Dodaj do ulubionych

Płać pacjentko, płać...

IP: *.* 29.01.02, 23:19
Bylam dzis u lekarza, przyznam, ze jestem zazenowana.Prywatna przychodnia obsadzona slawami.Moj problem - wczesna ciaza i minimalne plamienie.Co zrobil lekarz:1. skierowal na test ciazowy w celu wykrycia ciazy (30 zl) - po co, jak rownoczesnie robilam usg?2. skierowal na usg w celu wykrycia ciazy (80 zl) - standard 3. zlecil zrobienie hormonow ciazowych (chwala mu, bo plamienie mnie zaniepokoilo) - 30 zlDodatkowo skasowal mnie na 100 zl (cena wizyty).I wszystko byloby pieknie, ale:1. lekarz nie zainteresowal sie moja waga2. nie zaintoresowalo go rowniez moje cisnienie3. malo tego - nie wypisal zadnej karty ciazy ani nie ustalil terminu porodu. Za to byl bardzo zainteresowany, kiedy TO sie stalo ;) Hehe, ksiegowosci nie prowadze, a szkoda, moglabym mu przeciez opowiedziec nie tylko kiedy, ale i jak sie TO stalo ;) I wiecie co? Rece mi opadly. Nie mam pretensji do stawek - wiedzialam, ze ide prywatnie, widzialam, ze musze zaplacic (wyszlo razem prawie 300 zl). Chodzi mi raczej o to, ze lekarz potraktowal mnie jedynie jak dostarczyciela pieniadza, a nie pacjenta, ktorego nalezy obsluzyc kompleksowo.I glupio mi z tym jakos.Malo tego - jestem zazenowana.
Obserwuj wątek
    • Gość: YennaM Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 29.01.02, 23:31
      Ach, jako puente dodam moje postanowienie: TE CIAZE POPROWADZI NORMALNY LEKARZ Z PRZYCHODNI. Coz, jak widac jestem ciagle w tej oszalamiajacej wiekszosci, ktora wciaz nie widzi roznicy ;)PozdrawiamYM
    • Gość: AnnaM Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 00:00
      Mnie w tej przychodni już napewno by nie oglądali,nie dosyć,ża płacisz i to nie małe pieniądze to jeszcze takie traktowanie.Niejeden lekarz w rejonowej przychodni lepiej by się zajął Tobą niż ten z prywatnej.Ja z obiema ciążami chodziłam do rejonowej przychodni i byłam bardzo zadowolona.Ale to może moje szczęście,że trafiłam na dobrych lekarzy.Jak czytałam Ty także zamierzasz iść gdzie indziej-i tak trzymać.Nie dajmy im zarabiać jak nie zasługują.Pozdrowienia.Kuki
    • Gość: IwonaS Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 07:05
      To co Ci się prztrafiło to faktycznie jest nie do przyjęcia. Ja jednak nie jestem taka surowa do prywatnych lekarzy. Uważam, że porządni lekarze są zarówno wśród prywatnych i nieprywatnych. Jestem w 3 miesiącu ciąży i chodzę do prywatnego lekarza. Jest moim lekarzem już od dawna, bo przygotowywał mnie do ciąży, za wizytę płacę 40 zł, USG - 55 zł, a ewentualne lekarstwa przepisuje mi pollskie, bo mówi że nie ma potrzeby przepłacać, jeśli mają taki sam skład jak zagraniczne. Poza tym doradza mi co powinnam jeść i takie różne inne rzeczy o których nie miałam pojęcia. Gdyby ktoś mi polecił dobrego lekarza z przychodni to też może bym spróbowała, jednak narazie do lekarza z przychodni nie pójdę bo się boję. Moja koleżanka starciła dziecko przez jakiegoś szarlatana z przychodni bo myślała, że jak idzie "państwowo" to już nie musi płacić. Płód obumarł w 8 miesiącu ciąży! Dla mnie to jest zaniedbanie lekarza.PozdrawiamIwona S.
    • Gość: erato Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 08:57
      Witaj Yenna :hello:Obecnie prowadzi mnie prywatny lekarz (od dwóch lat) i do żadnego innego już nie pójdę. Wcześniej pod opieką państwowych lekarzy (trzech) straciłam ciążę :(. Być może tak stałoby się tak czy inaczej, ale trafiłam na Karową z niewielkim plamieniem, a lekarka nie zrobiła NIC. Na usg stwierdziła ciążę i powiedziała, że wszystko dobrze i żebym poszła do domu. Żadnych dodatkowych badań, żadnego zapobiegania :( Dwa dni później było już po ciąży :( Trafiłam już z poronieniem w toku do szpitala na Solcu i tam poznałam mojego obecnego lekarza. I tu trzeba zaznaczyć, że państwowo zajął się mną tak, że wiedziałam od razu, że nikogo innego jako lekarza nie chcę. No i tak zostało. Obecnie jestem w 22 tygodniu ciąży, a ponieważ po drodze miałam jeszcze jedno poronienie, jestem do granic możliwości przewrażliwiona. ZAWSZE, kiedy coś mnie zaniepokoi, mój lekarz przyjmuje mnie natychmiast w szpitalu lub u siebie. W takich wypadkach ani za wizytę, ani za usg, ani za inne badania nie płacę NIC. Za normalną wizytę płacę 90 zł, za usg tyleż samo. I wiesz co? Fakt, to są spore pieniążki, zwłaszcza, jeśli się ich nie ma. Ale ja nie zamieniłabym mojego doktora za nic i na nikogo na świecie. Tylko tylePozdrawiamJustyna&Brzunio :spookie:
    • Gość: Lusia Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 09:35
      Witaj, chciałam ci tylko powiedzieć, że świetnie cię rozumiem. Coraz częściej lekarze myślą o własnych korzyściach a pacjent schodzi na drugi plan.:gun: Na szczęście nie zawsze tak jest. Kiedy byłam w ciąży siedem lat temu z pierwszym dzieckiem też chodziłam prywatnie, owszem był miły ale kasował równo. Czasami wypadała wizyta dwa razy w miesiącu i był to dla mnie nie mały wydatek, ale jak to chodzić państwowo? - tak wtedy myślałam. Kiedy lekarz prowadzący mnie przyszedł na obchód gdy byłam w bólach powiedział mi tylko dzień dobry. Nawet mnie nie zapytał czy może mi jakoś pomóc? Wtedy też postanowiłam, że nie będę chodzić prywatnie i nabijać im kabzy. Planuje kolejną ciąże i przechodnie prywatne będę omijać z daleka. Wolę te pieniądze przeznaczyć na wyprawkę dla dziecka. To tyle moich wywodów. Pozdrawiam cię gorąco i powodzenia :hello:
    • Gość: YennaM Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 10:55
      Moze nie bylabym tak zniesmaczona, gdyby to byl moj pierwszy kontakt z ta przychodnia.Pierwsza ciaze tez prowadzil mi lekarz stamtad (oj, nie wiece nawet, jaka to byla slawa!).Moje przemyslenia: szkoda bylo czasu i pieniedzy na taka watpliwa "usluge".Dlaczego?A dlatego, ze absolutnie nigdy nikt w czasie ciazy nie zainteresowal sie tetnem plodu (nie bylo osluchiwania),dlatego, ze moje problemy (bylam strasznie nerwowa, wrecz reagowalam na wszystko histerycznie) byly ignorowane.Bylo tak - wizyta, wyniki, placenie. I czesc. Zero poczucia bezpieczenstwa, ktorego oczekuje ciezarna od lekarza.Wlasciwie w 8 miesiacu ciazy bylam o krok od zmiany lekarza.Do czego zmierzam?Czesto lekarze wykorzystuja swoja pozycje zawodowa, swoje stanowisko wlasnie przy prywatnej praktyce. To, ze szpitale sa pelne pacjentek lekarzy w nich pracujacych - to juz przestalo wszystkich dziwic.To, ze dopiero opieka prywatna gwarantuje zainteresowanie pacjentka w tymze szpitalu, to tez jest fakt znany powszechnie.Coz, prywatne wizyty staly sie forma zawoalowanego lapowkarstwa (ja w kazdym razie w poprzedniej ciazy tak podeszlam do problemu), bo przeciez lekarzowi placi sie mase pieniedzy w dlatego oczekuje zwyklego zainteresowania, ktore powinien okazac nie dlatego, ze jestem jego pacjentka, ale dlatego, ze leze w szpitalu, w ktorym on pracuje.Jak powiedzialam - nie mam pretensji do stawek, ale raczej do braku adekwatnosci stawki do uslugi.Od wczoraj traktuje lekarza jak zwyklego przediebiorce.I to mnie zaczyna przerazac.Naprawde.PS: Wiem, ze jest masa lekarzy, ktorzy absolutnie nie pasuja do wzorca przeze mnie opisanego.
    • Gość: Agata Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 11:33
      Yenno, po pierwsze na pewno wiele dziewczyn chciałoby sie dowiedzieć, z jakiej placówki masz tak złe doświadczenia, ew. nazwisko lekarza.Po drugie - wiem, że to twoja nie pierwsza ciąża, więc doświadczenie masz. Chciałabym Ci jednak powiedzieć, że w moich obu ciążach miałam założoną kartę ciąży i wszelkie procedury z tym związane (waga, ciśnienie, wywiad itp) dopiero po potwierdzeniu ciąży (najpierw Beta HCG, potem USG). A po co sie robi to wszystko naraz - aby maksymalnie poprawnie określic wiek ciąży. U mnie było tak, że za pierwszym i drugim razem nie byłam w stanie podać daty ostatnije miesiączki, więc może dlatego robiłam te oba badania. U Ciebie było inaczej, ale może ten lekarz tak robi zawsze. Oczywiście, że lekarzowi w prywatnej przychodni zależy na kasie, więc najchętniej zleci jak najwięcej badań. Chociaż on pewnie z tego nic nie ma (nie wiem gdzie to było, ale mój w prywatnej klinice był po prostu na pensji). Oczywiście nie będę oceniać postrawy lekarza, jeśli się poczułaś zignorowana, źle potraktowana. To nie powinno sie zdarzyć. Ale jeśli chodzi o te procedury, które opisałam powyżej, to chyba po prostu tak jest, nie zakłada się karty ciąży zanim nie stwierdzi sie tej ciąży i jej wieku ponad wszelką wątpliwość. Ostatnio spotkałam sie gdzieś z relacją dziewczyny, której lekarka założyła kartę ciąży, a potem okazało się, że nieco za wczesnie. Dziewczyna była bardzo zrozpaczona i zła, że dano jej nadzieję. Wolałaby, aby tej karty nie było.Jeszcze jedno - dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie tej ciąży ponownie w tej samej placówce po tak złych doświadczeniach?
      • Gość: YennaM Re: Płać pacjentko, płać... czyli zaowalowane lapowkarstwo IP: *.* 30.01.02, 16:42
        agato, mysle, ze poki ochrona danych osobowych i dobr osobistych wyglada jak wyglada - nie bede identyfikowac ani lekarza, ani przychodni.Wiesz, poczulam sie zlekcewazona, bo kiedy w ciagu godziny zrobiono mi wszystkie badania, lekarz zerknal na nie okiem i nic go dalej nie interesowalo. Nie zapytal, ile waze, jakie mam cisnienie, nie zlecil podstawowych badan do zrobienia na nastepna wizyte, po prostu nie zrobil nic. Wiec moj zal dotyczacy braku zainteresowania jest jak najbardziej uzasadniony.Co do powodow, ktore kierowaly mna przy zasieganiu opinii tamze: banalne - brak czasu na szukanie innego przyzwoitego usg (mam porzadna nadwage, usg przez powloki brzuszne mogloby niczego nie pokazac), strach, ze moze to byc ciaza pozamaciczna (dziwne klucie w okolicach prawego jajnika, plamienie). Balam sie, ze jesli to ciaza pozamaciczna, to moze stac sie tak, ze sobie gdzies cichutko zemdleje w domu, a nie bedzie nikogo poza rocznym dzieckiem. Wiec uznalam, ze sytuacja wymaga szybkiej diagnostyki.I, jak powiedzialam, zdziwiona jestem, ze lekarz, ktory MIAL juz W RECE moje wyniki (pozytywny test, pozytywne usg i te de) nie zdecydowal sie mimo wszystko mnie zaprosic do gabinetu i jednak zalozyc karte ciazy. Ale moze sie czepiam.Pewnie dlatego, ze jestem w ciazy i mam sklonnosci do nadwrazliwosci.I pewnie dlatego, ze wiem, jak wyglada korzystanie z publicznej sluzby zdrowia - jesli sobie samemu sie nie zadba o komfort (prezenty, pieniadze dla wszystkich, dla pielegniarek, poloznej, lekarza, salowych... znacie to, prawda?) to mozna sie baaardzo rozczarowac.Myle sie?YM
        • Gość: Agata Re: Płać pacjentko, płać... czyli zaowalowane lapowkarstwo IP: *.* 30.01.02, 17:11
          A widzisz, nie napisałaś wcześniej, że juz zrobiłaś te badania i mimo to lekarz nie założył karty. To zmienia postać rzeczy. A z tą ochroną to nie przesadzajmy. Tutaj wymieniamy się opiniami o lekarzach i nikt nas nie ściga. Jeśli nie lekarza, to chociaż placówkę możesz wymienić, bo tego ustawa nie obejmuje. Please!I jeszcze w sprawie dopisku do tytułu, jaki poczyniłaś. Zgłupiałam. Co nazywasz zawoalowanym łapówkarstwem? Czy to, że w prywatnych placówkach biorą kasę za wszystko? Dla mnie to normalne. Płaciłam kupę kasy (właściwie moja firma) za poród w prywatnej klinice i poza tą kasą nikomu nic nie dawałam, w ogóle nie było takiego tematu ani nawet aluzji. Wszyscy koło mnie skakali jak nie wiem co. Wolę zapłacić do kasy placówki, niż komus do kieszeni, bo przynajmniej nie popełniam przestępstwa. A ci ludzie nie dostają extra pieniędzy od porodu, tylko pensję. Wiem to na pewno.A może chodzi Ci o łapówkarstwo w państwowej służbie? Tam to ono znowu wcale nie jest zawoalowane. Albo Ci mówią, że operacja kosztuje, proszę pani. I Ty płacisz, bo zależy Ci na czyimś zdrowiu. Albo płacisz położnej, żeby przyjechała do porodu (ale tu tak naprawdę trochę rozumiem - nie płacę, jeśli godzę się na położną z dyżuru, jeśli chcę mieć jakąś na wyłączność - płacę). Jestem jak chyba wszyscy wrogiem dawania łapówek, ale myślę, że ludzie tak lekarzy rozpieścili. Sama byłam niestety zmuszona dać pieniądze, gdy ktoś mi powiedział, że mam dać, bo inaczej on już tego lekarza nie poprosi o żadną przysługę. I dałam, chociaż nóż mi się otwierał, a lekarz się wzbraniał. Byłam wściekła, że to robię.Ale to nie ten temat, sorry.Pozdrawiamagata
          • Gość: YennaM Re: Płać pacjentko, płać... czyli zaowalowane lapowkarstwo IP: *.* 30.01.02, 17:50
            agato, raczej nawiazuje tutaj do mego postu wyzej:dlaczego wszystkie raczej korzystamy z lekarzy prywatnych, zanim pojdziemy rodzuc nasze dzieci do szpitala?no przeciez dlatego, ze tylko placac lekarzowi za prywatne konsultacje jestesmy w stane sobie zapewnic godziwy pobyt w PUBLICZNYM szpitalu (nie mysle tutaj o szpitalach prywatnych, to insza inszosc - moze lepiej by bylo, na pewno zdrowiej, gdyby szpitale byly prywatne - wtedy wszystko byloby jasne). Ja tak przy poprzedniej ciazy robilam - prowadzil ciaze szef pewnej kliniki, wielka slawa. Czy to nie jest zawoalowane lapowkarstwo? czy lekarze nie wykorzystuja swoich stanowisk w szpitalach do celow prywatnych? ciagle mnie to zenuje.
    • Gość: Hipcio Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 21:37
      Ja prowadziłam obie ciąże prywatnie nie po to, by mieć dzięki temu lepszą pozycję podczas porodu, ale by mieć lepszą opiekę w czasie ciąży, co dla mnie jest równie ważne. Mój lekarz za przyjazd do porodu pobierał dodatkową opłatę (2tys.) a kiedy leżałam po porodzie przyszedł na chwilę codziennie, ale ani ja, ani moje dziecko nie miało dzięki temu lepszej opieki. Może tak jest lepiej? Nie ma w szpitalu równych i równiejszych, masz lepiej, jeśli płacisz (w kasie, nie do kieszeni), wiesz za co zapłaciłaś i czego za to wymagać. Drugie dziecko rodziłam w ogóle w innym szpitalu niż ten, w którym pracował mój lekarz. Ale uważam, że nawet najbardziej moralny i najlepszy lekarz nie ma w państwowej przychodni możliwości takiego zajęcia się pacjentką, jak w gabinecie prywatnym. Moje wizyty w pierwszej ciąży trwały od pół godziny do godziny. Mogłam na nie chodzić razem z mężem, który dzięki temu dużo bardziej świadomie w tym wszystkim uczestniczył, mogłam zadać nawet najgłupsze pytanie i otrzymywałam na nie wyczerpującą odpowiedź, wiedziałam, że lekarz naprawdę mnie zna. Poza tym, co niezwykle ważne, miałam możliwość kontaktu telefonicznego z lekarzem o każdej porze dnia i nocy, gdy działo się coś niepokojącego. Naprawdę miałam poczucie, że ktoś się o mnie troszczy. Oczywiście samo pójście do gabinetu prywatnego niczego takiego nie gwarantuje. Najpierw trzeba trafić w ogóle do dobrego lekarza, a potem dopiero można zastanowić się, czy chodzić do niego prywatnie, czy państwowo. Ida
      • Gość: Fuga Re: Płać pacjentko, płać... IP: *.* 30.01.02, 21:49
        Wydaje mi się, że nie jest najważniejsze, to czy chodzimy do lekarza prywatnie płacąć 100 zł za wizytę, czy chodzimy "państwowo" do przychodni. Najważniejsze jest, zeby mieć lekarza, do którego ma się zaufanie, i którego wiedza, odpowiedzialność i stosunek do pacjentki są gwarantem naszego zdrowia i dobrego samopoczucia. Każda z nas woli co innego, ja nie chcę siedzieć u lekarza godzinę i nie musi on odpowiedzieć na moje wszystkie pytania. Jeśli wszystko jest w pożądku, wystarczy standardowa wizyta, badanie, chwila rozmowy i do domciu. Ja swój spokój w ciąży zawdzięczam nie wyczerpującym rozmowom tylko bezgranicznemu zaufaniu do lekarza - skoro wszystko jest szybciutko - znaczy okej. Kiedy było nie w pożądku - od razu dostałam skierowanie do szpitala i na wszystkie niezbędne badania. Włąściwie ten lekarz ( z IMIDU) uratował moją ciążę. Dodam że wcześniej chodziłam prywatnie, za grube pieniądze, owszem Pani Doktór udzielała wyczerpujących odpowiedzi, mąż siedział w gabinecie, wszystko było comme il faut, jak mówią francuzi, a jak przyszło co do czego ( zagrożenie porodem przedwszesnym w 5 miesiącu) to omalże nie skończyło się tragedią,reasumując, myślę, ze najpierw trzeba znaleść dobrego lekarza, a to, czy leczyć się prywatnie - komfortowo ale i za słone pieniądze, czy w szpitalu - to jest indywidualne decyzja. Ja wolę odstać swoje w IMIDZIe a za zaoszczędzoną na wizycie 100 złotych kupić sobie krem albo iść do kosmetyczki.POZdrowionkaGosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka