Dodaj do ulubionych

Porażka....

30.09.08, 17:22
Byłam dzisiaj z dwueltnim synem u czteroletniego syna w przedszkolu
na zakończeniu
lata.
Przyjechała pani i pan,którzy organizowali dzieciom różne zabawy na
powietrzu.
Moje dziecko oczywiście powiedziało,że tam nie pójdzie, bo boi się
tego pana...
Dzieci tańczyły i śpiewały, a mój czteroletni Mateusz stał non-stop
przy mnie;
na dodatek dwuletni Łukasz chodził po całym placyku zabaw przy
przedszkolu...

Mąż stwierdził,że trzeba nad nim popracować...

Ale jak ja mam popracować,żeby nie bał się obcych?!
Może macie jakieś pomysły dla mnie?

Poza tym moje dziecko w przedszkolu rysuje czarnymi kolorami,co to
może oznaczać?


Obserwuj wątek
    • Gość: oliwkowska Re: Porażka.... IP: *.szczecin.mm.pl 04.10.08, 10:31
      Rysowanie czarna kredka moze oznaczac ze dziecko jest przepelnione jakas emocja, smutkiem, nosi w pamieci jakies wydarzenie, cos zlego pamieta z tv - doprawdy nazbyt dobra to pamiec. Moze tez oznaczac ze nie widzi zbyt dokladnie i potrzebuje wiekszego kontrastu. Moze tez nic wielkiego nie znaczyc - przyzwczajenie i tyle.
      Z zachowania podczas zabawy niewiele wnioskuje. Moje dziecko w wieku czterech lat postapiloby podobnie,czyli raczej staloby przy mnie. Podajesz zbyt ogolnikowe dane by wyciagac jakies wnioski.Pozdrawiam
    • egon26 Re: Porażka.... 04.10.08, 14:44
      mariola1315 napisała:
      > Mąż stwierdził,że trzeba nad nim popracować...
      > Ale jak ja mam popracować,żeby nie bał się obcych?!

      Niech on coś wymyśli chyba też jest rodzicem ;D
    • ba_warka Re: Porażka.... 08.10.08, 21:34
      Kolor czarny może oznaczać emocje-nie jestem jednak psychologiem i
      nie chcę interpretować rysunków Twojego synka.

      Mój starszy synek również nie chciał się bawić na swojej pierwszej
      przedszkolnej majówce-trzymał się mojej nogi i mówił,że "się boi
      tego pana" -to fakt miał nieco dziwny strój,ale inne dzieci się
      bawiły.Młodszy synek też..

      W tym roku był pierwszy do każdej zabawy!

      Dajcie mu czas,okazujcie dużo zrozumienia,nie
      oceniajcie,rozmawiajcie,tłumaczcie.W końcu kto z nas jest tak bardzo
      otwarty na obcych?A synek ma dopiero(!) 4lata.Ja zawsze przygotowuję
      moich chłopaków na sytuację-opowiadam co się może(jeśli nie wiem)
      wydarzyć.

      Życzę cierpliwości.Będzie dobrze.
      Pozdrawiam.



    • Gość: adk-a Re: Porażka.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.08, 08:21
      Witam.
      Nie przerażaj się zachowaniem swojego syna. Jedne dzieci są otwarte
      a inne nie potrafią sobie z tym poradzić. Ja też mam takie dziecko.
      Jak był mały 1-3 lat nikt nie mógł do nas przyjść bo on od razu
      płakał. W wieku 4 lat poszedł do przedszkola domowego na 4 godz.(do
      publicznego nie chciał) i tam jak były jakieś imprezy typu dzień
      babci itp. to moje dziecko wycofywało się. Wszystkie dzieci
      śpiewały,m bawiły się a mój siedział mi na kolanach i płakał.
      Dzisiaj jest 6-latkiem uczęszczającym do szkoły Kl."0" i zrobił się
      bardziej otwarty. Daj swojemu dziecku więcej czasu, rozmawiaj z nim
      i wspieraj go, jemu jest z tym ciężko. Zobaczysz że wyrośnie,
      później już nie będzie chciał nawet trzymać cię za rękę na ulicy, bo
      co powiedzą koledzy. Powodzenia
    • ewa.ulrich-zaleska Re: Porażka.... 14.10.08, 22:41
      Witam
      Wiele dzieci w tym wieku obawia się nowych sytuacji i jeśli
      zachowanie dziecka nie jest nieadekwatne do sytuacji to nic złego
      się nie dzieje. Rysowanie czarnymi kolorami tez nie musi od razu
      oznaczać „kłopotów”. Jeśli maluch nie miał ostatnio trudnych przeżyć
      lub nie obserwujecie jakiejś gwałtownej zmiany w zachowaniu dziecka –
      to może być po prostu taki etap.
      Oczywiście warto pracować nad budowaniem poczucia własnej wartości u
      dziecka – chwaląc je i zachęcają do zdobywania nowych doświadczeń
      omijając zmuszanie, wyśmiewanie i karanie gdy maluch sobie nie
      poradzi. Proszę obserwować synka i jeśli nie widzi Pani
      niepokojących zmian w zachowaniu to należy dać mu więcej wsparcia i
      czasu i zachęty.
      Proszę zerknąć


      www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,3107772.html

      www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,2686745.html
      Pozdrawiam
      E U-Z
      • Gość: lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 07.01.09, 18:09
        Po swietnych radach napisanych poprzednio, a wszystkie w rodzaju:
        "Ten typ tak ma", "To bardzo indywidualne", etc. postaram sie napisac
        cos konkretnego. Ci wszyscy powyzej pisza jak psychologowie - za duzo
        sie naczytali takich artykulow. Dlaczego? Bo psycholodzy nie chca
        brac na siebie odpowiedzialnosci i pisza, ze wszystko jest relatywne.
        Slowem nie ma zadnej reguly. Czy to w czyms pomaga? NIE. Pozwala
        tylko stworzyc mila atmosfere pomiedzy piszacymi. Jakmy sie wszyscy
        wspieramy, nieprawdaz? Jestesmy tacy pelni zrozumienia! (To byla
        ironia, tlumacze na wszelki wypadek). Stanie przy Tobie oznacza w 99
        procentach uzaleznienie od matki i bra poczucia bezpieczenstwa gdy
        Cie opusci. Pomimo, ze brzmi to strasznie pomysl o zaletach -
        bedziesz miala kogos, kto Cie nie opusci az do smierci. Jakze
        wspaniale silna wiez emocjonalna! Oczywiscie sa minusy - chlopak jak
        sie pokloci z zona/dziewczyna, to bedzie przybiegal do Ciebie. Oprocz
        tego bedzie mu trudniej samodzielnie radzic sobie z problemami i
        oczekiwal Twojej pomocy (no bo jak to tak bez mamy). Z biegiem lat to
        sie bedzie wzmacniac.
        Teraz pytanie czy Twoim zdaniem silniejsze sa wady, czy zalety?
        Jezeli wady, to masz problem i nalezy cos z tym zrobic. Co mozna?
        Tylko jedno wyjscie - wymagac wiecej. Dawac mu coraz wiecej rzeczy do
        robienia samodzielnie, oczywiscie wczesniej przyuaczajac go jak je
        nalezy robic. Nastepnie wymagac, aby zawsze i bez zadnych wyjatkow
        (czyli konsekwentnie) to on wlasnie wykonywal te czynnosci. Jezeli
        chodzi o faze rozwoju 4-latka, to na przyklad powinien umiec sie
        samemu ubrac. Pomagasz mu w tym? Jezeli tak, to przestan. Czy on umie
        sie bawic sam? Jezeli nie, to przestan sie z nim bawic.
        Uwaga! Kazda taka zmiana bedzie powodwala wojne nerwow. Tzn. on
        bedzie przeciwny jakimkolwiek zmianom, bedzie sie wkurzal i plakal.
        Tylko od Twojej konsekwencji zalezy sukces. Bedziesz poblazliwa i
        odpuszczala "dla swietego spokoju" albo "tylko ten jeden raz", to
        przegrasz wojne nerwow, albo przedluzysz ja w nieskonczonosc. Rzecz
        jasna te same podejscie musi zastosowac maz, dziadkowie i ktokolwiek
        jeszcze zajmuje sie i/lub ma kontakt z Twoim dziecmi.
        Tworzenie dobrej atmosfery? Pomaga tylko na krotki dystans.
        Przyszlosc Twoja i dzieci jest do osiagniecia tylko w dlugiej
        perspektywie, a nie byciu milym dla wszystkich i caly czas, unikajac
        konfrontacji oraz placzu dziecka.
        • verdana Re: Porażka.... 07.01.09, 18:15
          Miałbys racje, gdyby dziecko miało lat 14, nie cztery. Czteroletnie
          dziecko JEST w duzym stopniu uzaleznione od matki. A w wieku lat 24
          może spokojnie wyjechać do Honolulu i odzywac sie raz w roku,
          komletnie niezależnie od tego, czy balo się na przedszkolnej
          imprezie, czy bylo duszą towarzystwa.
          • Gość: lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 09:52
            Jak bedzie mial 14 lat, to bedzie juz za pozno. Lepiej obudzic sie
            teraz niz pozniej z reka w nocniku.
            Zauwaz, ze ja dostosowalem swoja odpowiedz do wieku dziecka i podalem
            jako przyklad, ze powinien sie sam ubierac i sam bawic. Ty nic nie
            probowalas dostosowac, tylko stwierdzilas, ze od 4 latkow, to nie
            mozna tego wymagac. Wspaniala odowiedz! Najlepiej nic nie robic,
            nawet jezeli nam przeszkadza uzaleznienie dziecka od mamy. A bedzie
            tylko coraz gorzej.
            • jola_ep Re: Porażka.... 08.01.09, 11:43
              > nawet jezeli nam przeszkadza uzaleznienie dziecka od mamy. A bedzie
              > tylko coraz gorzej.


              Dla czterolatków takie zachowanie jest normalne.
              Będzie gorzej?????
              Moja w tym wieku zachowywała się identycznie. Teraz od dawna jest super
              samodzielna. Na ile oczywiście może być samodzielna 13-latka ;)

              Pozdrawiam
              Jola
              • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 12:19
                Naprawde jestem pelen podziwu, jak niektorzy potrafia prowadzic
                dyskusje. "Moja tak robila i teraz jest samodzielna". I co z tego
                wynika? Ze taka jest Twoja ocena sytuacji. Czy poparalas ja jakimis
                przykladami? Nie. A ja uwazam, ze Twoja corka jest niesamodzielna. I
                co? Na jakiej podstawie? Na zadnej. Tak samo jak Twoje nie ma zadnych
                znanych innym podstaw. Naprawde, swietny punkt w dyskusji.

                Ja wyraznie stwierdzilem: zalezy jaki poziom samodzielnosci odpowiada
                rodzicom, to taki beda mieli. Wieksza samodzielnosc = mniejsza wiez
                emocjonalna (inaczej samotnosc). Mniejsza samodzielnosc = wieksza
                wiez emocjonalna (inaczej uzaleznienie). Wszystko zalezy gdzie chcesz
                sie znalezc na skali pomiedzy tymi bialo-czarnymi przeciwienstwami.
                Prawdopodobnie nie istnieje nikt, kogo mozna by przyporzadkowac w
                100% do danej kategorii. Natomiast mozna stwierdzic, ktora idea jest
                danej osobie blizsza. Jesli rozwiniesz dana idee w 4 latku, to
                pozniej bedzie "gorzej", czyli ta idea bedzie w nim rosla.
                Niezaleznie, ktora idee wybierzesz, jako Twoja wlasna.
                • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 12:25
                  Lucjusz ręce opadają

                  głupoty piszesz i tyle

                  kto ma lepiej wiedziec czy dziecko jest samodzielne czy nie niż jego
                  matka?

                  i nie jest prawdą że im bardziej samodzielne dziecko tym więź
                  emocjonalna z rodzicem jest słabsza - nie wiem skąd ty te bzdury
                  bierzesz
                  • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 12:29
                    poza tym, nie zauważyłam, żeby koleżanka pisała że syn jest nie
                    samodzielny - jej problem to to, że dziecko boi sie obcych

                    dzieci są różne, moja 4 latka ubiera sie sama, myje się sama, sama
                    potrafi zrobić sobie kanapke - a do obcych ma dystans i trzyma się
                    spódnicy... i nie świadczy to o tym, że jest nie samodzielna,ani że
                    jest ode mnie uzależniona, tylko o tym, że ma dystans do obcych...
                    • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 14:38
                      Jezeli dziecko boi sie obcych, to co to oznacza Twoim zdaniem? Z
                      odpowiedzi wnioskuje, ze nic, bo kazde dziecko jest rozne. Nie ma
                      regul generalnych, ktore dzialaja w kazdym z nas. Jezeli zaczniemy
                      tak myslec, to nie bedziemy mogli nigdy wyciagnac zadnych wnioskow i
                      usystematyzowac naszej wiedzy. Ot tak, bo wszystko jest indywidualne
                      i relatywne.

                      Na szczescie praktyka pokazuje, ze udaje sie odnalezc ogolne zasady
                      funkcjonowania ludzi. Dzieki temu mozemy sie pokusic o analize
                      przyczyny, dlaczego dziecko stalo przy matce, zamiast sie bawic (bo
                      jak rozumiem raczej tego oczekiwali od niego rodzice). Jezeli balo
                      sie obcego, to znaczy, ze nie czulo sie przy nim pewnie. Jezeli nie
                      czulo sie pewnie, to w zwiazku z tym brak pewnosci siebie. Skad sie
                      bierze pewnosc siebie? Z samodzielnosci. Zadna inna magia tu nie
                      dziala. Gdy umiesz duzo, to jestes bardziej pewien siebie i obawiasz
                      sie mniejszej ilosc zagrozen. Wydaje mi sie, ze nie ma zadnej dziury
                      logicznej w tym rozumowaniu. Jezeli uwazasz inaczej, to prosze wskaz
                      ja. Stad wynika moja rada.
                      Nie twierdze, ze posiadam cala wiedze wszechswiata i ze na pewno to
                      sie tyczy tego przypadku. Jednakze w przewazajacej wiekszosci
                      przypadkow tak wlasnie bedzie. Jestem w stanie wymienic wyjatki, np.
                      dziecko jest samodzielne, lecz jako 4 latek przyjmuje bezkrytycznie
                      wiele opini doroslych, a Ci mowia, iz obcy sa niebezpieczni.
                      Oczywiscie tacy dorosli popelniaja blad, bo nie wszyscy obcy sa
                      niebezpieczni. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, ze taki wyjatek
                      od reguly generalnej moze zaistniec i siedzenie przy mamie bedzie
                      wynikalo ze wzbudzania strachu i zakazow narzuconych przez doroslych.
                      Istnieje nadzieja, iz dziecko bedac samodzielnym od najmlodszych lat,
                      szybko zacznie myslec krytycznie i zweryfikuje opinie rodzicow.
                      • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 14:51
                        znam wiele dorosłych już osób, które były bardzo samodzielne -
                        wszystko robiły same itp - a do obcych miały dystans - i mają go do
                        tej pory

                        i nie wynika to z uzależnienia od rodziców tylko z nieśmiałości


                        Jeżeli dziecko bało się obcego to znaczy że obcy nie wzbudził w nim
                        zaufania, może miał głupi wyraz twarzy, może nie podobała się dziecku
                        barwa głosu

                        To, że dziecko nie czuje się pewnie w czyimś towarzystwie wcale nie
                        musi oznaczać, że w innych sytuacjach tej pewności mu brakuje

                        i nie moge się też do końca zgodzić z twierdzeniem, że pewność siebie
                        bierze się u dziecka z samodzielności - na pewno w jakimś stopniu
                        tak. ale ważne jest motywowanie dziecka, chwalenie itp - a nie tylko
                        wymagania i konsekwencja
                  • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 14:26
                    Justyna rece opadaja. Glupoty piszesz i tyle. Jest prawdą że im
                    bardziej samodzielne dziecko tym więź emocjonalna z rodzicem jest
                    słabsza - nie wiem skąd ty te bzdury bierzesz.

                    Prawda, ze w ten sposob dyskutujemy na wysokim poziomie? Naprawde
                    doceniam Twoj brak wkladu w dyskusje.
                    • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 14:41
                      z doświadczenia :)

                      od zawsze byłam samodzielna, wręcz nie lubiłam jak ktoś chciał coś za
                      mnie zrobić - a z rodzicami jestem bardzo związana, tak samo jak mój
                      brat i siostra :)
                      • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 15:05
                        No wspaniale. Ale dlaczego Twoje doswiadczenie jest takie wyjatkowe,
                        ze mozesz je prezentowac, jako jedyne prawidlowe? Poprzyj to jakims
                        rozumowaniem. Czy uwazasz, ze wlasciwie interpretujesz swoje
                        doswiadczenie? Mozesz pomijasz jakies niewygodne, lecz istotne fakty?
                        W koncu to Twoje subiektywne doswiadczenie. Nieprawdaz?
                        Taka generalna rada: nie pisz (nie mow), ze tak jest, bo tak, lecz
                        poprzyj to konkretnym wywodem logicznym. Mozesz sie smiac z mojej
                        rady i pytac skad mam prawo dawac Ci rady. Nie mam zadnego prawa. Ale
                        Ty masz prawo rozwazyc ta rade.
                • jola_ep Re: Porażka.... 08.01.09, 13:06
                  > Naprawde jestem pelen podziwu, jak niektorzy potrafia prowadzic
                  > dyskusje.

                  Spodobał mi się Twój styl i postanowiłam z niego skorzystać :)
                  "Stanie przy Tobie oznacza w 99procentach uzaleznienie od matki i bra poczucia
                  bezpieczenstwa gdy Cie opusci. Pomimo, ze brzmi to strasznie pomysl o zaletach
                  -bedziesz miala kogos, kto Cie nie opusci az do smierci. [...]trudniej
                  samodzielnie radzic sobie z problemami i
                  oczekiwal Twojej pomocy (no bo jak to tak bez mamy). Z biegiem lat to
                  sie bedzie wzmacniac."

                  Od razu cała diagnoza: jak czterolatek w obcym mu środowisku (np. nieznane mu,
                  obce osoby, to jako dorosły będzie niesamodzielny emocjonalnie i to uzależnienie
                  będzie się wzmacniać.

                  Oczywiście nie masz racji. "Uzależnienie emocjonalne" u malutkich dzieci jest
                  absolutnie normalne i oczekiwane. Podobnie jak strach przed obcymi i szukanie
                  przy mamie poczucia bezpieczeństwa.

                  Napisałeś, że "będzie tylko gorzej". Otóż nie.
                  Wręcz przeciwnie. Zapewnienie emocjonalnego poczucia bezpieczeństwa daje dużo
                  lepsze skutki, jeśli chodzi o samodzielne zachowania dziecka. W dodatku silna
                  więź emocjonalna między nim a jego rodzicami (m.in. matką) sprawi, że w
                  przyszłości będzie potrafił nawiązać równie dobre relacje z partnerami.

                  I jakoś mi nie zależy na tym, co Ty sądzisz na temat samodzielności mojej córy.
                  "Pocieszam" autorkę wątki, aby nie wydało jej się, że masz racje.

                  >"Tylko jedno wyjscie - wymagac wiecej. Dawac mu coraz wiecej rzeczy do robienia
                  samodzielnie"

                  Samodzielność w "samoobsłudze" ma się przekładać na brak lęku przed obcymi? Niby
                  jak????
                  (moje dziecko było bardzo samodzielne jak na 4 latka: bawiło się niemal zawsze
                  samodzielnie, ubierało samo, nawet sprzątało, co nie zmieniało faktu, że w
                  miejscach publicznych trzymało się mojej spódnicy)

                  > Nastepnie wymagac, aby zawsze i bez zadnych wyjatkow
                  >(czyli konsekwentnie) to on wlasnie wykonywal te czynnosci.

                  To w najmniejszym stopniu nie jest konieczne. Głupotą zaś jest drastyczna i
                  gwałtowna "konsekwentna" zmiana zwyczajów. Można to spokojnie zrobić stopniowo,
                  podążając za dzieckiem, bez koniecznej według Ciebie "wojny nerwów".

                  > A ja uwazam, ze Twoja corka jest niesamodzielna.

                  Hmmm... napisałam, że jest samodzielna jak na 13 lat. Pracy jeszcze własnej nie
                  rozpoczęła, uważam, że nie dorosła do posiadania dzieci i nie chce na razie
                  wyprowadzić się z domu. Pewnie przez tę "więź emocjonalną". W dodatku - zgroza -
                  jak ma problem, to zwraca się z nim do rodziców prosząc o radę, zamiast
                  samodzielnie nim się zająć!

                  Poza tym zajmuje się młodszym bratem (jak trzeba, jest przy tym opiekuńcza),
                  sama dba o swoją naukę (trzymając dość dobry poziom), umie nie tylko posprzątać
                  (co nie znaczy że chętnie to robi;) ), ale nawet - jak trzeba - ugotować prosty
                  obiad, samodzielnie robi zakupy, potrafi nastawić pranie i wyprasować je potem,
                  potrafi przyszyć guzik , zaszyć dziurę i podłożyć spodnie (to ostatnie robi
                  niechętnie). W szkole działa w samorządzie, uwielbia zakupy z koleżankami (jak
                  na razie są bardzo rozsądne) i wypady do kina (beze mnie oczywiście). Załatwi
                  drobne sprawy w sekretariacie szkoły (za siebie i młodszego brata), nie może się
                  doczekać następnych kolonii...

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 13:41
                    13-latka do pracy jeszcze nie poszła??? i z domu sie wyprowadzić nie
                    chce??? o matko! Jola jakie ty masz niesamodzielne i uzależnione od
                    siebie dziecko!

                    sorki, nie mogłam sie powstrzymać :D:D:D
                  • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 14:56
                    > Oczywiście nie masz racji. "Uzależnienie emocjonalne" u malutkich
                    dzieci jest
                    > absolutnie normalne i oczekiwane. Podobnie jak strach przed obcymi
                    i szukanie
                    > przy mamie poczucia bezpieczeństwa.

                    Jest to Twoja opinia, wiec nie ma co mowic o oczywistosciach. Ty tak
                    uwazasz. Poprzyj to czymkolwiek. Jakas argumentacja.
                    Zgadzam sie, ze dzieci nie sa zupelnie samodzielne, ale... wszystko
                    zalezy co potraktujemy jako norme. Niektorzy chca traktowac
                    niepelnosprawnosc jako norme, co jest szczytem hipokryzji, bo
                    zaprzeczeniem definicji niepelnosprawnego. Czytaj uwaznie! Nie pisze,
                    ze to dziecko, o ktorym rozmawiamy, jest niepelnosprawne. Staram sie
                    pokazac tylko pewien mechanizm.

                    > Napisałeś, że "będzie tylko gorzej". Otóż nie.
                    > Wręcz przeciwnie. Zapewnienie emocjonalnego poczucia bezpieczeństwa
                    daje dużo
                    > lepsze skutki, jeśli chodzi o samodzielne zachowania dziecka. W
                    dodatku silna
                    > więź emocjonalna między nim a jego rodzicami (m.in. matką) sprawi,
                    że w
                    > przyszłości będzie potrafił nawiązać równie dobre relacje z
                    partnerami.
                    >

                    Tylko, ze niestety ale doswiadczenie praktyczne nie potwierdza Twoje
                    hipotezy. Zauwazmy, ze dzisiejsze pokolenia - wychowywane w mysl tej
                    ideologii, bo pojawila sie ona wraz z rewolucja spoleczna lat 60-tych
                    - maja coraz wieksze problemy w nawiazywaniu relacji miedzyludzkich.
                    Jako dowod zwroc uwage na statystyki rozwodowe oraz ilosc osob
                    zyjacych samotnie. Uwazam, iz jest to bezposrednia pochodna
                    prezentowanej przez Ciebie mysli wychowawczej.

                    > I jakoś mi nie zależy na tym, co Ty sądzisz na temat samodzielności
                    mojej córy.

                    A mnie nie zalezy na zadnej ocenie Twojej "cory". Ja tylko pokazalem,
                    jakiego mechanizmu myslowego uzylas. Ty, czego mozna sie bylo
                    spodziewac, opisalas mi jak wspaniala masz corke. I co to wnosi do
                    dyskusji? Skoncentrujmy sie na tym jednym przypadku, ktory rozpoczal
                    to forum, a dopiero potem, po osiagnieciu jakiegos konsensusu (bo
                    taki cel ma kazda dyskusja), to bedziemy mogli porozmawiac o Twojej
                    corce. Oczywiscie jezeli bedziesz nadal chciala ja opisywac, tak jak
                    to zrobilas przed chwila. W tej chwili mowimy o czyms zupenie innym,
                    o zachowaniu 4 latka na imprezie przedszkolnej.

                    > "Pocieszam" autorkę wątki, aby nie wydało jej się, że masz racje.

                    Pocieszaniem nic nie osiagniesz. Posiedzimy razem i potrzymamy sie za
                    rece. Bedzie milo. Ale nic sie nie zmieni! Praca, praca, praca -
                    tylko tutaj znajdzie sie rozwiazanie. Nie ma magii i nikt nie wykona
                    za nas tego. Nalezy pracowac nad dziecmi i uczyc ich jak najwiecej. W
                    przypadku tej kolezanki moim zdaniem wlasciwa praca bedzie to co
                    wymienilem w pierwszym poscie. Twoim zdaniem, co nalezy robic? Nie
                    zaproponowalas nic. Wszystko dobrze! Siedzmy i trzymajmy sie za rece.
                    Tylko, ze ta matka byla zmartwiona. Twoje lekarstwo, to usunmy
                    objawy: jej uczucie, ze cos jest nie w porzadku. Przyczyna, czyli
                    zachowanie dziecka, pozostanie nie zmienione. Takie sztuczki
                    psychologiczne maja baaardzo krotkie nogi. Taki moj apel: nie
                    oklamujmy sie nawzajem!

                      • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 15:22
                        Statystyki rozwodowe pochodza z rocznikow prowadzonych przez ONZ.
                        Link: unstats.un.org/unsd/demographic

                        Odnosnie narodzin tego modelu wychowania, to mozesz przeczytac:

                        Bogdan Suchodolski. "The Tragedy of Humanistic Education", UNESCO UIE
                        Reports No. 6, 1992.
                        C.H. Patterson. "What has happened to humanistic education", Michigan
                        Journal of Counseling and Development, Vol. XVIII, No. 1.

                        Lub wiele innych. Jezeli jestes naprawde zainteresowane, a nie tylko
                        mnie testujesz, to sprecyzuj swoje zainteresowanie.
                        • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 15:55
                          a skąd wiesz jaki jest model wychowania tego dziecka?


                          znasz tylko informację na temat jednej imprezy



                          nie wiesz nic na temat stosunków rodziców, na temat tego jakie jest
                          dziecko w domu

                          wyciągasz wnioski na podstawie strzępów informacji


                          z linkiem zapoznam się później, teraz nie mam czasu
                          • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 16:20
                            Oczywiscie, ze nic wiecej nie wiem! Nie badz smieszna! Czego
                            oczekiwalas? Ze bede posiadal pelen zestaw badan tego dziecka?

                            Pomimo tego podjalem probe zdiagnozowania problemu i podalem
                            propozycje rozwiazania. Posiadajac tak niewielkie informacje, jednak
                            zaryzykowalem. Byc moze sie myle. Co zaoferowali inni? Powiedzenie:
                            "Nie martw sie. Kazde dziecko jest inne".

                            Z postow Joli, Twoich oraz pani Ewy Urlich-Zalewskiej wynikaja
                            przekonania zbiezne z elementami takich teorii jak teoria wychowania
                            humanitarnego, antypedagogika oraz wychowanie bezstresowe powstalych
                            w ramach rewolucji obyczajowej XX wieku. Te przekonania, nie okazaly
                            sie dobrym rozwiazaniem, a jako dowod przedstawilem statystki.
                            Natomiast wy uzywalyscie tej mysli jako powodu do zanegowania mojej
                            propozycji, nie podpowiadajac nic w zamian. Nie martwmy sie tym!
                            Zyjmy bez stresu! Strach sie bac.
                    • jola_ep Re: Porażka.... 08.01.09, 19:42
                      >Poprzyj to czymkolwiek. Jakas argumentacja.

                      Ale co? Że małe dziecko jest uzależnione emocjonalnie?

                      > Czytaj uwaznie! Nie pisze,
                      > ze to dziecko, o ktorym rozmawiamy, jest niepelnosprawne.

                      A z czego wywnioskowałeś że czytam nieuważnie? Zauważyłam, że tego nie piszesz.

                      > Staram sie
                      > pokazac tylko pewien mechanizm.

                      To powienieś poprzestać na opisywaniu tego mechanizmu, a nie bawić się w proroka na podstawie nikłych danych.

                      > Tylko, ze niestety ale doswiadczenie praktyczne nie potwierdza Twoje hipotezy.

                      W latach 60-tych pojawił się też silny nacisk na "samodzielność" malutkiego dziecka: samodzielne zasypianie od niemowlęcia, karmienie butelką, dobre warunki lokalowe sprawiły, że niemowlęta dostały osobne pokoje. To według mnie spowodowało właśnie coraz większe problemy w nawiązywaniu relacji międzyludzkich (a zwiększona ilość rozwodów to już inna bajka). Wytłumaczenie równie dobre jak Twoje, a jednocześnie sprawia, że moje tezy są tym bardziej prawdopodobne.

                      > Ty, czego mozna sie bylo
                      > spodziewac, opisalas mi jak wspaniala masz corke. I co to wnosi do
                      > dyskusji?

                      Nie wspaniałą, a samodzielną (czytaj uważnie :) ). Co wnosi? Ty stwierdziłeś, że "będzie gorzej", a ja podałam przykład, że 100% moich dzieci zachowujących się w wieku 4 lat jak chłopak z tego wątku wyrasta w stronę coraz większej samodzielności. W ten sposób podałam przykład obalający Twoją teorię. Aha - stanowi też zaprzeczenie tezy, że jak jest samodzielne w obsłudze, to nie będzie się "trzymać spódnicy". A w dodatku stanowi zaprzeczenie Twojej tezy, że przy usamodzielnianiu nie obejdzie się "bez wojny nerwów".

                      Innymi słowy - przykład ten pokazuje, że NIE MASZ RACJI.
                      (trudniej udowodnić prawdziwość teorii, niż ją obalić empirycznie)

                      > Skoncentrujmy sie na tym jednym przypadku, ktory rozpoczal
                      > to forum

                      O którym mało wiemy.

                      > to zrobilas przed chwila. W tej chwili mowimy o czyms zupenie innym,
                      > o zachowaniu 4 latka na imprezie przedszkolnej.

                      Mówimy o tym, w jakim kierunku może przebiegać rozwój dziecka, który zachowuje się w podany w poście inicjującym wątek.

                      > Pocieszaniem nic nie osiagniesz.

                      Osoby, które pisały wcześniej IMHO doradziły bardzo dobrze. Ja dodam: wspierać, zachęcać, przyjąć takie zachowanie dziecka ze spokojem. Normalnie wychowywać.

                      >wlasciwa praca bedzie to co
                      > wymienilem w pierwszym poscie.

                      A jeśli on już to wszystko potrafi? Tak jak moja córa mając 4 lata?

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 09.01.09, 10:52
                        > > Czytaj uwaznie! Nie pisze,
                        > > ze to dziecko, o ktorym rozmawiamy, jest niepelnosprawne.
                        >
                        > A z czego wywnioskowałeś że czytam nieuważnie? Zauważyłam, że tego
                        nie piszesz.

                        Bo ja nie wnioskuje, ze czytasz nieuwaznie. Ja poprosilem, abys to
                        przeczytala uwaznie, bo wiele osob uwielbia zrownac rozmowce z
                        faszystami, jesli tylko napisze cos niepoprawnego politycznie o
                        niepelnosprawnych. Obawialem sie takiej sztuczki i dlatego chcialem,
                        abys przeczytala uwaznie.

                        > To powienieś poprzestać na opisywaniu tego mechanizmu, a nie bawić
                        się w prorok
                        > a na podstawie nikłych danych.

                        Na podstawie niklych danych buduje pewien mechanizm. Moglbym nic nie
                        robic. Moglbym odpisac: "Nic sie nie martw. Kazde dziecko jest
                        inne.", czyli NIE ROB NIC. Ja pisze, ze jesli chce sie cos zmienic,
                        to trzeba pracowac.

                        > W latach 60-tych pojawił się też silny nacisk na "samodzielność"
                        malutkiego dzi
                        > ecka: samodzielne zasypianie od niemowlęcia, karmienie butelką,
                        dobre warunki

                        To piszesz o zupelnie innym nurcie w wychowaniu, niz ten prezentowany
                        przez Ciebie i inne kolezanki do tej pory. Ten, o ktorym piszecie wy,
                        to wlasnie miedzy innymi spanie z dzieckiem i karmienie piersia na
                        zyczenie. Ja zwracalem uwage na wszystkie konsekwencje takiego
                        wychowania: silny zwiazek z matka, ale bardzo czesto tak silny, ze
                        dziecko nie potrafi stworzyc innego zwiazku. To wlasnie widzimy pod
                        postacia "wiecznych dzieci", ktore pozostaja w domach bardzo dlugo, a
                        nawet jezeli sie wyprowadzaja, to pozostaja na utrzymaniu rodzicow i
                        nie za bardzo wiedza co robic w zyciu.
                        Ty uwazasz, ze takie wychowanie jest bardzo dobre i nie chcesz go
                        powiazac z liczba rozwodow. Ja podalem juz powyzej zrodla, ktore
                        wskazuja na te powiazania.
                        Niestety, ale socjologia oraz psychologia nie sa nauka. Nie mozna
                        przeprowadzac eksperymentow (w scislym tego slowa znaczeniu) i nie sa
                        one powtarzalne. Socjologia i psychologia to sztuka, w ktorej bardzo
                        duzo zalezy od zdolnosci interpretacyjnych. Niemniej jednak udalo sie
                        wychwycic kilka ogolnych regul, od ktorych sa oczywiscie liczne
                        wyjatki. Nie wiem, czy ten 4 latek zalicza sie do 80% wiekszosci, czy
                        do 20% wyjatkow. Pomimo tego przedstawiam rozwiazanie, ktore ma
                        zastosowanie do 80%. To pewnego rodzaju ryzyko.

                        > Nie wspaniałą, a samodzielną (czytaj uważnie :) ). Co wnosi? Ty
                        stwierdziłeś, ż
                        > e "będzie gorzej", a ja podałam przykład, że 100% moich dzieci
                        zachowujących si
                        > ę w wieku 4 lat jak chłopak z tego wątku wyrasta w stronę coraz
                        większej samodz
                        > ielności. W ten sposób podałam przykład obalający Twoją teorię.

                        Jeden przyklad nie obala ogolnej hipotezy. Piszesz tylko o swoim
                        doswiadczeniu. Ja staram sie przedstawic reguly generalne. I co z
                        tego, ze Twoje dzieci tak reagowaly? A jak zareagowalaby wiekszosc ze
                        100 mln dzieci zebranych w jednym miejscu? To jest wlasciwe pytanie.
                        Nie nalezy tego personalizowac i twierdzic, jak jedna osoba jest
                        inna, to wszyscy sa inni. Ponadto byc moze, iz popelniasz blad
                        interpretacyjny, analizujac zachowanie swojej corki? Byc moze
                        pomijasz fakty, ktore sa niewygodne, a przytaczas tylko te, ktore
                        potwierdzaja Twoja teze? Tego nie zweryfikujemy i dlatego nie nalezy
                        mowic o swoim doswiadczeniu osobistym, lecz o doswiadczeniu milionow.
                        Dlatego uwazam, iz przyklad Twojej corki nie wnosi zbyt duzo.

                        > zymać spódnicy". A w dodatku stanowi zaprzeczenie Twojej tezy, że
                        przy usamodzi
                        > elnianiu nie obejdzie się "bez wojny nerwów".

                        Przy kazdej zmianie zwyczajow i podejscia, dzieci sie denerwuja. Tak
                        samo my, dorosli. Jezeli spodziewalas sie, ze autobus przyjedzie za 5
                        minut, a go nie ma od pol godziny, to chyba sie zdenerwujesz?
                        Przeciez nie tego sie spodziewalas! Tak samo dzieci spodziewaja sie
                        okreslonych zachowan i jak je zaczynasz zmieniac, to na pewno beda
                        nerwy. Mniejsze lub wieksze.
                        Jezeli dziecko bylo niesamodzielne i dochodzi do usamodzielniania, to
                        oznacza wlasnie taka zmiane. Jezeli w danym przypadku dziecko bylo od
                        poczatku samodzielne, to nie ma zmiany podejscia, a zatem brak "wojny
                        nerwow".

                        > Osoby, które pisały wcześniej IMHO doradziły bardzo dobrze. Ja
                        dodam: wspierać,
                        > zachęcać, przyjąć takie zachowanie dziecka ze spokojem. Normalnie
                        wychowywać.

                        No wlasnie, czyli nic nie robic. Przyjac takie jakie jest i to
                        zaakceptowac. A jezeli danemu rodzicowi nie odpowiada takie
                        zachowanie? To niech przelknie gorzka pigulke i on ma sie dostosowac
                        do dziecka? To sie nazywa antypedagogika.

                        > A jeśli on już to wszystko potrafi? Tak jak moja córa mając 4 lata?

                        Tak jak napisalem wczesniej regula generalna: oczekiwac wiecej,
                        nauczyc wiecej rzeczy, tak aby poczulo sie pewniej siebie. Przede
                        wszystkim miec wiecej szacunku do samego siebie i nie przedkladac
                        potrzeb dziecka ponad wszystko, jak to sie dzieje bardzo czesto,
                        zgodnie z proponowanym przez Ciebie modelem. Nastepnie podalem
                        przyklad co moze robic sam 4 latek. To byly TYLKO przyklady. Nie
                        wyczerpywaly wszystkich mozliwosci. Na pewno WSZYSTKIEGO nie potrafi.
                        Ja, bedac juz doroslym, nie potrafie wszystkiego!!! Regula generalna
                        jest najwazniejsza. Z niej mozna wywodzic kolejne przyklady.
                        Najwazniejsze to siegac, tam gdzie wzrok nie siega. Tzn. chciec
                        zawsze coraz wiecej i prowadzic tam dziecko.

                        • jola_ep Re: Porażka.... 09.01.09, 11:47
                          > To piszesz o zupelnie innym nurcie w wychowaniu, niz ten prezentowany
                          > przez Ciebie i inne kolezanki do tej pory.

                          Problem w tym, że Ty nie masz bladego pojęcia o tym, jaki ja model wychowania stosuję.

                          > to wlasnie miedzy innymi spanie z dzieckiem i karmienie piersia na
                          > zyczenie. Ja zwracalem uwage na wszystkie konsekwencje takiego
                          > wychowania: silny zwiazek z matka, ale bardzo czesto tak silny, ze
                          > dziecko nie potrafi stworzyc innego zwiazku.

                          Nie chcę w to wchodzić, bo to temat-rzeka. Ale nie masz racji. Sądzisz, że dzieci nie karmi się na żądanie, bo z założenia opiekun zawsze wie LEPIEJ ile i kiedy chce jeść niemowlę. Albo jak śpi z niemowlęciem, to go "uwiązuje" na całe życie????? Poważnie???
                          (zakładasz, że co, wychowanie kończy się na pierwszym roku życia dziecka?)

                          Skupmy się na tym, że całkowicie się zgadzam:

                          > Niestety, ale socjologia oraz psychologia nie sa nauka. Nie mozna
                          > przeprowadzac eksperymentow (w scislym tego slowa znaczeniu) i nie sa
                          > one powtarzalne. Socjologia i psychologia to sztuka, w ktorej bardzo
                          > duzo zalezy od zdolnosci interpretacyjnych.

                          Twoje akurat mi nie odpowiadają. A już szczególnie Twoja nadmierna skłonność do fantazjowania.
                          CZŁOWIEKU, nie masz bladego pojęcia o tym, jak wychowuję swoje dzieci, a już WIESZ, że bezstresowo??? że stosuję antypedagogikę????

                          > Przy kazdej zmianie zwyczajow i podejscia, dzieci sie denerwuja.

                          O to właśnie mi chodzi :) Wychowanie nie polega na tym, że nagle o 180 stopni robimy zwrot: ubierałam Ciebie, od dziś robisz to sam, bawiłam się z Tobą (co w tym złego?) od dziś robisz to sam. To stopniowy proces, dostosowany do dziecka. Każde dziecko ma naturalny mechanizm dążenia do samodzielności i wystarczy tylko się w niego wsłuchać i nie hamować dzieciaka. I tyle :) Jaka wojna nerwów? Dwulatki chcą pomagać mamie, niech pomagają (choć oczywiście lepiej i szybciej zrobi to sama mama), roczniak chce sam jeść? Dać mu łychę i niech je (choć zje za mało według matki i dodatkowo koszmarnie nabrudzi) itd. itp. Czasem trzeba pozwolić dziecku na krok wstecz, czasem zachęcić do kroku naprzód. Dużo znajomości swojego dziecka i dużo wyczucia :)

                          A jeśli chodzi o spóźniający się autobus... to luzik :) Wyciągam komórę i gram w sudoku. W końcu czym jest te parę minut ;) (niedawno czekałam godzinę na pociąg, bo oczywiście zima zaskoczyła... )

                          > Jezeli dziecko bylo niesamodzielne i dochodzi do usamodzielniania,

                          Ale uasamodzielnianie jest PROCESEM. (a poza tym skąd wiesz, czy nasz 4-latek jest niesamodzielny???)
                          Weźmy samodzielne zasypianie. Możesz od początku sprawić, aby dziecko było samodzielne i zasypiało samo. Ponieważ ma złe nawyki z okresu ciąży może się okazać że będzie to wymagało dużo konsekwencji i ryków z jego strony (oby życzliwy sąsiad nie nasłał policji).
                          A możesz stopniowo dziecka tego uczyć, albo poczekać troszkę szanując jego indywidualność(dzieci są różne) i nagle się okaże, że dziecko zasypia samo i ryków nie ma. Czasem tylko przy opornej materii troszkę go inteligentnie będziesz wspierał.

                          > >dodam: wspierać,
                          > > zachęcać, przyjąć takie zachowanie dziecka ze spokojem.
                          > >Normalnie wychowywać.

                          > No wlasnie, czyli nic nie robic.
                          No, jeśli wychowywanie dla Ciebie jest NICNIEROBIENIEM, to wybacz. Cała nasza dyskusja nie ma sensu.

                          > Przyjac takie jakie jest i to
                          > zaakceptowac.

                          Ja tak nie napisałam. Czytaj uważnie!
                          Przyjąć ze spokojem: bo to normalne w tym wieku, zdarza się. Dzieci mają różne temperamenty (człowiek nie rodzi się jako "czysta karta").
                          Nie robić jakiś gwałtownych ruchów, bo niepokój często do takich popycha.
                          Wspierać i zachęcać. Czyli nie unikać spotkań, chodzić z dzieckiem, pozwolić mu na przylepienie się, powiedzieć, że za jakiś czas na pewno poczuje się pewnie, zachęcić w odpowiednim momencie do kroku naprzód itd. itp. Pewnego dnia się odklei :)

                          > nie przedkladac
                          > potrzeb dziecka ponad wszystko, jak to sie dzieje bardzo czesto,
                          > zgodnie z proponowanym przez Ciebie modelem.

                          Bosz.... jak można dyskutować z kimś, kto w fusach czyta...
                          Akurat ja jestem ostatnią osobą, która przedkłada potrzeby dziecka ponad wszystko. I jaki to ja model proponuję? Antypedagogikę? Antystresowe? Powiem rodzince, to się pośmiejemy wieczorem ;)

                          > Najwazniejsze to siegac, tam gdzie wzrok nie siega. Tzn. chciec
                          > zawsze coraz wiecej i prowadzic tam dziecko.

                          Z ciekawości. Czy jest jakiś moment, gdy mówisz SWOJEMU dziecku: jestem z ciebie (z twojego zachowania) dumny, czy zawsze jest to "coraz więcej, coraz lepiej, coraz dalej"?

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • justyna_w24 Lucjusz 09.01.09, 13:35
                            nie odpowiedziałeś na moje pytanie, czy masz dzieci

                            wnioskuje z tego że nie masz

                            psychologiem ani pedagogiem też nie jesteś, a jeśli tak to marnym

                            więc bardzo cię proszę nie neguj rad osób, które dzieci mają, a w
                            związku z tym że je posiadają mają DOŚWIADCZENIE

                            nie wiem jak inni, ale ja rady na temat wychowywania dzieci mogę
                            przyjmować od osób, które wychowały lub wychowują dzieci, ew pracują
                            z dziećmi, a nie od osoby, która coś tam uważa, a tak naprawdę
                            bladego pojęcia nie ma o czym mówi
                            • justyna_w24 Re: Lucjusz 09.01.09, 13:38
                              justyna_w24 napisała:

                              > nie odpowiedziałeś na moje pytanie, czy masz dzieci
                              >
                              > wnioskuje z tego że nie masz


                              wybacz nie doczytałam

                              w takim razie serdecznie im współczuję
                          • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 09.01.09, 16:07
                            > Problem w tym, że Ty nie masz bladego pojęcia o tym, jaki ja model
                            wychowania s
                            > tosuję.

                            Wyciagam wnioski na podstawie tego co piszesz.

                            > dy chce jeść niemowlę. Albo jak śpi z niemowlęciem, to go
                            "uwiązuje" na całe ży
                            > cie????? Poważnie???
                            > (zakładasz, że co, wychowanie kończy się na pierwszym roku życia
                            dziecka?)

                            Poznalem rodzicow, ktorzy spali z dzieckiem do 8 roku zycia. Wielu,
                            ktorzy spali do 6 i 7 roku. Baaardzo duzo. Wiecej nie mogloby sie
                            wydawac. Dlatego taki problem nie dotyczy tylko pierwszego roku
                            zycia. Problemy ze snem wsrod dzieci urastaja naprawde do rangi
                            powaznego zagadnienia. Wielu rodzicow nie potrafia sobie z tym
                            radzic. Ponadto jezeli istnieja takie problemy, to pozniej sie one
                            powtarzaja tylko pod rozna forma.

                            > > duzo zalezy od zdolnosci interpretacyjnych.
                            >
                            > Twoje akurat mi nie odpowiadają. A już szczególnie Twoja nadmierna
                            skłonność do
                            > fantazjowania.

                            A mi nie odpowiadaja Twoje. Tylko, ze ja jestem na tyle uprzejmy i
                            dobrze wychowane, ze nie nazywam Twoich interpretacji fantazjowaniem.
                            Jak ja moglbym nazwac Twoje interpretacje? Prawda jedyna i wlasciwa?
                            Nie robie tego, lecz trzymam sie argumentow merytorycznych. Tylko to
                            moze zapewnic wysoka jakosc dyskusji. Nazwanie przemyslen innych osob
                            fantazjowaniem, na pewno nie jest argumentem merytorycznym.

                            > CZŁOWIEKU, nie masz bladego pojęcia o tym, jak wychowuję swoje
                            dzieci, a już WI
                            > ESZ, że bezstresowo??? że stosuję antypedagogikę????

                            Zauwaz, ze ja nie mowie, w jaki sposob wychowujesz swoje dzieci, lecz
                            jakie poglady prezentujesz na forum. Twoje poglady sa zbiezne z
                            takimi ideami. Dlaczego traktujesz to tak osobiscie? Opowiadasz o
                            swoich dzieciach, piszesz jak TY wychowujesz, opisujesz swoje
                            osobiste doswiadczenia... Madonna santa! Kazdy ma inne, indywidualne
                            doswiadczenia. Kwestia dotyczy wyciagania ogolnych wnioskow, a tego
                            na pewno nie da sie zrobic tylko obserwujac TWOJE dzieci. Nie tak
                            personalnie.

                            > > Przy kazdej zmianie zwyczajow i podejscia, dzieci sie denerwuja.
                            >
                            > O to właśnie mi chodzi :) Wychowanie nie polega na tym, że nagle o
                            180 stopni r

                            A kto mowi, ze wychowanie polega na zwrotach o 180 stopni? Ja
                            napisalem, ze jezeli ten 4 latek zachowuje sie w ten sposob, oraz
                            przeszkadza to rodzicom, to w takim wypadku potrzebna jest zmiana.
                            Kazda zmiana wywoluje sprzeciw. Nawet taka odlozona w czasie. Poza
                            tym nie bierzesz pod uwage bardzo istotnego faktu. 90% rodzicow nie
                            potrafi byc konsekwentnymi. Jezeli zmiany maja byc wprowadzane
                            powoli, to musza one byc systematyczne. Taka "kropla, ktora drazy
                            kamien". Jezeli rodzice nie sa idealnie zoorganizowani, to ta metoda
                            nie przyniesie efektu. W takich przypadkach potrzebne sa dzialania
                            bardziej radykalne, bo dla takich rodzicow beda latwiejsze w
                            pozniejszym utrzymaniu. Rozwazylas ten czynnik?

                            > > > zachęcać, przyjąć takie zachowanie dziecka ze spokojem.
                            > > >Normalnie wychowywać.
                            >
                            > > No wlasnie, czyli nic nie robic.
                            > No, jeśli wychowywanie dla Ciebie jest NICNIEROBIENIEM, to wybacz.
                            Cała nasza d
                            > yskusja nie ma sensu.
                            >
                            > > Przyjac takie jakie jest i to
                            > > zaakceptowac.
                            >
                            > Ja tak nie napisałam. Czytaj uważnie!
                            > Przyjąć ze spokojem: bo to normalne w tym wieku, zdarza się. Dzieci
                            mają różne

                            Moment, moment... Czyli przyjac spokojnie, czy nie? Robic cos, czy
                            nie? Najpierw wcale nie napisalas "przyjac jakie jest", ani "przyjąć
                            takie zachowanie dziecka ze spokojem", a pozniej wcale nie powtarzasz
                            "Przyjąć ze spokojem"? Czuje sie naprawde zagubiony. Jak to ma byc?
                            Nalezy przyjac spokojnie, zaakceptowac i pogodzic sie (co jest
                            rownoznaczne z niezmienianiem niczego)? A moze Ty wcale tak nie
                            twierdzisz?

                            > Z ciekawości. Czy jest jakiś moment, gdy mówisz SWOJEMU dziecku:
                            jestem z ciebi
                            > e (z twojego zachowania) dumny, czy zawsze jest to "coraz więcej,
                            coraz lepiej,
                            > coraz dalej"?

                            Mowie: "Brawo! Dzieki temu mozesz teraz zrobic cos nowego. Idz i
                            wykorzystaj to." Najwazniejsze to uswiadomic takze cel dzialania, a
                            nie tylko dume z wykonania.

                            • jola_ep Re: Porażka.... 10.01.09, 21:18
                              > Wyciagam wnioski na podstawie tego co piszesz.

                              Przeczytaj WSZYSTKO co napisałam, może coś będziesz mógł wyciągnąć ;)

                              > Poznalem rodzicow, ktorzy spali z dzieckiem do 8 roku zycia.
                              Może mieli swoje powody? Albo nie zastosowali się do tego co napisałam: podążać za dzieckiem, nie hamować go w jego rozwoju do samodzielności. Nie zmienia to faktu, że samodzielnego spania uczyć można stopniowo i bez płaczu dziecku (nie zmieniamy raptownie, wbrew niemu, jego nawyków).

                              > interpretacji fantazjowaniem.
                              Ponieważ sądzę, że masz za mało danych, aby wyciągać tak stanowcze wnioski, jak to zrobiłeś. Jeśli masz jakieś tam poglądy, popierasz je argumentami - to OK.

                              > jakie poglady prezentujesz na forum.
                              Aha. Ale ja nie prezentowałam poglądów dotyczących wychowania. To, co napisałam, da się też podciągnąć pod inne modele wychowania. (innymi słowy: "białe plamy" uzupełnieś sobie sam)
                              Przyznaję też, że źle odczytałam Twoje słowa. Przepraszam za moje uniesienie...
                              Niepotrzebnie uznałam, że prezentujemy tu poglądy na wychowanie, które sami stosujemy (innymi słowy - staram się wychowywać zgodnie z modelem uznanym przeze mnie za najlepszy i który polecam). Jestem chyba zbyt protlinijna, aby przyjąć, że można komuś dorodzać coś, co samemu omija się dużym łukiem...

                              >Kazdy ma inne, indywidualne
                              > doswiadczenia.

                              Dokładnie! Dlatego to forum jest takie fajne - możemy porozmawiać o swoich doświadczeniach :)

                              > Kwestia dotyczy wyciagania ogolnych wnioskow, a tego
                              > na pewno nie da sie zrobic tylko obserwujac TWOJE dzieci.

                              A może to oznacza, że jeśli zastosujemy się do moich rad, to da się spokojnie wychowywać w kierunku coraz większej samodzielności? Albo trzymanie się za spódnicę w wieku 4 lat jest sprawą indywidualną i bez dodatkowych danych (a tych nie masz!) nie da się wyciągać jakiś ogólnych wniosków?
                              (tak przy okazji: na jakiej podstawie Ty wyciągnąłeś swoje?)

                              > Jezeli rodzice nie sa idealnie zoorganizowani

                              Jestem osobą wyjątkowo słabo zorganizowaną, mało konsekwentą w dodatku. A mimo to problemów ze zmianami nie miałam - właśnie dlatego, że po pierwsze dostosowywałam wymagania do wieku dziecka, a po drugie nie hamowałam jego dążenia do samodzielności (starałam się nie hamować). Zachęcałam, ale jeśli dziecko chciało zrobić krok wstecz (zachować się niesamodzielnie) to nie broniłam :) O dziwo działało to bardzo dobrze :).

                              > dla takich rodzicow beda latwiejsze w
                              > pozniejszym utrzymaniu. Rozwazylas ten czynnik?

                              Przyznaję, że nie - bo jak pisałam wyżej - jako osobie niekonsekwentnej zdecydowanie łatwiej jest przeprowadzać zmiany stopniowo :) Ale mogłeś zaznaczyć: "jeśli wasze dziecko jest niesamodzielne w samoobsłudze, a Wy nie jesteście konsekwentymi rodzicami, to doradzam raptowane zmiany - musicie się jednak liczyć z "wojną nerwów".

                              > Czyli przyjac spokojnie, czy nie? Robic cos, czy
                              > nie?

                              Przyjąć spokojnie nie oznacza, że nic nie muszą z tym robić (wpierać, zachęcać, chwalić - Ty też to robisz: "Brawo!" - pochwała "Dzieki temu mozesz teraz zrobic cos nowego. Idz i
                              wykorzystaj to." - zachęta połączona ze wsparciem (bo odebrałam w tych słowach wiarę w to, że twoje dziecko da sobie radę) :)
                              Oczywiście na poziomie czterolatka. Ale spokojnie - czyli bez rewolucyjnych zmian i domagania się czegoś, na co dziecku w tym akurat momencie będzie trudno się porwać.

                              Podałabym tu przykład z mojego doświadczenia, który doskonale ilustruje to podejście, ale wiem już, że dla Ciebie takie przykłady są kompletnie bezwartościowe. (rzecz dotyczyła mojego syna jako debiutującego w przedszkolu czterolatka - przedszkole mu się podobało, ale zamiast bawić się z dziećmi, wolał siedzieć na ławeczce. Jego wychowawczyni - moim zdaniem - genialnie rozwiązała ten - duży wtedy dla mnie - problem. ) Wniosków ogólnych wyciągać mi się nie chce.

                              Rodzice powinni też przyjąć do wiadomości, że każde dziecko ma inny temperament i nie da się go do końca zmienić. Nie budować wychowania na wyidealizowanym wizerunku dziecka, ale na tym, jakie ono jest.
                              (i znowu mam ochotę poprzeć to moim indywidualnym doświadczeniem ;) )

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 16.01.09, 10:22
                                > > Poznalem rodzicow, ktorzy spali z dzieckiem do 8 roku zycia.
                                > Może mieli swoje powody? Albo nie zastosowali się do tego co
                                napisałam: podążać
                                > za dzieckiem, nie hamować go w jego rozwoju do samodzielności. Nie
                                zmienia to
                                > faktu, że samodzielnego spania uczyć można stopniowo i bez płaczu
                                dziecku (nie
                                > zmieniamy raptownie, wbrew niemu, jego nawyków).
                                >

                                Zazwyczaj, jezeli rodzice doprowadzili do takiej sytuacji, to raczej
                                nie beda potrafili nauczyc nowej rzeczy stopniowo i bez placzu.
                                Niestety. To taki zaklety krag - waz zjada swoj ogon.

                                > icę w wieku 4 lat jest sprawą indywidualną i bez dodatkowych danych
                                (a tych nie
                                > masz!) nie da się wyciągać jakiś ogólnych wniosków?

                                Pisalem juz wczesniej. Zaryzykowalem. Uwazam, ze sprawdzi sie w
                                wiekszosci wypadkow.

                                > wałam wymagania do wieku dziecka, a po drugie nie hamowałam jego
                                dążenia do sam
                                > odzielności (starałam się nie hamować). Zachęcałam, ale jeśli
                                dziecko chciało z
                                > robić krok wstecz (zachować się niesamodzielnie) to nie broniłam :)
                                O dziwo dzi
                                > ałało to bardzo dobrze :).

                                OK, ja zgadzam sie z Toba. Jezeli zachecasz dziecko do samodzielnosci
                                i jej nie blokujesz, to bedzie wszystko w porzadku. Teraz jednak
                                wyobraz sobie, ze bardzo duza czesc rodzicow zachowuje sie w sposob
                                nastepujacy: najpierw sie cieszy i smieje, ze dziecko zaczyna samo
                                jesc lyzeczka (bo nasladuje rodzicow), a nastepnie sie denerwuje, ze
                                to dziecko tak powoli je (bo niezrecznie manipuluje) i zaczynaja na
                                nie krzyczec i odbierac mu lyzeczke, po czym powracaja do karmienia.
                                W takim wypadku dziecko czuje, ze mama byla niezadowolona gdy jadlo
                                samo, czyli nie powinno tak wiecej probowac.
                                Dodam wiecej. Ci rodzice wcale sie do tego nie przyznaja! Oni sami
                                szybko wyrzuca ten epizod z wlasnej pamieci i beda narzekali, ze ich
                                dziecko samo nie umie jesc, albo beda sie roztkliwiac jakich maluszek
                                jest jeszcze nieporadny... W takich sytuacjach rece opadaja i trzeba
                                myslec o tym jak zrobic, ze rodzice wreszcie dorosli. Baaardzo czesty
                                przypadek. Baaaaaaardzo!

                                > Jestem osobą wyjątkowo słabo zorganizowaną, mało konsekwentą w
                                dodatku. A mimo

                                To jest Twoj obraz, Twojej osoby, jaki sama sobie stworzylas. Moze w
                                rzeczywistosci, porownana do obiektywnej sredniej, bedziesz uwazana
                                za osobe niezorganizowana? Znasz chyba przypadki kolezanek, ktore
                                bedac bardzo chude mowia, jakie to one sa bardzo grube?

                                > A może to oznacza, że jeśli zastosujemy się do moich rad, to da się
                                spokojnie w
                                > ychowywać w kierunku coraz większej samodzielności?

                                Moze. Ale oceniam prawdopodobienstwo na raczej niskie. Mozesz nie
                                zgadzac sie z ta ocena.

                                > Rodzice powinni też przyjąć do wiadomości, że każde dziecko ma inny
                                temperament
                                > i nie da się go do końca zmienić.

                                4 latek jest w 100% odbiciem swoich rodzicow (oraz opiekunow typu
                                niania). Prezentuje poglad, ze dziecko rodzi sie jako "czysta karta",
                                a nastepnie odzwierciedla swoich opiekunow. Tymczasem
                                opiekunowie/rodzice nie do konca lubia siebie samych. W takich
                                przypadkach nie beda lubic pewnych zachowan swoich dzieci. Wtedy beda
                                probowali je zmienic, ale dziecko od razu wyczuje hipokryzje i sie
                                nie da. Jak to zmieniacie mnie, a sami pozostajecie tacy sami?
                                W tym sensie masz racje, ze rodzice powinni zaakceptowac temperament
                                dziecka. Ale, ale... Najpierw powinni zaakceptowac wlasny
                                temperament, albo postanowic, ze oni pozbywaja sie sami swoich zlych
                                zachowan i dopiero wtedy zaczynaja wymagac tego samego od dziecka.
                                Tak wiec masz racje, ale tylko w czesci :)

                                Dziekuje Ci bardzo, ze nie sprowadzilas dyskusji do poziomu
                                prezentowanego przez Justyne. Bardzo milo mi sie z Toba wymienialo
                                opinie, nawet kiedy sie unosilas.

                                Pozdrawiam,
                                Lucjusz
              • justyna_w24 Re: Porażka.... 08.01.09, 12:21
                4 - latek to małe dziecko i ma pełne prawo do obaw przed obcymi

                i powiem szczerze, że w dzisiejszym świecie to ja wole, żeby córka
                miała do obcych dystans niż biegła ufnie do każdego
        • scher Re: Porażka.... 08.01.09, 10:36
          Gość portalu: lucjusz napisał(a):

          > Stanie przy Tobie oznacza w 99 procentach uzaleznienie od matki i
          > bra poczucia bezpieczenstwa gdy Cie opusci. Pomimo, ze brzmi to
          > strasznie pomysl o zaletach - bedziesz miala kogos, kto Cie nie
          > opusci az do smierci. Jakze wspaniale silna wiez emocjonalna!
          > Oczywiscie sa minusy - chlopak jak sie pokloci z zona/dziewczyna,
          > to bedzie przybiegal do Ciebie.

          Czy nie demonizujesz zachowania czterolatka? ;)
          • Gość: lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 08.01.09, 11:21
            Czyli chcesz powiedziec, ze wychowanie dziecka nie ma konsekwencji?
            Piszesz, ze demonizuje, ale to zaden punkt w dyskusji. Jedyny wniosek
            jaki plynie z Twojej uwagi, to ze takie zachowanie moze nie wyplywac
            z niczego. Od tak po prostu. Dzieje sie. Wspaniale, jezeli Ty
            wierzysz, ze nie masz wplywu na zycie swoje lub bliskich, to zyj z
            dnia na dzien. Niektorzy ludzie jednak uwazaja, ze maja wplyw na
            swoje zycie i moga to udowodnic.
            • scher Re: Porażka.... 09.01.09, 09:08
              Oczywiście że dziecko trzeba wychowywać, akurat ja jestem zwolennikiem (mądrej) dyscypliny. ale nie przesadzaj, że jak czterolatek nie chce się w przedszkolu puścić maminej spódnicy, to w życiu dorosłym nie będzie samodzielny i chorobliwie uzależniony od matki. Bo takie wnioski śmieszne są.
              • Gość: Lucjusz Re: Porażka.... IP: 62.94.72.* 09.01.09, 11:39
                No to jest wlasnie kwestia wyczucia. Juz przesadzasz, czy jeszcze
                nie. Robic cos, czy nie. Niewatpliwie mechanizm opisany wczesniej
                dziala. W jakim stopniu w tym przypadku? Czy zmartwienie matki jest
                sluszne? Oceny moga byc rozne. Moja jest taka jak powyzej.
    • mskaiq Re: Porażka.... 11.01.09, 07:12
      Strach to jedna z najczestszych przyczyn depresji u mlodych ludzi i
      u doroslych.
      Strach to brak poczucia bezpieczenstwa, dziecko trzyma sie matki bo
      czuje sie bezpiecznie. Dziecko nalezy uczyc ufnosci do ludzi, jesli
      posiada taka ufnosc to nawiazuje latwo kontakty z ludzmi, ma wielu
      przyjaciol.
      Trzeba uczyc dziecko rozwiazywania problemow, samodzielnosci, wiary
      we wlasne sily, jesli nie nauczymy tego to dziecko jak juz dorosnie
      bedzie sie balo bo strach narasta z wiekiem a nie zmiejsza sie.
      Dziecko uczy sie o wiele latwiej, posiada rowniez rodzicow ktorzy
      kochaja a milosc to najlepszy sposob pozbycia albo oslabienia
      strachu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      Jednym z najwazniejsz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka