25.12.21, 21:06
Czytam Was od lat, udzielam się często, ale nick zmieniłam bo nie chce, żeby ktoś potem wywlekał moje bóle i smutki.
Nie będzie ani o Świętach ani o covidzie.
Jestem mężatką z ponad 20-letnim stażem.
Mamy dwoje dzieci, oboje w szkołach średnich.
Na początku małżeństwa było ok.
A potem mąż zachorował na depresję, ma za sobą próby samobójcze, pobyty w szpitalu.
Ja też dużo przeszłam zdrowotnie i zawsze z tym byłam sama. Bo mąż wychowany w domu, gdzie na porządku dziennym były licytacje kto jest najbardziej chory, ciąganie po lekarzach więc jak już sam mógł o sobie decydować to choroby stanowią temat tabu.
Więc chemioterapie, operacje, pobyty w szpitalu przechodziłam sama. Wtedy jeszcze mąż nie miał depresji.
Ta samotność w trudnych momentach sprawiła, że zaczęłam się odsuwać. Emocjonalnie i fizycznie. Zaczęły się też konflikty z dorastającą córką, ona nie sprawia żadnych problemów ale jest czepianie się o pomalowane paznokcie, delikatny makijaż.
W tej chwili jestem na etapie totalnego wypalenia.
Mam potwornie głupie myśli i marzenia. Jakie? Jak czytam o słyszę,że ktoś zginął w wypadku to sobie myślę: czemu to nie mój mąż?
On się bardzo zaniedbał przez ostatnie lata, potwornie przytył, stał się bierny na wszystko.
Możecie pytać czemu go nie zostawię.
Z różnych powodów nie mogę.
I stąd te głupie myśli o jego wypadku.
Teraz wyjechał, dzieci też na wyjazdach ja zostałam bo praca...
I jest mi tak dobrze bez niego.
Poprzednim razem, kiedy go nie było kilka dni, po powrocie pytał czy tęskniłam bo on bardzo. Z wielkim bólem i strachem powiedziałam prawdę, że nie i dlaczego.
Widziałam smutek na jego twarzy.
Wszyscy na około uważają nas za szczęśliwe i udane małżeństwo. Koleżanki wprost mówią, że zazdroszczą mi takiego męża.
Jest tylko jedna osoba, która zna prawdę.
Żyje bo mam cudowne i wspaniałe dzieci.
Psychicznie jestem wrakiem choć nie pokazuje tego.
Nie mam się komu wygadać dlatego piszę tutaj. Nie oczekuje żadnych porad bo co tu radzić?
Potrzebuje dobrego słowa i chyba najbardziej wygadania się.
Obserwuj wątek
    • bergamotka77 Re: Smutki 25.12.21, 21:13
      Po co tkwisz w takim związku?
      • nigdynigdynigdy84 Re: Smutki 26.12.21, 00:19
        Bo pewnie szkoda jej męża, który już miał próby samobójcze.
        • marta.graca Re: Smutki 26.12.21, 09:06
          Męża jej szkoda, a własnego zmarnowanego życia jej nie szkoda? Logika, nie ma co.
    • alpepe Re: Smutki 25.12.21, 21:13
      Albo masz potwornie zakłamane koleżanki, albo jesteś trollem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie uważał otyłego hipochondryka za dorbą partę.
      Masz jedno życie i nie musisz go spędzić z tym mężczyzną czekając aż on umrze i cię od siebie uwolni, możesz się rozstać.
      • sasanka4321 Re: Smutki 25.12.21, 21:18
        alpepe napisała:

        > Albo masz potwornie zakłamane koleżanki, albo jesteś trollem. Nikt przy zdrowyc
        > h zmysłach nie będzie uważał otyłego hipochondryka za dorbą partę.
        > Masz jedno życie i nie musisz go spędzić z tym mężczyzną czekając aż on umrze i
        > cię od siebie uwolni, możesz się rozstać.
        >

        Gdzie Ty wyczytalas, ze on jest hipochondrykiem? Wprost przeciwnie. Natomiast ma depresje. Co jest w sumie jeszcze gorsze niestety...
      • kanna Re: Smutki 26.12.21, 10:12
        Depresja to poważna choroba.
        • morekac Re: Smutki 26.12.21, 10:33
          Choroby z chemioterapią jako leczeniem też są poważne. A mimo to autorka nie dostała wtedy wsparcia. Za to teraz pan mąż wysysa z niej życie w ramach podporządkowania się jego chorobie. Założę się, że gdy zdrowie autorki wątku znowu się posypie, zostanie z tym sama. Dobrze będzie, jeśli będzie miała możliwość spokojnego leczenia, bo akurat panu się wtedy z pewnością pogorszy...
    • alfa36 Re: Smutki 25.12.21, 21:15
      Współczuję ☹️ i przytulam, ale są dzieci, odnajdujesz w nich radość. To dobrze❤️
      • igge Re: Smutki 25.12.21, 21:53
        Przyłączam się do hugsów🧡❤💛🌲🌲🌲🦄🐧🐈‍⬛
        • nigdynigdynigdy84 Re: Smutki 26.12.21, 00:20
          Dzieci, nawet te najbardziej idealne, nie zastąpią jej bliskości i dobrego słowa od partnera.
          • kosmos_pierzasty Re: Smutki 26.12.21, 11:12
            A jeśli by próbowała ich w tym celu "użyć" będzie to dla nich bardzo toksyczne...
    • rayaax Re: Smutki 25.12.21, 21:27
      Jest wiele takich małżeństw...co je trzyma? Zazwyczaj zobowiazania np.kredytowe, smutne, ale prawdziwe.
      • fioletowa01 Re: Smutki 25.12.21, 21:33
        A jak się objawia ta depresja bo podobno męską głównie agresją?
        On jest agresywny?
        • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 21:48
          Nie, nie jest agresywny. Raczej w drugą stronę. Czasem jest wręcz toksyczny. Kiedy wychodzę z domu wydzwania milion razy bo jak mnie nie ma to nie może się skupić na pracy, traci grunt pod nogami. Jak nie odbieram to zostawia robotę i idzie spać.
          • igge Re: Smutki 25.12.21, 21:55
            Bierze leki? Ma dobrą terapię?
            Ty jesteś zbyt zmęczona. Wypalona wręcz. Niech terapeuta go wspiera. Nie Ty.
            Ty o sobie pomyśl.
            • igge Re: Smutki 25.12.21, 21:59
              To wydzwanianie i tracenie gruntu pod nogami jak tylko znikasz z horyzontu brzmi jak duże zadanie do przepracowania na terapii i celem byłaby zmiana.
              Oboje skorzystalibyście.
              • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 22:20
                Bierze leki, miał terapię ale stwierdził, że mu nie pomaga. Ogólnie on uważa, że skoro zarabia, dobrze mnie traktuje to o co mi chodzi.
                • kosmos_pierzasty Re: Smutki 26.12.21, 00:17
                  smutnapyza napisała:

                  > Bierze leki, miał terapię ale stwierdził, że mu nie pomaga.
                  To Ty masz prawo stwierdzić, że w takim układzie Tobie nie pomaga to małżeństwo, więc się z niego wraz z dziećmi wypisujesz. Bo ono Ci faktycznie nie pomaga - wręcz szkodzi, z tego co piszesz.
                • aqua48 Re: Smutki 26.12.21, 10:16
                  A próbowaliście terapii małżeńskiej? choćby po to byś TY zorientowała się co możesz zrobić ze SWOIM życiem, bo fakt, że czujesz się odpowiedzialna za życie męża, a on również wisi na Tobie emocjonalnie i uzależnia swoje poczynania od tego co Ty zrobisz jest bardziej niepokojący niż wszystko inne.
          • akseinga1975 Re: Smutki 25.12.21, 21:57
            Wiem, ze to trudne, ale nie odbieraj niech spi. To dorosly facet moze terapia wstrzasowa np. utrata pracy podziala, inaczej bedziesz go miala na plecach do konca zycia. Miej wyebane a bedzi Ci dane.
          • fioletowa01 Re: Smutki 25.12.21, 22:10
            Jeśli go odrzucasz to te stany depresyjne czy lękowe będą mu się nasilać, nie wyjdzie z depresji, ty możesz się oficjalnie starać zachowywać pozory z poczucia obowiązku ale on wyczuwa w twoich gestach, zachowaniu i słowach niechęć i to go ciągnie w dół, oboje się ciągniecie w dół, taka prawda.
            • fioletowa01 Re: Smutki 25.12.21, 22:21
              Ja byłam kiedyś w takiej relacji, partner miał poczucie obowiązku więc dzielnie przy mnie trwał ale w każdym jego geście, słowach wyczuwałam negatywne nastawienie do mnie i właśnie to nie pozwalało mi wyjść z tych złych stanów. Ja nie byłam w stanie o siebie zadbać w podstawowy sposób, po prostu więdłam przy nim fizycznie i psychicznie, tyłam. Gdy sytuacja w naszym związku się diametralnie zmieniła, odzyskałam napęd życiowy i zaczęłam tez dbać o siebie, oczywiście stałam się atrakcyjna również dla niego. Układ w jakim tkwicie to jest błędne koło.Albo się z rozstań albo zmień do niego nastawienie tylko musi to być szczera zmiana nastawienia a nie udawana co podejrzewam jest dla ciebie a wykonalne.
    • nutella_fan Re: Smutki 25.12.21, 21:36
      A może jednak możesz się rozwieść? Zweryfikuj to.
    • taniarada Re: Smutki 25.12.21, 21:43
      Sorry to jemu jest potrzebna terapia niż Tobie .Nie mobilizujesz go.A utył bo leń.
      • rayaax Re: Smutki 25.12.21, 21:46
        No wiesz...ciężko zmobilizowac osobę z ciężką depresją i jeszcze tejst tylu "leń " ale rozumuem ze nick zobowiązuje.
        • fioletowa01 Re: Smutki 25.12.21, 22:24
          rayaax napisała:

          > No wiesz...ciężko zmobilizowac osobę z ciężką depresją i jeszcze tejst tylu "l
          > eń " ale rozumuem ze nick zobowiązuje.

          Tylko że paradoksalnie to on właśnie przez nią mógł stać się tym grubasem.
          • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 22:54
            Przeze mnie? Nie, ja się wypaliłam niedawno, coś we mnie pękło kilka miesięcy temu. On zachorował kilka lat temu.
            Przez ten czas prawie wszystko było robione pod niego. Szersze starałam się go wspierać przez cały ten czas ale teraz coś we mnie pękło.
            • 3-mamuska Re: Smutki 25.12.21, 23:09
              smutnapyza napisała:

              > Przeze mnie? Nie, ja się wypaliłam niedawno, coś we mnie pękło kilka miesięcy
              > temu. On zachorował kilka lat temu.
              > Przez ten czas prawie wszystko było robione pod niego. Szersze starałam się go
              > wspierać przez cały ten czas ale teraz coś we mnie pękło.



              No właśnie, bierze cię na poczucie winy , nie pracuje idzie spać. Nie chodzi na terapie bo uwiesił się na tobie.
              Wspierasz go w tym jego chorowaniu stad brak chęci na wyleczenia i działanie.

              Współczuje uczyć ,bo ciężko z nimi walczyć. Tu nie ma wyjścia ,on się nie zmieni dopóki ty nie zmienisz postępowania ,czy nie odejdziesz ,a ty bez terapii nie zdobędziesz się na działanie bo cie uwięził w poczuciu winy.
              Idź na terapie może tobie pomoże przejść się „podkładać” bo musisz.
              Przytulam.
            • aqua48 Re: Smutki 26.12.21, 10:20
              smutnapyza napisała:

              > Przeze mnie?
              > Przez ten czas prawie wszystko było robione pod niego.

              No więc właśnie takie podejmowanie wszystkich działań "pod niego" paradoksalnie mogło mu nie posłużyć a jedynie wzmagać jego chorobę i uzależnienie od Ciebie. Nie dajesz mu pola do samodzielności, nie pozwalasz mu ponosić konsekwencji jego zachowań, wszystko łagodzisz i otaczasz kołderką a on nie czuje się sprawcą niczego. Oboje w stosunku do siebie staliście się toksyczni.
          • grubazmetra Re: Smutki 26.12.21, 08:12
            Buhahahahahaha.
            Grubasy zawsze staja sie grubasami przez kogos. Zero ich winy. No po prostu ktos ich zmusza do zarcia bez opamietania i zabrania im ruchu.
            • fioletowa01 Re: Smutki 26.12.21, 10:32
              Nie, ale będąc w związku w którym jest źle i druga strona stosuje np bierną agresję, możesz się zaniedbać, przerabiałam i nie życzę nikomu, nie sądziłam że to możliwe ale nie miałam siły na nic, przy kimś innym mogłam być zupełnie inną osobą odzyskać napęd życiowy.
              • asia_i_p Re: Smutki 26.12.21, 10:59
                O ile nie ma w związku przemocy czy uzależnień, stawianie sprawy "jestem bierny/ w depresji/ nieszczęśliwy, bo ty jesteś nie taki, jak powinieneś być" jest toksyczne dla obu stron.
              • grubazmetra Re: Smutki 26.12.21, 12:05
                Ty, jak widzę w innym wątku, obżeranie się przerabiasz i bez żadnego powodu.
                • fioletowa01 Re: Smutki 26.12.21, 12:23
                  Jak bez powodu?Powodem są święta i uwielbienie do świątecznego menu co nie znaczy że przez dwa dni robie z siebie grubasa, Mylisz dwa tematy i nie rozumiesz że pisałam o zaniedbaniu w związku ze złym stanem psychicznym.
                  • kira02 Re: Smutki 26.12.21, 13:37
                    Wsparcie wsparciem, ale nie uzależniamy naszego pędu życiowego od partnera. Bo dla mnie przerwanie terapii i uwieszenie sie emocjonalne na partnerce spowoduje, ze obydwoje spadną w otchłań. Nikt za nikogo życia nie przeżyje, ani go nie zmieni na siłę.
          • igge Re: Smutki 26.12.21, 14:20
            Obwinianie partnerki o depresję ( plus otyłość) partnera jest , ujmę to najdelikatniej, baaaardzo niemądre.

            Autorko, pamiętaj, że to tylko otwarte dla wszystkich forum i różne bzdury i wyssane z palca wnioski też tu przeczytasz.
            Nie przejmuj się.
      • akseinga1975 Re: Smutki 25.12.21, 21:48
        Udane dzieci to wielki powod do radosci. I z tego bierz sily, a meza traktuj jak lokatora. Chyba nie da sie wybaczyc braku wsparcia w ciezkiej chorobie.
        • marta.graca Re: Smutki 26.12.21, 09:09
          Ale nie za wszelką cenę. Autorka pisze, że mąż nie chce się leczyć na terapii i zrobił sobie z niej substytuta terapeutki.
          • kira02 Re: Smutki 26.12.21, 13:39
            Nawet terapeuci, oprócz odpowiednich narzędzi, korzystają z superwizji, zeby sie samemu emocjonalnie nie uwikłać. Także ten.
    • szpil1 Re: Smutki 25.12.21, 21:57
      smutnapyza napisała:

      >
      > Zaczęły się też konflikty z dorastającą córką, ona nie sprawia
      > żadnych problemów ale jest czepianie się o pomalowane paznokcie, delikatny maki
      > jaż.

      Rozumiem, że to Ty się jej czepiasz? Po co?

      >
      > Możecie pytać czemu go nie zostawię.
      > Z różnych powodów nie mogę.
      >

      Przemyśl jeszcze raz te powody.
      • 21mada Re: Smutki 25.12.21, 22:04
        Ematki są zawsze zgorszone jak mąż je zostawia dla młodszej i szczuplejszej tylko dlatego że one się roztyły. Autorka też wobec tego nie powinna zostawiać męża bo się roztył. Czy jak zwykle obowiązują podwójne standardy?
      • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 22:18
        Nie, mąż się jej czepia. A ja jestem rozjemcą między nimi. Mam dobry kontakt z córką
        • kira02 Re: Smutki 26.12.21, 13:41
          A dlaczego sie jej czepia? W czym mu przeszkadza ten delikatny makijaż czy delikatnie zrobione paznokcie?
          Jego jakoś nikt sie nie czepia, ze sie strasznie roztył.
          • la_felicja Re: Smutki 26.12.21, 14:04
            kira02 napisał(a):

            > A dlaczego sie jej czepia? W czym mu przeszkadza ten delikatny makijaż czy deli
            > katnie zrobione paznokcie?
            > Jego jakoś nikt sie nie czepia, ze sie strasznie roztył.

            No bo pewnie lafirynda, ze jego czasów dziewczyny się nie malowały, ba, za jego czasów to w ogóle paznokci nie było.
            Nie znasz takich tatuśków?
            A jak się zorientował,ze córkę te komentarze ranią, to pewnie woda na jego młyn.
    • cosmetic.wipes Re: Smutki 25.12.21, 22:02
      Możecie pytać czemu go nie zostawię.

      Pytam.
    • borsuczyca.klusek Re: Smutki 25.12.21, 22:24
      Możliwe, że oboje nawzajem się unieszczęśliwiacie. Już wiemy, że tobie bez męża byłoby lepiej, ale całkiem możliwe, że i on bez ciebie by się ogarnął.
    • koronka2012 Re: Smutki 25.12.21, 22:29
      Odzywa się chyba zwykłe ludzkie zmęczenie materiału. Jesteście tak bardzo obok siebie że bardziej już chyba nie można. A cały czas wszyscy coś od ciebie chcą, osaczają cię swoimi potrzebami, na twoje własne nie starcza ci ani czasu ani energii. Jesteś jak w potrzasku.

      Rozumiem tę frustrację, bo nigdy w życiu nie czułam się bardziej samotna niż w małżeństwie . Jedyne co mogę poradzić to zamknąć za sobą drzwi ze słowami „A dajcież mi wszyscy święty spokój”
      • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 22:55
        Dokładnie tak jest.
    • kachaa17 Re: Smutki 25.12.21, 22:36
      Naprawdę koleżanki zazdroszczą Ci męża, który ma za sobą kilka prób samobójczych? Coś mi się tu nie zgadza.
      • smutnapyza Re: Smutki 25.12.21, 23:01
        Bo nie wiedzą o wszystkim? On ogólnie jest ciepłym człowiekiem, przez innych odbierany jest bardzo pozytywnie.
        Gdyby był znajomym czy sąsiadem to też bym miała o nim bardzo dobre zdanie, serio.
        Ale mieszkanie pod wspólnym dachem na co dzień? Przerosło mnie. On nie rozumie o co mi chodzi, bo przecież się stara. Co z tego? Są tematy, które bardzo drażnią córkę, chodzi np o wybór studiów. Wie jak na niæ wpływają pewne tematy. Proszę, tłumaczę, żeby odpuścił, mówi, że ok, mam rację po czym przy najbliższej okazji zaczyna ten temat.
        Bo jego zdaniem to będzie najlepsze rozwiązanie.
        Owszem są sytuacje, w których ma rację i córka przyjmuje argumenty, ale czasem mam dosyć.

        • morekac Re: Smutki 26.12.21, 11:16
          To im go oddaj.
        • magdallenac Re: Smutki 26.12.21, 14:21
          Czyli nie tylko Ty byłabyś szczęśliwsza, gdybyście się rozstali...Macie w domu dementora, który wysysa z Was radość i wszyscy oddychają pełną piersią, kiedy go nie ma. Jakie to mogą być powody, dla których musisz z nim pozostać i zmarnować jedyne życie, które masz?
    • panna.nasturcja Re: Smutki 25.12.21, 23:39
      Zamiast marzyć o tym by umarł po prostu zloz papiery rozowodowe
      Owszem, możesz. Nie ma takiej opcji żeby się ne dało.
      Nawet jeśli jesteś zależna finansowo, prace znajdziesz, dzieci są duże.
      Wydaje się, ze potrzebujesz pomocy psychoterapeuty, tkwisz w czymś, co Cię niszczy i nie widzisz wyjścia.
      Myślisz o dzieciach? One maja koszmarny dom, chorego ojca, nieszczęśliwa matkę. To koszmar.
      • korag100 Re: Smutki 25.12.21, 23:48
        Słuchałam wiele lat. Ma gorszy okres, krzyczy bo to nerwica. Daj szanse bo tyle lat. Nie nie I jeszcze raz nie. Rzuciłam i jednego żałuję. Ze tak późno. Myśl o sobie. Nie każdy jest matka Teresa. Ja rozumiem depresję ale dajesz pomóc. Skoro nie chce to nie. O pewnie będziesz przerabiać to jeszcze parę lat jak i ja. Ale dobrze to będzie jak się skończy.
    • kosmos_pierzasty Re: Smutki 26.12.21, 00:15
      W ten sposób to się wykończysz - nic nikomu nie mówisz i trwasz w byciu nieszczęśliwą... Dzieci też to przecież czują.
      Może potraktujesz ten wątek jako bodziec do zmian? Bo imo nie dobre słowo Ci potrzebne, a przede wszystkim zachęta do działania. Trzeba się udać do odpowiednich fachowców i powiedzieć o konkretach. Może się okazać, że jednak coś da się zrobić. Szkoda marnować życie - własne i dzieci...
    • nigdynigdynigdy84 Re: Smutki 26.12.21, 00:18
      Pewnie rada z dupy, bo jestem z tych co to wstydzą się wypłakać obcym ludziom, np psychologom, ale u Ciebie może warto z takiej pomocy psychologicznej skorzystać?
      Nie masz komu się wygadać, z czego to wynika? A znajomi? Przyjaciele? Nie masz zaufanej osoby? Nie pytam złośliwie.
      • smutnapyza Re: Smutki 26.12.21, 00:24
        Jedno to brak zaufania, mam złe doświadczenia.
        Drugie to trochę działa na zasadzie: co ty opowiadasz? On zawsze chętny do pomocy, ciepły, taki kochany misio- to tekst koleżanki w rozmowie o "grzechach" mężów.
        • nigdynigdynigdy84 Re: Smutki 26.12.21, 00:27
          Pogadaj ze swoim facetem otwarcie.
          Powiedz mu, że boli Cię w Waszym związku to i tamto, że chciałabyś żebyście razem nad tym związkiem pracowali.
          Chyba, że jasno sama przed sobą stwierdzisz : nie kocham go.
          Wtedy rada jest jedna, rozstajecie się.
          Trwanie w czymś, tylko dlatego, że mąż ma depresję, że mial w przeszłości proby samobójcze nie może Cię przy nim trzymać na wieki, bo nie jesteś jego opiekunka, a pełnowartościowa partnerka.
          Trzymam kciuki za to, żebyś wybrała dla siebie jak najlepszą drogę.
    • primula.alpicola Re: Smutki 26.12.21, 09:11
      Strasznie smutne. Nie chciałabyś się wygadać jakiejś sensownej terapeutce?
    • morekac Re: Smutki 26.12.21, 09:25
      A nie masz tu też depresji? Niestety, przy takich chorobach jak depresja cierpi nie tylko chory, ale rykoszetem obrywa cała rodzina. Zacznij dbać o siebie . Zacznij wymagać od męża i dzieci ich części obowiązków. Zadbaj o swój wolny czasy, swoje przyjemności, jakieś hobby?

      <już sam mógł o sobie decydować to choroby stanowią temat tabu.

      Uściślijmy: czyjeś choroby, jego chorobom podporządkowane jest wszystko jak widać. Wygrał licytację.

      <ale jest czepianie się o pomalowane paznokcie, delikatny makijaż.

      I po cholerę się czepiasz?
      • smutnapyza Re: Smutki 26.12.21, 09:59
        Odnośnie makijażu to wyjaśniałam wcześniej, nie ja się czepiam a mąż i przez to są konflikty.
        • morekac Re: Smutki 26.12.21, 10:04
          To stawaj w obronie dziecka.
          • asia_i_p Re: Smutki 26.12.21, 11:01
            Też wyjaśniła - staje.
    • la_mujer75 Re: Smutki 26.12.21, 13:17
      Moja przyjaciółka żyła wiele lat w takim związku . A że sama miała nieprzerobione traumy po śmierci matki, długo jej zajęło , aby uwolnić się.
      Sama chodziła na terapię, co dawało jej siły. Prosiła, błagała kumpla (bo to była nasza- moja i męża- zaprzyjaźniona para), aby też zaczął pracować nad związkiem. Nie powiem- jakieś minimalne postępy były, ale wystarczyło "byle co" i kumpel ją szantażował, np. kładł się do łózka i 3 dni nie wstawał.... Ona w stresie, że on straci pracę (ona pracowała, ale grosze zarabiała, chociaż cały czas robiła wszystko, aby wrócić do starego zawodu - czyli poszła na dodatkowe studia, łapała wolontariaty , staże, itd), brała na siebie wszystko.
      Ponad rok temu coś w niej pękło. Doszła do etapu, że jak widziała męża, to fizycznie się dusiła. Powrót do domu kojarzył się jej z mega stresem. Ze znowu on coś będzie "obrażony".
      On każdy pomysł torpedował, oczywiście jeszcze wmawiając jej, że jest nikim, jest beznadziejna, bez niego sobie nie poradzi, itd. Ona długo w to wierzyła. Nieważne, że pierwsze studia miała ciężkie i sobie super dała radę , że zawsze sama znajdowała prace i w każdej (a w między czasie pracowała w zupełnie innej branży) w krótkim czasie się wybijała.
      Gdy przyszła pandemia, coś w niej pękło. Na jesieni się wyprowadziła. Nie miała dokąd, więc wynajęła mieszkanie, ze które (z opłatami) płaciła 2/3 pensji.
      Mimo tego, że w pracy szef (taki pieprzony Janusz biznesu) wszystkich szantażował, że ich wywali, a tak naprawdę to dowalał tylko roboty( bo niektórzy się zwalniali, nie mogąc wyrobić), którą pozostali musieli za friko robić.
      Wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę, że zostawiła takiego "fajnego Ziutka". Bo kumpel uchodził/uchodzi za fajnego faceta...
      Jej ojciec też pomstował, że jak ona śmie rozwalać rodzinę. Tam było drugie dno, bo ona chciała, aby jej brat podzielił się z nią majątkiem (czyli mieszkaniem po zmarłej mamie), a tatuś wziął stronę synusia, twierdząc, że przyjaciółka ma szanse na dobrą pracę (te wszystkie studia), a synuś jest malo obrotny i on nigdy nie zarobi na mieszkanie, w którym może sobie żyć ze swoją rodziną.
      A jest jeszcze syn. Syn, który nie chciał rozpadu rodziny. Syn, który brał stronę ojca ( bo mama sie nie wiadomo o co czepia tatusia, a tatuś źle się czuje i tydzień leży w łóżku...). Syn, któremu tatuś non stop wmawiał, że to wszystko, co jest wina matki, bo ona chce rozwalić taka cudowna rodzinę...
      Ale przyjaciółka postanowiła , żę ona też musi się liczyć. Bo od 30 lat ona się nie liczyła. Bo najpierw mama była chora, potem umarła, więc przyjaciółka musiała się zająć ojcem i małym bratem (ona miała 14 lat, jak umarła jej mama, a brat tylko 6 lat), a potem weszła w związek, w którym był wiecznie nieszczęśliwy mąż i syn.
      Rok temu na święta była sama. W tym wynajętym mieszkaniu, nie mając kasy nawet na żarcie. Syn był z ojcem.
      A w tym roku- święta spędzała ze swoim synem, nowym facetem i jego dziećmi. Od dwóch miesięcy ma wymarzoną pracę w swoim starym zawodzie. Nawet proponują jej stanowisko kierownika smile
      Ba, teściowa do niej zadzwoniła, że ją przeprasza, że ona myślała, że ona przesadza, że jej cos odwaliło i dlatego zostawiła męża. A ona nie zdawała sobie sprawy, jak trudnym człowiekiem jest jej syn. I wcale się mojej przyjaciółce nie dziwi, a wręcz ją podziwia, że tak długo walczyła o to małżeństwo.

      Myślę, że zycie jest jedno i chyba nie warto aż tak się męczyć.
      Nie wiem, jakie masz możliwości, ale moja przyjaciółka odeszła prawie tak, jak stała. Mieszkanie było męża. Oszczędności za dużych nie mieli. Bo on lubił wydawać na siebie kasę, a ona goofniane pieniądze zarabiała, które w całości szły na utrzymanie domu. Ona nawet pożyczała kasę na swoje studia, które potem musiała oddawać mężowi (sic!).
      Mają opiekę naprzemienną. Oczywiście, że on robi milion problemów. I o każdą złotówke się kłóci. Np. trzeba było kupić okulary dla syna. Wizyta wypadła w jego czasie opieki, ale on nie poszedł z synem, bo nie. I co mu zrobisz. Ona potem wzięła syna i kupili. Wysłąła rachunek, aby na pół. Według ustaleń kumpel powinien płacić 4/5 rachunków na dziecko, a ona 1/5, bo taka jest dysproporcja w ich zarobkach. I co? Odpisał jej, że on nie zaakceptował takich wydatków, ona jest chamska (sic!), że bez jego zgody kupiła te okulary i on nie zamierza za to zwracać.
      Teraz mu umarł ojciec. Syn był w tym czasie u przyjaciółki. I nie miał odpowiednich spodni, w których mógłby pójść na ten pogrzeb. Przyjechała z końca miasta do domu męża późnym wieczorem, a ten jej odmówił wydania tych spodni! Musiała jeździć i szukać gaci, w których młody mógłby się pojawić na pogrzebie dziadka...
      Takich "kwiatków" jest dużo, ale ona i tak jest szczęśliwa. Mówi, że pierwszy raz od wielu, wielu lat.
      A kumpel - niestety- odpływa...
      • la_felicja Re: Smutki 26.12.21, 14:09
        Podziwiam tę panią i życzę jej wszystkiego, co najlepsze.
      • alpepe Re: Smutki 26.12.21, 14:10
        Otóż to.
      • smutnapyza Re: Smutki 26.12.21, 14:20
        Dziękuję za wszystkie rady. Terapię miałam ale z powodu pandemii babka ją przerwała bo stacjonarnie nie chciała prowadzić a że mój mąż pracuje zdalnie terapia w takiej formie nie wchodziła w grę. Teraz szukam nowego terapeuty.
        Ale znowu moje potrzeby poszły na dalszy plan bo córka miała poważny wypadek i jej zdrowie było najważniejsze. Powoli wychodzimy na prostą.
        2 lata temu ktoś mi uświadomił wiele rzeczy 8 dużo u siebie zmieniłam. Na pewne rzeczy przestałam pozwalać. Bardziej zdecydowanie staje po stronie córki.
        Piszecie o rozmowach z mężem. Takich rozmów było multum. I one działają na chwilę, ja wtedy ostrożnie i bez entuzjazmu podchodzę do tych zmian bo wiem jak to wygląda. I wtedy słyszę, że on się stara a ja tego nie doceniam.
        Ja się po prostu wypaliłam. Nie mam siły ciągle dawać. Owszem od niego też dostaje: on pracuje (ja też) ale głównie on utrzymuje dom. On jest kierowcą dzieci jak jest taka potrzeba. I to są jego argumenty. Ale on nie rozumie, zenie czuję się przy nim bezpiecznie. Każda rozmowa wygląda tak, że ja mówię i swoich odczuciach a ona albo milczy albo mówi, że to ja się izoluje, ja źle robię, totalnie nie przyjmuje z czego wynika moje zachowanie.
        Brak bliskości z mojej strony. On nie rozumie, że nie sprawia mi to przyjemności od kiedy się roztył. Nie widzi związku i mnie obarcza wina za brak tej bliskosci. Nie ćwiczy, obiady je w domu ale wsuwa też niezdrowe jedzenie.
        Tak, boje się go zostawić, żeby nie mieć go na sumieniu.
        I jeszcze szkoda mi mojego teścia, który w przeciągu roku stracił jedno dziecko, żonę, teściów i rodziców.
        A teść jest bardzo wartościowym człowiekiem. I gdyby mój mąż coś sobie zrobić wiem, że teść przypłacił by to zdrowiem. Jeśli nie życiem.
        • igge Re: Smutki 26.12.21, 14:43
          Nie masz lekko. I skoro teraz w święta piszesz to znaczy, że i w święta nie dało rady naładować sobie baterii na najbliższe tygodnie?
          Jeszcze raz napiszę, że zrób sobie listę swoich małych i dużych przyjemności i relaksujących Ciebie zajęć/ aktywności/ rzeczy. Plus takich dających poczucie sensu. Zwyczajnie ważnych. Dla Ciebie. I realizuj codziennie je jako priorytetowe.
          Miej, oprócz faceta, z którym na razie nie chcesz się rozstać, swój świat i swoje klocki.
          Może coś do niego dotrze wreszcie i nabierze motywacji do zmiany.
          Albo Ty dojrzejesz do rozstania.

          A jeśli chodzi o dziecko to nie wahaj się przerywać ojcu dziecka głupich szkodliwych tekstów do córki np tych o jej studiach/ wyborze kierunku studiów itd

          Przytulam Ciebie wirtualnie jak reszta ematek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka