Oczywiście w nawiązaniu do podobnego wątku, zakładam przeciwny, choć wiem, że
nie jestem pierwsza, która to powiedziała.

Wszystkim niedowiarkom odpowiem, że owszem, można się malować przy noworodku

Maluję się zawsze gdy wychodzimy (poza jedną awarią, gdy mały ryczał, a ja się
spóźniałam do lekarza), choć bywało, że robiłam to z nim w nosidełku. Spacerki
z nim są jak katharsis - uwielbiam spacerować z wózkiem. Jak było ciepło to
był to spacer do parku - książka - sklep - powrót. Tak jestem z tych
niedobrych mam, które wloką swoje dzieci po sklepach, choć mi się to ostatnio
zmienia - synek coraz więcej odbiera i budzi sie w sklepach, a wtedy ja myślę
już tylko jak stamtąd uciec. Ja wiem, że to nietypowe, ale łażenie z wózkiem
nie jeste dla mnie bezcelowe - bawię się w wynajdowanie nowych ścieżek, a
zwłaszcza górek (w ramach walki z tłuszczykiem:/) no i wreszcie cieszę się
światem. Mamy kochane jesienne - naprawdę to był dar od Boga/losu/KogośTam ta
jesień tegoroczna, wyobraźcie sobie, co by było, gdyby lało od września,
sypało śniegiem od listopada! NIe trzeba być najstarszym góralem, żeby takie
rzeczy pamiętać, a taka sytuacja by nas dosłownie upupiła w domach - już
naprawdę i na mur beton.
W ogóle odżywam intelektualnie - czytam więcej książek, słucham "lepszej"
muzyki. Gotuję też lepsze obiadki i...uzależniam się od netu, no ale to raczej
przejściowe.

Zdaję sobie doskonale sprawę, że jestem w wyjątkowej sytuacji. Nie dość, że
otaczają mnie mamy z dziećmi do lat dwóch i różnej sytuacji zawodowej - mam z
kim się spotykać i pogadać. Mam męza, który z radością zajmuje się synkiem,
choć nie zawsze mu się udaje go uśpić

. Do tego mam zawód, który rozdziela
moją działalność na "etatową" w szkolnictwie i " własną". Jak zgadujecie -
właśnie do szkoły mi się nie chce wracać, bo moja ta moja "działalność własna"
doskonale mnie spełnia zawodowo a co lepsze - teraz wreszcie mam na nią czas!

Mamom, którym się wydaje, że jak pójdą do pracy, to wtedy będą mieć więcej
czasu dla siebie...no chyba się tylko wydaje. Ja wiem, że chodząc do pracy,
nie dość, że będę miała mniej czasu dla siebie, to jeszcze - przede wszystkim
- dla synka, co jeszcze bardziej obetnie ten mój osobisty czas: kiedy wrócę z
pracy przecież będę wolała go wykąpać niż pójść na siłownię. Praca (ta
etatowa) kojarzy mi się z rozdzierającą tęsknotą za synkiem i...już mnie wkurza!
Zaznaczam, że też byłam pracoholiczką, mam w pracy fajne kontakty z ludźmi no
i w ogóle fajną pracę. Nie spodziewałam się, że tak zareaguję, zwłaszcza,
kiedy słyszałam różne opinie koleżanek. Właściwie cały czas czekam, kiedy mi
się to zmieni i na razie...nie chcę tam wracać!
Pozdrawiam!