Ematki, chwalę się.
Z końcem kwietnia kolega w pracy rzucił temat, że zbiera drużynę do udziału w Business Run. Sztafeta, 4 kilometry wokół Błoń (Kraków). Zapadła jakaś niezręczna cisza, i pod jej wpływem, nie biegając i nie mając pojęcia, co we mnie wstąpiło, zgłosiłam się.
A jak się już zgłosiłam, to nie było innego wyjścia. Przecież nie mogę się zbłaźnić, prawda?
Od kwietnia, trzy razy w tygodniu zaczęłam robić treningi biegowe. Z zerowego doświadczenia z bieganiem (owszem, mam spore w chodzeniu na długie dystanse, ale biegać nigdy ani nie umiałam, ani nie lubiłam) udało mi się w ostatnich tygodniach dobić do 7 kilometrów. Ze względu na specyfikę wyścigu powinnam się raczej skupiać na czasie a nie dystansie, ale zależało mi raczej na tym, żeby te 4 kilometry
na pewno przebiec.
I dzisiaj był bieg, i ja biegłam, i przebiegłam. 4 kilometry, 23:21. Pierwsze moje zawody. Dostałam nawet pamiątkowy medal