damaliza
19.08.21, 00:14
Nie udał mi się patchwork. Nie wiem czy potrafię to poskładać. Nie wiem zresztą jak. Krótko wygląda to tak. Ja 39, dwójka dzieci (córka 8, syn 12), z ojcem od dawna nie ma kontaktu, nie wiadomo gdzie jest, zresztą ma zabrane prawa. Od roku mieszkam z partnerem (41) i jego córką (15). Dzieci się nie dogadują. Moja córka nie znosi jego córki z wzajemnością. Syn podobnie. O ile jednak między dziewczynkami jest wyraźna niechęć, to nie ma prawie spięć, bo się do siebie nie odzywają. Z synem jest trudniej, bo codziennie są kłótnie, przytyki, wyzwiska między nim a córką partnera. Nie bronię swoich dzieci, wina na pewno jest po środku. Córka partnera ma wybuchowy charakter, ale moje dzieci również. W szkole doszło raz do tego, że córka partnera naopowiadała na szkolnej grupie FB jakichś głupot o moim synu (np. że ma twarz jak jego ojciec alkoholik i sam pije), a on jej się "zrewanżował" pisząc, że rozbiera się za pieniądze na TikToku dla Arabów. Oczywiście obie wiadomości fałszywe. Wynikła z tego nawet mała afera w szkole. Ale mniejsza o to. Chodzi o koszmarną atmosferę w domu. Nie da się po prostu funkcjonować z trójką dzieci, z których dwoje nie znosi trzeciego z wzajemnością. Rozmawiałam wielokrotnie z partnerem, on twierdzi, że to taki wiek i trzeba to przetrwać. On ma o wiele większy dystans do rzeczywistości i np. kompletnie mu nie przeszkadza, że dzieci są niby cicho, ale zachowują się wobec siebie pasywno-agresywnie (np. ostentacyjne wychodzenie z pomieszczenia, patrzenie prowokacyjnie sobie w oczy, przewracanie oczami itp.). Pewnie z zewnątrz brzmi to jak codzienne konflikty i docieranie się ludzi, ale ja mam już dosyć. Jestem na granicy decyzji o rozstaniu i natychmiastowej wyprowadzce, chociaż bardzo kocham i szanuję partnera. Rozmowy z dziećmi, nawet w obecności pedagoga nic nie dały. No po prostu moje i jego się nie znoszą. Może są tu mamy patchworkowe w podobnych sytuacjach i mogące podzielić się swoim doświadczeniem?