Podchodzę do okienka, mam już wypełniony druczek na list polecony, i
2 kopert zaadersowane, jedna do na teren kraju do wysylki druga do
usa. Mowię do pani z okienka:
Ja- ile bedzie szedł list do usa , znacze tradycyjny
pani- a boja ja wiem? nie wiem...
ja- co znaczy nie wiem, to kto ma wiedziec? pani sobie żartuje? to
jakaś kpina?
pani- chyba pół roku albo dłużej... zależy jak statek płynie. Niech
pani kupi priorytet.
ja- to poproszę znaczek priorytetowy i klej chce podkleic koperty..
pani- nie mam kleju...
ja- jak to? to co ja mam zrobic? u apni dzis kupowalam te koperty
nie kleją sie... niech pani zapyta kolezanki obok moze bedzie klej...
pani- na blacie jest gabeczka , niech pani tam zaklei
ja-jest sucha
pani- to nie jest moj problem... ja tego nie przyjme , koperta sie
nie klei
ja- przepraszam bardzo , to co ja mam w ta gabeczke napluc?
za chwilkę wychodzi naczelniczka i podaje mi przez okienko klej

)
kurcze, czy zachowalam sie po chamsku mówiąc z tym pluciem?