21mada
02.04.24, 16:10
Na kanwie wątku o staruch… seniorach. Zawsze w takich wątkach przedstawiana jest wyższość stylu życia dreptacza nad stylem kanapowca.
Kanapowiec ogląda telewizję, ewentualnie robi na drutach lub rozwiązuje krzyżówki na kanapie.
Dreptacz robi obchód bazarków, warzywniaków i lumpeksów tudzież przesadza rośliny z jednej skrzynki do drugiej.
W czym tkwi wyższość drugiego stylu życia nad pierwszym? W czym bezsensowne dreptanie jest lepsze od robienia tego co się lubi? Żeby na starość być sprawnym? Ci ludzie JUŻ są starzy. Muszą być sprawni także po 90-ce? I w jakim celu ta sprawność? Mam chodzić po górach żeby po 90-ce móc chodzić po górach jeśli nie lubię chodzić po górach? Gdzie tu logika? Jeśli ktoś lubi być aktywny to niech sobie będzie ale w jakim celu ma być aktywny ktoś kto nie lubi aktywnego stylu życia? Żeby być aktywnym na starość chociaż tego nie lubi? Po co całe życie się do czegoś zmuszać? Kiedy już można robić to co się chce a nie to co trzeba?