dziubelek2
11.08.03, 23:07
jakiś czas temu mieliśmy wypadek, a właściwie kolizję, bo na szczęście nic
(fizycznie) nikomu się nie stało. młody chłopak zajechał nam drogę - poznałam
na własnej skórze, ile myśli może człowiekowi przelecieć przez głowę w
ułamkach sekund w sytuacji zagrożenia.pierwsza - dzieci są zapięte, nie
powinno im się nic stać. druga - czy będzie bardzo bolało.trzecia - jeżeli
się wywalimy na dach to pasy powinny utrzymać dzieci w fotelikach. czwarta -
żeby się tylko auto nie zapaliło.
widziałam oślepiający błysk świateł, pózniej tylko BUM i pisk dzieci.
chyba Opatrznośc nad nami czuwała, bo wyszliśmy wszyscy bez szwanku.
ale ucierpiała psychika. córcia nie chciała wsiąść do samochodu, chowała się
w łazience, gdy mieliśmy gdzieś jechać. jak już dała się namówić, to przez
dłuższy czas jeżdziłam trzymając ją za rękę. a synek wciąż dopytywał się, czy
ten pan nam nie zajedzie drogi, czy nie wpadniemy do dołu i tak w kółko.
a mi pozostał strach, ogromny strach. w każdym kierowcy widzę tamtego, jadę z
zaciśniętymi szczękami. nie ma mowy o tym, żebym to ja wsiadła za kierownicę.
ale i tak cały czas obserwuję drogę.
czy któraś z was przeżyła coś podobnego? jak się przełamać, jak pokonać tego
tchórza, który jest we mnie od tamtego dnia?
dawniej lubiłam jazdę samochodem, teraz traktuję ją jako zło konieczne.
pozdr.anka