zwyczajnamatka
28.02.21, 11:16
Wczoraj wieczorem wychodząc z niemężem na zakupy spotkałam na klatce sąsiada. Sąsiad alkoholik, ale jeszcze pracuje, chociaż przed pracą małpkę przy śmietniku wypija. Sąsiad pijany jak bela, czerwony na twarzy, puściliśmy go przodem, żeby zszedł przed nami po schodach, bo bałam się, że na nas z tych schodów zleci, a to kawał chłopa. Na alejce przed blokiem zataczał się, szedł od krawężnika do krawężnika. Ku mojemu zdumieniu wsiadł do samochodu i odpalił silnik. Szliśmy za nim, więc ja szybko podbiegłam do jego auta i otworzyłam drzwi pasażera. Powiedziałam mu, że nie powinien w takim stanie prowadzić. Odpowiedział, że nie pojedzie. Zamknęłam drzwi i jeszcze chwilę postaliśmy na alejce, sąsiad rzeczywiście nie odjechał, ale jak wracaliśmy z zakupami to stał przy samochodzie i widziałam, że agresja w nim buzuje. Zapytał mnie, że niby w jakim on jest stanie (moim zdaniem), że nie może prowadzić. Nic nie odpowiedziałam, bo wyglądało, że tylko czeka aby zrobić awanturę. Poszliśmy do domu. W domu mój chłop powiedział, że bardzo źle zrobiłam, że się w ogóle odezwałam. Zapytałam, czy ty byś pozwolił, żeby on taki pijany odjechał - tak pozwolilbym, to nie nasza sprawa, zrobiłaś sobie wroga.
A wy jak myślicie? Zrobiłam dobrze czy źle, że się odezwałam.