leni6
17.12.24, 12:00
Tkwię w takim zdumieniu, że aż muszę wątek na ematce założyć.
Zmarł mąż mojej krewnej, człowiek mający dużą rodzinę, wielu znajomych, znany i szanowany w swojej okolicy. Znałam go cały życie i żadnych przejawów religijności nigdy u niego nie widziałam, u żony też. Ich rodziny raczej wierzące i praktykujące. Już jest po pogrzebie i wdowa dostała HARMONOGRAM mszy za zmarłego, które odbywać się będą co tydzień przez najbliższe 20 tygodni, a potem już rzadziej przez resztę roku. Wdowa zamierza jeździć na nie, ale nie z własnej potrzeby, tylko żeby nikt się nie obraził że na "jego" mszy nie była. Dodam że wdowa nie ma prawa jazdy, a w rejonie nie ma komunikacji miejskiej, więc za każdym razem musi sobie zorganizować transport (mam nadzieję że będzie dzwonić do organizatora danej mszy).
I teraz pytanie: co siedzi w głowie takich ludzi, żeby kogoś innego po kościołach tyle razy ciągać. I drugie: czy w waszym rejonie też jest taki zwyczaj żeby tyle mszy za zmarłego było zamawianych ?