wyslanska
05.09.22, 09:28
Zaszłam w nieplanowaną ciążę. Wina po obu stronach, bo oboje się zabezpieczaliśmy byle jak. Gdy się dowiedział mocno mnie namawiał na usunięcie i deklarował pokrycie wszystkich kosztów. Po konsultacji z ginekologiem jednak zdecydowałam się urodzić, bo miałabym później duże problemy z zajściem w kolejną ciążę. Facet zaakceptował moją decyzję i zaczęliśmy myśleć co dalej. On sam zaproponował wspólne kupno większego mieszkania ze sprzedaży naszych dwóch. Do tej pory mieszkaliśmy u mnie, on swoje wynajmował.
Wydawało mi się, że jest szczery, bo faktycznie swoje wystawił na sprzedaż i w ciągu 2 miesięcy sfinalizował transakcję. Powiedział mi, że musi jeszcze wyjechać do Niemiec i załatwić ostatnie sprawy zawodowe, a po powrocie od razu wystawimy moje mieszkanie i zdecydujemy się na zakup nowego (wybierzemy). Nawet mnie ten wyjazd bardzo nie zdziwił. On jest mechanikiem samochodowym, ale specjalizuje się w starszych samochodach, zabytkowych, niekiedy wyjeżdżał tam szukać trudnych do zdobycia części dla klienta.
Spakował parę rzeczy i wyjechał. Minął miesiąc, nie wrócił, nie odzywa się. Usunął konto na FB (jedyne jakie miał), numer telefonu wyłączony. Na maile nie odpowiada. Całkowity brak kontaktu. Tydzień po wyjeździe i braku kontaktu odkryłam, że z mieszkania poza typowymi rzeczami na podróż, zabrał też kilka swoich ulubionych książek, wszystkie swoje osobiste rzeczy typu rzadko noszony zegarek od ojca, wszystkie dokumenty, pamiątki itp. Nie zostawił nic osobistego, tylko trochę ubrań, stary rower.
Dodam, że on to nie jest przypadkowy ktoś. Jesteśmy w związku od 3 lat, mieszkamy razem od 2. Poznaliśmy się przypadkowo na imprezie. Do tej pory jak mi się wydawało bardzo odpowiedzialna osoba. Dużo pracuje, zachowuje się rozsądnie, bez używek, kulturalny. No i chyba najważniejsze oboje jesteśmy dojrzali. Ja 34, on 33 lata, z konkretnymi planami na przyszłość. Nie bardzo wiem co robić w tej sytuacji, mam nadzieję, że jakoś samo się to wyjaśni, on wróci i na spokojnie wszystko ustalimy, ale tak naprawdę bardzo się boje. Chciałam się wygadać anonimowo i może zapytać jak to wygląda, gdy czytają osoby trzecie. Czy to jest naiwność liczyć, że on wróci, wyjaśni i wszystko się ułoży? Czy on mnie oszukuje i tak to zaplanował, żeby zniknąć, bo chciałam zatrzymać dziecko?
Nie mam kogo zapytać o niego, bo jego rodzice już nie żyją, a z przyrodnim bratem nie utrzymywał kontaktów. Nikogo innego nie ma. Co byście radziły tak na spokojnie zrobić? Zgłosić zaginięcie? Jak to wygląda od strony prawnej? Jestem w 8 miesiącu...