Chciałam podzielić się dołem, który dopadł mnie dzisiaj... Stwierdziłam ,że od
momentu urodzenia dziecka (początek września) cały czas zjadają mnie
nerwy... na początku martwiłam się, czy sobie poradzę jako mama, nie miałam
doświadczenia w opiece nad tak małymi dziećmi, po nocach nie mogłam spać nie
tyle z powodu synka (budził się średnio 2 razy w nocy), ale dlatego, że ciągle
się denerwowałam jak to będzie, czy poradzę sobie ze wszystkim, jak zmieni się
teraz moje życie. Teraz synka zaczęły męczyć bóle brzucha, dzisiaj przepłakał
praktycznie cały dzień, nie wiem, czy już konsultować się z lekarzem, czy
jeszcze poczekać... ot, kolejny powód do zmartwień. Tak mi się wydaje, że dużo
więcej mam teraz tych smutnych chwil, niż tych dających radość... oczywiście
cieszę się, że mały zaczyna się uśmiechać, bawić, podnosić główkę, ale cały
czas gdzieś tam w głębi mnie drzemie ten cholerny podświadomy lęk, rodzaj
ciągłego poddenerwowania.... chyba to wynika z obawy przed nieznanym, w końcu
w przypadku dziecka ciągle pojawia się coś, co nas zaskakuje, a jak tak lubię
ustalony porządek rzeczy... Chyba naprawdę coś ze mną nie tak

Pozdrawiam wszystkich serdecznie