edycia274 21.08.06, 14:32 Puka młoda dziewczyna lub chłopak. Prosi o wysłuchanie i zaufanie. Prosi o szklanke wody, chleb i czy może się wykąpać. Pare takich sytuacji było u mnie na osiedlu. Jak byście zareagowały. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
juzkak Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:37 A jutro zapuka i zapyta czy ja przenocujesz.Potem przyprowadzi faceta.... Odpowiedz Link Zgłoś
iwonag25 Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:40 Dalabym chleb i wode, nawet kielbase, ale do domu bym nie wpuscila. Kiedys bylismy z mezem w markecie, siedzi bezdomny i prosi nas o bulke i kawalek kielbasy (czy bysmy mu nie kupili). Kupilismy mu kilka bulek, kielbase, parowki i napoj. W jego oczach zobaczylam taka radosc jak u dziecka. Tak troche odbieglam od tematu, ale tak mi sie przypomnialo. Odpowiedz Link Zgłoś
inia25 Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:38 w życiu bym nie wpuściła obcego do domu, a już nie po to żeby się wykąpał.... ble.... dam chleb/bułke/wedline dam coś do picia i powiem gdzie jest najbliższe schronisko gdzie ten ktoś będzie m ógł się wykąpać... Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:39 Własnie chciałam dokładnie to samo napisać co Inia Więc nie będe sie powtarzać. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:54 Gdyby zapukała zupelnie nie znana mi osoba, to niestety do domu bym jej nie poprosila. Na jedzenie musialaby poczekać na korytarzu. Zwyczajnie bym się bala o bezpieczeństwo moje i dziewczynek. Jednak jeśli znam kogoś i wiem, ze nie jest mu lekko, to czasami zdaża mi się robić, coś, czego w sumie chyba robić nie powinnam, np. przy moim miejscu pracy kręci się taki jeden bezdomny w katastrofalnym stanie. Którejś nocy dobijał się do drzwi wejściowych. Wiem, że on wie, iż w nocy mamy zamkniętą placówkę, więc to jego natarczywe pukanie mnie zainteresowało. Okazało się, ze chce wejść, bo jest mu potwornie zimno. Noc, mimo, że była już późna wiosna, faktycznie była mroźna. Wpuścilam go do środka, ale postawiłam krzesło tuż przy wejściu. Zrobiłam gorącą herbatę. Nie mogłam go tam przenocować, ale nie miałam sumienia zostawić go na zimnie. Posiedzialam z nim chyba 2 godziny, porozmawialiśmy o nim i niestety musiałam poprosić, by wyszedł. Dałam koc na drogę. Nie bałam się go. Zresztą był w takim kiepskim stanie, że zwyczajnie nie dałby sobie ze mną rady. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 15:27 W sklepie koło mojej pracy też często stoi bezdomny staruszek, naprawdę starszy pan, skromniutki, cichutki, porządny, nigdy alkoholem nie czuć. Jak kupuję sobie śniadanie często i jemu kupuje bułki i coś do tyvh bułek. Dwa budynki dalej mieści się świetlica, która oferuje darmowe posiłki, własnie bezdomnym, albo biednym. Chciałam go tam zaprowadzić, na co usłyszałam, że on wie i zna to miejsce, ale chodzić tam nie będzie. No i powiem, że od tej pory mam takie mieszane uczucia.... Widzę, że tam (do tej świetlicy - tam dają nie tylko obiady, ale posiłki 3 razy dziennie) przychodzi dużo osób. Dlaczego ten pan nie chce ? Woli żebrać od nieznajomych na ulicy ? Odpowiedz Link Zgłoś
shady27 Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:45 wogole bym drzwi nie otworzyla.....i caly czas tak robie, bo nigdy nie wiadomo kto jest po drugiej stronie Odpowiedz Link Zgłoś
kraxa w Gdansku jest bar mleczny Syrena 21.08.06, 14:58 wbrew skojarzeniom z nazwa, jest to bardzo przyzwoite miejsce, gdzie za male pieniadze mozna zjesc pyszny obiad- jadaja tam glownie studenci, ale takze ludzie pracujacy w okolicy. No i tam zawsze sa osoby ubogie niekoniecznie bezdomne, czesto schludni emeryci, ktorzy kupuja np. tylko zupe lub pol porcji pierogow, bo to nie przekracza 1 zl chyba. I normalna praktyka jest, ze ludzie z kolejki kupuja komus "pelen" obiad- bo tam np. kotlet z surowka i puree ziemniaczanym kosztuje 4 zlote, czy cos kolo tego. Gdyby ktos zapukal do domu dalabym co mam do jedzenia, na miescie zaprowadzilabym do syreny wlasnie, zeby sobie wybral, chocby i trzy dnania. Ale do domu nie wpuscilabym, szczegolnie "mlodej dziewczyny". Nie wiem czy kojarzycie jak zginela pani Listkiewiczowa- matka prezesa PZPN- u. Otoz przez dluzszy czas pomagala dziewczynie, narkomance, tamta jadla u niej, pewnie tez sie kapala, mogla sie przespac. I co? Ta cpunka poznala jakiegos typa, ktory ja namowil i przyszli i "dobra pania" zaszlachtowali z zimna krwia. Nie dziekuje. Natomiast pooc moze kazdy- idzie jesien, zima, mozna oddac do scroniska niepotrzebne ubrania, posciel, koldty, koce, a takze kupic srodki czystosci chocby najtansze- to tam schodzi w strasznych ilosciach. po smierci mojej bylej tesciowej nie chcialam zatrzymac jej rzeczy- posciel reczniki, poduszki, wszystko tam zawiozlam i wiem, ze na pewno bardzo sie przydaly. Lepiej niz wynosic na smietnik, gdzie sie pobrudza i zostana rozwloczone przez zwierzeta Odpowiedz Link Zgłoś
mieszkowamama Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:56 Koleżanki babcia kiedyś wpuściła bezdomnych do domu, bo chcieli się umyć, przebrać... Okradli ją! Daję czasem, jak zapukają do drzwi jakieś jedzenie (najczęściej są to dzieci), ale za nic nie wpuszczę do chałupy. Takie czasy... Odpowiedz Link Zgłoś
b.bujak Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 14:56 nie wpuszczam nikogo do domu; jak jestem sama ( lub z dzieckiem ) nie otwieram nawet drzwi... czasem, jeśli juz z rozpedu otworze drzwi, to daje jakies produkty, typu cukier, mleko, makaron, czy co tam mam... ale nie pozwalam wchodzic do domu - jak ide do kuchni po to, co moge dac, to zamykam drzwi i zostawiam delikwenta na korytarzu Odpowiedz Link Zgłoś
aleksandrynka Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 15:20 "Przykro mi, nie pomogę pani/panu" I to wszystko, co bym powiedziała. Przez chwilę zastanawiałam się nad wersją - "co do kąpieli nie pomogę, a wodę zaraz podam" ALE to wiąże się z otwarciem drzwi, czego staram się unikać nie znając osoby będącej po drugiej stronie. Gdyby w domu był mąż może bym otworzyła i podała wodę, w innym przypadku gadałabym przez drzwi lub domofon. Odpowiedz Link Zgłoś
mamkaantka moja mama dobrze zareagowała 21.08.06, 15:59 w takich sytuacjach zwykle zadajemy sobie pytanie, czy ten ktoś rzeczywiście potrzebuje pomocy, czy nas naciąga? Moja mama na zaczepkę pewnej pani która rzekomo zbierała pieniądze na jedzenie dla dziecka zaproponowała jej, aby uzbierała jagody (był wtedy sezon, a do lasu niedaleko), a ona jej za te jagody zapłaci - nie była zainteresowana ... Odpowiedz Link Zgłoś
mynia_pynia Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 16:15 To zależy, moja mama pracuje na stacji PKP i tam często kręcą się różni bezdomni ludzie. Jest jeden pan, taki koło 50, moja mama kilka razy ugościła go swoim obiadem, zapraszała na kawę, herbatę. Ja ile razy go widzę to zawsze Dzień Dobry i poczęstuje fajeczką. Ogólnie bardzo miły facet. Okazało się że gościu ma normalnie zonę i dzieci, jak jest dobrze i ma prace to żyją jak mąż i żona, a jak się pokłócą to facet idzie z domu tułać się po świecie, i tak czasem jest miesiąc u "nas" a czasem nie widzę go rok. Ooo mam całą kolekcje szklanek coca coli od niego bo jak zbierają różne kapsle to później wymieniają. Ogólnie facet przedsiębiorczy bo za zbieranie i wycinanie kuponów promocyjnych ma dużo fajnych rzeczy, czasami nawet sprzedaje a wszystkie kapsle, zdrapki itp znajduje po śmietnikach Odpowiedz Link Zgłoś
24lena Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 16:33 kiedys zaczepila mnie i mame na ulicy zebrzaca kobieta z dzieckiem-chciala pieniadze na jedzenie-ze bylo to blisko sklepu,kupilysmy z mama chleb,drodzowki,napoj i jakies owoce i poszlysmy zaniesc kobiecie...przy nas wyrzucila wszystko do kosza i powiedziala ze chciala pieniedzy... zawsze siadajac rodzina do wigilijnego stolu mowilismy ze ugoscimy bezdomnego...ale tak na codzien niewpuscila bym,szczegolnie ze jestem sama w domu,jedzenie-owszem dalabym,i to bylo by wszystko to co moge zrobic...przykro mi ale bezpieczenstwo mojego dziecka i moje stawiam na pierwszym miejscu...jak ktos juz powiedzial-takie czasy Odpowiedz Link Zgłoś
ibulka Re: Pomoc bezdomnemu? 21.08.06, 17:02 Raz na jakiś czas pukali do nas do mieszkania różni ludzie z prośbą o pomoc. Pieniędzy nie dawałam, jedzenie owszem - pieczywo, więdlinę, butelkę soku albo wody mineralnej... Nigdy nie wpuściłabym do domu. Teraz mieszkamy w domku, więc żebranie się skończyło. Odpowiedz Link Zgłoś