        >
        > Wydaje mi się, że trzymając tak całą rodzinę pod kloszem spowodowaliście poważn
        > e zaburzenie odporności wszystkich jej członków. Choroby (przeziębienia) bardzo
        > trenują organizm. Wy doprowadzaliście wasze organizmy do stanu, w którym kata
        > staje się śmiertelnym zagrożeniem.
        > Takie są moje obserwacje.

        Zgadzam się. Obsesyjna czystość, unikanie zarazkow prowadza do wyjałowienia organizmu i w efekcie najmniejsza infekcja kończy się źle.

        >
      • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:20
        Mój osobisty syn chorował relatywnie niewiele. Trochę w przedszkolu, prawie nic w szkole. Był( i jest) wyszczepiony.
        Unikalismy kontaktow z ludxmi chorymi.
        Myli w sposób niewyobrażalnie często ręce.
        Dziś ma trzydziestke na karku.
        Tak więc twoje obserwacje są ułomne.
        • gaskama Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:41
          tu nie ma mowy o szczepieniach (mój też wyszczepiony) ani o niewyobrażalnie czystym myciu rąk (mój też myje niewyobrażalnie często). Tu mowa o tym, że rodzina poległa jak muchy, wszyscy członkowie, po kontakcie z dzieckiem z KATAREM. To raczej świadczy o zaburzeniach odporności. I o ile w przypadku izolowanej 80-latki to jest zrozumiałe, to w przypadku całej reszty jest powodem do obaw. No chyba, że ten katar u dziecka to była ebola.
      • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:36
        Ale ta rodzina pod kloszem zapewne trzymana jest od całkiem niedawna. Bo mama autorki, mająca lat 80, urodziła się w latach 40-tych. Czy wówczas, jako dziecko, była przy byle katarze trzymana w domu? Czy też jej rodzice, czyli dziadkowie autorki, jednak katar olewali? I owa mama może zarażała cały czas te biedne, wyniszczone wojną osoby, o wyjątkowo obniżonej odporności. Ona mogła, ale już dwa pokolenia dalej nie mogą. Hm.
        • damartyn Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:40
          I ten jednorazowy nickwink
        • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:42
          smile)))
          A w 18 wieku rany na wojnie smola zalewali..
          Lekarz ginekolog badsl pacjentki nie nyjac rak.
          To dlavzego dzis myje?
          • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:47
            Jesli to jest o mnie ten "jednorazowy nick" to owszem mam kolejny z inna koncowka liczbowa bo zwyczajnie nie pamietam hasla do poprzedniego ktory tez byl yasminka tylko z inna koncowka chyba
            Celowo nie zmieniam
    • zazou1980 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:49
      Niezla hipokrytka z ciebie, sama piszesz, ze swoje dzieciaki puszczalas na dwor z glutem, ale jak zrobila tak sasiadka, to juz jest zle. Skad wiesz, ze jak kiedys puszczalas swoje, to jakis sasiad nie mial podobnej sytuacji? Moze twoje kiedys tez jakiegos staruszka zarazily? Latwo sie krytykuje, co?
      • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 09:57
        Czy widzisz roznice puscic dzieckonz glutem.na podworko koo9 domu, albo.pojsc do lasu bez dodatkowego towarzystwa a puscic do przedszkola, szkoly?
    • novembre Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 10:46
      Moja pięciolatka jak ma sam katar, to idzie do przedszkola, podobnie jak jej koleżanki i koledzy zasmarkańcy, od września do maja przeważnie smarkają non stop. Jeśli widzę, że coś większego się kluje, że jest niewyraźna i osłabiona, zostawiam w domu. Generalnie w Szwajcarii katar nie choroba i nawet teraz, w czasie covidu nauczycielki twierdzą, że nie potrafią odróżnić, kiedy covid, a kiedy zwykły katar, więc przychodzą wszystkie z katarem i się wymieniają zarazkami. Od czterech tygodni jeszcze nie mieliśmy kwarantanny.

      Z kaszlem zostawiam w domu (covidowe zalecenie). Dziecko powinno, podobnie jak z gorączką, mieć 24h bez kaszlu/gorączki, żeby wrócić do przedszkola/szkoły.

      No ale tu w grudniu dzieci bez czapek chodzą, kurtki zapinają same, więc niekoniecznie dokładnie. Zimny chów i zero stresu z powodu glutów.
      • hanusinamama Re: Katar , "katar" dylematy... 09.09.20, 10:30
        MOja zakłąda czapkę jak jest na minusie, zimą biega z ojcem po śniegu boso. UBrana chodzi bardzo lekko i na dwór wychodzi w każda pogode. Ale porzadny katar zostaje w domu. Tzn nie idzie do dzieci zarażać. Na dwór tak. 3 dni i zazwyczaj jest po kłopocie. Nie wiązałabym noszenia czapki przy 10 stopniach z tym.
    • pingus Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 13:25
      Myślę, że katar nie jest równy katarowi. Tu podajesz chłopca, który ma katar i kicha i wygląda to na początek czegoś poważniejszego. Moje dzieci miewają łagodne wodne katarki trwające kilka dni bez innych objawów. Takie coś czasem się pojawia np. po pobycie na basenie albo po spacerze w chłodniejszy dzień. Coś takiego moim zdaniem nie jest podstawą do zwolnienia lekarskiego i z tego powodu nie zostawiam dziecka w domu. Co innego gdy katar robi się zielony, nie nadąża się wycierać nosa, dziecko gorzej się czuje, widać, że zaczyna się choroba, to wtedy wiadomo że zostaje w domu po to by się to nie rozwinęło. Proponuję opowiedzieć sąsiadce tą historię, może coś zrozumie. A na przyszłość może lepiej unikać takie jednostki, ja jak widzę takie dziecko na placu zabaw nie bawię się w odsyłanie do rodziców tylko zmieniam plac zabaw lub wracam z dziećmi do domu.
      • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 13:40
        Tutaj to napisze, choc odpowiedz jest do.postow , ktore sa wyzej.
        Jak tutaj prosto przekrecic slowa. Nadinterpretowac, dodac cos..
        Moja rodzina nie byla trzymana pod kloszem
        Dawno temu moje dzieci mialy normalny kontakt z rowiesnikami, uprawialy sport ( plywanie, zeglarstwo, narty, koszykowka... wszystko rekreacyjnie). Na spacery kazdego dnia w deszcz i wiatry takze. Zreszta spacery w deszczu lubie bardzo.
        Jesli lapaly katar, kas,el, czy cokolwiek nie byly puszczane do innych dzieci aby nie zarazac..
        Wnuki od marca nie chodzily do przedszkola ale nigdzie nie pisalam.ze siedza zamkniete w domu.
        Wychodza normalnie na dwor. Chodza na zajecia, ktore prowadzone sa w malych grupach. Basen indywidualnie. Spotykaja sie z innymi dziecmi.
        Ubierane sa raczej za cienko niz za grubo. Przeciagi im nie szkodza. Ja chodze w krotkich spodenkach (lub do kolan) do listopada. A bywa ze i w mroz wyskocze z golymi nogami. Wychodze z domu z mokra glowa prez caly rok. Nawet nie mam suszarki bo.nigdy nie uzywalam.
        Nie chodzi mi o nieswiadome spotkania z kims chorym bo to normalne..
        Od poczatku chodzilo mi o swiadome puszczanie dzieci z infekcjami do zdrowych jeezcze dzieci.
        To.cos jak.przyjecia dlavdziecinz ospa zeby sie zarazily i przeszly?
        Zarzucano.mi tu, ze zakatorzona i przeziebiona czesc spoleczenstwa nie bedzie zmieniala swojego zycia ze wzgledu na moja mame.
        A pr,eciez to nie tylko.o.to chodzi.
        Twoj chory dziubdzius moze poczestowac katarem nauczycielje w pr,eds,kolu. Moze zarazic kovos kto ma jutro wazny wyjazd sluzbowy.. chirurga ktory ma operowac chorego itd itd..
        No chyba, zecwszyscy inni sa odporni. I nie zlapia tego.
        • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:17
          yyasminka1234 napisał(a):


          > Twoj chory dziubdzius moze poczestowac katarem nauczycielje w pr,eds,kolu. Mo
          > ze zarazic kovos kto ma jutro wazny wyjazd sluzbowy.. chirurga ktory ma operow
          > ac chorego itd itd..

          Ale zdajesz sobie sprawę, że dla nauczyciela czy chirurga katar to nie jest koniec świata i że najprawdopodobniej przejdzie to łagodniej od dziecka i nie rozłoży się na ciężkie zapalenie oskrzeli?
          • szeptucha_z_malucha Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 16:47
            Dla nauczycieli małych dzieci w żłobkach, przedszkolach pierwszy rok przechorowane to norma. Potem nabiera się odporności. Nawet koleżanka rehabilitantka po nowotworze w integracyjnej placówce miała tego świadomość.
          • lwica_24 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 19:57
            Katar dla chirurga jest dużym problemem. Postój sobie w warunkach sali operacyjnej, od maska z zapchanym/cieknącym nosem. Gratuluje jak wytrwasz godzinę.
            • agnstep Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:16
              To wtedy chirurg idzie na L4 - nadal nie widzę problemu.
            • huang_he Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:23
              Tak, i własnie dlatego chirurdzy nigdy się nie rozmnażają, żeby przypadkiem od swojego dziecka nie złapać kataru.
        • sko.wrona Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 18:00
          Ciężko dyskutować z kimś kto stawia katar przedszkolny na równi z ospą.

          Ciężko dyskutować z kimś kto uważa, że zarażać może tylko osoba, której cieknie z nosa. Nauczycielka, czy chirurg może się zarazić np. grypą od kogoś kto dziś jeszcze nie ma żadnych objawów i czuje się „zdrowy”.

          I wyobraź sobie, że ten ciągły katar u przedszkolaka to jest właśnie budowanie odporności. Póki co natura nie wymyśliła jeszcze lepszego sposobu.

          Swoją drogą naprawdę uważasz, że jeśli będzie się surowo przestrzegać tego, żeby izolować smarkate dzieci od reszty to uniknie się infekcji? Moja córka miała nieprzyjemność chodzić do przedszkola gdzie właśnie bardzo surowo przestrzegano żeby nie było zasmarkanych dzieci. Myślisz, że mniej chorowała niż moi chłopcy, którzy chodzili do przedszkola „katar to nie choroba”? Otóż chorowali tak samo.
      • yyasminka1234 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 13:43
        Nigdy w zyciu nie odeslalabym czyjwgos dziecka z placu zabaw. Oczywiscie , ze swoje zabieram w razie czego. smile
    • kozica111 Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 20:13
      Warszawa.Nigdy nie dostałam zwolnienia na katar.Dostałam tylko 2 x, raz ospa i drugi raz szkarlatyna, dziecko lało sie przez ręce...
    • kafana Re: Katar , "katar" dylematy... 07.09.20, 22:33
      Moje doświadczenie mowi ze popadliście w paranoje.
    • bigzaganiacz Re: Katar , "katar" dylematy... 08.09.20, 12:19
      Polska to chyba jedyne miejsce na ziemu gdzie wystepuje katar zabujca
    • hanusinamama Re: Katar , "katar" dylematy... 09.09.20, 10:08
      Nie łaże nigdzie do ludzi z chorymi dziecmi. Katar to objaw choroby. Jak sie czują dobrze idziemy do lasu na spacer. Ale nie pcham sie nigdzie. Jest tak jak piszesz_ mozna to sprzedać komuś słabszemu albo np przyszłej mamie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka