Przyjaźniłyśmy się przeszło 5 lat, ale znałyśmy się odkąd sięgam pamięcią. Byłyśmy prawdziwymi przyjaciółkami, takie papużki-nierozłączki, znałyśmy każdy szczegół ze swojego życia, byłyśmy tylko my dwie, ona i ja – dopóki nie pojawił się mój chłopak (obecny mąż). Wtedy zaczęłam poświęcać mu więcej swojego czasu, coraz rzadziej spotykałyśmy się z przyjaciółką, od tej pory już było inaczej. Ja nie zwierzałam się jej tak jak do tej pory z wszystkiego, bo pewne rzeczy chciałam zachować dla siebie (i mojego chłopaka) i sądziłam ze mogła by się poczuć głupio, gdy będę jej opowiadać szczegóły z naszej randki (ona do tej pory nie miała chłopaka). Najgorzej wspominam Sylwestra. Ja bawiłam się super w objęciach mojego chłopaka a ona siedziała sama przed telewizorem. Teraz te wspomnienia bolą

.Później Ona poznała chłopaka, lecz nie była z nim szczęśliwa. Podobnie jak ja wcześniej poświęciłam się swojemu chłopakowi, ona też spędzała z nim wszystkie wolne chwile. Przyznam się że w ogóle nigdy nie miałam okazji go poznać, zresztą to pewnie dziwnie zabrzmi, ona z moim obecnym mężem a wtedy chłopakiem też spotkała się kilkanaście razy. Nie była szczęśliwa z tym chłopakiem i może to nas trochę znowu do siebie zbliżyło, bo potrzebowała kogoś żeby się wyżalić. Nie potrafiłam jej pomóc. Na szczęście szybko poznała obecnego męża, z którym jest bardzo szczęśliwa. Poznałam go na ich ślubie, później spotkaliśmy się (ja i przyjaciółka z mężem) przypadkiem kilka razy. Od tej pory nasz kontakt się urwał. Obie zmieniłyśmy miejsce zamiszkania. Mieszkamy 20 km od siebie.Ciągle dręczy mnie sumienie, że to z mojej winy – bo wszystko się ode mnie zaczęło. Po kilku latach (ok. 4) przyjaciółka skontaktowała się ze mną. Byłam wtedy w ciąży i umówiłyśmy się że jak tylko urodzę dam jej znać i przyjedzie do mnie. Niestety po urodzeniu dziecka mój świat stanął do góry nogami, brakowało mi czasu nawet na to żeby zjeść kanapkę. Później zaczęły się inne problemy, które zaprzątnęły mi całkowicie głowę i tak się to skończyło że nie skontaktowałam się z przyjaciółką. Spotkałyśmy się przez przypadek po pół roku i wówczas ona czuła się bardzo urażona i obrażona, robiła mi zarzuty. Obiecałam jej że teraz na pewno zaproszę ją do siebie. No i znowu minęło sporo czasu a ja jeszcze się nie zdobyłam na odwagę żeby do niej zadzwonić. Przyznam się że nie wiem czy potrafiłybyśmy ze sobą szczerze rozmawiać. Wiem że na 100% nie będzie tak jak dawniej. Jest wiele niedomówień. Jest mi bardzo przykro ale nie potrafię tego naprawić. Chciałabym ale nie potrafie. Trudno mi z tym żyć, że straciłam przyjaciółkę z mojej winy, to mi za bardzo ciąży. Ciągle mam wyrzuty sumienia.Poradzicie coś dziewczyny.Liczę na Was.