anna_miau
10.09.20, 23:39
Czy Waszym zdaniem, jest możliwe, żeby relacja dorosłej pasierbicy i macochy, układała się dobrze, jeśli ojciec zostawił jej matkę dla tej właśnie macochy?
Kilka faktów:
- ojciec odszedł od matki dziewczyny, gdy ta miała ok 7 lat,
- małżeństwo wisiało na włosku od ok 2 lat, nowa ani była gwoździem do trumny, ogólnie spora afera w rodzinie i towarzystwie,
- ojciec nigdy nie zerwał kontaktów z córką i dziecko przez lata bywało w domu macochy i ojca na weekendy, jeździło z nimi i młodszą przyrodnią siostrą na wakacje,
- dziecko grzeczne, macocha miła, jakoś to szło
- zdarzały się incydenty zazdrości, nie o siostrę a właśnie o macochę ale to ewidentnie spowodowane podburzaniem matki typu.: jestes dla ojca najważniejszą kobietą w życiu - do 10 latki ! , to Ty powinnaś chodzić z tatą za rękę na spacerach a nie ona.
- ogólnie matka niepogodzona z rozwodem, nadal mówi i myśli o sobie jak o żonie - prawowitej, tej połączonej przez Boga - publicznie takie rzeczy opowiada tzn. w rodzinie, na spotkaniach. Nie chce słyszeć o psychologu.
- małą zatruwała nienawiścią do macochy, nazywała ją niefajnie przy dziecku , naśmiewała się.
Mała jest coraz starsza ma już 14 lat, niewiele się zmieniło. Relacja w jej weekendowym domu ogólnie dobra. Nie daje się już aż tak wciągać w schizy matki. Ogólnie ukrywa przed matką fakty, z powodu których ta, by dostała fijoła i knuła. Ale jednocześnie u ojca bywa rzadziej, zwłaszcza w wakacje. Weekendy chętnie ale dłuższe pobyty typu tydzień czy dwa to już od 2 lat nie chce. Jest starsza ma więcej swoich spraw ale też chyba woli polenić się w domu a u ojca jest aktywniej. To maniacy aktywności, w każdy wolny dzień gdzieś wyjeżdżają, zwiedzają, chodzą na basen, plażę itd.
Ogólnie pytam - czy Waszym zdaniem , z Waszych doświadczeń, obserwacji, jest możliwe że relacja w tej rodzinie będzie na tyle normalna, że córka będzie ze swoją rodziną, (mężem, dziećmi) np. spędzać święta z ojcem i macochą ? wpadać na niedzielne obiadki ? Czy jednak górę weźmie żal za rozbite małżeństwo rodziców. Macocha go raczej nie rozbiła, no ale łatwiej winić obcą osobę, niż kochanego ojca.
Co myślicie ?
Jestem siostrą ojca. Kontakt mam z każdą ze stron. Żal mi było mojej byłej szwagierki ale jednocześnie wiem, że to małżeństwo było słabe. Nikt tam szczęśliwy nie był, jej wystarczyło bezpieczeństwo finansowe. Jemu brakowało wszystkiego. Nie usprawiedliwiam brata, inaczej to powinien zakończyć ale no stało się. Drugie małżeństwo ma udane, tylko bratanicy mi żal, bo jednak dom rozbity.
Ja się obawiam, że młoda dorastają zerwie kontakt z ojcem i macochą, ale nie dlatego że bedzie tak chciała, tylko dla świętego spokoju, żeby matki nie denerwować.