Dodaj do ulubionych

Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy..

    • jkl13 nie... 19.06.07, 12:50
      dla mnie to czysty egoizm...
      i nie wiem czemu ma służyć dalsza prokreacja - zaspokojeniu ambicji rodziców
      posiadania zdrowego dziecka, czy też może zapewnieniu choremu rodzeństwa opieki
      zdrowego brata czy siostry. W każdej z tych sytuacji dziecko zdrowe będzie
      pokrzywdzone (obarczone niespełnionymi marzeniami rodziców lub opieką nad
      chorym rodzeństwem), a dzieciom chorym w niczym to nie pomoże, bo ich życie i
      tak będzie pasmem cierpień.
      gdybym była w takiej sytuacji, zdecydowałabym się na adopcję. Chyba że choroba
      zagrażałaby mojemu życiu i mogłabym wcześnie osierocić dziecko. Wtedy nawet
      adopcja nie wchodziłaby w grę. Musiałabym się pogodzić z tym, że dzieci mieć
      nie będę, a swój instynkt macierzyński zaspokojałabym w inny sposób (np.
      poprzez wolontariat w domu dziecka).
    • marianna72 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 19.06.07, 15:05
      Nie wiem poprostu nie wiem co bym zrobilam jak bym sie zachowala .Mysle ,ze
      zycie w duzym stopniu weryfikuje nasze poglady .
      Zadziwiaja mnie posty niektorych z Was kategoryczne , oceniajace, piszace o
      egoizmie ,bardzo to przykresad((
      • jasminum30 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 19.06.07, 15:12
        marianna72 napisała:

        > Nie wiem poprostu nie wiem co bym zrobilam jak bym sie zachowala .Mysle ,ze
        > zycie w duzym stopniu weryfikuje nasze poglady .
        > Zadziwiaja mnie posty niektorych z Was kategoryczne , oceniajace, piszace o
        > egoizmie ,bardzo to przykresad((

        Jak dla mnie paradoks - egoistki piszące o egoizmie, tyle, że nie swoim,
        oczywiściesmile
        • symplegada Re:Jeszcze raz o empatii 19.06.07, 22:10
          Pewnie jest tak, że nie można całkowicie wczuć się w uczucia matki niepełnosprawnego dziecka. Ale jest dla mnie CAŁKOWICIE zrozumiałe, że także dzieci ciężko chore są radością dla swoich rodziców. Żeby to zrozumieć, nie muszę nawet znać Julki czy Precla osobiście. Choć jestem agnostyczką, głęboko wierzę w sens każdego życia i uważam, że istnienie osób niepełnosprawnych ma taki sam sens, jak istnienie okularników, ornitologów i weterynarzy.
          Pewnie jest tak, że na moim postrzeganiu świata zaważyły doświadczenia osobiste. Moja córka miała poważne problemy zdorwotne w okresie niemowlęcym i do pewnego momentu lekarze nie mogli postawić diagnozy. Był taki dzień, taka wizyta u neurologa, po której uświadomiłam sobie, że mje dziecko może być niepełnosprawne, może nie chodzić. I pierwszą myślą, która przyszła mi zaraz po tym do głowy, i NIGDY tego nie zapomnę, była myśl o tym, jak bardzo ją kocham. Bardzo dużo wtedy i potem myślałam i myślę o ludziach niepełnosprawnych i, mam nadzieję, przekłada się to na wychowanie moich własnych dzieci.

    • vharia To nie odwaga, to egoizm. 19.06.07, 22:24
      Straszny egoizm. JA chcę dziecko, więc nieważne, ze podstawowego warunku: zdrowia mu nie zapewnię. Wiem, że nie, ale JA CHCĘ. Natura ponoć wyje w czlowieku a instynkt macierzyński, a ściślej parcie na przekazywanie własnych genów, odbiera ludziom rozum.
      Jeśli ktoś kocha dzieci i chce mieć rodzinę, to wyjściem jest adopcja. Tylko wtedy trzeba w ogromnym stopniu zrezygnować z JA/MOJE/MNIE.

      Choroby (uprzedzając potencjalne oburzenie) każdemu współczuję i nie życzę i właśnie dlatego jestem w takim wypadku na nie.
      • guderianka a czemy myślisz że to "JA CHCE" 19.06.07, 22:30
        jest najwazniejsze? czyżbyś rozmawiała z takimi mamami o one powiedziały ci "JA
        CHCE"? twoja pewność siebie może wynikać albo z mocnych dowodów albo z totalnej
        głupoty. nie generalizuj-nie stawiaj wszystkich pod jedną scianą. część matek
        może własnie z takiego powodu decydowac sie na dziecko ale inne małżenstwa (bo
        nie tylko kobieta podejmuje decyzje)-mogą sie decydować z innych pobudek

        dlaczego nikt w tej dyskusji nie zwraca uwagi na owoc-na samo dziecko-na jego
        zadowolenie z życia?satysfakcje? miłość która odczuwa?
        czy dla was dziecko takie (a w zasadzie jakie bo nie zostało określone jaka
        wada genetyczna) -nie jest juz godne by życ, odczuwać, przezywać? mieć cele
        marzenia dążenia i po prostu cieszyc sie z faktu życia?
        • wieczna-gosia Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 19.06.07, 22:39
          > dlaczego nikt w tej dyskusji nie zwraca uwagi na owoc-na samo dziecko-na jego
          > zadowolenie z życia?satysfakcje? miłość która odczuwa?
          > czy dla was dziecko takie (a w zasadzie jakie bo nie zostało określone jaka
          > wada genetyczna) -nie jest juz godne by życ, odczuwać, przezywać? mieć cele
          > marzenia dążenia i po prostu cieszyc sie z faktu życia?

          ja tez widze ze w zasadzie jak jedna zona wszyscy mowia o cierpieniu, o-
          nazwijmy to wprost- gorszej jakosci zycia. Siedzimy sobie w cieple, w naszych
          malych beztroskich problemikach. I Bawimy sie wielkimi slowami ze ja to bym sie
          zabila jakbym chodzic nei mogla. Bo aj to bym zyc nie chciala gdybym nie mogla
          widziec. I takie tam rozne. No wiec ja nie umiem powiedziec gdzie jest granica
          przy ktorej powiedzuialabym- nie chce zyc. Spara Janusza Switaja kazala mi wejsc
          na strony tetraplegikow. Kurcze ile tam bylo radosci zycia.

          nie umiem wprost odpowiedziec na to pytanie bo nie mam pojecia jakiej wady i
          udziecka nie bylabym w stanie zaakceptowac. Obejrzalam jedynie ostatni odcinek
          serialu i tak jakos malo hardcorowo to wszystko wygladalo prawde mowiac smile z tak
          chorymi dziecmi mogla bym zyc na luziku.
          • sir.vimes Wieczna-Gosia 20.06.07, 08:17
            Chyba nie chodzi tu (Vharii i innym) o wady płodu powodujące, że dziecko będzie
            jeździć na wózku czy się dializować tudzież chodzić do szkoły specjalnej czy dla
            niewidomych tylko o mniej "beztroskie problemiki".
          • symplegada Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 20.06.07, 11:28
            > ja tez widze ze w zasadzie jak jedna zona wszyscy mowia o cierpieniu, o-
            > nazwijmy to wprost- gorszej jakosci zycia.
            Nie wszyscy. Starałam się napisać właśnie coś wprost przeciwnego. Czytaj uważnie albo nie generalizuj.
        • vharia Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 19.06.07, 22:44
          guderianka napisała:

          > jest najwazniejsze? czyżbyś rozmawiała z takimi mamami o one powiedziały ci "JA
          >
          > CHCE"? twoja pewność siebie może wynikać albo z mocnych dowodów albo z totalnej
          >
          > głupoty. nie generalizuj-nie stawiaj wszystkich pod jedną scianą. część matek
          > może własnie z takiego powodu decydowac sie na dziecko ale inne małżenstwa (bo
          > nie tylko kobieta podejmuje decyzje)-mogą sie decydować z innych pobudek
          >


          > dlaczego nikt w tej dyskusji nie zwraca uwagi na owoc-na samo dziecko-na jego
          > zadowolenie z życia?satysfakcje? miłość która odczuwa?
          > czy dla was dziecko takie (a w zasadzie jakie bo nie zostało określone jaka
          > wada genetyczna) -nie jest juz godne by życ, odczuwać, przezywać? mieć cele
          > marzenia dążenia i po prostu cieszyc sie z faktu życia?

          To co piszesz to utopia. Bardzo ładna, ale utopia. Życie z ciężką nieuleczalną chorobą to ból, miesiące w szpitalu, niemożność normalnego życia, niemożność realizowania się, świadomość własnego stanu z wszystkimi konsekwencjami.

          Pytasz, dlaczego myślę, ze to "JA CHCĘ". No fakt, po tym, co napisałaś myślę jeszcze, że w części przypadków to huraoptymizm pod hasłem "tak je będziemy kochać, ze mu wszystko wynagrodzimy i będzie szczęśliwe. To moja droga dobrze wygląda tylko w książce. Pomyśl, że twoja pewność siebie też może wynikać z totalnej głupoty. Mogę też napisać łagodniej: z naiwności.
          • gofer73 Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 20.06.07, 09:33
            To co piszesz to utopia. Bardzo ładna, ale utopia. Życie z ciężką nieuleczalną
            chorobą to ból, miesiące w szpitalu,
            niemożność normalnego życia, niemożność realizowania się, świadomość własnego
            stanu z wszystkimi konsekwencjami.

            Nie generalizuj. Skąd wiesz, że nieuleczalnie chorzy ludzie się nie realizują
            (vide Stephen Hawking jeśli wiesz kto to jest)? Chorzy ludzie również się uczą,
            podrózują, kończą studia, kochają i nawet mają dzieci. I wiesz co? Wiele z tych
            osób JEST SZCZĘŚLIWA.
            Zobacz twarze Nuli, Julki albo Precla. To są nieuleczalnie chore dzieci.
            Widzisz na nich ból albo cierpienie?
            Są oczywiście i ludzie, którzy cierpią ale do tego naprawdę nie trzeba mieć
            choroby genetycznej.
            • vharia Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 20.06.07, 21:55
              Gofer, ty chyba nie czytasz. Nie mówimy o dzieciach, które są i trzeba im zapewnić jak najlepsze, jak najcieplejsze warunki, robić wszystko, aby ich życie było normalne, dobre, wartościowe. Mówimy o planowaniu i świadomym narażaniu. Zakłożyłaś sobie, że to będzie choroba, z którą da się żyć, studiować, podróżować
              smile))
              Jeśli tak, to po co byłaby ta dyskusja? To tak jak rozmyślać, czy decydować się na dzieci mając dziedziczna wadę wzroku (wadę, nawet nie ślepotę). Tobie się zdaje, że choroby genetyczne kończą się na takich, które lajtowo przebiegają, czasem zaglądasz do szpitala, masz w życiu 5 czy 7 chirurgicznych zabiegów, regularnie przyjmujesz jakieś preparaty- mało komfortowe, ale znosisz to i loozik, studiujesz i jeździsz po świecie. Niestety nie kończą się na takich. Wiesz?
              • gofer73 Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 21.06.07, 08:14
                Vharia wyobraź sobie że wiem i to z autopsji bo mam dziecko chore genetycznie.
                Pod respiratorem.
                • vharia Re: a czemy myślisz że to "JA CHCE" 21.06.07, 10:54
                  Gofer (sorry) nie ty jedna. Z chorobami genetycznymi, nie tylko swoich dzieci,
                  styka się wiele osób. Przykre, ale prawdziwe.
      • iki81 Re: To nie odwaga, to egoizm. 20.06.07, 20:24
        A może podyskutujcie sobie czy przypadkiem EGOIZMEM nie jest chęć posiadania
        dzieci gdy ich mieć nie można. Tysiące złotych zostawione w poradniach in
        vitro, itp. tylko po to żeby urodzić?
        Przynajmniej zejdziecie już z tych i tak zatroskanych mam "chorych" (nie lubię
        tego słowa) dzieci... Ja tam nie biorę tego do siebie, ale kogoś takie teksty
        mogą bardzo skrzywdzić...
    • adsa_21 nie 20.06.07, 08:03
    • maadzik3 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 20.06.07, 09:53
      nie
      • marina2 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 20.06.07, 10:14
        urodziłabym,bo:
        medycyna mam na uwadze badania prenatalne często się myli
        ta sama medycyna idzie do przodu i niemożliwe za chwilę może być na
        wyciągnięcie ręki
        bo szanuję KAŻDE życie i widziałam osoby cierpiące i mimo wszystkie w swoim
        świecie szczęśliwe i pogodzone,znajdujące swoje miejsce wśród ludzi choć z
        perspektywy ludzi zdrowych "nie mieli prawa być szczęśliwi"
        wśród znajomych miałam ludzi z dzieckiem corym na raka,z zanikiem mięśni i
        spichrzeniówką
        widziałam jak żyją
        ja sama nie zrobiłambadańprenatalnych przy ostatnim dziecku choć mój wiek nie
        był jedyną przesłanką do ich wykonania
    • limanowa2 Chcecie to macie-podsumowanie 21.06.07, 22:46
      Parę osób wspomniało, że szkoda iż żadne dziecko chore tutaj niczego nie
      napisze. Otóż jestem takim dzieckiem /byłam/ dzisiaj już dorosłą osobą.
      Jestem także nosicielką okropnej genetycznej choroby, o której rodzice nie mieli
      pojęcia. Starsze dziecko zdrowe, a potem ja chora.
      Niestety wzięły u Was górę emocje i całkowite niezrozumienie pytania - czy
      zdecydowałabyś się na dziecko wiesz że możesz przekazać mu jakąś chorobę np
      genetyczną?
      Rozróżnijcie więc problem.
      a/jestem chora i moje dziecko też może być chore
      b/jestem zdrowa i nikt w mojej rodzinie na żadną genetyczną chorobę nie
      chorował, a los, przypadek, Bóg, geny, wirusy etc. jak kto woli, że mam chore
      dziecko.

      Większość osób, które wypowiadały się na – „nie” - miały na względzie właśnie
      punkt - a.
      Natomiast rzesza oburzonych niestety jest dotknięta przypadkiem z punktu – b.
      Stało się urodziłam chore dziecko i co? mam je zabić. Ja je rozumiem, że teraz
      MUSZĄ żyć, walczyć o jakość tego życia, w końcu staramy się być homo sapiens.
      Ten przypadek mieli moi rodzice.
      Jako osoba chora z pełną świadomością odpowiadam, że jeśli ktoś będąc ŚWIADOMYM
      !!! przekazania choroby /CIĘŻKIEJ, NIEULECZALNEJ o takich tu mówimy/ decyduje
      się na urodzenie takiego dziecka jest WIELKIM, NIEODPOWIEDZIALNYM EGOISTĄ !
      Dlaczego?
      Otóż życie nie jest słodkie, łatwe, lekkie i przyjemne to raz. Po drugie wszyscy
      tutaj zapominacie, że tak naprawdę dziecka nie rodzi się i nie wychowuje dla
      SIEBIE. Co do tego chyba się zgadzacie.
      Więc jeśli ktoś rodzi chore dziecko i podnieca się ubrankami, zabaweczkami dla
      dziecka to nie ma pojęcia o życiu, to samo zresztą dotyczy ZDROWYCH dzieci.
      Ubranka, zabawki przeminą, a problemy nie tylko pozostaną, ale narosną. Dla
      każdej z tych grup zdrowych i chorych będą to różne problemy. Dziecko „pójdzie w
      świat” i tam dopiero zaczyna się prawdziwa batalia. W przypadku chorego dziecka
      będą to problemy podwójne.
      Teraz od siebie. Wiele mam dzieci chorych mówi: ale spójrz na ich uśmiechnięte
      buzie, czy nie są szczęśliwe, te dzieci też mogą się w życiu realizować itd.
      Owszem ja też mam fotki z dzieciństwa, na których się uśmiecham czy to oznacza,
      że jestem/byłam szczęśliwa? Czy się realizuję?
      Od zawsze przebywałam w środowisku zdrowych ludzi /tak się przypadkiem złożyło/,
      uczęszczałam do „normalnych” szkół, mam/miałam przyjaciół, skończyłam studia
      itd. I widzę tu uśmiech mam /chorych dzieci, że jednak można/ i tu nastąpi
      rozczarowanie, niestety nie jest tak różowo.
      I choć wiele osób podziwia mnie za optymizm, witalność itd., wiedzą doskonale,
      że w następnym „wcieleniu” proszę mamę o moją aborcję, bez żadnych wyrzutów
      sumienia ma to zrobić.
      I proszę mnie nie posądzać o ciężkie dzieciństwo /mam i miałam cudowną rodzinę,
      na którą mogę liczyć/, o depresję itd. Właśnie ta witalność i radość życia, że
      taki świat jest piękny /mimo okrucieństw/, że jest tyle fajnych rzeczy których
      chciałoby się spróbować, tyle wydarzeń, w których chciałoby się brać udział,
      emocji, których chciałoby się doświadczyć itd. a nie można bo choroba sprawia,
      że jest się bardzo ograniczonym.
      Proszę nie myśleć, że gdyby ludzie zdrowi wiedzieli, bardziej rozumieli świat
      chorych to żyłoby się łatwiej. Nie żyłoby się, bo nie na wszystko można mieć
      wpływ, choćby łyżwy, powiedz dzieciakowi, że koleżanka rozumie twoją chorobę,
      ale jak ma sparaliżowane dziecko nauczyć jeździć? Powiedz komuś kto pragnie
      wspinać się po górach, że pooglądaj sobie je w TV. To lizanie lizaka przez
      szybę. Owszem powiecie, że każdy człowiek z czegoś musi rezygnować-zgadza się,
      ale pozostaje zdrowym zawsze jakiś substytut /nie stać go na Alpy, pozostaną
      Tatry/, a w przypadku chorego z reguły go brak Takich przykładów jest milion.
      Ogromnej siły psychicznej, determinacji trzeba żeby chcieć żyć, czy taką siłę
      będzie miało dziecko chore /urodzone świadomie/, gdzie gdzie tzw."zdrowi" często
      z życia „odpadają”.
      Nie wspomnę o upokorzeniu jakie niesie ze sobą choroba.
      Niestety, ale natura ludzka jest tak dziwnie skonstruowana, że w jakiś
      podświadomy sposób czy tego chce czy nie odrzuca ludzi chorych jako … no
      niestety napiszę to gorszych. I żadna akcja propagandowa, uświadamianie,
      pokazywanie itp., tego nie zmienią, od zawsze gdzieś tam głęboko w
      podświadomości człowiek wybiera najlepsze /tego wcale nie narzuca reklama/, a
      nawet jeśli małymi krokami zmieniło się coś, że być może więcej się pisze,
      pokazuje i ludzie nie patrzą na nas chorych niczym na kosmitów to i tak w
      konsekwencji bilans życia chorego dziecka/dorosłego zawsze będzie ujemny. No
      chyba, że za główny cel życia ma się oglądanie telenowel i nic więcej,
      niedostrzeganie wysiłku bliskich w opiece i pielęgnacji chorego, nie
      zastanawianie się co dalej gdy zabraknie bliskich /tu akurat przypadek śmierci
      dzieci przed rodzicami wydaje mi się lepszym rozwiązaniem/. Wtedy owszem może i
      jest się szczęśliwym. Odnośnie tej śmierci, żeby było jasne, po zdrowej siostrze
      mama moja urodziła dziecko, które po trzech dniach zmarło, potem byłam ja.
      Dzisiaj jak rozmawiam z mamą owszem są przykre wspomnienia /a było to dziesiąt
      lat temu/, ale jak to się mówi czas leczy rany, więc gdyby i tak było ze mną?
      Mama odpowiada, że jeśli tak miałoby być to najlepiej zaraz po urodzeniu /tutaj
      całkowicie popieram rodziców, którzy nie zgadzają się na ratowanie na silę, stąd
      kolejne pytanie dlaczego później dorośli domagają się eutanazji/ dzisiaj nigdy w
      życiu mama nie chciałaby, żeby coś mi się stało. Cóż przyzwyczajenie zrobiło
      swoje. Ja stwierdzam że moja śmierć przed rodzicami to bardzo sensowne
      rozwiązanie. Cierpię gdy widzę, że to ja powinnam jej okna myć, przytaszczyć
      zakupy, a nie ona mnie, jak się rodzice starają mi pomagać gdy sami słabną itd.
      Taka jest PRAWDA, jeśli ktoś z nią się nie zmierzy tzn., że się oszukuje.

      I wreszcie pytanie zasadnicze jaki sens ma to wszystko -trzymanie przy życiu na
      siłę, gdy się z tego życia nie skorzysta, nie uczestniczy się w nim tak jak się
      by SAMEMU chciało.

      Proszę nie myśleć o mojej MAMIE źle /ja już nauczyłam moich rodziców rozmawiać
      na takie tematy wink/, ona jest NAJPIĘKNIEJSZYM I NAJCUDOWNIEJSZYM STWORZENIEM NA
      ZIEMI, ale w następnym wcieleniu ma żyć beze mnie/toboła wink.
      Trzymajcie się panie.
      Oxygen100 w wielu miejscach, masz rację, jednak styl wypowiedzi lub urok
      niewidzialnego internetowego interlokutora sprawia, że być może lekka pycha
      przemawia przez Ciebie i dlatego źle zostałaś odebrana, albo jesteś tak dumna i
      zadowolona z życia, że udało Ci się być szczęśliwą mamą zdrowego
      dziecka-gratuluję. Owszem jest się z czego cieszyć, ale zachowaj malutki
      procencik dystansu, bo nie zawsze tak musi być. To uczy pokory, która wbrew
      pozorom pomaga bardzo w życiu, no….czasemwink. Pozdrawiam słodko-gorzko.

      • verdana Re: Chcecie to macie-podsumowanie 21.06.07, 22:57
        Niezależnie od tego, ze piszesz bardzo mądrze i że w wielu wypadkach możesz
        mieć rację (i pewnie ją masz), ja bym zastanowila się nad jedną sprawą.
        Piszesz, ze w przyszłym wcieleniu wolałabyś, aby Twoja mama wybrała aborcję.
        Rozumiem, ze tak byłoby lepiej dla Ciebie.
        Ale jak czytam, co napisałaś, to myslę sobie, ze jednak byłaby naprawdę duża
        strata dla wszystkich innych. Dla nas też.
        • limanowa2 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 21.06.07, 23:17
          Kolejne zmierzenie się z PRAWDą. Po przeczytaniu tego tekstu napisałaś miłe
          słowa, bo to nie jest takie trudne. Jednak rzeczywistość jest inna, jest taka
          jakie były były Twoje pierwsze myśli po przeczytaniu-prawda?
          Kurtuazja wzięła górę nad PRAWDą, jakże okrutną.
          Nie martw się ja też tak czasem robięwinkPozdrawiam
          • igge Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 02:12
            Limanowa, nie masz monopolu na PRAWDĘ, to co piszesz , poruszjąco, ale jest
            tylko Twoją prawdą. Nie wszyscy uważają niesprawność np fizyczną lub
            intelektualną za coś gorszego. Kłania się tu poprawność polityczna ostatnio
            bardzo wyśmiewana. Receptą na szczęście nie jest eliminowanie ludzi specjalnej
            troski. Nie jest też niczym dobrym zapobieganie za wszelką cenę pojawieniu się
            osób niepełnosprawnych na świecie. Trzeba sobie pomagać, czy to w świecie
            zdrowych czy wymagających więcej opieki ludzi. Żeby zmienić to o czym piszesz
            należy powolutku ale zmieniać świat we właściwym kierunku a rozwiązania, które
            proponujesz to zły kierunek. I owwszem, moje dziecko (z MPDz) siedziało na
            ławce podczas występu tańca szkolnej zerówki na zakończenie roku i na pewno w
            tym momencie nie było jej przyjemnie ale poruszę niebo i ziemię, żeby następnym
            razem nie została z tańca wykluczona. Sedno sprawy nie leży w
            niepełnosprawności córki tylko w podejściu do niej jej wychowawczyń. W
            przedszkolu przy tym samym tańcu bez żadnej mojej interwencji jej pani
            przetańczyła z nią pół występu. A mając genetyczną chorobę zawsze i tak chyba
            wierzy się, ma się nadzieję, że dziecku jej się nie przekaże...I owszem
            chciałabym mieć kolejne dziecko wiedząc, że mogę przekazać jakiś gen choroby
            genetycznej.
            • gofer73 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 08:51
              Igge bardzo Ci dziękuję za tę wypowiedź.
              Limanowa - większość rzeczy o których piszesz spędzają mi sen z powiek, ale
              wierzę że powoli nasz swiat będzie się zmieniał na plus i to co niedostępne
              albo niemożliwe do wykonania nie będzie wywoływało u mojego dziecka takich
              uczuć jak u Ciebie. Myślę, że ważne jest znaleźć sens swojego życia, nawet tak
              ograniczonego jak piszesz. I ja mam zamiar ten sens zaszczepić swojemu synowi.
            • limanowa2 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 20:44
              > Limanowa, nie masz monopolu na PRAWDĘ
              Zgadza się, czy ja to gdzieś napisałam, wyraziłam tylko swoje zdanie, bo kilka
              osób było ciekawych co chore dzieci by na ten temat napisały, stąd mój głos.
              To o czym piszesz jest bardzo proste i logiczne dla Ciebie jako matki, która
              kocha dziecko takie jakie jest. Z tym się zgodzisz-prawda? Mądre są także Twoje
              słowa odnośnie zmiany świata "ku lepszemu", tylko czy realne? Nie ja stworzyłam
              ludzką naturę, że ludzie są tacy jacy są i wolą wybierać piękno, zdrowie i
              szczęście. Z drugiej strony jest to ciekawe właśnie dlaczego tak jest? Powtórzę
              owszem pokazuje się chorych, tłumaczy to i owo i co??? I.. nie bardzo chciałam
              coś Ci pisać, bo tak właśnie u mnie się zaczęło, owszem w przedszkolu
              miło,wesoło, później szkoła i już pierwszy schodek jak u Twojej córki /z tym
              tańcem/, dzieci nie zawsze były grzeczne i dokuczały /mimo to jakoś moja
              psychika dawała sobie radę/oby także to udało się Twojej córce/ wycieczki,
              choćbym nie wiem jak chciała z tak oczywistych względów nie wszystkie były
              możliwe i tak zaczęły pojawiać się pierwsze problemy żYCIA. Bo jak już wcześniej
              napisałam wychowuje się dziecko nie dla siebie, o ile Ty i Twoja rodzina
              kochacie je i chronicie to "na zewnątrz" już tak nie jest.
              Mam taką prośbę spójrz na moją wypowiedź i podziel ją, że owszem w okresie
              dzieciństwa uda Ci się być może coś wywalczyć,jakąś namiastkę normalności,ale co
              dalej....

              > na pewno w tym momencie nie było jej przyjemnie ale poruszę niebo i ziemię,
              żeby następnym
              > razem nie została z tańca wykluczona.

              a dalej ... czy będziesz mając już nie tyle sił co dziś w stanie biegać po
              urzędach i przekonywać, że moje dziecko jest wartościowe, zaproponujcie jej
              jakąś pracę, czy znajdziesz przyjaciół, czy przekonasz jakiegoś mężczyznę
              pokochaj ją, załóż rodzinę, a potem nie zapominajcie o niej gdy mnie zabraknie.
              Proszę Cię tylko nie denerwuj się na mnie, ale z biegiem lat te problemy są
              oooogromne !, a sił będzie ubywać, czy uda Ci się aż tak zmienić świat, nie
              można nikogo do niczego zmuszać.Wiem, że to co napisałam jest bardzo okrutne,
              ale nie miałam zamiaru Ciebie obrażać, ja po prostu już ten etap przeszłam
              /dzieciństwa-całkiem udanego, młodości-jako takiej/ i pytam co dalej? Ty i Twoje
              dziecko będzie miało dokładnie takie samo pytanie. Może się mylę...Oby.
              Dlatego uważam, że moje rozwiązanie jest rozsądniejsze-to jest moje zdanie.

              I jeszcze jedno

              A mając genetyczną chorobę zawsze i tak chyba
              > wierzy się, ma się nadzieję, że dziecku jej się nie przekaże...I owszem
              > chciałabym mieć kolejne dziecko wiedząc, że mogę przekazać jakiś gen choroby
              > genetycznej.

              Szczerze podziwiam, ale niestety nie pozytywnie. To jest szafowanie ludzkim
              życiem. Niestety czucie i wiara mniej mi mówią niż mędrca szkiełko i oko.
              Co odpowiesz dziecku gdy ze łzami będzie prosić mamo ja chcę biegać? Powiesz ja
              Ciebie skarbie kocham !!!
              No chyba, ze masz na uwadze chorobę genetyczną polegającą na diecie.
              Pozdrawiam serdecznie i życzę sił.

          • melka_x Limanowa 22.06.07, 10:29
            Limanowa ja przyjmuję i kupuję Twój punkt widzenia. Ale... jedno ale. Czy dasz
            sobie rękę uciąć, że wszystkie osoby w Twojej sytuacji myślą jak Ty? Są również
            osoby, w nie lepszej sytuacji od Ciebie, które twierdzą, że cieszą się z życia.
            I cały problem polega na tym, że nie wiemy, do której grupy nasze chore dziecko
            kiedyś dołączy. I każdy z rodziców oceniając to bierze pod uwagę swój punkt
            widzenia, swoje 'czy ja chciałbym żyć, czy nie będąc chorym'. A dziecko może
            myśleć inaczej (co oczywiście działa w OBIE strony, czyli może cieszyć się z
            życia mimo choroby, jak również może mieć żal do matki, że ta zdecydowała się
            je urodzić).

            Może jesteś za mało egocentryczna, za bardzo nastawiona na odczucia innych?
            • limanowa2 Re: Limanowa 22.06.07, 20:58
              Zgadza się i też rozumiem Twój punkt widzenia, ale czy ryzyko rozgoryczenia
              życiem /czyli nie mogę żyć tak jakbym chciał-a choćby po "trosze!!!" nie wzrasta
              gdy ma się chorobę genetyczną?
              Jakie jest Twoje samopoczucie gdy masz ból głowy? Owszem żyjesz, robisz coś,
              działasz, ale wolisz jak ....Ujęłam to bardzo delikatnie.
            • limanowa2 Re: Limanowa 22.06.07, 21:21
              Jeszcze jedno melka_x

              > Może jesteś za mało egocentryczna, za bardzo nastawiona na odczucia innych?
              Umiem prosić, bo inaczej bym nie była w stanie egzystować, ale wyobraź sobie, że
              chyba jakieś granice rozsądku muszą być zachowane.
              Przykład z ostatniej chwili, a jest ich w moim życiu ogromnie wiele. Marzę o
              koncercie Rolling Stonsów, są na wyciągnięcie dłoni, Warszawa, lipiec itd,
              zaledwie 150 km i... mam prosić, bo według Ciebie jestem za mało egocentryczna ok.
              Tylko najpierw zapytam czy wiesz jak wygląda, że tak powiem logistyka osoby
              niepełnosprawnej na coś takiego. Owszem powiesz widziałam ludzi na wózkach, a
              jakich jeszcze widziałaś, a może kogoś w stylu Janusza Switaja? Jeśli ktoś
              zabrał zdanie na przedstawiony problem tzn, że jakieś ma doświadczenie i nie
              rzuca słów na wiatr. I to są właśnie takie uroki posiadania chorego dziecka,
              jeśli uważacie, że chore dzieci nie będą miały takich dylematów i problemów jak
              ja, to przepraszam, widocznie urwałam się z choinki.
          • verdana Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 15:44
            Nie - akurat moja córka ma teraz kilku przyjaciół na wózkach, i jakoś chodzi z
            nimi na piwo, wiec tez nie uwaza, aby jej lepiej było bez nich. A ja własnie
            dowiedziałam się, ze w mojej rodzinie jest obciążenie genetyczne - nie takie
            bardzo istotne, ale ze sporym prawdopodobieństwem skracające życie.
        • guderianka mamy podsumowanie-1 osoby 22.06.07, 18:23
          a jedna jaskółka wiosny nie czyni. nie bede oceniac życia mojego dziecka na
          pdst jakości twojego zycia. dla mnie egzaminem końcowym jest to co powie mi
          moje dziecko za czas jakis

          • limanowa2 Re: mamy podsumowanie-1 osoby 22.06.07, 20:53
            Czy czytasz jakieś strony ludzi nieuleczalnie chorych, po wypadkach itd.? Nie
            mówię o stronach dla MłODYCH /hormony niosą jednakowo wszystkich/.Z całym
            szacunkiem nie życzę, aby Twoje dziecko kiedyś tam pisało posty. Ale tam są
            wypowiedzi wielu dorosłych /to zasadnicza różnica/, a Twoje dziecko nim się
            obejrzysz będzie dorosłym człowiekiem i przyjdzie mu się zmierzyć z życiem.
            Udane życie osoby niepełnosprawnej to jak miliard w środę miliard w sobotę,
            życzę wygranej i pozdrawiam, a czas myślę sobie wiele rzeczy zweryfikuje.
            Co do jakości mojego życia uwierz patrząc na innych niepełnosprawnych miałam
            wiele szczęścia, a mimo to mam takie poglądy, powinno to dać coś do myślenia.
            • guderianka Re: mamy podsumowanie-1 osoby 22.06.07, 21:14
              nie-nie mam czasu na takie pierdoły. serio. niech se płaczą marudzą użalają się
              nad sobą. ich problem ich sprawa. każdy z nas mógłby załamać ręce nad sobą-bo
              każdy ma jakiś problem. kwestia jak sobie z nim poradzi.

              nie będe czytac bo mam niepełnosprawnych wokół siebie-i jest wsród nich
              mężczyzna który stracił oko w wieku 7lat i ma styrany kręgosłup, i jest wśród
              nich kobieta u której po 3 ciązy wykryto nieluleczalną chorobę tkanki
              chrzestnej, miałam też zaszczyt lepiej poznać młodą dziewczyną bez nogi, częsci
              miednicy, odbytu, -zyją, czasem narzekają ale nie robią ze swego życia drogi
              krzyżowej. skoro twoje życie jest takie "be"-cóż przykro mi-bo co mogę więcej.
              nie probuj jednak wcisnąć wszystkich niepełnosprawnych do jednego wora,z
              etykietą "nam jest bardzo źle"- "Udane życie osoby niepełnosprawnej to jak
              miliard w środę miliard w sobotę"-wiesz skarbie-ja nie gram w totka bo biorę
              życie we własne ręce-czego może i tobie życzę. są problemy - których ty nigdy
              nie doświadczysz własnie z racji swej choroby i...ciesz sie z tego.
              pozdrawiam i życzę w życiu więcej światła
              -----------------------------
              wnioskuję z twoich wypowiedzi-z twojego żalu, pesumizmu braku "iskry"-że twoi
              rodzice inaczej wychowywali ciebie niż ja swoje dziecko - nie mówię tego w
              negatywnym sensie ani ich nie oceniam po prostu -inne czasy wtedy były, inaczej
              sie traktowało niepełnposprawne dziecko. i nie mam tu na myśli zapewnienia
              zaspokojenia potrzeb fizjologicznych-ale równiez emocjonalnych. jestem
              przekonana że radość mojej corki nie jest jak ty to ujełaś " nieprawdziwa " i
              że po latach okaże się że tak naprawde nie było to szczescie. jestem również
              przekonana że córka nie powie że "w przyszłym życiu wybrałaby własną aborcję "-
              a jeśli tak powie to będzie to moja totalna porażka. wychowanie dziecka
              niepełnosprawnego to nie tylko rehabilitacja, sanatoria, turnusy. leczenie,
              operacje, szpitale i czas wypełniony czymś tam pomiędzy medycznymi aspektami
              życia. osobowość dziecka kształtuje sie poprzez małe codzienne zachowania,
              drobne szczegóły, poprzez wspólnie spedzony czas. myślę że twoja mama nie była
              szczęśliwa...i dlatego nie nauczyła również ciebie czym jest szczęscie.
              • limanowa2 Re: mamy podsumowanie-1 osoby 23.06.07, 00:17
                każdy z nas mógłby załamać ręce nad sobą-bo
                > każdy ma jakiś problem. kwestia jak sobie z nim poradzi.

                Otóż nie mogę sobie sama poradzić bez pomocy innych. Jakim prawem mam obarczać
                sobą kogoś ???

                Nie przeczytałaś uważnie mojej wypowiedzi, nie jestem PESYMISTKą, i nie wrzucam
                wszystkich do jednego wora.
                Zauważ są niepełnosprawności i niepełnosprawności. Te niepełnosprawności, z
                którymi się spotkałaś pozwalają w miarę samodzielnie funkcjonować. Co powiesz mi
                uzależnionej całkowicie od osób trzecich, tym którzy są na respiratorach itd.
                Zarzucasz mi, ze wszystkich traktuję jednakowo, a Ty zrobiłaś dokładnie to samo.
                szkoda, ze właśnie nie czytasz tych, którzy płaczą, bo ważne DLACZEGO???? Z
                reguły zakres samodzielności mają zerowy. Zrozumiałaś?

                wiesz skarbie-ja nie gram w totka bo biorę
                > życie we własne ręce-czego może i tobie życzę.

                Bardzo, ale to bardzo chciałabym MóC WZIąć żYCIE w swoje ręce, ale moje całe
                ciało jest tak wiotkie, że się nie da, a głową SAMą nic nie zdziałasz skarbie,
                ciało do działania w życiu jest bardzo potrzebne.

                Mała uwaga z reguły gdy brak argumentów atakuje się personalnie, a nie poglądy,
                czyli zrobiłaś to co najłatwiej najlepiej powiedzieć, że mam mamę fe-, jakże nie
                umiesz czytać uważnie to co o niej napisałam w pierwszym poście, ale po co
                czytać, nie ma się czasu na takie pierdoły, najlepiej kogoś zaatakować, jak nie
                myśli tak jak się chce.

                są problemy - których ty nigdy
                > nie doświadczysz właśnie z racji swej choroby i...ciesz sie z tego.

                i vice-versa
                • guderianka Re: mamy podsumowanie-1 osoby 23.06.07, 09:07
                  Otóż nie mogę sobie sama poradzić bez pomocy innych. Jakim prawem mam obarczać
                  > sobą kogoś ???

                  i oto pojawia się cały BŁĘDNY tok twojego rozumowania. Jak prawem? A takim jak
                  cała reszta społeczenstwa-chorego, zdrowego,nałogowego,dobrego, złego.Prosic o
                  pomoc to żadna ujna. Tak samo proszą zdrowi gdy sobie nie dają rady lub chcą
                  sobie coś ułatwic. tak samo prosiłam ludzi w autobusie by pomogli wynieść wozek
                  gdy jechałam na rehabilitacje z niepełnosprawną córką i tak samo prosiłam ludzi
                  o pomoc przy wysiadaniu gdy jechała z wózkiem i zdrową córką na lody. WHATEVER?
                  tak samo proszę o coś dla zdrowego jak i dla chorego dziecka. tak samo
                  niedowidząca koleżanka prosi moją córkę o pomoc w znalezieniu zabawki czy
                  ułożeniu puzzla i tak samo moją córkę proszą o pomoc zdrowe dzieciaki.
                  WHATEVER? nie traktuj swojego istnienia jako zła koniecznego, nie mów że kogoś
                  obarczasz sobą bo podejrzewam że w rezulatcie większość ludzi może wkurzać
                  twoje nastawienie, utyskiwanie i własnie takie stosunek (twoje myslenie że
                  obarczasz) niż zwykła LUDZKA prośba o pomoc

                  Bardzo, ale to bardzo chciałabym MóC WZIąć żYCIE w swoje ręce, ale moje całe
                  > ciało jest tak wiotkie, że się nie da, a głową SAMą nic nie zdziałasz skarbie,
                  > ciało do działania w życiu jest bardzo potrzebne

                  no masz takie ciało. lipa. problem straszny, jesteś uwieziona i mnóstwo
                  ograniczen. i wiesz co masz jeszcze? świetny umysł, sprawną mowę (na
                  piśmie),logiczność rozważań, spostrzegawczość, trafność spostrzeżeń. Wiesz ilu
                  znam sprawnych fizycznie którzy w połowie nie są tak inteligentni niż ty? Zycie
                  im lekko płynie, bo są nieświadomi swoich umysłowych ograniczeń, są uśpionymi
                  zombiakami, którym wydaje sie tylko że żyją, że O TO W ŻYCIU CHODZI.skarbie wink

                  Mała uwaga z reguły gdy brak argumentów atakuje się personalnie, a nie poglądy,
                  > czyli zrobiłaś to co najłatwiej najlepiej powiedzieć, że mam mamę fe-, jakże
                  ni
                  > e
                  > umiesz czytać uważnie to co o niej napisałam w pierwszym poście, ale po co
                  > czytać, nie ma się czasu na takie pierdoły, najlepiej kogoś zaatakować, jak
                  nie
                  > myśli tak jak się chce

                  przepraszam jeśli uznałaś to za atak personalny, napisałam w poście również że
                  nie oceniam i nie neguję-więc jakże bym mogła atakować? takie są fakty. teraz
                  są inne czasy.miałaś pecha że urodziłaś sie 25 (ile masz lat?) lat temu. te
                  ćwierc wieku wiele zmieniło. czy chcesz czy nie przecierasz szlaki. to właśnie
                  między innymi ty pracujesz nad tym jak będzie wyglądał świat niepełnosprawnych
                  za kolejne ćwierć wieku. ty-oraz my-mamy obecnych dzieci niepełnosprawnych.


                  • limanowa2 Re: mamy podsumowanie-1 osoby 23.06.07, 11:06
                    >
                    > i oto pojawia się cały BŁĘDNY tok twojego rozumowania. Jak prawem?

                    Niezbyt jasno się wyraziłam. Nie chodzi mi o pomoc typu proszę mi podać,
                    przynieść itd.
                    Chodzi mi o pomoc polegającą na opiece 24-godzinnej na osobą chorą, jaką
                    wykonują moi rodzice. Kogo mam prosić by zastąpił ich po śmierci?Jakim prawem
                    mam obarczać - ... kogo? Może znasz? W końcu posiadanie dziecka to DECYZJA
                    RODZICóW.Prawda? Nie jestem odosobniona w tym problemie /czytaj Janusz Switaj/
                    Patrzysz na problem niepełnosprawności w miarę dającej szansę na samodzielne
                    życie i przede wszystkim patrzysz przez pryzmat dziecka chorego. Ja już to
                    przeszłam daaawno temu /to odnośnie wieku/i z dziecka stałam się dorosła i pytam
                    jakie mam prawo kazać komuś mnie p i e l ę g n o w a ć ? U Z A L E Z N I C taką
                    osobę od mojej choroby. Bardzo uprościłaś schemat niepełnosprawności.Nie chodzi
                    o pomoc doraźną-zrozumiałaś mnie? I jeśli masz jakiś patent co dalej z ludźmi
                    chorymi /którzy kiedyś byli dziećmi jak dziś Twoje/chętnie wysłucham, poczekam....
                    Jak widzisz przyszłość swojego dziecka gdy Was zabraknie?
                    Czy teraz zrozumiałaś moje wszystkie przemyślenia? I już wiesz dlaczego mówię,
                    że jeśli kobieta wie o o dużych problemach genetycznych swojego przyszłego
                    dziecka i decyduje się na posiadanie go, to jak to nazywam to lekkomyślnością,
                    egozimem, brakiem dojrzałości?

                    no masz takie ciało. lipa. problem straszny, jesteś uwieziona i mnóstwo
                    > ograniczen. i wiesz co masz jeszcze? świetny umysł, sprawną mowę (na
                    > piśmie),logiczność rozważań, spostrzegawczość, trafność spostrzeżeń. Wiesz ilu
                    > znam sprawnych fizycznie którzy w połowie nie są tak inteligentni niż ty?

                    Uwierz guderianko tym nie jestem w stanie zaspokoić apetytu i chęci na życie sad
                    Co mi daje, że wiem kim jestem, że znam swoją wartość kiedy tego się nie da
                    wykorzystać ? Każdy wspiera ...słowem, a potem...wraca do swoich zajęć, a chory...?

                    Zycie
                    >
                    > im lekko płynie, bo są nieświadomi swoich umysłowych ograniczeń, są uśpionymi
                    > zombiakami, którym wydaje sie tylko że żyją, że O TO W ŻYCIU CHODZI.skarbie wink

                    Właśnie TYM BARDZIEJ mnie boli jak widzę, że nic nie pojmują i je marnują...
                    Chętnie skorzystałabym z ich zdrowego ciała. Właśnie o to chodzi, że widzisz,
                    czujesz rożne smaki życia, których chcesz skosztować, a nie możesz.

                    >
                    > przepraszam jeśli uznałaś to za atak personalny

                    Nie obrażam się bo życie w tej kwestii mnie nieźle wyćwiczyło już od podwórka wink


                    te
                    > ćwierc wieku wiele zmieniło. czy chcesz czy nie przecierasz szlaki. to właśnie
                    > między innymi ty pracujesz nad tym jak będzie wyglądał świat niepełnosprawnych
                    > za kolejne ćwierć wieku. ty-oraz my-mamy obecnych dzieci niepełnosprawnych.
                    >

                    Ok, powiem tak jestem duuuużo, duuuużo starsza od podanego przez Ciebie wieku i
                    dużo z pewnością od Ciebie. Naukę zaczynałam gdy słowo I N T E G R A C J A NIE
                    ISTNIAłO, a mimo to edukację kończyłam w trybie normalnym i znów pewnie kogoś
                    zdenerwuję, było niestety lepiej niż ...dziś. Jedyne zaświadczenie jakie mama
                    musiała dostarczyć to zwolnienie z w-fu. Reszta poszła na SłOWO!!! Uwierzysz?
                    Jak słucham o dzisiejszych problemach to nie wiem co mam powiedzieć. Zrozum mnie
                    teraz dobrze, chcemy pokazywać chore dzieci, tłumaczyć, że one mogą potrafią
                    itd, ale miecz jest obosieczny i widzę, że to zaczęło działać w drugą stronę.
                    Ludzie słuchają, współczują, coraz więcej rozumieją i ...wyciągają wnioski. Boją
                    się współpracy w przedszkolu, szkole, pracy, bo... a co będzie jak się coś
                    stanie takiej osobie, pociągną mnie odpowiedzialności, sądy, pieniądze, nerwy
                    itp. Po co mi to-tak z reguły myślą. Stąd te problemy. A uwierz moja choroba też
                    mogła ulec pogorszeniu, mogła nawet skończyć się śmiertelnie na wskutek
                    np.upadku ze schodów. Mimo to tyyyyyyyyyle lat temu tak bardzo poszli moim
                    rodzicom i mnie na rękę. Dzisiaj z tego co widzę idzie to w zupełnie nie w tym
                    kierunku co powinno.
                    • guderianka limanowa 23.06.07, 11:11
                      fajnie sie z tobą gada-odpiszę później bo teraz nie mam czasu a nie chce
                      odwalić chały tylko napisać porządnie-zasługujesz na to.
                    • guderianka Re: mamy podsumowanie-1 osoby 23.06.07, 14:56
                      Chodzi mi o pomoc polegającą na opiece 24-godzinnej na osobą chorą, jaką
                      > wykonują moi rodzice. Kogo mam prosić by zastąpił ich po śmierci?Jakim prawem
                      > mam obarczać - ... kogo? Może znasz? W końcu posiadanie dziecka to DECYZJA
                      > RODZICóW.Prawda? Nie jestem odosobniona w tym problemie /czytaj Janusz Switaj/
                      > Patrzysz na problem niepełnosprawności w miarę dającej szansę na samodzielne
                      > życie i przede wszystkim patrzysz przez pryzmat dziecka chorego. Ja już to
                      > przeszłam daaawno temu /to odnośnie wieku/i z dziecka stałam się dorosła i
                      pyta
                      > m
                      > jakie mam prawo kazać komuś mnie p i e l ę g n o w a ć ? U Z A L E Z N I C
                      taką
                      > osobę od mojej choroby

                      racja. wiele zależy od rodzaju niepełnosprawności i jego stopnia.
                      pytasz kto? otóż właśnie wielu rodziców między innymi dlatego decyduje sie na
                      drugie dziecko. By zdrowe mogło zająć się chorym gdy ich zabraknie. I nie jest
                      to wcale obarczanie kogoś ale po prostu zwykła "tranzakcja rodzinna". Poza tym-
                      czym innym jest obowiązek a czym innym powinność.


                      I jeśli masz jakiś patent co dalej z ludźmi
                      > chorymi /którzy kiedyś byli dziećmi jak dziś Twoje/chętnie wysłucham,
                      poczekam.
                      > ...
                      > Jak widzisz przyszłość swojego dziecka gdy Was zabraknie?

                      Mamy łatwiej. Córka jest samodzielna. Nie bedzie miała problemów z egzystencją


                      Czy teraz zrozumiałaś moje wszystkie przemyślenia? I już wiesz dlaczego mówię,
                      > że jeśli kobieta wie o o dużych problemach genetycznych swojego przyszłego
                      > dziecka i decyduje się na posiadanie go, to jak to nazywam to lekkomyślnością,
                      > egozimem, brakiem dojrzałości

                      zrozumiałam -bo napisałaś o swojej chorobie i jej głębokości. szkoda że nie
                      zawarłaś tego w początkowych postach bo nie doszło by do wielu nieporozumien i
                      niedopowiedzen. Rozumiem twoje przemyslenia-ale jak napisałam gdzies tam nizej:
                      wszystko zależy od sytuacji danej osoby i od choroby którą może być obciążone
                      dziecko

                      Uwierz guderianko tym nie jestem w stanie zaspokoić apetytu i chęci na życie sad
                      > Co mi daje, że wiem kim jestem, że znam swoją wartość kiedy tego się nie da
                      > wykorzystać ? Każdy wspiera ...słowem, a potem...wraca do swoich zajęć, a
                      chory
                      > ...?

                      wierzę
                      i cieszę się że jest ktoś kto cię wspiera nawet tym słowem, bo niektórzy nawet
                      tego słowa nie usłyszą

                      odnośnie tego co napisałaś o integracji. ktoś "stworzył" to pojęcie, ktoś
                      chciał by zostało wcielone w życie. ktoś a raczej dużo ktosi nie chce źle dla
                      niepełnosprawnych -ale chce dobrze. że nie wychodzi? na to trzeba lat. kiedyś
                      było mniej osób niepełnosprawnych bo..umierały. selekcja gatunki. stąd
                      jednostkowe przypadki chociaż rzucały sie w oczy nie wołały głośno o "równe
                      prawa" . wraz z upływem lat i postępem medycyny ludzi niepełnosprawnych jest
                      coraz więcej-i dlatego rozpędy nabierają integracyjne zapędy

                      i wiesz...męczy mnie to co napisałaś o swojej mamie i aborcji. czy twoja mama
                      nie zyje w poczuciu krzywdy że wydała cię na świat? czy ona cierpi wiedząc że
                      tobie jest tak strasznie źle?
                      • limanowa2 Re: mamy podsumowanie-1 osoby 23.06.07, 19:29
                        Dziękuję stokrotnie, za zrozumienie.
                        Odnośnie tego o jakim rodzaju niepełnosprawności mówiłam to zaznaczyłam to na
                        samym początku:jako osoba chora z pełną świadomością odpowiadam, że jeśli ktoś
                        będąc ŚWIADOMYM
                        !!! przekazania choroby /CIĘŻKIEJ, NIEULECZALNEJ o takich tu mówimy/...

                        Wczytałaś się i zrozumiałaś mnie, super dziękuję. Cieszę się, że Twoja córa jest
                        zdolna do samodzielnej egzystencjismile
                        mogłabym jeszcze długo polemizować odnośnie tego kontraktu, to nie do końca tak.
                        Moja siostra też idzie w zaparte, że mnie nie zostawi, ale pozostają inne
                        kwestie, a gdy sytuacja zmusi ją do pracy gdzieś daleko od Polski, gdzie nie
                        będzie warunków, a tutaj nie będzie miała pracy ani pieniędzy. A może coś się
                        stanie z jej mężem lub nią samą... itd. Dlaczego ja mam być więc dodatkowym
                        obciążeniem ? Można tak dywagować w nieskończoność. Ten problem będzie tylko i
                        wyłącznie moim problemem i niestety ja go SAMA będę musiała rozwiązać. Niestety
                        problem by nie istniał gdyby mnie nie było...

                        >
                        > i wiesz...męczy mnie to co napisałaś o swojej mamie i aborcji. czy twoja mama
                        > nie zyje w poczuciu krzywdy że wydała cię na świat? czy ona cierpi wiedząc że
                        > tobie jest tak strasznie źle?

                        smile))właśnie siedzę z rodzicami przy lampce wina /dzień taty/ i przytoczyłam im
                        niektóre wypowiedzi. Jesteśmy dorośli i dosyć specyficzni, dlatego rozmawiamy o
                        tym otwarcie. Z pewnością jest jej przykro, gdy złoszczę się na to i owo, ale
                        świadomość nasza WSPóLNA, że nie zrobili tego świadomie /chcieli świadomie
                        chorego dziecka/ jest tutaj akurat dla nas jakimś usprawiedliwieniem-wspólnym.
                        Czy cierpimy? To chyba nie to forum i miejsce na takie dyskusje smile) Z pewnością
                        pomaga nam wrodzony optymizm, a że czasem lubimy czarne tematy wink)) to już taki
                        nasz urok.Dorośliśmy do poruszania takich tematów i wcale nas to nie rani.
                        Z pewnością chcieliby, żebym była zdrowa jak każdy rodzic-prawda?
                        Pozdrawiam serdecznie, ale już komuś wcześniej napisałam, że za bardzo odbiegamy
                        od głównego wątku dlatego zakończę moje posty.Ok? Serdecznie i cieplutko
                        pozdrawiam. Fajowa z Ciebie kobitka i trzymaj się mocno, ściskam i całuję, moc
                        buziaków córce przesyłam.
      • joanna35 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 07:35
        Limanowa2 dziekuję za Twój post, chociaż w pierwszej chwili czytania wszystko
        się we mnie buntowało. Jestem matką chorego dziecka, matką z przypadku b,
        kocham swojego syna nad życie, ale przyszłość mnie przeraża i miotam się między
        myślą,że może umrze przede mną(i czuję jak serce pęka mi na tysiące kawałków)a
        myślą, jak będzie wyglądało jego życie, kiedy ja umrę pierwsza - kto go
        przytuli, zadba o jego potrzeby(i znów serce mi pęka). Obawiam się(wolałabym,
        żeby tak nie było), że masz bardzo dużo racji i jest bardzo dużo prawdy w tym
        co piszesz. Boli jak cholerasadPozdrawiam Cię serdecznie.Joanna
        • limanowa2 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 21:40
          joanna35 chciałam coś nawet na priv wysłać, ale nie chcę już mieszać.
          Często tak mam, że jak z kimś na taki temat rozmawiam, trochę się burzą, ale w
          efekcie końcowym mówią - no tak, tak właśnie jest.
          Po prostu się nie oszukujesz.
          Na pocieszenie dodam, że mi to osobiście pomogło, mniej się przestałam buntować,
          gdy twardo sobie to samej uświadomiłam. Bardziej człowiek się godzi? rezygnuje?
          Nie wiem? Ale wiem jedno gdyby dokonano na mnie aborcji ta sytuacja i te pytania
          nie męczyłyby mnie dodatkowo.
          A tak ...boli, boli i to bardzo jak diabli.
          • joanna35 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 22:17
            Limanowa być może mój syn nie będzie miał takich dylematów, ponieważ na dzień
            dzisiejszy jest opóźniony w rozwoju umysłowym(motorycznym też) w stosunku do
            swoich rówieśników o jakieś 5-6lat i może nigdy nie bedzie w pełni świadomy
            tragedii jaka go spotkała, ale wierzę , że na pewno będzie czuł, że coś jest
            nie tak i tego świadomość jest dla mnie bolesna, bo jak i kto mu wytłumaczy
            dlaczego nikt go nie przytula odkąd np. mama jest w szpitalu czy zmarła.Być
            może mojemu synowi obce bedą Twoje przemyślenia, uczucia itd, niemniej bardzo
            interesuje mnie , ujmę to tak lakonicznie, samopoczucie chorego dziecka na
            różnych etapach rozwoju i chętnie porozmawiałabym na ten temat z Tobą. Gdybyś
            kiedykolwiek miała czas i ochotę pogadac podaję numer gg 878513. Zapraszam.
      • vharia Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 09:49
        limanowa2 napisała:

        > Rozróżnijcie więc problem.
        > a/jestem chora i moje dziecko też może być chore
        > b/jestem zdrowa i nikt w mojej rodzinie na żadną genetyczną chorobę nie
        > chorował, a los, przypadek, Bóg, geny, wirusy etc. jak kto woli, że mam chore
        > dziecko.
        >
        > Większość osób, które wypowiadały się na – „nie” - miały na w
        > zględzie właśnie
        > punkt - a.
        > Natomiast rzesza oburzonych niestety jest dotknięta przypadkiem z punktu –
        > ; b.

        Trafiłaś w sedno.
        Jak widzę poglądy na przypadek "a" mamy identyczne. Pozdrawiam i dziekuję za
        pouczający, osobisty post.
      • oxygen100 Re: Chcecie to macie-podsumowanie 22.06.07, 22:11
        Oxygen100 w wielu miejscach, masz rację, jednak styl wypowiedzi lub urok
        > niewidzialnego internetowego interlokutora sprawia, że być może lekka pycha
        > przemawia przez Ciebie i dlatego źle zostałaś odebrana, albo jesteś tak dumna
        i zadowolona z życia, że udało Ci się być szczęśliwą mamą zdrowego
        > dziecka-gratuluję.

        nie mam dzieci i raczej miec ich juz nie bede.
    • vatum Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 06:58
      Zależy jaka by to była choroba... Jeżeli oboje rodzice nosza ten sam zły chromosom, to wystarczyłaby zmiana partnera by mieć zdrowe dziecko.
      Gdybym chciała mieć drugie dziecko a pierwsze byłoby chore, to poszukałabym innego dawcy nasienia, czy nawet dawczyni jajeczka. Zawsze jest jakieś wyjście.
      Rodzenie 3, 4 dzieci pomimo, że jest nikła szansa by któreś z nich było zdrowe, to głupota. Powiedziałabym nawet, że jest to krzywdzenie dzieci z premedytacja.
      Żyjemy w czasach tak zaawansowanej technologii, że nie ma co "gdybać" tylko robić badania. Ręce opadaja jak słyszę, że pomimo dwójki, cy trójki chorych dzieci, matka ma następne, bo "myślała", że będzie zdrowe. Znam jedna pania co ma 4 dzieci z zespołem Downa, bo ona myślała....
      Z drugiej strony nie raz jest to niedbałość lekarzy, którzy nie tłumacza zasad wad czy chorób genetycnych dlatego też kobiety myśla, że to "przejdzie" i rodza kolejne chore dzieci.
      Ja mam wadę genetyczna. Dla całej rodziny był to dramat a ja w ogóle tego nie dostrzegam. Gdyby moje dziecko urodziło się z ta sama wada, nie byłoby to dla mnie dramatem. Ale drugiego dziecka bym wtedy nie rodziła. Albo zmieniłabym partnera by wada miała mniejsze szanse na powtórzenie smile
    • ruda110 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 10:36
      Chciałam tylko powiedzieć, że takie dyskusje to tylko teoria... Moja córeczka
      miała niespełna roczek gdy zmarła z powodu nieuleczalnej choroby genetycznej.
      Była naszym drugim dzieckiem (starsza córeczka jest zdrowa, a my nie byliśmy
      świadomi nosicielstwa tego paskudztwa). Zanim Marysia przyszła na świat, a
      życie płynęło nam bezproblemowo, tzn. zwyczajnie, wielokrotnie wypowiadałam
      sądy typu: "Ja nigdy..., Na twoim miejscu zrobiłabym..., Gdyby coś, to ja...
      itp. Choroba Marysi, jej cierpienie i obecność pozwoliły doświadczyć mi uczuć
      i emocji, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Wiem teraz, że ludzie
      podejmując różne decyzje mogą kierować się doświadczeniami i nauką, o których
      mi się nie śniło. Wierzę, że każde życie pochodzi od Boga, i jesli rodzi się
      dziecko to dlatego, że On tak chciał; a mimo to brak mi konsekwecji. Decyzję o
      kolejnym dziecku na razie podejmuję na własny rachunek i nie pzoztawiam Bogu
      wolnej ręki. Boję się zajść w ciążę, boję się cierpienia mojego dziecka, boję
      się śmierci. Stosuję zabezpieczenia i mam nadzieję na zrozumienie u Góry. Może
      kiedyś zdecyduję inaczej, ale proszę nie oceniajcie nas... Monika
      • limanowa2 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 21:08
        Dokładnie tak jest, ale zauważ, że z reguły tak jest dopiero gdy problem taki
        dotknie człowieka OSOBIśCIE. Doskonale zrozumiałaś, że to co dane było przeżyć
        Tobie niekoniecznie tego samego doświadczyło dziecko-stąd jest dla mnie
        całkowicie niezrozumiałe jak kobiety wiedząc, że mogą przekazać chorobę decydują
        się na dziecko-czysty egoizm! Mało tego niekiedy chora matka twierdząc, że jej
        "jakoś" się w życiu udało ma męża /w końcu jaki ojciec musi być/to i może
        dziecku się uda.Według mnie nie bierze także pod uwagę wielu innych okoliczności.
        Decyzję o
        > kolejnym dziecku na razie podejmuję na własny rachunek i nie pzoztawiam Bogu
        > wolnej ręki. Boję się zajść w ciążę, boję się cierpienia mojego dziecka, boję
        > się śmierci. Stosuję zabezpieczenia i mam nadzieję na zrozumienie u Góry
        hej smile dlaczego tylko uczucia pozostawiasz Bogu, a naukę nie ? smile)
    • gwladys Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 10:57
      a czy zdecydowałabyś się na kolejne dziecko, gdybyś pierwsze urodziła całkiem
      zdrowe a ono umarło śmiracią tzw. łóżeczkową? czy to odpowiedzialne decydować
      sie na drugie??? a czy zdecydowałabyś się na dziecko po poronieniu pierwszego?
      czy to normalne, że kobiety się decydują?
      ja zdecydowałabym się, bo dziecko to dziecko. macierzyństo. może nawet egoizm
      macierzyństwa polegający na posiadaniui dziecka tylko i wyłącznie dla mojej
      radości osobistej Nawet choergo dziecka, które być może umarłoby za szybko, ale
      trzeba się cieszyc ze wspólnie spędzonego czasu, że miałam okazję z nim być,
      dotykać, przytulać, że miałam szansę dać mu jego szansę.
      • ruda110 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 11:10
        Coś w tym jest, bo przecież pragnienie bycia matką jest wpisane w naszą naturę
        i nie ma chyba nic wspólego z egoizmem.
        • limanowa2 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 21:26
          Pomyliłam się i nieprawidłowo umieściłam odpowiedz.Patrz wyżej

          > Coś w tym jest, bo przecież pragnienie bycia matką jest wpisane w naszą naturę
          > i nie ma chyba nic wspólego z egoizmem.

          Coś w tym jest, bo przecież pragnienie bycia ZDROWYM jest wpisane w naszą naturę
          i nie ma chyba nic wspólego z egoizmem.Prawda?

          Dlaczego składając sobie życzenia z bliskimi ZAWSZE zaczynamy jak mantrę
          ZDROWIA.....

          Pozdrawiam.
        • sir.vimes A IMO ma wiele wspólnego z egoizmem 22.06.07, 21:30
          Co więcej - w ogóle chciane dzieci rodzi się z egoizmu. Bo się je chce.
          One się na świat nie proszą. I nie ma co , za przeproszeniem, chromolić o
          instynktach.
          Warto tylko zadbać by był to egoizm zdrowy.
          Bo rodzenie dziecka by sobie kilka lat poleżało w szpitalu , W STAŁYM BÓLU, bo
          ktoś chce sobie coś poprzytulać - to dla mnie nie jest normalne po prostu. Psa
          sobie lepiej kupić albo jeszcze lepiej chomika, bo najłatwiejszy w obsłudze.
          • sir.vimes Ważne 22.06.07, 21:31
            Mój post jest odpowiedzią tyczącą sie WYŁĄCZNIE postów gwladys i rudej100 czy
            jakoś tak.
            • sir.vimes Re: Ważne 22.06.07, 21:37
              Mam w dalekiej rodzinie osobę chorą -żyjącą w ciągłym bólu. Lub doraźnie
              naćpaną morfiną czy czymś podobnym.

              ŚWIADOMIE - najgorszemu wrogowi takiej choroby, takiego stanu nie życzę, co
              dopiero dziecku.
              Ta choroba wyklucza wszelką aktywność życiową, wszelką radość z czegokolwiek,
              choćby smaku czekolady - całus mamusi też nie cieszy.
              Czym innym jest kochać chore dziecko, walczyć o chwile szczęście, walczyć o
              radość w choćby krótkim życiu - czym innym świadomie powołać na świat
              człowieka, który tak jak w tym przypadku, będzie znać właściwie tylko ból.
              • guderianka Re: Ważne 22.06.07, 21:44
                może właśnie takie pytanie -szczegółowe-powinno było zostać postawione w
                dyskusji? tak wiele jest przeciez schorzeń i chorób. w rozmowie zrobił nam sie
                misz_masz-wiele nazw, niepełnosprawności a przecież wg mnie czym innym jest
                choroba skazująca na ciągły ból a czym innym choroba dająca szanse normalnie
                egzystowac. czym innym jest szansa urodzenia chorego dziecka 1na 300000 a czym
                innym 1na 50
                • sir.vimes Re: Ważne 22.06.07, 21:52
                  Tak, też mi się tak wydaje.
                  Są różne choroby. Ktoś może wypowiadać się mając na myśli najczarniejszy
                  scenariusz - ktoś inny myśli raczej o lekkich upośledzeniach czy chorobach
                  powodujących zaledwie niedogodności.
                  I powstaje multum monologówsmile zamiast dyskusji.
              • limanowa2 Re: Ważne 22.06.07, 21:47
                Zgadza się. I należy pamiętać, że nawet jeśli walczy się o jakieś odpryski
                normalności dla chorych dzieci, to one kiedyś będą dorosłe. Co wtedy jak im
                wytłumaczyć, że chciałam mimo, że wiedziałam... Wtedy tych rodziców może już nie
                być na świcie, więc jak to nie tłumaczyć jak egoizm ? Chcieli urodzili, pobawili
                się, poprzytulali, a dalej...
                TO JEST NIEDOJRZAłOść I NIEODPOWIEDZIALNOść.
                • gofer73 Re: Ważne 22.06.07, 21:51
                  limanowa2 napisała:

                  > Zgadza się. I należy pamiętać, że nawet jeśli walczy się o jakieś odpryski
                  > normalności dla chorych dzieci, to one kiedyś będą dorosłe. Co wtedy jak im
                  > wytłumaczyć, że chciałam mimo, że wiedziałam... Wtedy tych rodziców może już
                  ni
                  > e
                  > być na świcie, więc jak to nie tłumaczyć jak egoizm ? Chcieli urodzili,
                  pobawil
                  > i
                  > się, poprzytulali, a dalej...
                  > TO JEST NIEDOJRZAłOść I NIEODPOWIEDZIALNOść.

                  Mówiłas to swojej mamie?
                  • vharia Re: Ważne 22.06.07, 21:54
                    Limanowa wypowiedziała się bardzo jasno, że jej mama należała do (na szczęscie) większości, która nie planowała, tylko tak się samo stało i taj jak i limanowa została przez los postawiona przed faktem dokonanym.
                  • limanowa2 Re: Ważne 22.06.07, 22:34
                    Mówiłas to swojej mamie?

                    Moja mama nie wiedziała o tej chorobie ani tata. To pierwszy przypadek w naszej
                    rodzinie.
                    Obecnie mówię, że w następnym wcieleniu (gdy wykona badania i będzie coś nie
                    tak) ma mnie usunąć. Jakkolwiek to dziwacznie brzmi.
                • guderianka Re: Ważne 22.06.07, 21:52
                  ja myślę limanowa że nie ma takiego rodzica -a przynajmniej szczerze w to
                  wierzę- który celowo z premdytacja narażałby i dziecko i siebie na cierpienia i
                  sam utrudniał sobie życie. bo mimo wielu radości życie z dzieckiem chorym jest
                  w wielu względach przesrane-w sensie zmeczenia,wychodzenia, wyjazdów-itp. nie
                  wierze i nie uwierze ze jakis rodzic wiedząc ze ma dajmy na to 89%szansy
                  urodzenia dzieciaka chorego-wdepnie w to swiadomie
                  musi byc cos wiecej poza egoizmem-nie moze byc tylko nieodpowiedzialność i
                  niedojrzałość. szkoda że nie wypowiedziała sie ani jedna mama która taką
                  właśnie decyzje podjeła
                  bo na dobra sprawe ta nasza dyskusja jest jak chodzenie po linie- coś tam ktos
                  wie, cos powie, doda-ale nie ma osoby która własnie dokładnie TO SAMO przeszła
                  • sir.vimes Re: Ważne 22.06.07, 21:55

                    Ja myślę, że Limanowa "piła" do tej wypowiedzi:

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=64395864&a=64653501
                    i brzmi to jakoś niespecjalnie także dla mnie.
                    • limanowa2 Re: Ważne 22.06.07, 22:37
                      Po podanym przez Ciebie linkiem to nie jest moja wypowiedź.Nie bardzo więc rozumiem.
                      • sir.vimes Re: Ważne 22.06.07, 23:29
                        Zalinkowałam wypowiedź do której chyba się odnosiłaś, nie twoją.
                        • limanowa2 Re: Ważne 22.06.07, 23:56
                          Pozwoliłam sobie tak na szybko przesłać coś na priv, żeby nie zrobiło się za
                          medycznie. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złesmile
                          • sir.vimes Re: Ważne 23.06.07, 11:41
                            Zanim się wyśle do kogoś złośliwy mail, warto chociażby przeanalizować drzewko
                            na forum. I nie doszukiwać się wszędzie wrogów.

                            Ale nie, ogólnie nie mam ci nic za złe.
                            • limanowa2 Re: Ważne 23.06.07, 12:39
                              Dlaczego złośliwy? To choroba geneteyczna ciężka jak wiele innych, podobnie jak
                              moja. To była odpowiedź na Twój post gdzie posądziłaś mnie, że "piłam". W ten
                              sposób uzasadniłam, że czasem chcesz dosłownie przytulić, pogłaskać, a się nie
                              da FIZYCZNIE.tak jest właśnie w przypadku tych dzieci.
                              Ja nigdzie się nie doszukuję wrogów.Wręcz przeciwnie.

                              > Zanim się wyśle do kogoś złośliwy mail, warto chociażby przeanalizować drzewko
                              > na forum.

                              No cóż wiem o tym /przepraszam/, ale powiedz to moim niesubordynowanym ruchom
                              kończyn nad którymi nie zawsze jestem w stanie zapanować, ok?
                              • sir.vimes Limanowa 23.06.07, 12:45
                                Dziewczyno, a raczej kobieto.

                                Naprawdę nie znasz wyrażenie "pić do czegoś" czyli do czegoś się odnosić.
                                Dziwne, bardzo dziwne. Szczególnie, że twoje wypowiedzi są językowo poprawne.

                                Poza tym - gdybys przeanalizowała drzewko , co ci radziłam - zoorientowałabyś
                                się , ze potępiam posty o przytulaniu i całuskach bo ZNAM osobę , której
                                sprawia to ból (jak ci się chce poczytaj moje posty).
                                Co do ostatniego zdanie - jeżeli bierzesz udział w dyskusji to na równych
                                zasadach.
                                • limanowa2 Re: Limanowa 23.06.07, 14:00
                                  Ja doskonale zrozumiałam Twój stosunek do przytulania na -nie.
                                  Mówiąc o piciu także to zrozumiałam stąd cudzysłów.
                                  Być może nieprecyzyjnie się wyraziłam, bo wbrew pozorom moje wypowiedzi nie
                                  zawsze są poprawne /zwłaszcza pod względem stylistycznym/ stąd nasze
                                  niezrozumienie, no i oczywiście net robi swoje.

                                  > Co do ostatniego zdanie - jeżeli bierzesz udział w dyskusji to na równych
                                  > zasadach.
                                  google - spastyka.To tyle.
                                  Jeśli znasz sposób,żeby w tym względzie zapewnić równe zasady to dostaniesz
                                  Nobla-zapewniam smile
                                  Proponuję zakończyć nasz dialog bo zdecydowanie odbiega od tematu i zupełnie
                                  niczego sensownego nie wnosi, no może oprócz krzty złośliwości.ok, pozdrawiam i
                                  pa, życzę zdrowia.
                                  • sir.vimes Re: Limanowa 23.06.07, 14:14
                                    Szczerze mówiąc - trochę kręciszwink Gdybyś zrozumiała idiom "pić do czegoś" nie
                                    zarzucałabyś , ze pomawiam cię o picie.

                                    A co do równych zasad NA FORUM - WSZYSCY na forum starają przestrzegać się
                                    netykiety, nie obrażać rozmówców; niezależnie czy piszą siedząc na wózku, leżąc
                                    w szpitalu czy w jakiejkolwiek innej sytuacji.
                                    Myślę, że często myli się dwie sprawy - oczywistą niemożność wyrównania
                                    WARUNKÓW wszystkich ludzi z równymi ZASADAMI. Niepotrzebnych złośliwości czy
                                    nie szanowania rozmówcy nie bardzo da się usprawiedliwić chorobą, bo to nie ma
                                    nic wspólnego.
                                    Myślę, że wbrew pozorom ta rozmowa wiele wnosi do tematu.
                                    • limanowa2 Re: Limanowa 23.06.07, 19:12
                                      Powtarzam picie, cudzysłów i ponawiam raz jeszcze przeczytaj uważnie mój ostatni
                                      post do Ciebie.D O K ł A D N I E.
                                      Zamykam dyskusję z Tobą ponieważ ona nic nie wnosi do tematu :Czy zdecydowałabyś
                                      się na dziecko gdy... Podejmujesz dyskusję na temat idiomu - sorry to nie to
                                      forum.Poszukaj innego, jak to się ma do głównego wątku?Odpowiedz sobie sama, bo
                                      ja nie potrafię i myślę, że wiele innych osób tutaj także smile.
                                      Nie interesuje to nikogo oprócz Ciebie samej.Po prostu lubisz mieć ostatnie
                                      zdanie, a to już Twój problem.
                                      Pozdrawiam
                  • gofer73 Re: Ważne 23.06.07, 08:55
                    ja bym do twojej listy dodała również i kase - do utrzymania chorego dziecka
                    musisz mieć duuużo pieniędzy, co w naszym Kraju raczej się nie zdarza. Smutne
                    ale prawdziwe.
                    • limanowa2 Re: Ważne 23.06.07, 19:36
                      Dokładnie, ogrom kasy.
                      Przepraszam, ale odpowiedz do jednego zadanego przez Ciebie pytania umieściłam
                      nie pod tym postem co trzeba było-przepraszam.

                      > Zgadza się. I należy pamiętać, że nawet jeśli walczy się o jakieś odpryski
                      > normalności dla chorych dzieci, to one kiedyś będą dorosłe. Co wtedy jak im
                      > wytłumaczyć, że chciałam mimo, że wiedziałam... Wtedy tych rodziców może już
                      nie
                      > być na świcie, więc jak to nie tłumaczyć jak egoizm ? Chcieli urodzili,
                      pobawil
                      > i
                      > się, poprzytulali, a dalej...
                      > TO JEST NIEDOJRZAłOść I NIEODPOWIEDZIALNOść.

                      Mówiłas to swojej mamie?


                      Zeby było jasne, raz jeszcze:Moja mama nie wiedziała o tej chorobie ani tata. To
                      pierwszy przypadek w naszej
                      rodzinie.
                      Obecnie mówię, że w następnym wcieleniu (gdy wykona badania i będzie coś nie
                      tak, będzie W I E D Z I A L A o CIEZKIEJ NIEULECZALNEJ CHOROBIE) ma mnie usunąć.
                      Jakkolwiek to dziwacznie brzmi.
                      Dlaczego? Wczytaj się uważnie w wątki o moim apetycie i chęci na życie.
                      Pozdrawiam i trzymajcie się.

      • limanowa2 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 21:13
        Brak słów...
        Nawet choergo dziecka, które być może umarłoby za szybko, ale
        > trzeba się cieszyc ze wspólnie spędzonego czasu, że miałam okazję z nim być,
        > dotykać, przytulać, że miałam szansę dać mu jego szansę.

        A czy pomyślałaś, że może go ten dotyk i przytulanie bardzo boleć, uwierz są
        takie choroby....
        Czysty egoizm.Traktujesz człowieka jak zabawkę-przytulankę.
        A co jeśli spędzałoby czas ciągle w szpitalu, pewnie byś odwiedzała, owszem, a
        jak w domu jest drugie dziecko, które by Ciebie potrzebowało? Czy zdajesz sobie
        sprawę co się dzieje w rodzinach gdzie jest kalekie dziecko, jakie napięcia, jak
        wszystko się wywraca do góry nogami.
        Zabójczo nieodpowiedzialna musisz być.
    • coronella Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 22.06.07, 21:48
      nie jestes na ich miejscu, więc nie możesz NIC powiedziec na ten temat, czy bys sie zdecydowała, czy nie.
      A te kobiety, które musza decydować, mają ogromną odwagę, i ja chylę przed nimi czoła.
    • vharia domy dziecka (!!!) 22.06.07, 22:15
      Chciałam zwrócić uwagę wszystkim postulującym, że dobrze jest kogoś poprzytulać, ze istnieją domy dziecka. Tam są dzieci, które już żyją i gorąco pragną, aby ktoś je pokochał. Chyba wszyscy o tym wiedzą.
      Dziecku, które ktoś "planuje" nie stanie się krzywda, jeśli ktoś z planów z poważnych powodów zrezygnuje, raczej trudno skrzywdzić kogoś, kogo nie ma. Nie mogę zrozumieć, dlaczego osoby pragnące mieć rodzinę, kochające dzieci, pragnące dawać miłość itd. wolą narazić własne dziecko na ciężką chorobę niż adoptować dziecko porzucone. Jeśli to potrzeba dawania miłości je do tego popycha, to dzieci porzucone świetnie się do tego nadają, bo jej dramatycznie potrzebują. A jednak nie. Czyli co: strrrrasznie potrzebuję kogoś kochać i się nim opiekować, ale to musi być ktoś MÓJ?

      A może (ostatnio był taki wątek) niektórym się zdaje, ze dzieci z domu dziecka są "nomen omen" genetycznie zaprogramowane, aby wyrosnać na pijaków i bandytów?
      • gofer73 Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 09:06
        Z domami dziecka po pierwsze nie jest tak łatwo. Moja siostra była
        wolontaruszką w jedym z nich. Tam 80% dzieci ma nieuregulowaną sytuację prawną.
        Rodzice nie chcą się zrzekać praw do nich bo a) becikowe b) takie dziecko gdy
        dorosnie można zaskarżyć o alimenty (to to się w Polsce dzieje).
        Większość tych dzieci jest z rodzin dysfunkcyjnych i po przejściach. Mają
        głebokie urazy psychiczne i niestety są w wielu przypadkach obciązone płodowym
        zespołem alkocholowym. Więc nawet jak już namowisz kochana mamusie do
        zrzeczenia się praw rodzicielskich to dziecka samą miłością rodzicielską nie
        wyleczysz. Możesz i nie wyleczyć i z fachową pomocą.
        A jak już pisało wiele osob takimi rodzicami kieruje chęć posiadania zdrowego
        dziecka i w końcu normalnego życia.
        Po drugie do takiej adpocji trzeba mieć misję i samozaparcie a nie chęć
        kochania (bo to tego faktycznie wystarczy pies).
        Więc jeśli się udajesz do domu dziecka z chęcią adopcji to właśnie dlatego że
        chcesz mieć adoptowane dziecko a nie dziecko.
        • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 09:10
          nie zmusisz człowieka by pokochał obce dziecko. na to trzeba czasu
          natura tak nas urządziła, że matka i ojciec też mają 9mcy na dorastanie do roli
          rodzica. w tym czasie zachodzą zmiany nie tylko w ciele kobiety ale również w
          jej głowie. wiesz przeciez jaki cholerny wpływ na nasze całe postępowanie mają
          hormony.
          kobieta która nie była w ciązy i nie rodziła- nie masz szans mieć takiego
          poziomu pewnych hormonów, bujawek nastrojow, od płaczu na reklamie z
          dzidziusiem po śmiech. to bardzo ważne w macierzynstwie. nie można ot tak sobie
          zostać rodzicem dziecka z domu dziecka
          • joanna35 Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:07
            Owszem, decydując się na adopcję dziecka nie masz szansy na burzę hormonalna
            (akurat bez tego co wymieniłaś doskonale bym się obyła w ciąży), ale czasu
            masz akurat tyle, żeby przygotować sie na przyjecie tego dziecka, całe
            procedury trwaja mniej wiecej tyle ile donoszenie własnego potomka. Nawet
            zwracana jest uwaga, żeby adoptowane dziecko było było młodsze od tego, które
            już jest w rodzinie czyli żeby było tak jak to się normalnie w życiu dzieje.
            • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:14
              Nawet
              zwracana jest uwaga, żeby adoptowane dziecko było było młodsze od tego, które
              już jest w rodzinie czyli żeby było tak jak to się normalnie w życiu dzieje.

              no tak. ale co w przypadku gdy kobieta NIGDY nie rodziła ani nie byla w ciązy?
              Moja ciocia 18lat leczyła sie na niepłodnośc, kilkanaście razy poroniła po
              zapłodnieniu in vitro. I dopiero po 18latach gehenny poczuła że jest gotowa do
              adopcji.Niektóre kobiety nigdy nie są na to gotowe-i w sumie nie dziwię się.
              Dziecko to nie zabawka ze sklepu. Pewnych instynktów taka mama nie ma i mieć
              nie będzie
              • joanna35 Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:18
                No skoro przez tyle lat walczy się o dziecko to chyba jednak jakis instynkt się
                pojawił?

                • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:24
                  instynkt w sensie posiadania potomstwa i opieki-tak
                  jednak brakuje pewnych wewnętrznych stymulantów w trakcie sprawowania tej
                  opieki, pewnej intuicji
                  • sir.vimes Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 11:44
                    W atkim razie ojcowie też nie mają , nie potrafią itp itd - w końcu nie
                    przeżywają ciążowej burzy hormonów.
                    Dla mnie to uproszczenie.

                    Adopcja nie dlatego jest trudniejszą drogą, że się mniej oksytocyny wydziela
                    czy coś.
                    • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 14:44
                      > W atkim razie ojcowie też nie mają , nie potrafią itp itd - w końcu nie
                      > przeżywają ciążowej burzy hormonów.
                      > Dla mnie to uproszczenie.

                      dokładnie-upraszczasz. u ojca też zmienia się wiele podczas 9mcy ciązy jego
                      partnerki-podobnie jak u zwierząt. samce zmieniają swój sposób bycia. jesteśmy
                      częścia natury i natura wymaga od nas pewnych zachowań. ciąża ma wpływ na
                      faceta w większym względzie niż przygotowania do adopcji

                      Adopcja nie dlatego jest trudniejszą drogą, że się mniej oksytocyny wydziela
                      > czy coś.

                      nie napisałam że tylko dlatego adopcja jest trudna że brak w niej hormonów.
                      Nadinterpretacja
                      • sir.vimes Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 14:47
                        > nie napisałam że tylko dlatego adopcja jest trudna że brak w niej hormonów

                        No cóż, według mnie nie tylko tak napisałaś ale jeszcze kontynuujesz
                        udowadnianie, że tak właśnie jest.

                        A adopcja też jest częścią natury - dokładnie jak u zwierzątsmile)) Wiele gatunków
                        opiekuje się osieroconymi młodymi.

                        • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 15:00
                          No cóż, według mnie nie tylko tak napisałaś ale jeszcze kontynuujesz
                          > udowadnianie, że tak właśnie jest

                          błąd w interpretacji
                          to jeden z czynników a nie jedyny

                          A adopcja też jest częścią natury - dokładnie jak u zwierzątsmile)) Wiele gatunków
                          >
                          > opiekuje się osieroconymi młodymi

                          pokaż mi w takim razie zwierzę które idzie(leci, płynie) do miejsca gdzie jest
                          dużo porzuconych dzieci, wybiera sobie jakies i je wychowuje.
                          nie pokażesz-bo nie ma takiej sytuacji
                          zwierzęta opiekują sie podrzutkami-los decyduje za nie a nie one za los. wydaje
                          mi sie że rodzice nie mający dzieci którzy nagle znajdują na progu biedne
                          kwilące maleństwo znacznie szybciej i łatwiej zdecydują sie nad opiekę nad nim
                          niż gdyby mieli chodzic szukać wybierac czekać odpowiadac na pytania
                          uczestniczyc w badaniach i testach
                          • vharia Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 15:54
                            Nie zapędzajmy się z porównaniami do zwierząt. Zwierzęta nie planują również rodzicielstwa, nie stosują antykoncepcji, nie robią testów genetycznych generalnie stale przyjmują to, co przynosi im los/natura. Przyjmują bez refleksji, co nimi właściwie sterowało.
                            Ludzie szczycą sie możliwością decydowania w wielu niedostępnych dla zwierząt względach, również w tym, jak zapatrywać sie na własne potrzeby i stany hormonalne.
        • vharia Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:19
          gofer73 napisała:

          > Z domami dziecka po pierwsze nie jest tak łatwo. Moja siostra była
          > wolontaruszką w jedym z nich. Tam 80% dzieci ma nieuregulowaną sytuację prawną.

          Szczerze: no to co? Oprócz pełnej adopcji można ustanawiać rodzinę zastępczą, otwierać rodzinny dom dziecka, albo stoczyć batalię o odebranie praw rodzicielskich biologicznym rodzicom. Ktoś miałby się decydować na batalię z chorobą genetyczną a wystraszy się komplikacji prawnych?!
          >
          > Rodzice nie chcą się zrzekać praw do nich bo a) becikowe b) takie dziecko gdy
          > dorosnie można zaskarżyć o alimenty (to to się w Polsce dzieje).
          > Większość tych dzieci jest z rodzin dysfunkcyjnych i po przejściach. Mają
          > głebokie urazy psychiczne i niestety są w wielu przypadkach obciązone płodowym
          > zespołem alkocholowym.

          W niewielu. To po pierwsze. Po drugie ta sama sytuacja: ktoś miałby się czuć na siłach walczyć z głębokim upośledzeniem genetycznym ale wrodzony zespół akoholowy jest nie do przejścia?



          >Więc nawet jak już namowisz kochana mamusie do
          > zrzeczenia się praw rodzicielskich to dziecka samą miłością rodzicielską nie
          > wyleczysz. Możesz i nie wyleczyć i z fachową pomocą.
          To identyczna sytuacja, jak z poważnymi problemami genetycznymi.

          > A jak już pisało wiele osob takimi rodzicami kieruje chęć posiadania zdrowego
          > dziecka i w końcu normalnego życia.
          ???
          W domach dziecka nie ma zdrowych dzieci? Uważasz, że kiedy ktoś ma poważne obciążenie genetyczne, to ma większe szanse na urodzenie zdrowego dziecka niż na jego adoptowanie??? Bardzo dziwne przekonanie.

          > Po drugie do takiej adpocji trzeba mieć misję i samozaparcie a nie chęć
          > kochania (bo to tego faktycznie wystarczy pies).
          > Więc jeśli się udajesz do domu dziecka z chęcią adopcji to właśnie dlatego że
          > chcesz mieć adoptowane dziecko a nie dziecko.

          Głównym argumentem za ryzykowaniem urodzenia poważnie chorego dziecka było to, że ktoś da z siebie wszystkjo i zapewni mu takie warunki i otoczy taką miłością, że mu "wynagrodzi" i "stworzy dobre życie", czy coś w tym stylu. Czyli jest w stanie zrobić to w razie czego dla swojego dziecka i tylko dla swojego. Dla mnie więc argument o wielkim altruizmie i poświęceniu odpada, widzę potrzebę propagacji własnych genów i nic więcej. Dlaczego? Pamiętaj o jednej bardzo ważnej kwestii: mówimy o momencie p.l.a.n.o.w.a.n.i.a swojego rodzicielstwa (nie sytuacji, kiedy już je mamy), kiedy to chorego dziecka jeszcze nie ma, a te w domach dziecka jak najbardziej są. Są tam dzisiaj, jutro, za 10 lat też będą.
          • guderianka Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 10:26
            vharia-ale zdrowa matka tez ma "szanse" na urodzenie dziecka chorego.
            idąc takim tokiem rozumowania-ze dzieci z domu dziecka są "lepsze"niż ryzyko
            rodzenia chorego można dojść do wniosku że po co w ogóle mamy rodzić?

            p
            • vharia Re: domy dziecka (!!!) 23.06.07, 12:53
              Wszyscy mamy też "szansę", ze jutro wpadniemy pod samochódwink
              Jest jednak ogromna różnica między zagrożeniem jakiemu każdy z nas podlega, tzw. średniej populacyjnej a zagrożeniem kiedy wiadomo, że rodzice są obciążeni. To są setki tysięcy czy miliony razy większe, w negatywnym znaczeniu tego słowa, "szanse".
    • agata7712 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 23.06.07, 17:43
      Nie zdecydowałabym sie na dziecko. Wystąpiłabym o adopcje.
    • patysiak Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 23.06.07, 19:55
      zdecydowanie nie
    • ankab29 Re: Czy zdecydowałabyś się na dziecko gdy.. 23.06.07, 23:33
      To zrozumiałe, ze każda z nas pragnie urodzić zdrowe dziecko. Ale sory, jeżeli
      urodzi się chore, to co -Sparta? Idziemy na wzgórze i zrzucamy? Podziwiam
      oddanie i miłość mam chorych dzieci. Czy zdarzyło Wam się kiedyś szczerze
      rozmawiać z mamą chorego dziecka? Mi tak. Napatrzyłam się na różne choroby
      (genetyczne i nie) przy okazji pobytu mojego synka w szpitalu. Lęk przed chorym
      dzieckiem minął mi bezpowrotnie jak po raz pierwszy - przyznam szczerze, że nie
      bez wewnetrznego oporu- tuliłam "takie" dziecko na rękach. Nigdy nie zapomnę
      tego spojrzenia - ciężko chorego dziecka, które miało ogromną wolę życia,
      ciekawość świata...i ten uśmiech. Mimo choroby.

      Poznałam mamę 10 mies dziewczynki z wadą genetyczną nerek (1 dziecko =
      prawdop.1:1500 urodzeń, 2- dziecko wiązało sie z ryzykiem 50%). Ta mama
      stwierdziła, że drugi raz już nie zaryzykuje...

      A co do choroby- to napiszę truizm może ale przydarzyc się może niestety każdej
      z nas (nikomu oczywiście nie życzę). Bo rzadkością jest dożywanie sędziwego
      wieku bez choroby, bólu, cierpienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka