asia_i_p
14.03.22, 15:22
Może to nadmiernie optymistyczne, ale mam wrażenie, że pomoc Ukraińcom może być szansą na podleczenie/wyleczenie polskiego systemu oświaty/ opieki zdrowotnej. One są teraz napięte na styk, i jeśli dojdzie te 1,5-2 mln nowych klientów, to nie wytrzymają, nie będzie się już dało łatać, udawać, że to działa. Będą konieczne zmiany, doinwestowanie, będą na to pieniądze z Unii. Jest szansa, że ta infrastruktura się poprawi - a potem wojna się skończy, pierwszy okres odbudowy się skończy, Ukraińcy zaczną (przynajmniej znaczna część z nich) wracać do siebie i wtedy tylko od nas będzie zależało, żeby nie pozwolić kolejnemu rządowi zwinąć tych struktur.
Chodzi mi o takie konkrety, jak
- zatrudnienie psychologa w szkole, bo trauma wojenna - wcale potem nie trzeba tego psychologa zwalniać;
- zatrudnienie pomocy nauczycieli ze względu na dzieci ukraińskie - skoro już będą to istniejące stanowiska pracy, to nie ma obowiązku, żeby je zlikwidować, kiedy skończy się konieczność pomocy językowej, mogłyby pomagać uczniom z problemami,
itp., itd.
Jest szansa, żeby ochrona zdrowia i oświata z czystej konieczności nagle się stały priorytetem, żeby miasto musiało zainwestować w psychologa do szkoły, a nie piątą fontannę. A jak już raz się okaże, że tak można, to może ludzie sobie już tego nie dadzą odebrać.