asia_i_p
25.03.26, 13:36
Zapisałam dziecko do szkoły specjalnej w moim powiecie. Miejsce się znalazło, ale równoczesnie dowiedziałam się, że wcale nie musiało się znaleźć. Że w przeciwieństwie do szkół ogólnodostępnych, szkoły specjalne nie mają rejonizacji i szkoła może stwierdzić, że nie ma wystarczającej liczby czy odpowiedniego profilu specjalistów i może dziecka z orzeczeniem nie przyjąć. Wtedy władze powiatu muszą mu znaleźć inną szkołę specjalną, ale nie ma żadnego limitu odległości od miejsca zamieszkania dziecka, w której taka szkoła może być ulokowana. Co więcej, nie ma nawet żadnej wyraźnej motywacji, żeby znaleźć jak najbliższą, bo szkoły szuka powiat, ale za dowóz płaci gmina.
Narracja, z jaką się wszędzie stykałam, to że dzieci z orzeczeniami znajdują się w rejonówkach ze względu na obawy bądź wręcz chore ambicje swoich rodziców - a okazuje się, że to jest jedyne miejsce, gdzie mają edukację dziecka zagwarantowaną.
Jakie miałyście odkrycia z kategorii "myślałam, że jest zupełnie odwrotnie" i "jak ja mogłam tego nie wiedzieć"?