Gość: guest
IP: *.*
17.10.01, 12:49
Właśnie wróciłam z wakacji w Turcji i chcę się podzielić moim zaskoczeniem dotyczącym traktowania dzieci w tym kraju.Już po przybyciu do hotelu mój Misiu wzbudził zainteresowanie całej (męskiej!) obsługi. W czasie posiłków kelnerzy co chwilę zagadywali do niego, brali na ręce, całowali i przytulali. Podobny entuzjazm okazywali recepcjponiści. Do tąd właściwie jeszcze się nie dziwiłam (w końcu miła obsługa to ich obowiązek służbowy), prawdziwy szok przyzyłam w czasie pierwszych spacerów po mieście. Praktycznie nie było straganu ani kanjpki z których nie dochodziłyby wyrazy zachwytu i zainteresowania dzieckiem. Wystarczyło go na chwilę puścić między stragany , a zaraz wracał z jakimś upominkiem. Najczęściej przypinanomu do ubranek małe broszki - amulety, dostał też małego słonika z alabastru.Kolejny szok przyeżyłam w autobusach- widok rodzica z dzieckiem powodował zrywanie się na równe nogi wszystkich pasażerów z pobliża. Co ciekawe, ustępowano miejsca rodzicowi z dzieckiem - wszystko jedno czy to matce czy ojcu. Zabawnie wygladała sytuacja gdy Misiu na rękach taty spowodował zerwanie się z siedzenia straszej Turczynki.Wszekie wycieczki i zwiedzane nie stanowiły najmniejszego problemu, bo nawet gdy chcielismy na kilka czy kilkanascie minut zajrzeć w jakieś miejsce niedostępne dla dzieci zawsze w poblizu znalazł się Turek chętny do zajęcia się dzieckiem.Któregoś razu nie wytrzymałam i zapytałam jednego Turka dlaczego oni, muzułmańscy mężczyżni tak bardzo okazują zainteresowanie dziećmi podczas gdy w Europie takie reakcje są zarezerwowane głównie dla kobiet. Uzyskałam odpowiedź, że dzieci są życiem, dzieci to strzały w przyszłość i że im więcej dzieci tym lepiej.A ja myślałam , że w krajach zachodnich męzczyżni są bliżej rodziny niż na wschodzie ,gdzie podobno od dzieci są kobiety ?!?