Kolejny raz czekam na swojego meżczyznę długie miesiace.A zemną nasz
syn którego jeszcze nie widział od urodzenia nawet na
zdjeciu.Odliczam niecierpliwie dni robię zakupy na kolację
powitalną.Nieprzytomna ze szcześcia odliczam dni które dziela nas od
spotkania.I dostaję maila tuż przed "otwarciem mu drzwi" ze wszystko
sie przedłuży o kolejne tygodnie

Wiem ze to nie jego
wina,wiedziałam o tym jaką ma prace ale mimo wszystko podcięło mi to
skrzydla i spadłam,nie mogę sie pozbierac tak mi trudno sie z tym
pogodzić.Powtarzam sobie że musze wytrwać ale jakoś nie ma
efektów.Może zachowuję sie jak dziecko które pod choinkę nie dostało
konia na biegunach ale ta tęsknota poprostu już boli

a tu kolejna
noc,kolejny dzien i kolejna noc.....