kasiamel
03.04.06, 11:30
Zastanawiam sie, czy temat jest na miejscu, ale na pewno na czasie, zbliża sie
Wielkanoc. A oto historia, pytanie na koniec. A właściwie teraz. Kto na
chrzcie jest najważniejszy: dziadkowie, czy chrzestni?
Jaś ma 7 miesiecy, a my wciąż przekładamy datę chrztu. W Boże Narodzenie
chodziło o moją mamę- pracuje w Niemczech, przyjeżdża 1 w miesiacu, na 3 dni.
Jak dobrze pójdzie. Poza tym chrzestnemu nie pasowało- sprawy rodzinne. Moja
mama zapowiedziała,że imprezę przygotuje, bo chciała zrobić ja w mojej
rodzinnej miejscowości (300km od naszego obecnego miejsca zamieszkania). Ale
że przyjechała dwa dni przed świątami, daliśmy spokój, bo tak naprawdę mimo
obietnic, wszystko byłoby na głowie taty. Tak minął pierwszy termin. Od tamtej
pory przeprowadziliśmy sie na stałe do nowego domu (do jednych rodziców dalej
mamy 300km, do drugich 200). Od dawna wspominaliśmy, że święta Wielkanocne
będą u nas+chrzciny. Od 2tygodni problemy. Wszyscy sie wypinają, nikt nie chce
do nas przyjechać. Po wielkich bojach- "przyjedziemy, ale jak będzie chrzest".
No i planujemy chrzest, ale nasza mama chrzestna chce pojechać na świeta do
swoich rodziców(400km). No i zobiliśmy błąd, postawiliśmy jej ultimatum- albo
chrzest, albo rodzice. Woli jechać do rodziny, w sumie nie dziwie sie, jest w
ciązy i być może to jej ostatni wyjazd na dłuuuugi czas. Po jakimś czasie
przyszło mi na myśl, że to przecież dziecko i chrzestni, których sobie sami
wybraliśmy są na chrzcinach najważniejsi, nie nasi rodzice. To dla nich
frajda, fakt, ale dlaczego my musiemy sie takim kosztem do nich dostosowywać?
Chcą, przyjadą, nie to ich sprawa. Co robić? Skłaniam sie ku kolejnej dacie-
maj i kto będzie, ten będzie (mojej mamy prawdopodobnie nie). Pewnie wszyscy
sie obrażą. Oprócz chrzestnych. Jak wybrnąć z tej sytuacji? Zależy nam i na
rodzinie, i na chrzestnych. Naprawdę w grę nie wchodzi kto inny.