mispolonia
13.10.05, 23:14
życiem. Jest mi smutno. Gdzie się podziały te romantyczne chwile,
spontaniczność, drżenie kolan? Czy decdując sie na życie z jednym mężczyzną
muszę równocześnie zrezygnować z tych cudownych chwil poznawania,
zakochiwania, niepewności, nieśmiałości, emocji związanych z pierwszym
pocałunkiem, oczekiwania na telefon, na spotkanie, niespodziewane kwiaty,
etc. Mój mąż uważa że wszystko jest w porządku, kochamy się, możemy na siebie
liczyc. On nie może zrozumieć że tęsknię za tamtymi chwilami. On nie czuje
potrzeby bycia romantycznym, spontanicznym, osiągnął juz to co chciał, poza
tym dorósł, stał się ojcem, głową rodziny, wiecznie zapracowany, zarabia
przecież na rodzinę, jest odpowiedzialny. Kiedyś to ja byłam rozsądna do
bólu, a on zakochany wariat. Dziś ja marze o szaleństwie, on nie widzi
potrzeby. Tęsknię za tym co było, za staraniem się o siebie. Co mogę zrobić?
mam pogodzić się z tym że to bezpowrotnie minęlo? a może nie godząc sie na to
oddać się jakiemus flirtowi z obcym męzczyzną? Dlaczego mój facet jest
niereformowalny w tej kwestii?