W czwartek 7 lipca o 15.00 zakończyłam moją edukację, a mianowicie obrobiłam
mgr! Razem z promotorem wybraliśmy się na obiad do restauracji. Wszystko
fajnie, zapowiadało się ciekawe popołudnie...Maż był jeszcze w pracy a synek
u teściów – jak zawsze zresztą na tygodniu między 7.00-17.00. Byłam w połowie
obiadu jak zadzwonił do mnie mąż i mówi „poparzył się i jest na oparzeniówce
w Siemianowicach”. Sztućce z rąk mi wypadły a serce chyba stanęło!!!
Dziewczyny zamówiły mi taksówkę bo ja nie byłam w stanie nawet numeru wybrać.
Męża podwiózł kolega z pracy (przy ograniczeniu do 40km jechał chyba ze 120)
a ja stałam jeszcze w centrum w korku kilka minut, które wydawały się trwać
wiecznie. Miałam ochotę wysiąść i biec na piechotę dosłownie! Jak już byłam
na miejscu był już opatrzony i cały zapłakany na rękach u męża – dojechał
parę minut wcześniej. Jezu, jak ja się cieszyłam, że nie leży na oddziale i
nie jest to na tyle poważne, żeby musiał tam zostać!!! Następnego dnia
pojechaliśmy na zmianę opatrunku i jak to lekarz odkrył to myślałam, że
zemdleję – cała klatka piersiowa poparzona, bąble z wodą i ciemnoczerwone
plamy

Pielęgniarka przekłuła mu te bąble i odsączyła płyn i wiecie, że on
nawet się nie skrzywił? Był taki dzielny i tak mocno trzymał mnie za rękę.
Lekarz zrobił mu zdjęcie, a on się jeszcze uśmiechnął do zdjęcia (w domu i na
spacerach lubi jak się mu robi fotki). Wszyscy nie mogli wyjść z podziwu, że
jest taki dzielny – łącznie ze mną!
W środę jedziemy tam na kolejną zmianę opatrunku a w niedzielę w góry – ma
opatrunek od pasa po szyję, ale lekarz mówił, że możemy jechać.
I kto by pomyślał – pilnowały go 3 osoby...podbiegł jak męża brat robił
herbatę i szarpnął za kubek – całe szczęście, że nie wylał wrzątku na siebie,
tylko 1/3 wychlusnęło na blat a dopiero potem na niego, że nic nie poleciało
mu na buźkę, że teściowie od razu zrobili mu zimne okłady i d razu zwieźli go
na oparzeniówkę – najlepszy oddział w Polsce od oparzeń. Po prostu - całe
szczęście w nieszczęściu.
Nie znam większego strachu niż strach o życie i zdrowie dziecka...Oby mu się
wszystko ładnie zagoiło i nie zostały ślady..