Dodaj do ulubionych

nie godzę się z takim....

13.10.05, 23:14
życiem. Jest mi smutno. Gdzie się podziały te romantyczne chwile,
spontaniczność, drżenie kolan? Czy decdując sie na życie z jednym mężczyzną
muszę równocześnie zrezygnować z tych cudownych chwil poznawania,
zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym
pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty,
etc. Mój mąż uważa że wszystko jest w porządku, kochamy się, możemy na siebie
liczyc. On nie może zrozumieć że tęsknię za tamtymi chwilami. On nie czuje
potrzeby bycia romantycznym, spontanicznym, osiągnął juz to co chciał, poza
tym dorósł, stał się ojcem, głową rodziny, wiecznie zapracowany, zarabia
przecież na rodzinę, jest odpowiedzialny. Kiedyś to ja byłam rozsądna do
bólu, a on zakochany wariat. Dziś ja marze o szaleństwie, on nie widzi
potrzeby. Tęsknię za tym co było, za staraniem się o siebie. Co mogę zrobić?
mam pogodzić się z tym że to bezpowrotnie minęlo? a może nie godząc sie na to
oddać się jakiemus flirtowi z obcym męzczyzną? Dlaczego mój facet jest
niereformowalny w tej kwestii?
Obserwuj wątek
    • marcysia51 Re: nie godzę się z takim.... 13.10.05, 23:17
      Kurcze normalnie czytam samą siebie.Eh.
    • czajkax2 Re: nie godzę się z takim.... 13.10.05, 23:17
      mispolonia napisała:
      Czy decdując sie na życie z jednym mężczyzną
      > muszę równocześnie zrezygnować z tych cudownych chwil poznawania,
      > zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym
      > pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty,

      niestety tak. Bo ile razy mozna przezyc pierwszy pocałunek? jak sama nazwa
      wskazuje tylko raz.
    • julia246 Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 00:19
      To niestety tak jak u mnie,
      i chyba u większości mężatek.
      Zostaje ci kochnekwink)))
      • mamaemmy Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 01:32
        Polecam opanować sztukę zakochiwania się ciągle w tym samym partnerze...

        Ja tylko dlatego jestem tak bardzo szczęśliwa w małżeństwie,że zakochuje się w moim mężu wciąż od nowa.Jesteśmy kilka lat ze sobą,a dalej mam co jakiś czas chwile z miekkimi kolanami,zawrotami głowy...
        Boskie uczucie.
    • mamapiotra Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 09:21
      ja stan opisywAny przez ciebie nazywałam czatami. ale do jednego faceta czaty przezywa sie tylko raz. chyba.
      a twoj maz... przeciez juz cie zdobył, to po co ma sie znowu starac?- punkt widzenia facetów.
      • babsee Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 09:27
        100% samiec- zdobył samice i juz wystarczy.Moj małż nigdy specjalnie
        romantyczny nie był, za to poprzedni narzeczony baaardzo.I też mi brak.Tego
        trzepotania w środku,tych emocji.Ale teraz są inne.Mnie ta niepewnośc zawsze
        bardzo męczyła.Odnajduje radosc w stabilizaji, w fakcie posiadania rodziny,
        podczas gdy moje koleżanki wciąz czekaja " zadzwoni czy nie?".Za stara już
        jestem na takie hocki.
    • lila1974 Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 12:01
      Tamte chwile się nie wrócą ale przecież jest tyle innych, z których można
      czerpać energię ale tu i Ty musisz się postarać, a nie tylko oczekiwać, że mąż
      w lot będzie łapał Twoje myśli.
      Nasz związek to taka sinusoida - są dni, że kocham go jak wariatka, a są dni,
      że kocham go zwyczajnie i u niego to samo.
      Zamiast płakać nad rozlanym mlekiem trzeba wziąć sprawy we własne macki i
      naprowadzić męża na prawidłowy trop.
      Powodzenia.

      Ps. Mam tylko nadzieję, że nie należysz do gatunku, który stan zakochania ceni
      sobie ponad wszystko i gotowy poświęcić rodzinę dla dreszczyku emocji.
    • jopowa Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 12:05
      wlasnie moj mas tez czasem ju z sapomina o tym romantyzmie, z resta nigdy nie
      byl harlekinem
    • kaja2071 Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 12:23
      obawiam sie ze bedziesz musiala sie jednak z takim zyciem pogodzicsad zupełnie jak jasmile prawdziwych wiecznych romantyków chyba juz nie masada jesli sie jakis trafi to bedzie ostatnim egzemplarzem wymarłego juz gatunkusmile))))
      samo zycie- było miło- ale sie skonczyłosad( tak bynajmniej jest u mnie.
      Raz na ruski rok zdarzy sie jakas eksplozja romantyzmu (w zasadzie nie eksplozja-ot fajerwerek) i tylesad
    • 18_lipcowa Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 12:30
      Wydaje mi sie że marudzisz i szukasz sobie na siłę problemów.
      Jak chciałas romantycznych chwil całe zycie to trzeba było się nie wiązać, nie
      zakładać rodziny tylko średnio co pół roku zmieniać faceta, wtedy byś była cały
      czas na fali romantycznych uniesień.
      • hancik5 Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 13:48
        Tak, tak, racja... Po co wychodziłaś za mąż...Było zostać singlem i balować do
        woli..
    • misiabella Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 12:40
      Nie obraźcie się,ale babom to nigdy się nie dogodzi... smile))
      Namawianie faceta na romantyczność,gdy ten nie widzi takiej potrzeby to strata
      czasu.Zresztą bycie romantycznym z przymusu to żadna frajda,a i osoba co do
      ktorej jest się romantycznym nie czuje satysfakcji.Satysfakcję daje coś co
      wynika spontanicznie.
      Nie znam odpowiedzi na pytanie jak sprawić,by nagle poczuć przyśpieszone bicie
      serca...Mi pasuje to,że mam oparcie i przyjaciela w mężu.Tęsknię za nim,gdy go
      nie ma,on za mną też.Pewnie,że nie ma już spazmów zachwytu na jego widok,ale te
      spazmy nie są mi do niczego potrzebne.Kocham go takim,jakim jest.
      Owszem,można w łatwy sposób zapewnić sobie bezsenne noce,kołatenie serca,
      ekscesy i emocje. Znaleźć kochanka sobie,albo mężowi jakąś kochankę naraić,
      czaić się za nim pod pracą, albo uciec z gachem na wakacje - emocje
      gwarantowane.
      Albo po prostu - można spróbować na nowo spojrzeć na swojego mężczynę.Dlaczego
      to on ma być romantyczny? Można samemu zacząć coś w tym kierunku robić.
      Tak po prostu.Bez oczekiwań i tylko po to,by pokazać tej drugiej stronie,że się
      o niej pamięta.
      • dosia26 Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 13:48
        Brawo !!! Zgadzam się z Tobą "misiabella".Czytałam kiedyś w Charakterach, że
        związek przechodzi przez trzy specyficzne etapy - zauroczenia, namiętności i
        czegoś co można by nazwać przyjażnią i stabilizacją, po wcześniejszych dwóch
        etapach. Najbardziej optymalną sytuacją w życiu dwojga jest zatem taki model
        kiedy te trzy motywy się zazębiają, cały czas współistnieją. Małżeństwo ma to
        do siebie, że stabilizuje nasze życie, ale myślę, że najszczęśliwsze są te
        osoby, które właśnie pomimo tej stabilizacji wciąż na nowo potrafią odkrywać
        swoją drugą połowę smile
    • redudek Re: nie godzę się z takim.... 14.10.05, 13:35
      Też tęsknię za tymi chwilami,przytłacza nas codzienność.
    • olimpia77 ŻEBY CODZIENNOŚĆ NIE ZABIŁA MIŁOŚCI... 17.10.05, 00:18
      ...TRZEBA UNIKAĆ CODZIENNOŚCI
      mądre słowa,a tylko czy któraś wie jak je wprowadzić w życie???
    • vibe-b Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 00:46
      Jest natomiast

      1.najpierw czysta chemia
      2. przyjazn, przywiazanie

      Ad.1. swietnie to wypunktowalas: " tych cudownych chwil poznawania, >
      zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym >
      pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty"

      Ad.2. To tez dobrze ujelas :" kochamy się, możemy na siebie liczyc"


      I tak jestes szczesciara, bo nie w kazdym zwiazku nastepuje punkt 2.

      pozdr
      • umasumak Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 00:56
        vibe-b napisała:

        > Jest natomiast
        >
        > 1.najpierw czysta chemia
        > 2. przyjazn, przywiazanie
        >
        > Ad.1. swietnie to wypunktowalas: " tych cudownych chwil poznawania, >
        > zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym >
        > pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty"
        >
        > Ad.2. To tez dobrze ujelas :" kochamy się, możemy na siebie liczyc"

        A czy to nie jest właśnie miłość? Jeżeli kocham mojego męża, a on mnie, jeżeli
        możemy na siebie liczyć, jeżeli jest między nami czułość i zaufanie, to co to
        jest, jak nie miłość?
        >
        >
        >>
        >
        >
        • 18_lipcowa Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 09:28
          Ja tam myślę że miłośc to namiętnośc + przyjaźń.
          • umasumak Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 09:50
            Ale to wszystko o czym pisałam, nie wyklucza namiętności, prawda? Zdziwiło mnie
            zdanie mojej przedmówczyni, która twierdzi, że miłości nie ma, że wpierw jest
            namiętność, a potem w najlepszym przypadku zstaje przyjaźń . Nie zgadzam się z
            tym.
            • 18_lipcowa Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 10:09
              Ja też sie nie zgadzam z autorką a zgadzam się z Tobą.
            • vibe-b Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 10:57
              umasumak napisała:

              > Ale to wszystko o czym pisałam, nie wyklucza namiętności, prawda? Zdziwiło
              mnie
              >
              > zdanie mojej przedmówczyni, która twierdzi, że miłości nie ma, że wpierw jest
              > namiętność, a potem w najlepszym przypadku zstaje przyjaźń . Nie zgadzam się
              z
              > tym.



              Umo! Ile czasu jestes mezatka? Czy patrzysz na meza nadal tymi rozmarzonymi
              oczami jak gdy sie poznaliscie? Czy drzysz na dzwiek otzrymanego od niego smsa?
              Czy na okolicznosc przyjscia meza z pracy zakladasz najlepsza kiecke, skrapiasz
              sie najlepszymi perfumami i krecisz wlosy? Czy nadal widzisz tylko jego zalety,
              a zadnych wad (jak to zwykle bywa w okresie zakochania (czytaj:wplywu chemii)
              Natomaist namietnosc- no, to jest inna rzecz. Kwestia temperamentu po prostu.
        • vibe-b Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 10:50
          umasumak napisała:

          > vibe-b napisała:
          >
          > > Jest natomiast
          > >
          > > 1.najpierw czysta chemia
          > > 2. przyjazn, przywiazanie
          > >
          > > Ad.1. swietnie to wypunktowalas: " tych cudownych chwil poznawania, >
          >
          > > zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym &#
          > 62;
          > > pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty"
          > >
          > > Ad.2. To tez dobrze ujelas :" kochamy się, możemy na siebie liczyc"
          >
          > A czy to nie jest właśnie miłość? Jeżeli kocham mojego męża, a on mnie,
          jeżeli
          > możemy na siebie liczyć, jeżeli jest między nami czułość i zaufanie, to co to
          > jest, jak nie miłość?


          To jest milosc ta z punktu 2.
          Autorce watku natomiast chodzi najwyrazniej o to, iz nie ma uniesien,
          namietnosci etc, czyli to wszystko co jest- technicznie rzecz biorac-
          powodowane/wywolywane przez produkcje i wydzielanie do krwi substancji
          chemicznych. Czysta chemia i biologia, nic wiecej.
          Bo : zakochanie (=namietnosc, uniesienia, emocje) to przeciez nie milosc.
          • ledzeppelin3 Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 11:08
            No to współczuję, ja sobie nie wyobrażam małżeństwa bez namiętności, bez
            pożądania, bez pragnienia bycia jednością.
            Zgadzam sie z Umą i Lipcową- miłość to namiętność + przyjaźń, najogólniej
            mówiąc.
            • vibe-b Re: Bo nie ma czegos takiego jak milosc 17.10.05, 11:17
              edzeppelin3 napisała:

              > No to współczuję, ja sobie nie wyobrażam małżeństwa bez namiętności, bez
              > pożądania, bez pragnienia bycia jednością.



              Ja tez nie.

              Pozadanie i pragnienie bycia jednoscia to niekoniecznie jednak "spontaniczność,
              drżenie kolan,(...) cudowne chwil poznawania,
              zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym
              pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie (...) "
              • umasumak Ale Ty piszesz, że ni e ma czegoś takiego jak ... 17.10.05, 14:07
                .... miłość! Drżenie kolan, niecierpliwe oczekiwanie na telefon, niepewność itp
                to symptomy zakochania, a nie miłości. Miłość, prawdziwa miłość jest trwaniem,
                czymś co MOŻE, a nie musi nastąpić po zakochaniu.
                • vibe-b Re: Ale Ty piszesz, że ni e ma czegoś takiego jak 17.10.05, 15:05
                  umasumak napisała:
                  Ale Ty piszesz, że ni e ma czegoś takiego jak
                  > .... miłość! Drżenie kolan, niecierpliwe oczekiwanie na telefon, niepewność
                  itp
                  >
                  > to symptomy zakochania, a nie miłości. Miłość, prawdziwa miłość jest
                  trwaniem,
                  > czymś co MOŻE, a nie musi nastąpić po zakochaniu.


                  Bo wiesz, to jest kwestia definicji. Ty nazywasz przyjazn i namietnosc
                  miloscia, a ja wlasnie tylko przyjaznia i namietnoscia. Jak dla mnie jedyna
                  milosc, mozliwa do trwania, niezmienna to milosc do dziecka. Bo ta milosc jest
                  bezwarunkowa: kochasz dziecko za to, ze jest. Natomiast meza kochasz nie za to
                  ze jest, ale za to jakim jest czlowiekiem.

                  pozdr
                  • umasumak Re: Ale Ty piszesz, że ni e ma czegoś takiego jak 17.10.05, 15:13
                    vibe-b napisała:
                    Natomiast meza kochasz nie za to
                    > ze jest, ale za to jakim jest czlowiekiem.

                    Ha! Pozwól, że sama zdecyduje dlaczego kocham mojego męża. I to nie jest
                    kwestia definicji, tylko moich własnych doświadczeń. Tobie miłość w małżeństwie
                    wydaje sie niemożliwa, bo jej nie znasz. Dla mnie jest oczywsta. Pzdr
                    >
                    > pozdr
                    >
                    >
                    • vibe-b Re: Ale Ty piszesz, że ni e ma czegoś takiego jak 17.10.05, 15:15
                      umasumak napisała:

                      > vibe-b napisała:
                      > Natomiast meza kochasz nie za to
                      > > ze jest, ale za to jakim jest czlowiekiem.
                      >
                      > Ha! Pozwól, że sama zdecyduje dlaczego kocham mojego męża


                      Alez oczywiscie, Umo.

                      pozdr
              • umasumak I jeszcze jedno... 17.10.05, 14:17
                ... po pierwszym ślubie prawie natychmiast przyszła codzienność i tylko ona nam
                towarzyszyła. Żadnych wzlotów, uniesień, żadnego szybszego bicia serca.
                Z obecnym mężem jestem kilka lat, i owszem, zdaża mi się oczekiwać jego powrotu
                z drżeniem kolan, przepisuję smsy od niego, które nie mieszczą się w pamięci
                mojego telefonu i nie wyobrażam sobie, żeby paradować przed nim nieuczesana,
                czy niechlujnie ubrana i ciągle przeżywam szczególne emocje związane z każdym
                pocałunkiem. Nie uważam, że jest to przywilej tylko krótkich stażem związków.
                Pzdr
                • vibe-b Re: I jeszcze jedno... 17.10.05, 15:14
                  umasumak napisała:

                  > ... po pierwszym ślubie prawie natychmiast przyszła codzienność i tylko ona
                  nam
                  >
                  > towarzyszyła. Żadnych wzlotów, uniesień, żadnego szybszego bicia serca.
                  > Z obecnym mężem jestem kilka lat, i owszem, zdaża mi się oczekiwać jego
                  powrotu
                  >
                  > z drżeniem kolan, przepisuję smsy od niego, które nie mieszczą się w pamięci
                  > mojego telefonu i nie wyobrażam sobie,

                  ***************
                  To gratuluje Umo, szczerze, naprawde. Bo mi juz nie drza kolana gdy widze meza.
                  Lubie gdy jest obok, bez niego czuje pustke, gdy sie pojawia witam go z
                  radoscia, ale z cala pewnoscia nie drza mi kolana.

                  nie wyobrażam sobie, żeby paradować przed nim żeby paradować przed nim
                  nieuczesana,
                  > czy niechlujnie ubrana


                  **************
                  Pomalu. Nie mowie o paradowaniu w tlustych odrostach i poplamionych
                  rozciagnietych swetrach. Ale jesli zle sie czuje, jestem chora albo zwyczajnie
                  dziecko ma zly dzien i daje mi w kosc, to nie przejmuje sie tym ze nie mam
                  lokow na glowie czy drobiazgowo dopracowanego makijazu. (A na randce byloby
                  to "katastrofa") .




                  i ciągle przeżywam szczególne emocje związane z każdym
                  > pocałunkiem.


                  *************
                  Tu tez Ci zazdroszcze. Ja odczuwam gleboka przyjemnosc i satysfakcje calujac
                  sie z mezem, ale znowu: nie omdlewam z emocji.

                  pozdr
                  • umasumak Re: I jeszcze jedno... 17.10.05, 15:21
                    vibe-b napisała:

                    > Pomalu. Nie mowie o paradowaniu w tlustych odrostach i poplamionych
                    > rozciagnietych swetrach. Ale jesli zle sie czuje, jestem chora albo
                    zwyczajnie
                    > dziecko ma zly dzien i daje mi w kosc, to nie przejmuje sie tym ze nie mam
                    > lokow na glowie czy drobiazgowo dopracowanego makijazu. (A na randce byloby
                    > to "katastrofa") .

                    Widziasz, ja też sie tym nie przejmuje, a i tak czuję się piękna przy moim
                    mężu. To jest właśnie miłość.
                    >
                    >
                    >

                    > Tu tez Ci zazdroszcze. Ja odczuwam gleboka przyjemnosc i satysfakcje calujac
                    > sie z mezem, ale znowu: nie omdlewam z emocji.

                    Nie pisałam, że omdlewam, tylko że pocałunki są dla mnie wciąż emocjonujące.
                    Jeżeli Ty odczuwasz przyjemność i satysfakcje, to dla Ciebie najwyraźniej też
                    są.
                    >
                    > pozdr
                • edytkus prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 15:25
                  umasumak napisała:

                  >nie wyobrażam sobie, żeby paradować przed nim nieuczesana,
                  > czy niechlujnie ubrana

                  Ojej, to chyba musisz bardzo wczesnie wstawac wink. Mojemu mezowi siano na mojej glowie po
                  przebudzeniu nie przeszkadza, och jak on musi mnie kochac wink)))
                  • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 15:34
                    edytkus napisała:

                    > umasumak napisała:
                    >
                    > >nie wyobrażam sobie, żeby paradować przed nim nieuczesana,
                    > > czy niechlujnie ubrana
                    >
                    > Ojej, to chyba musisz bardzo wczesnie wstawac wink. Mojemu mezowi siano na
                    mojej
                    > glowie po
                    > przebudzeniu nie przeszkadza, och jak on musi mnie kochac wink)))

                    No nie przesadzaj. NIe chodzi mi o rozmemłanie zaraz po wstaniu z łóżka, ale o
                    to, żeby nie chodzić tak cały dzień. Gdybyś chodziła tak cały dzień, to mimo
                    miłości, pewnie z czasem przestało by mu się to podobać, choć może by o tym nie
                    wspomniał. Chyba nie jesteś na tyle naiwna, zeby myśleć, że byłoby inaczej?

                    >
                    • vibe-b Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 15:36
                      umasumak napisała:

                      > edytkus napisała:
                      >
                      > > umasumak napisała:
                      > >
                      > > >nie wyobrażam sobie, żeby paradować przed nim nieuczesana,
                      > > > czy niechlujnie ubrana
                      > >
                      > > Ojej, to chyba musisz bardzo wczesnie wstawac wink. Mojemu mezowi siano na
                      > mojej
                      > > glowie po
                      > > przebudzeniu nie przeszkadza, och jak on musi mnie kochac wink)))
                      >
                      > Gdybyś chodziła tak cały dzień, to mimo
                      > miłości, pewnie z czasem przestało by mu się to podobać, choć może by o tym
                      nie
                      >
                      > wspomniał. Chyba nie jesteś na tyle naiwna, zeby myśleć, że byłoby inaczej?


                      Chyba pozostaje sie tylko modlic by nie dopadla czlowieka choroba...Bo wtedy
                      chodzi sie rozmemlanym caly dzien...jeszcze maz przestanie kochac sad
                      • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 15:53
                        vibe-b napisała:
                        >
                        > Chyba pozostaje sie tylko modlic by nie dopadla czlowieka choroba...Bo wtedy
                        > chodzi sie rozmemlanym caly dzien...jeszcze maz przestanie kochac sad

                        Jak ja lubię to odwracanie kota do góry ogonem i popadanie w skrajność w
                        komentowaniu cudzych wypowiedzi. Pozdrawiam
                        >
                        • vibe-b Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 15:59
                          umasumak napisała:

                          > vibe-b napisała:
                          > >
                          > > Jak ja lubię to odwracanie kota do góry ogonem i popadanie w skrajność w
                          > komentowaniu cudzych wypowiedzi. Pozdrawiam


                          A ja zas lubie expresowe diagnozy w rodzaju :"Tobie miłość w małżeństwie
                          wydaje sie niemożliwa, bo jej nie znasz" [vide: Twoj post z 15,13]
                          • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 16:24
                            vibe-b napisała:

                            > A ja zas lubie expresowe diagnozy w rodzaju :"Tobie miłość w małżeństwie
                            > wydaje sie niemożliwa, bo jej nie znasz" [vide: Twoj post z 15,13]

                            Wniosek sam się nasuną po tym jak napisałaś "Bo nie ma czegoś takiego jak
                            miłość" (post z 00.46). Jeżeli piszesz, że czegoś nie ma, to znaczy że nie ma
                            tego również w Twoim małżeństwie, i przede wszystki w Twoim, bo to jest TWOJA
                            opinia, że miłości nie ma. Czy nie myślę logicznie?
                            >
                            • vibe-b Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 16:37
                              umasumak napisała:

                              > vibe-b napisała:
                              >
                              > > A ja zas lubie expresowe diagnozy w rodzaju :"Tobie miłość w małżeństwie
                              > > wydaje sie niemożliwa, bo jej nie znasz" [vide: Twoj post z 15,13]
                              >
                              > Wniosek sam się nasuną po tym jak napisałaś "Bo nie ma czegoś takiego jak
                              > miłość" (post z 00.46). Jeżeli piszesz, że czegoś nie ma, to znaczy że nie ma
                              > tego również w Twoim małżeństwie, i przede wszystki w Twoim, bo to jest TWOJA
                              > opinia, że miłości nie ma. Czy nie myślę logicznie?



                              Ale jest przyjazn i namietnosc, ktore to TY nazywasz MILOSCIA w odniesieniu do
                              swoich relacji z mezem. Skoro tak nazywasz, i skoro jest i namietnosc i
                              przyjazn, to Twoja diagnoza jest nietrafna.
                              I dlatego napisalam, jak bardzo kocham forumowe psychologiczne diagnozy.

                              pozdrawiam
                              • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 18:19
                                vibe-b napisała:

                                > Ale jest przyjazn i namietnosc, ktore to TY nazywasz MILOSCIA w odniesieniu
                                do
                                > swoich relacji z mezem.

                                Napisałam również, że jest mnóstwo czułości i cała gama innych uczuć. To jest
                                miłość, której Ty, z jakichś nieokreślonych przyczyn odmawiasz racji bytu w
                                małżeństwie. Jeśli by to była tylko przyjaźń i namiętność, to można by to
                                porównać do seksu z przyjacielem. No sorry, ale przyjaźń, to dla mnie ZA MAŁO,
                                żeby iść z kimś do łóżka, gdyby nawet wydawał mi się niezmiernie pociągający.
                                Ja do tego potrzebuje czegoś więcej, czegoś co łączy mnie tylko i wyłącznie z
                                mężem.

                                Skoro tak nazywasz, i skoro jest i namietnosc i
                                > przyjazn, to Twoja diagnoza jest nietrafna.

                                Powtarzam, to nie była diagnoza, to był wniosek, który nasunął się mi po
                                przeczytaniu zdania "Nie ma czegoś takiego jak miłość". Tak może pisać osoba,
                                która tej miłości nie zna, bo inaczej dlaczego pisałaby , że miłości nie ma?
                                > pozdrawiam
                                • vibe-b Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 18:24
                                  umasumak napisała:

                                  > vibe-b napisała:
                                  >
                                  > > Ale jest przyjazn i namietnosc, ktore to TY nazywasz MILOSCIA w odniesien
                                  > iu
                                  > do
                                  > > swoich relacji z mezem.
                                  >
                                  > Napisałam również, że jest mnóstwo czułości i cała gama innych uczuć. To jest
                                  > miłość, której Ty, z jakichś nieokreślonych przyczyn odmawiasz racji bytu w
                                  > małżeństwie. Jeśli by to była tylko przyjaźń i namiętność, to można by to
                                  > porównać do seksu z przyjacielem. No sorry, ale przyjaźń, to dla mnie ZA
                                  MAŁO,
                                  > żeby iść z kimś do łóżka, gdyby nawet wydawał mi się niezmiernie pociągający.
                                  > Ja do tego potrzebuje czegoś więcej, czegoś co łączy mnie tylko i wyłącznie z
                                  > mężem.
                                  >
                                  > Skoro tak nazywasz, i skoro jest i namietnosc i
                                  > > przyjazn, to Twoja diagnoza jest nietrafna.
                                  >
                                  > Powtarzam, to nie była diagnoza, to był wniosek, który nasunął się mi po
                                  > przeczytaniu zdania "Nie ma czegoś takiego jak miłość". Tak może pisać osoba,
                                  > która tej miłości nie zna, bo inaczej dlaczego pisałaby , że miłości nie ma?
                                  > > pozdrawiam


                                  OK, Uma, masz ostanie slowo. Zgadza sie, Ty masz milosc, ja mam tylko przyjazn
                                  i namietnosc. Nie narzekam jednakze, to i tak wiecej niz ma 50 % mezatek, jak
                                  przypuszczam.

                                  pozdr
                                  • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 21:16
                                    vibe-b napisała:

                                    > OK, Uma, masz ostanie slowo. Zgadza sie, Ty masz milosc, ja mam tylko
                                    przyjazn
                                    > i namietnosc. Nie narzekam jednakze, to i tak wiecej niz ma 50 % mezatek, jak
                                    > przypuszczam.
                                    >

                                    Fajnie, że doszłyśmy do porozumienia wink i masz racje, w kwestii tego, co jest
                                    między mną, a moim mężem, mam ostatnie słowo. Natomiast w kwestii Twojego
                                    małżeństwa określiłaś się sama, pisząc zdanie, którego już nie będę kolejny raz
                                    cytować, a które zabrzmiało bardzo malkontecko i pod którym nigdy się nie
                                    podpiszę. Pozdrawiam
                                    • vibe-b Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 21:58
                                      umasumak napisała:

                                      > >
                                      >
                                      > Fajnie, że doszłyśmy do porozumienia wink i masz racje, w kwestii tego, co
                                      jest
                                      > między mną, a moim mężem, mam ostatnie słowo. Natomiast w kwestii Twojego
                                      > małżeństwa określiłaś się sama, pisząc zdanie, którego już nie będę kolejny
                                      raz
                                      >
                                      > cytować, a które zabrzmiało bardzo malkontecko


                                      Oh Umo. Zeby zlagodzic ten image nieczulej i zimnej spiesze Cie poinformowac,
                                      iz czesto mowie mezowi "kocham cie". I nie mam poczucia, jakobym go oklamywala,
                                      bo tym samym przekazuje tresc "szanuje cie, podziwiam cie, pozadam cie, dobrze
                                      ze jestes" Ale slowo "M-I-L-O-S-C" ...nie wiem czemu, ale brzmi jak dla mnie
                                      zbyt...gornolotnie, zbyt filmowo..[milosc pokazywana w filmach jest czesto
                                      wyidealizowana]

                                      z pozdrowieniami
                                      • umasumak Re: prawdziwa milosc jest slepa 17.10.05, 23:09
                                        vibe-b napisała:
                                        Ale slowo "M-I-L-O-S-C" ...nie wiem czemu, ale brzmi jak dla mnie
                                        > zbyt...gornolotnie, zbyt filmowo..[milosc pokazywana w filmach jest czesto
                                        > wyidealizowana]

                                        No cóż, żebyś mnie nie wzięła za jakąś egzaltowaną paniusuę, pragnę Cię
                                        poinformować, że nie używam słowa "miłość" w nadmiarze, nie mówię do mojego
                                        męża np :"Misiu, jaka cudowna miłość jest między nami" itp itd, natomiast
                                        uznaję fakt jej istnienia.
                                        Miłość filmowa, hmmm... jest po prostu filmowa, a ta rzeczywista nie musi być
                                        wcale idealna, powiem więcej, byłoby dziwne, gdyby była idealna, jednak w jej
                                        istnienie głeboko wierzę, ba! Mam namacalne dowody jej istnienia smile. Pozdr
                                        >
                                        >
                                        • vibe-b Amen 17.10.05, 23:25
                                          smile))
                    • kasik751 oj uma zebys sie nie zdziwila... 17.10.05, 16:56
                      jak rozni sa faceci smile) Moj twierdzi, ze kompletnie niepotrzebnie gole nogi i
                      inne czesci ciala, a na pytanie czy poszedlby ze mna zarosnieta na plaze
                      ochoczo twierdzi, ze no problem - a ja wiem, wiem, ze on mowi szczerze!

                      No tragedia po prostu zwazyszwszy, ze wlochy mam ciemne smile
                      A on jest naprawde normalny gosc, calkiem bym powiedziala inteligentny i zaden
                      tam wiesniak smile)
                      Chodzi mi tylko o to w tej dygresji, ze to tak nie jest z facetami, ze sa
                      wszyscy identyczni, wzrokowcy itd. i ze te stereotypy moglyby byc troche
                      bardziej elastyczne.
                      Pozdrawiam.
                      • umasumak Kasik ;-) 17.10.05, 18:03
                        Odniosłaś się do rzeczy, która absolutnie nie była najważniejsza w mojej
                        wypowiedzi. Jeżeli piszę, że nie wyobrażam sobie paradować przed mężem
                        niechlujnie ubrana, to nie oznacza, że nie mogę sie mu pokazać bez makijażu i w
                        pidżamie, a na widok mojej niewydepilowanej łydki puszcza pawia. Dbam o siebie
                        głownie dla mojego własnego samopoczucia, co uważam, dobrze wpływa na nasz
                        związek, ale obsolutnie nie jest czynnikiem decydującym
    • edorka1 Re: nie godzę się z takim.... 17.10.05, 11:46
      Właśnie stukneło mi 14 lat małżeństwa. I z tej perspektywy, to co piszesz wydaje mi się ... no sorki...dziecinne. Bo miłość nie polega na szukaniu w drugim człowieku tego co minęło, ale na odkrywaniu w nim co nowe. "Pięknie w nas to, co nienazwane"...Więc nie należy zastanawiać się nad smakiem starych pocałunków bo ucieka wtedy piękno dnia codziennego i to może być początek końca najwiekszej nawet miłości. Bo szczęście nie jest tym do czego zmierzamy, ale drogą po tórej idziemy - jeśli tylko umiemy się nią cieszyć. Miłość się zmienia - dojrzewa razem z nami - i trzeba do niej dorosnąć. No cóż, Twój mąż dorasta chyba całkiem pozytywnie jeśli jest jak piszesz ojcem i zapracowaną głową rodziny.Doceń to - bo chyba nie ma nic grszego niż małżonek romantycznie nieodpowiedzialny smile)).
      • verdana Re: nie godzę się z takim.... 17.10.05, 11:58
        Wydaje mi się, ze osoba, która pragnie być stale zakochana i na pierwszym
        etapie romantycznego związku, po prostu wychodzac za mąż nie patrzyła
        realistycznie i wykazała się ogromna naiwnoscią . Nawet bardzo młoda dziewczyna
        powinna wiedzieć, że zakochanie to nie jest stan trwały. Małżeństwo,
        niezaleznie od namiętnosci i miłosci to codzienność, której większość osób
        pragnie na pewnym etapie życia.
        Wydaje się, ze w takim wypadku ogromnym błędem jest małżeństwo. Jeśli człowiek
        sie jeszcze nie wyszalał, jeszcze ciagle chce odmiany, a nie pieluch i rozmów o
        tym, co nalezy jutro kupić, choćby prowadzonych z największą, ale stabilną
        miłością, popełnia swoiste oszustwo w stosunku do partnera. Nie chce bowiem
        wcale być z nim, tylko być w stanie zakochania. Jest zakochany w uczuciu, a nie
        w partnerze.
      • vibe-b Pieknie napisane, Edorko 17.10.05, 15:18
        edorka1 napisała:

        > Właśnie stukneło mi 14 lat małżeństwa. I z tej perspektywy, to co piszesz
        wydaj
        > e mi się ... no sorki...dziecinne. Bo miłość nie polega na szukaniu w drugim
        cz
        > łowieku tego co minęło, ale na odkrywaniu w nim co nowe. "Pięknie w nas to,
        co
        > nienazwane"...Więc nie należy zastanawiać się nad smakiem starych pocałunków
        bo
        > ucieka wtedy piękno dnia codziennego i to może być początek końca najwiekszej
        > nawet miłości. Bo szczęście nie jest tym do czego zmierzamy, ale drogą po
        tórej
        > idziemy - jeśli tylko umiemy się nią cieszyć. Miłość się zmienia - dojrzewa ra
        > zem z nami - i trzeba do niej dorosnąć. No cóż, Twój mąż dorasta chyba
        całkiem
        > pozytywnie jeśli jest jak piszesz ojcem i zapracowaną głową rodziny.Doceń to -

        > bo chyba nie ma nic grszego niż małżonek romantycznie nieodpowiedzialny smile)).



        Dziekuje za ten post, choc nie do mnie kierowany. Chyba wlasnie sobie cos
        uswiadomilam smile

        pozdrawiam
    • mieszkowamama Re: nie godzę się z takim.... 17.10.05, 13:10
      U nas się rozpadało, teraz przeżywamy drugie wspaniałe zakochanie. To jest
      możliwe, trzeba usiąść, porozmawiać, postarać się...
      Powodzenia wink
    • 76kitka Re: nie godzę się z takim.... 17.10.05, 13:32
      Napewno w związku z jednym mężczyzną nie ma już potem chemii, którą odczuwają zakochani, nawet gdy facet się stara, to to nie jest juz to samo. Straciłaś chemię, ale zyskałaś stabilizację, bezpieczeństwo. Pierwsza spróbuj zrobić w stosunku do męża coś, co zrobiłabyś dla Niego gdybyś chciała Go zdobyć, jest szansa, że będzie się chciał zrewanżowaćsmile
    • mispolonia vide-b 17.10.05, 22:07
      dzieki za zrozumienie. Myślę że wiesz o co mi chodzi a ja się zgadzam z twoją
      argumentacją.
      A poza tym... ja chyba potrzebuję takich tekstów jak autorki z 14 letnim stażem
      (zapomnialam nick). Wiem ze pewne rzeczy nie wrócą, zal mi tylko że mój mąż
      zapomniał ze można się starać o drugą osobę. On w swoim przekonaniu dba o mnie,
      o dom, o dziecko, kocha nas mocno, a ja mu nie przeszkadzam rozczochrana, nie
      ogolona, podniecam go jak dawniej albo nawwet bardziej bo dojrzale. Tylko
      wiecie co? Ja mam czasem uczucie że on widzi we mnie żonę, matkę ale nie
      kobietę. Chciałabym czasem żeby mu zależało na tym żebym była wymalowana,
      wyczesana, w ekskluzywnej bieliźnie, etc. Chciałabym żeby mówił mi komplementy,
      obsypywał kwiatami, robił niespodzianki. A on poprostu przestał to robic. Nie
      zauważa jak coś zrobię, kupie sobie coś ładnego, wymaluję, ładnie pachnę, etc.
      TEGO MI BRAKUJE. A że to wszystko wiąże mi się z początkiem znajomości, no
      cóż...
      A tak dla wyjaśnienia to pobraliśmy się po 10 latach związku, teraz mamy 5 lat
      więcej.
      • edorka1 Re: vide-b 17.10.05, 23:04
        Ja - ta od stażu smile rozumiem co czujesz, to jest taki żal pomieszany ze świadomością przemijania samej siebie i z tym że chcesz być kochana pięknie. Każda z nas chce. Tyle, że życie - a zwłaszcza życie w Polsce - niestety- przydusza nas do ziemi. I za wszelką cenę nie trzeba się dać. Nie trzeba myślec co jest nie tak, ale jak jest pięknie pomimo tego co kłuje. Dostrzegać to co ładne.Życie nie jest sielanką - nie dodawaj sobie smutków. Z mężami też różnie bywa. Też ich dotyka upływ czasu, siwiejące skronie , praca której albo za dużo albo brak. Walczą ze swoim zmęczeniem i wkurzeniem i też wpadają w rutynę codzienności.I też ich ta rutyna wkurza. Ja w swojej miłości najbardziej cenię prawdę. Więc nie oczekuję komplementów od meża po nastu godzinach pracy kiedy ma oczy jak szparki.Podaję mu obiad po prostu.I on nie musi mi mówić komplementów - bo pomyśl - jesteśmy już razem tyle lat - czy to nie największy komplement? A wokół nas tyle rozstań...Miłość to nie tylko gwałtowny płomień - miłość to także - a może przede wszystkim - spokojne ciepło i pewność drugiej osoby.Wichry namiętności ustają, dobrze mieć potem port w bezpiecznych ramionach.I wiesz - może to nie takie głupie, że mężowi nie zależy na Twoim "wyczesaniu" - tylko pomyśl jakie męczące mogło by to być w drugą stronę... A tak na marginesie - przeczytałam te posty i hihi mnie jeszcze drżą kolana, i na telefony od ukochanego czasem bardzo czekam. I codzień dziękuję Bogu za tego człowieka, którego postawił na drodze mojego życia.
        • vibe-b Re: vide-b 17.10.05, 23:17
          Edorko, wiesz co...
          ja sobie Twoje posty wydrukuje i powiesze w widocznym miejscu
          przysiegam...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka