Dodaj do ulubionych

A ja nie chcę do pracy!

10.12.05, 21:05
Oczywiście w nawiązaniu do podobnego wątku, zakładam przeciwny, choć wiem, że
nie jestem pierwsza, która to powiedziała.smile
Wszystkim niedowiarkom odpowiem, że owszem, można się malować przy noworodkusmile
Maluję się zawsze gdy wychodzimy (poza jedną awarią, gdy mały ryczał, a ja się
spóźniałam do lekarza), choć bywało, że robiłam to z nim w nosidełku. Spacerki
z nim są jak katharsis - uwielbiam spacerować z wózkiem. Jak było ciepło to
był to spacer do parku - książka - sklep - powrót. Tak jestem z tych
niedobrych mam, które wloką swoje dzieci po sklepach, choć mi się to ostatnio
zmienia - synek coraz więcej odbiera i budzi sie w sklepach, a wtedy ja myślę
już tylko jak stamtąd uciec. Ja wiem, że to nietypowe, ale łażenie z wózkiem
nie jeste dla mnie bezcelowe - bawię się w wynajdowanie nowych ścieżek, a
zwłaszcza górek (w ramach walki z tłuszczykiem:/) no i wreszcie cieszę się
światem. Mamy kochane jesienne - naprawdę to był dar od Boga/losu/KogośTam ta
jesień tegoroczna, wyobraźcie sobie, co by było, gdyby lało od września,
sypało śniegiem od listopada! NIe trzeba być najstarszym góralem, żeby takie
rzeczy pamiętać, a taka sytuacja by nas dosłownie upupiła w domach - już
naprawdę i na mur beton.
W ogóle odżywam intelektualnie - czytam więcej książek, słucham "lepszej"
muzyki. Gotuję też lepsze obiadki i...uzależniam się od netu, no ale to raczej
przejściowe.wink
Zdaję sobie doskonale sprawę, że jestem w wyjątkowej sytuacji. Nie dość, że
otaczają mnie mamy z dziećmi do lat dwóch i różnej sytuacji zawodowej - mam z
kim się spotykać i pogadać. Mam męza, który z radością zajmuje się synkiem,
choć nie zawsze mu się udaje go uśpićwink. Do tego mam zawód, który rozdziela
moją działalność na "etatową" w szkolnictwie i " własną". Jak zgadujecie -
właśnie do szkoły mi się nie chce wracać, bo moja ta moja "działalność własna"
doskonale mnie spełnia zawodowo a co lepsze - teraz wreszcie mam na nią czas!smile
Mamom, którym się wydaje, że jak pójdą do pracy, to wtedy będą mieć więcej
czasu dla siebie...no chyba się tylko wydaje. Ja wiem, że chodząc do pracy,
nie dość, że będę miała mniej czasu dla siebie, to jeszcze - przede wszystkim
- dla synka, co jeszcze bardziej obetnie ten mój osobisty czas: kiedy wrócę z
pracy przecież będę wolała go wykąpać niż pójść na siłownię. Praca (ta
etatowa) kojarzy mi się z rozdzierającą tęsknotą za synkiem i...już mnie wkurza!
Zaznaczam, że też byłam pracoholiczką, mam w pracy fajne kontakty z ludźmi no
i w ogóle fajną pracę. Nie spodziewałam się, że tak zareaguję, zwłaszcza,
kiedy słyszałam różne opinie koleżanek. Właściwie cały czas czekam, kiedy mi
się to zmieni i na razie...nie chcę tam wracać!
Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • agatkaros Re: A ja nie chcę do pracy! 10.12.05, 21:42
      A ja właśnie wróciłam do pracy od 7 grudnia. To dopiero trzy dni, ale jest
      spoko. Mam pracę "etatową", jak Ty to nazywasz, pracuję od 8 do 15. Mój synek
      ma 5 miesięcy, jest cudowny, wspaniale się rozwija, nadal karmię piersią, więc
      wykorzystuję przerwę na karmienie i wychodzę z pracy o godz. wcześniej. Mam to
      szczęście, że pracę mam blisko domu i droga z pracy do domu to kwestia 15
      minut. Synkiem zajmuje się niania, starsza pani, ciepła, czuła, do której mam
      zaufanie.
      Chodzenia do pracy nie odbieram jako katorgi. Nie rozumiem, przed czym chcesz
      przestrzec inne mamy, piszesz, że nie będziesz miała czasu, jak wrócisz na
      etat. Skąd o tym wiesz? przecież jeszcze nie wróciłaś.
      Ja znajduję czas i dla siebie, i dla synka, i dla męża, czego i Tobie życzę.
      • mart44 Re: A ja nie chcę do pracy! 10.12.05, 22:05
        > Chodzenia do pracy nie odbieram jako katorgi. Nie rozumiem, przed czym chcesz
        > przestrzec inne mamy, piszesz, że nie będziesz miała czasu, jak wrócisz na
        > etat. Skąd o tym wiesz? przecież jeszcze nie wróciłaś.
        > Ja znajduję czas i dla siebie, i dla synka, i dla męża, czego i Tobie życzę.
        MOże inaczej. Nie mówię, że nie znajdą czasu, tylko, że będą go miały mniej niż
        na macierzyńskim. Wydaje mi się to logiczne - teraz mam różne zajęcia, później
        będę mieć to samo plus praca, więc czasu z dzieckiem mniej. A jak mniej czasu z
        dzieckiem, to "ekscesy" w rodzaju siłowni, będą oczywiście na dalszym planie, w
        końcu nie chcę mu zniknąć z oczu. W każdym bądź razie będzie to wszystko
        bardziej skomplikowane niż teraz.
        A w mojej pracy spędziłam już 5lat i doskonale wiem co będzie. Pracuję
        popołudniami - od 13 czasem nawet do 20, 20.30 wrócę po 21. Czyli wtedy, kiedy
        mój synek będzie spał. Uświadomiłam to sobie kiedyś i poczułam się bardzo
        paskudniesad. Dodatkowo, chociaż teoretycznie tak będzie tylko 3razy w tygodniu,
        wiem z praktyki, że może się rozciągnąć - mogę być potrzebna np. albo na cały
        dzień od rana do wieczora, albo na wszystkie dni w tygodniu. Oczywiście wszyscy
        będą wiedzieli, że mam małe dziecko, oczywiście wszyscy będą mi szli na rękę,
        ale oczywiście nie zawsze się da...
        • agatkaros Re: A ja nie chcę do pracy! 10.12.05, 22:14
          Ok, rozumiem już wszystko.
          Tak sobie myslę, że jednak mam szczęście smile)
          • mart44 Re: A ja nie chcę do pracy! 10.12.05, 22:24
            Masz, masz, a zazdroszczę Ci zwłaszcza tej opiekunki!smile
    • mama_helenki Re: A ja nie chcę do pracy! 10.12.05, 21:52
      O powrocie do pracy myślę z coraz większą niechęcią, chociaż to praca w
      prestiżowej firmie, lekka i dosyć dobrze wynagradzana smile A jednak żal mi każdej
      chwili, którą spędzę poza domem, z dala od mojej Córeczki. W domu zostanę
      pewnie jeszcze 3 lata, chociaż w pracy zastrzegłam, że dopiero po upływie 1,5
      roku ostatecznie zdecyduję, czy wracam po 2 latach, czy wykorzystuję urlop
      maksymalnie. Mam nadzieję, że ten czas, kiedy będę z nią, uda mi się dobrze,
      mądrze wykorzystać. Helenka tyle się nauczy w ciągu tych pierwszych lat życia,
      a ja mam szansę wiele rzeczy jej pokazać, wytłumaczyć, opowiedzieć, przeżyć z
      nią!!! Żadna praca nie da mi tyle satysfakcji. Nie miałam pojęcia, że dziecko
      może dać tyle radości! smile
      • mueller2 Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 10:04
        mama_helenki napisała:

        > O powrocie do pracy myślę z coraz większą niechęcią, chociaż to praca w
        > prestiżowej firmie, lekka i dosyć dobrze wynagradzana smile A jednak żal mi
        każdej
        >
        > chwili, którą spędzę poza domem, z dala od mojej Córeczki. W domu zostanę
        > pewnie jeszcze 3 lata, chociaż w pracy zastrzegłam, że dopiero po upływie 1,5
        > roku ostatecznie zdecyduję, czy wracam po 2 latach, czy wykorzystuję urlop
        > maksymalnie. Mam nadzieję, że ten czas, kiedy będę z nią, uda mi się dobrze,
        > mądrze wykorzystać. Helenka tyle się nauczy w ciągu tych pierwszych lat
        życia,
        > a ja mam szansę wiele rzeczy jej pokazać, wytłumaczyć, opowiedzieć, przeżyć z
        > nią!!! Żadna praca nie da mi tyle satysfakcji. Nie miałam pojęcia, że dziecko
        > może dać tyle radości! smile
        Nie zrozum mnie źle, nie chcę byc złośliwa. Ale mniej wiecej dwulatek jest
        spragniony kontaktów z rówiesnikami, nie tylko z matką. Pomyśl o tym, bo
        niechcący możesz wychować córeczkę na mała dzikuskę. Pomyśl tez o sobie, nie
        zamykaj swojego świata tylko i wylącznie wokól dziecka. Z Twojego
        postu "zawiewa" nadopiekuńczością i wręcz chorobliwym zainteresowaniem
        dzieckiem.


        • mama_helenki Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 11:01
          Mieszkamy na osiedlu, gdzie jest mnóstwo dzieci (kto choć raz był na Skoroszach
          w Warszawie wie o czym mówię) i kilkanaście albo więcej bardzo fajnych placów
          zabaw. To nowe osiedle, zasiedlone przez młode małżeństwa, przeważnie z małymi
          dziećmi (problem zacznie się za kilkanaście lat, kiedy obecne dzieci zaczną
          kibicować Legii wink - Tylko na naszej klatce, na tym samym piętrze, obok nas
          mieszkają trzy rodziny z dziećmi (1,5 roku, 9 i 4 m-ce), z którymi już teraz
          spotykamy się bardzo często, a więc samotność i wyizolowanie Helence nie grozi.
          Gdybym wróciła do pracy, oznaczałoby to 8 godz. + w sumie 2 godz. dziennie
          dojazdów, czyli poza domem byłabym 10 godzin. W tym czasie moje dziecko
          musiałoby pójść do przedszkola (a 2-letnie dziecko + przedszkole = ciągłe
          choroby - widzę to obserwując co się dzieje z dziećmi koleżanek, które musiały
          posłać dziecko do przedszkola), a potem jeszcze przez kilka godzin zostać z
          opiekunką. Rodziny nie mam "pod ręką", więc byłaby to obca osoba. Po maturze
          przez kilka miesięcy i ja tak pracowałam - dziecko którym się opiekowałam przy
          mnie uczyło się chodzić i mówić, a po pewnym czasie było bardziej przywiązane
          do mnie niż do matki (bo ja cały czas poświęcałam jemu, a matka po powrocie z
          pracy musiała zająć się obiadem, gotowaniem, sprzątaniem, praniem, mężem,
          starszym dzieckiem...) Kiedy spotykałyśmy wracającą z pracy mamę pod blokiem,
          dziecko witało się z nią, po czym biegło do mnie... Chociaż matką była bardzo
          dobrą, kochającą.

          W sumie myślę, że lepiej jest zostać z dzieckiem przez 3 lata.

          Być może przesadzam, wiem, ale bardzo trudno o rozsądek kiedy się tak kocha
          swoje Maleństwo. Może więc masz rację, i nie poczytuję Ci tego postu za
          złośliwość.

          Co do mojego świata - nie ogranicza się on do dziecka. Pracuję nawet teraz, dla
          wydawnictwa, mam jakieś drobne zlecenia z innych miejc, od czasu do czasu bawię
          się w robienie stron internetowych, no i nareszcie czytam książki (czego mi
          bardzo brakowało smile

          Mam więc nadzieję, że mj wybór nie jest jednak taki głupi.
          Pozdrawiam
          • mueller2 Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 12:04
            Nie napisałam, że Twój wybór jest głupi. Nie mam prawa oceniać ani tak
            twierdzić. Zaintrygowała mnie tylko Twoja postawa wobec kwestii wychowywania
            dziecka.

            (a 2-letnie dziecko + przedszkole = ciągłe
            > choroby - widzę to obserwując co się dzieje z dziećmi koleżanek, które
            musiały
            > posłać dziecko do przedszkola),

            Tu się akurat z Tobą nie zgodzę. Nie jest to regułą. Bardzo wiele zależy
            właśnie od matki, czy dziecko będzie chorować. Moja starsza córka poszła do
            żłobka w wieku 2 lat /jedyna w grupie potrafiąca samodzielnie korzystać z
            toalety/. Nie chorowała i nie choruje.
            Poza tym masz pozytywne podejście do życia, ciekawe tylko na ile jest ono
            prawdziwe. Jeśli tak jest w istocie, jak piszesz to uważam, że powiniście z
            mężem jak najszybciej postarać sie o kolejne dzieci. Podzieli to troche Twoja
            uwagę skoncentrowana na jednym tylko dziecku i być może zburzy opisywaną idyllę.
            • kayah73 Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 14:35
              mueller2 napisała:
              > Poza tym masz pozytywne podejście do życia, ciekawe tylko na ile jest ono
              > prawdziwe. Jeśli tak jest w istocie, jak piszesz to uważam, że powiniście z
              > mężem jak najszybciej postarać sie o kolejne dzieci. Podzieli to troche Twoja
              > uwagę skoncentrowana na jednym tylko dziecku i być może zburzy opisywaną
              > idyllę.

              Strasznie mnie to rozbawilo. Mamo_helenki, jestes zbyt szczesliwa (i do tego
              zadowolona z meza - a fuj!), powinniscie z mezem zrobic wszystko co w Waszej
              mocy zeby "zburzyc te idylle".


        • kayah73 Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 14:54
          mueller2 napisała:
          > Ale mniej wiecej dwulatek jest
          > spragniony kontaktów z rówiesnikami, nie tylko z matką. Pomyśl o tym, bo
          > niechcący możesz wychować córeczkę na mała dzikuskę.

          Taki maly przyklad - ja i moja siostra (mlodsza ode mnie 16 lat).
          Ja bylam wychowywana po rodzinie, zlobkach i przedszkolach, mozna bylo mnie
          zostawic z kimkolwiek, kazdy byl moim przyjacielem. Mama pracowala na 1.5
          etatu, widywalam ja rzadko. Zadne tam karmienie piersia, spanie z dzieckiem i
          te rzeczy. Bylam na prawde bardzo samodzielna od najmlodszych lat.
          Moja siostra natomiast byla niemal tylko i wylacznie z mama przez pierwszych 5
          lat swojego zycia - wiazalo sie to z emigracja i ciaglymi przeprowadzkami, mama
          nie znala jezyka, chwile trwalo zanim znalazla sobie i siostrze kolezanki. Mama
          karmila ja piersia przez prawie 3 lata, a spaly razem chyba przez 5 lat (bylo
          b. ciezko finansowo i po prostu mialy tylko jedno lozko). Kiedy siostra poszla
          do szkoly, rzeczywiscie ja zatkalo - doszla do tego bariera jezykowa.

          Teraz siotra ma 16 lat i jest osoba niesamowicie towarzyska, bardzo pewna
          siebie w bardzo pozytywnym tego slowa znaczeniu - nie arogancka, po prostu zna
          swoja wartosc, szanuje sie - i pomimo wlasnie 16 lat w zasadzie nie ma
          kompleksow, chociaz nie ma figury barbie ani rozanej cery. wink Ma ogromne kolo
          przyjaciol, bardzo latwo nawiazuje kontakty z ludzmi bez wzgledu na wiek
          (znalazla sobie kilka "babc" i "dziadkow" na obczyznie pomagajac w domu
          starcow). Od pierwszych klas bezustannie dostaje komentarze w szkole ze jest
          niezwykle wspolczujaca, pomocna i zyczliwa ludziom. Chce zostac psychologiem.
          A ja? smile Ja mialam dluuuga liste kompleksow i nieco krotsza liste fobii od
          zawsze, nawet w wieku 16 lat ludzie mnie denerwowali i bylam raczej odludkiem,
          profesje wybralam sobie taka, zeby jak najmniej miec kontaktu z ludzmi, itd.

          Nie pisze tego zeby narzekac, tylko po to zeby pokazac ze na to nie ma reguly.
          Siostra pomimo na prawde niemal zerowej socjalizacji w wieku dzieciecym jest
          osoba bardzo otwarta i bardzo do ludzi. Ja pomimo bardzo intensywnej
          socjalizacji w tym samym wieku, czesto nie bardzo umiem sie wsrod ludzi znalezc.
          • mueller2 Re: A ja nie chcę do pracy! 11.12.05, 15:44
            Nie popadajmy w skrajności. Chodzi mi o normalność, normalny człowiek ma złe i
            dobre dni. Każdy normalny człowiek ma tez w sobie negatywne emocje, które chcąc
            niechcąc czasem ujawnia. Jestem daleka od oceniania mamy_helenki, wyrażam swoją
            opinię na temat świata, jaki wyłania się pokrótce z jej postu.
      • bomba001 Re: A ja nie chcę do pracy! 12.12.05, 09:19
        1. dzieciom wcale nie słuzy "mamusiowanie" przez 3 lata, też maja nas dosyć-
        chcą byc somodzielne, miec własnych przyjaciół, pragną wyzwań. 1 rok - chyba
        optymalnie
        2. wcale nie wiem czy firma cie przyjmie z otwartymi rękami po 3 latach-zmieni
        sie kierownictwo i cie po prostu zapomną..
        3. dziecko 2 a 3 letnie posłane do przedszkola choruje tak samo-wynika z moich
        obserwacji. najmniej chorują, są najlepiej rozwiniete intelektualnie, asertywne
        i zadowolone z życia dzieci które wcześniej chodziły do żłobka- wynika z
        obserwacji grupy przedszkolnej mojego syna i znajomych. jedo już nie wyśle do
        żłobka, ale córeczkę, któ wie. ale zapewnienie jej mojego"nadzoru" przez 3 lata-
        brrrr...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka