Dodaj do ulubionych

Do niewyrodnych matek

    • kicia031 Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 11:31
      Moj 9-miesieczniak nie dostaje klapsow, bo to nie metoda wychowawcza na tak
      male dziecko. Natomiast starszak, jak byl 4 - 5 latkiem czasami dostawal klapsa
      (bardzo rzadko) i to mu dobrze robilo... jestem wrogiem bicia dzieci, ale nie
      jestem swieta i czasami zdarza mi sie wyjsc z siebie, i mam do tego prawo.
      • driada2 Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 11:58
        >czasami zdarza mi sie wyjsc z siebie, i mam do tego prawo.

        a pozniej, tak uczone dzieci, w mysl zasady biję, jako silniejszy, bo mam do
        tego prawo, biją niedoleznych, zdziecinnialych rodzicow.
        • mkolaczynska Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 12:04
          driada2 napisała:

          > >czasami zdarza mi sie wyjsc z siebie, i mam do tego prawo.
          >
          > a pozniej, tak uczone dzieci, w mysl zasady biję, jako silniejszy, bo mam do
          > tego prawo, biją niedoleznych, zdziecinnialych rodzicow.
          mi klapy dawali a strauszek na ulicy jakoś nie kopie w myśl twojej mądrej
          zasady.
          • driada2 Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 12:06
            a moj sasiad kopal- wlasna matke
            • mkolaczynska Re: Do niewyrodnych matek 02.03.06, 12:20
              driada2 napisała:

              > a moj sasiad kopal- wlasna matke
              i czego to dowodzi? Ja nie kopie on kopał bo sądze ze już nie kopie.
              Są tu panie co podbno były bite w dzieciństwie a swoich dzieci nie tkną nawet
              palcem.
              Człowiek człowiekowi nierówny i na pewno nie jest dla mnie wytłumaczeniem ze
              był bity a nawet katowany w dzieciństwie, czy też źle go wychowali.
              • bea.bea byłam bita w dzieciństwie 02.03.06, 12:27
                swojego dziecka nie bije...na ludzi wyszłam , staruszka nie uderzę....ale czy
                jestm do końca normalna???

                nie...nie mam wspomnień...mam bardzo wysoki poziom agresji...i potrafilabym
                udrzyć ...nawet dziadka...i tylko ja wiem ile kosztuje mnie panowanie nad nerwami...
                długo pracowałam nad własna samooceną...i często nadrabiam miną własny strach....

                moi rodzice ne katowali mnie...po prostu dostawałam lanie...za nieodrobione
                lekcje...za zwalone słoiki w super samie....za złe zachowanie....za pyskowanie....
                takie wychowawcze lanie....bez pręg na plecach....

                i oczywiście zgodze sie ze zdaniem koleznki
                >czasami zdarza mi sie wyjsc z siebie, i mam do tego prawo.


                ale jestem pewne , że jesli jej dziecko wyjdzie z siebie, bo np pragnelo zabawki
                a jej nie dostalo.....i rzuci sie na ziemie, albo walnie matkę....( w końcu tez
                ma prawo do nerwów...a inaczej ich nie umie okazywać) to co zrobi jego
                mama......da mu uspokajającego klapsa....i co????
                paranoja jakaś???

                czyli ...co wolno wojewodzie , to nie tobie smrodzie....!!!
                • mkolaczynska Re: byłam bita w dzieciństwie 02.03.06, 12:37
                  bea.bea napisała:

                  > swojego dziecka nie bije...na ludzi wyszłam , staruszka nie uderzę....ale czy
                  > jestm do końca normalna???
                  >
                  > nie...nie mam wspomnień...mam bardzo wysoki poziom agresji...i potrafilabym
                  > udrzyć ...nawet dziadka...i tylko ja wiem ile kosztuje mnie panowanie nad
                  nerwa
                  > mi...
                  > długo pracowałam nad własna samooceną...i często nadrabiam miną własny
                  strach..
                  > ..
                  >
                  > moi rodzice ne katowali mnie...po prostu dostawałam lanie...za nieodrobione
                  > lekcje...za zwalone słoiki w super samie....za złe zachowanie....za
                  pyskowanie.
                  > ...
                  > takie wychowawcze lanie....bez pręg na plecach....
                  >
                  > i oczywiście zgodze sie ze zdaniem koleznki
                  > >czasami zdarza mi sie wyjsc z siebie, i mam do tego prawo.

                  ALE MY NIE MÓWIMY O KATOWANIU ANI FIZYCZNYM ANI PSYCHICZNYM MY MÓWIMY O
                  KLAPSIE, EW PRESJI SPOŁECZNEJ. I dlaczego uważasz ze jedno jest lepsze od
                  drugiego?

                  >
                  >
                  > ale jestem pewne , że jesli jej dziecko wyjdzie z siebie, bo np pragnelo
                  zabawk
                  > i
                  > a jej nie dostalo.....i rzuci sie na ziemie, albo walnie matkę....( w końcu
                  tez
                  > ma prawo do nerwów...a inaczej ich nie umie okazywać) to co zrobi jego
                  > mama......da mu uspokajającego klapsa....i co????
                  > paranoja jakaś???
                  >
                  > czyli ...co wolno wojewodzie , to nie tobie smrodzie....!!!
                  no widzisz chodzi ciągle o to ze fakt zarówno ty uczysz dziecko jak i ono
                  ciebie.
                  Więc co jak nie chce z tej podłogi wstać to mam mu powiedzieć bo wrócimy do
                  domu? pójść sobie z działu zabawek? Najpierw to co powiem musi do niego
                  dotrzeć, a raczej nie uda ci się tego zrobić jak ryczy i rzuca sie na
                  ziemie,Dobra dasz mu tą zabawke którą chce pochodzicie po sklepie a potem
                  zapomni i ok da się, ale fotela z pociągu mu nie wyciagniesz co?
                  Więc co wtedy zrobisz?
                  • bea.bea Re: byłam bita w dzieciństwie 02.03.06, 12:53
                    wiesz co..mimo całej sympati do ciebie...nie chce mi sie juz pisac....

                    jestem mamą 2,5 letniego faceta i nie obce są mi problemy tego wieku.....jak
                    sobie z nektórymi dałam radę pisałam wyżej...

                    i teraz stwierdzam , że albo mam cudowne dziecko, albo sama jestem
                    geniuszem..smile))...bo jakos potrafie sobie dac rade bez klapsów....a ostatnio
                    własciwie codzienni słysze...idź sobie..nie pójdę...zostane sam...niebede sie
                    myc...kup mi to...nie pójde do przedszkola, idx sama...nie lubie cie...ostatnio
                    nawet jesteś głupia....

                    też czasem mnie ponosi...ale wtedy biore głeboki wdech..i mówię owszem pójde
                    sobie ...ale z tobą...i albo idziesz ze mna , albo cie tam zawloke....to inna
                    forma sadyzmu..smile))
                    • a.lenard Re: byłam bita w dzieciństwie 03.03.06, 08:16
                      podczytuje was od paru dni smile i myslę ze bicie dzieci to jakiś koszmar. Dobrze
                      pamietam jak dostawałam tęgie lanie i do dziś jak o tym myslę to mam poczucie
                      ze Matka mocno mnie tym skrzywdziła. Nie mówię o klapsach ale o laniu. A co do
                      klapsów to narazie radzę sobie bez nich. Co prawda moj brzdac ma dopiero
                      roczek, ale takie dzieci ponoc juz dostaja klapsy. Zdarza mi się ze wychodzę z
                      siebie. Np.jest godz.24 a Mała nie śpi, ryczy, wrzeszczy, nie idzie ja uśpić.
                      Wychodze do innego pokoju, liczę do dziesięciu i wracam z usmiechem na twarzy i
                      nową dawką siły i energii na to , żeby sie nią zająć. Przecież takie dziecko
                      nie rozumie ze ty jestes zmęczona i chcesz iść spać. To taka niewinna mała
                      istotka, która ufa tobie w 100% i weż teraz ją uderz???!!! Ja bym nie umiała
                      • a.lenard Re: byłam bita w dzieciństwie 03.03.06, 21:32
                        nie mówię zeby nie dawać klapsów!! poprostu narazie moje jest za małe i nie mam
                        takiej potrzeby. Ale napewno kiedys dostanie klapsa jak zasłuzy. Ale lać nie
                        będę. Bo to dwie rózne sprawy smile
    • businka Re: Do niewyrodnych matek 03.03.06, 14:57
      łłłłooo Boże! Słabi mnie jak takie coś słyszę. Mam 15 miesięcznego Mlodego, którego tak między Bogiem i prawdą nic nie ruszy poza klapsem. A próbowałam wielu sposobów. Sama z dzieciństwa pamiętam, że jedyna rzecz jakiej się baam to manto. Moi rodzice (cudowni, wspaniali!!!!!) nie srali się i jak coś wywinęłam to dostawałam w dupsko~! I co! Na dobre mi to wyszło. Wychowałam się w starej, "chacharskiej" dzielnicy Katowic- wielu moich kolegów i koleżanek z podwórka siedzi w pierdlu, chleje jabole po sklepem lub ma kilkoro dzieci i wegetuje z zasiłków MOPSowskich - ja przynajmniej trochę na ludzi wyszłam. Nie łam sie ludzkim pieprzeniem i żyj jak uważasz!
      • marghe_72 Re: Do niewyrodnych matek 03.03.06, 15:20
        businka napisała:

        > łłłłooo Boże! Słabi mnie jak takie coś słyszę. Mam 15 miesięcznego Mlodego,
        kt
        > órego tak między Bogiem i prawdą nic nie ruszy poza klapsem. A próbowałam
        wielu
        > sposobów. Sama z dzieciństwa pamiętam, że jedyna rzecz jakiej się baam to
        mant
        > o. Moi rodzice (cudowni, wspaniali!!!!!) nie srali się i jak coś wywinęłam to
        d
        > ostawałam w dupsko~! I co! Na dobre mi to wyszło. Wychowałam się w
        starej, "cha
        > charskiej" dzielnicy Katowic- wielu moich kolegów i koleżanek z podwórka
        siedzi
        > w pierdlu, chleje jabole po sklepem lub ma kilkoro dzieci i wegetuje z
        zasiłkó
        > w MOPSowskich - ja przynajmniej trochę na ludzi wyszłam. Nie łam sie ludzkim
        pi
        > eprzeniem i żyj jak uważasz!

        ???
      • lolinka2 Re: Do niewyrodnych matek 04.03.06, 15:10
        Do businka: tak, niewątpliwie TROCHĘ na ludzi wyszłaś, słownictwa w to nie
        wliczając akurat...

        Komentarz ogólny: bito mnie raz dziennie - taki typ byłam, i pewnie ze dwa razy
        dziennie za mało, uwzględniając akcje jakie organizowałam (np pięciolatka
        codziennie częstująca matkę publicznie najgorszą z możliwych usłyszanych u
        dziadka wiązanek i Bóg mi świadkiem, że wiem co mówiłam, i wiem co chciałam
        osiagnąć). Moje czteroletnie dziecko w tej chwili dostaje, kiedy inaczej się nie
        da, krzyczę, kiedy wymaga tego sytuacja, generalnie staram się nie wrzeszczeć (w
        moim zawodzie gardło to dość cenne urządzenie) i konsekwencją wymuszać posłuch,
        bo w pewnych sytuacjach tylko o wymuszeniu moze być mowa, ale ostatecznie
        dlatego dysponujemy władzą rodzicielską z jej przywilejami i obowiązkami, zeby
        swiadomie dojrzale ocenić sytację i podjąć odpowiednie kroki. Więc jeśłi mam
        akcję sklep typu "kup mi to i to i jeszcze tamto" i wyjaśnienie 'nie mogę,
        bo...' nie odnosi rezultatu a wręcz zaognia sytuację, mówię ostro 'dość, nie
        przeginaj, nie kupię ci tego i wiesz dlaczego, ale uważaj bo jak długo tak
        pomiauczysz, to będziesz miała bana na przyjemności przez dwa kolejne dni'. Biję
        za zwierzęta, niemowlaki krzywdzone mimo napomnienia, i pyskówki (ech,
        naturka...smile), których nie da rady załatwic inną metodą (tj. delikwentka nie
        chce słuchać).

        I nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. I kocham córkę mocno. I ona mnie też.
        A słuchać się chce, nie ze strachu tylko żebym była zadowolona - i ja i Stwórca,
        tak przynajmniej sama to wyjaśnia zapytana bez sugerowania.
    • niania40 Re: Do niewyrodnych matek 05.03.06, 19:37
      "a jak nie daj Boże
      powiem, że wilk obudzi sie i przyjdzie jak młody bedzie wrzeszczeć bez powodu,
      to zaburzam poczucie wolności.I stres wprowadzam."
      Dalas czadu matka!
      Co Ty za brednie o wilkach dziecku opowiadasz?
      No boj sie Boga, kobieto!
      A moze i lepiej by bylo, jakby Ci dziecko wziely, bo to madrzejsi rodzice i
      malzonkowie niz wielu ludzkich.wink))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka