a my się kłócimy o sprzątanie

02.02.07, 21:45
Ja jestem na wychowawczym - mamy ośmiomiesięczną córeczkę, mąż pracuje i to
bardzo dużo.
Staram się utrzymać dom w jako-takiej czystości, bo mała zasuwa po podłodze,
no ale wiecie jak to jest, małe dziecko ciągle czegoś chce, trudno przy nim
sprzątać, a poza tym ciągle się rzeczy rozkłada to tu to tam bo dziecko
ryczy, trzeba przewinąć, nakarmić, przenieść, oderwać od kontaktu/szuflady
itd. Więc właściwie ciągle sprzątam po sobie i po małej, tak musi być, nie ma
rady.
Ale takie grubsze sprzątanie - mycie łazienki, odkurzanie, wycieranie kurzy,
mycie podłóg - chciałabym, żeby mąż mi w tym pomógł, wydaje mi się, że mam
prawo tego wymagać, bo ja jestem cały dzień na nogach w ruchu, trochę mi
plecy wysiadają.
Jak proszę o to męża to on deklaruje zamiar zrobienia tego czy owego, ale w
rezultacie odkłada to w nieskończoność i koniec końców ja to robię. No i nie
wiem jak to zmienić. Nie można przeczekać, po podłoga musi być odkurzona i
umyta raz na jakiś czas, bo inaczej córcia te kurze wytrze ubrankiem albo
pozjada. Kibelek musi być umyty raz na jakiś czas, nie może czekać
tygodniami. No i nie mogę tego wyegzekwować. Z reguły kończy się kłótnią, ja
to robię wkurzona, wtedy mąż podchodzi i mówi daj ja to zrobię - i robi, ale
po jakich przejściach!
Nie ma oczywiście mowy o tym żeby sam z własnej woli zrobił to czy owo, nawet
drobniejsze rzeczy - opróżnił zmywarkę, nastawił pranie, pościelił łóżko.
Tylko jeżeli go o to wyraźnie poproszę. I często po kilkukrotnym proźbach, a
i to nie zawsze.
W swoim pokoju ma NIESAMOWITY bajzel. Ja tego nie ruszam - jego sprawa. Nie
sprząta tego tygodniami. Gdyby on miał się zajmować porządkami w domu, całe
mieszkanie by tak wyglądało.
Mąż jest bałaganiarzem - niczego nie odkłada na miejsce, nie sprząta po
sobie, po prostu nie ma takiego nawyku. A ja chodzę i sprzątam po nim. I
ciągle go proszę żeby sprzątnął to czy tamto i sama siebie nie mogę słuchać.
On też się chyba uodparnia na moje gadanie - ale nawyków nie zmienia. Ja się
wkurzam na niego, on na mnie, ja na siebie. Robię się zrządzącą babą.
Nie wiem jak mam do niego trafić. Tłumaczyłam mu i na spokojnie, i przy
każdej kłótni mu mówię że mi ciężko, że gdybyśmy oboje dbali o porządek, to
byłoby łatwiej i przyjemniej. Może on to nawet rozumie, ale jak przychodzi co
do czego, to mu się odechciewa.
Ile my się o to nakłóciliśmy. Naprawdę czasami boję się że to doprowadzi do
jakiegoś kryzysu.
Oprócz tego jest naprawdę wspaniałym mężem i ojcem.
Muszę zaznaczyć że bardzo dużo pracuje, jest pracownikiem naukowym, ostatnio
ma naprawdę pełno rzeczy na głowie, zdarza mu się wracać do domu w nocy.
Pracuje również w większość weekendów. No i sama nie wiem czy w związku z tym
wymagać czy nie. Na grubsze sprzątanie machnęłam ostatnio ręką, jest
zmęczony, widzę to, a poza tym naprawdę nie ma kiedy. Ale to zostawianie
wszystkich rzeczy byle gdzie, na podłodze - czy wymagam za dużo? (w tym
pytaniu nie ma ironii, proszę, oceńcie!) A jeśli nie to jak to wyegzekwować?
Bywają też luźniejsze okresy, z wolnymi weekendami i wieczorami - wtedy chyba
mam prawo wymagać pomocy, przecież też bywam zmęczona.
Jako tata sprawdza się w 100%, nie miga się od opieki, jak tylko może zajmuje
się dzieckiem, kąpie jeśli jest w domu o tej porze, kocha małą okropnie.
No i wogóle poza tym sprzątaniem jest kochany, oddany, uczciwy, wyrozumiały,
dowcipny i och i ach.
Ale do prac domowych ma dwie lewe ręce - od sprzątania i gotowania z daleka.
Mam zaakceptować sytuację taką jaka jest? Pogodzić się, zacisnąć zęby i
sprzątać sama? Czy walczyć z nim? A jeśli tak to jak?

Aha, ostatnio wkurzył mnie okropnie. Wrócił do domu, zabawki porozrzucane na
kocu, miseczki córci na stole, w zlewie naczynia. Staram się takie rzeczy
sprzątać na bierząco, ale akurat tak się złożyło że nie mogłam. A on wtedy:
nie chcesz zatrudnić kogoś do sprzątania? Ale mamy bałagan w domu.
Ja się wkurzyłam, bo on palcem nie kiwnął żeby ten bałagan zredukować. Tylko
stwierdził.
A tę panią od sprzątania forsuje pr zy każdej naszej kłótni od sprzątania. A
ja nie chcę, z wielu powodów. Byłoby mi głupio - nie pracuję i jeszcze
wynajmuję kogoś żeby za mnie sprzątał. Źle bym się czuła, gdyby ktoś kręcił
się po moim domu. A poza wszystkim naprawdę uważam, że gdybyśmy razem
zajmowali się porządkami, każde w zależności od ilości wolnego czasu i sił,
to osiągnelibyśmy cel w postaci czystego domu.
Uff, ale się rozpisałam. Musiałam, bo narastało.
    • etiennette Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 21:48
      Mam podobnie. Szkoda moich nerwow i słow, bo jak grochem o scianę. Chcę miec
      czysto to muszę posprzątac.
    • janka007 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 21:51
      Szczerze mówiąc zupełnie ciebie nie rozumiem. Czego ty chcesz od męża, kobieto?
      Zasuwa tyle samo co ty, chce ci zatrudnić panią od sprzątania, a ty nie chcesz?
      bo mąż sprzątnie lepiej a przy okazji sobie nie odpocznie po pracy? (choć po
      prawdzie z twojego opisu nie wyglada na to, zeby miał czas na odpoczynek i bez
      sprzątania). Chcesz zamęczyć siebie i jego bo cię ambit męczy, że nie może
      sprzątaczka sprzątać kiedy jesteś w domu?
      • annasi23 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 22:06
        No właśnie wiem że to brzmi idiotycznie ale po prostu nie chcę żeby ktoś po
        mnie sprzątał. A pani od sprzątania i tak nie załatwi problemu codziennie
        porozwalanych wszędzie gazet, okruchów na stole i podłodze, brudnych chusteczek
        i papierków po gumie do żucia. Musiałaby przychodzić 2 razy dziennie. A poza
        tym mąż jednak miewa luźniejsze okresy i wtedy potrafi do 13.00 chodzić w
        piżamie mimo moich próśb o poodkurzanie, które zajęłoby 15 min.
        • annasi23 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 22:09
          Aha, mój mąż NIGDY nie wytyka mi bałaganu, braku obiadu itd.
          Ten tekst o bałaganie i pani do sprzątania też nie był do mnie, tylko ogólnie.
          Co nie zmienia faktu że się wkurzyłam.
          • janka007 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 22:14
            Kiedys mieszkałam razem z kumpelą i miałam taki układ, że poniewaz jej
            przeszkadzał nieporządek a mnie nie, to ona sprzatała w miarę, jak jej
            przeszkadzało. Taki sam układ proponuję tobie, skoro koniecznie nie chcesz tej
            pani do sprzątania. Są osoby, do których "cel w postaci czystego mieszkania" w
            ogóle nie przemawia. Mają po prostu inne cele. Aha, też jestem wychowana w domu
            naukowców i nie wyobrażam sobie, zeby mama czy dziadek przychodzili i po pracy
            hobbystycznie w wolnym czasie pucowali podłogi.
      • erykamama Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 22:07
        a ja rozumiem, że dziewczyna nie chce, żeby jakaś babka kręciła się jej po
        domu. Mi cos takiego zaproponowała mama, kiedy urodziłam synka i z niczym sie
        nie wyrabiałam. Ale odmówiłam. Też bym się głupio czuła.
        Moj mąż to Sid-Leniwiec. czasem ma naloty i sam sprząta. Ale generalnie
        wszystko jest na mojej głowie. Na początku się wściekałam, ale to nie pomagało.
        Więc wyluzowałam. Generalnie wyrabiam się ze wszystkim (nasz syn ma 9mies), też
        staram sie robić wszystko na bieżąco. Jeśli coś zostanie- trudno. Coś mu
        przeszkadza? Spokojnie mogę oświadzczyć, że skoro coś "gryzie" go w oczy, może
        to zlikwidować sam. Tyle,że mój mąż czegoś takiego nie powie, bo na ile jestem
        spokojna to jestem. On wie, że zwrócenie mi uwagi wywołało by burzę wink
        • edycia274 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 23:23
          Ja się nie kłócę , mąż mi dużo pomaga. ja przy mojej małej naprawdę mało mogę
          zrobić, nie raz mój dom wygląda strasznie, a on przychodzi i pyta co sprzątac mam?
          • shady27 ja z kolei 02.02.07, 23:32
            powiedzialam mezowi, ze chce pania do sprzatania, skoro mojej pracy w domu nie szanuje, niech placi komus kto bedzie chcial to robic. Ja strajkuje, chalupa jeszcze troche a sie zawali, taki mam balagan, ale nie odpuszczam.
    • sloneczko2812 Re: a my się kłócimy o sprzątanie 02.02.07, 23:44
      Ja mam identyczną sytuację i nie mogę nic zrobićsadCóż, odpuściłam bo nie będę
      przez kolejny rok gderać Mężowi o porz.adkach. Mój też ciężko pracuje
      (fizycznie), ale leń z Niego okropny, bałaganiarz niesamowity, np. w kuchni,
      kroi chleb, zostawia okruszki, nie posprząta, czasami osika kibel i tak
      zostawi, Jego brudne skarpetki porozrzucane są po całej łazience, cholernie
      mnie to wkurza, i nic do Niego nie przemawia, żadne słowa, awantury nicsad((Nas
      nie stać na Gosposię, ale jakby mi tak zaproponował Mężulek to napewno bym się
      zgodziła i nie przeszkadzałaby mi obca osoba krzątająca się po domu, w końcu
      jej płacę za sprzątanie. Ehh pomarzyć...gdybym miała kasę zapłaciłabym Jej za
      sprzątanie, gotowanie i pranie...wszystkie inne rzeczy mogę robić samasmile
      Pozdrawiam.
    • bj32 Re: My też się kłócimy. 03.02.07, 02:34
      On się upiera, że będzie odkurzał własnie wtedy, kiedy ja starłam kurze. A
      potem jeszcze podłogę będzie mył i pozmywa, a mi karze pranie nastawiać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja