pitahaya1
18.11.08, 22:16
Miałam wczoraj ciężki dzień. Naprawdę ciężki.
Mieszkam w typowej sypialni większego miasta. Miasteczko wyludnia się z rana, samochodów mało, ruch niewielki.
Podrzuciłam syna do szkoły, pozałatwiałam co miałam do załatwienia i wracam do samochodu.
Ulica wąska, przelotówka, dozwolona prędkość 50km/h. Na poboczu tradycyjny parking wdłuż ulicy, w tym mój samochód.
Wsiadłam, ruszam powoli, nigdzie mi się nie spieszy. Zaraz miałam skręcać. Jechałam może 15km/h.
Zbliżałam się do kolejnego samochodu. Ktoś wkładał do niego zakupy bo kątem oka widzialam podniesioną klapę bagaznika. Zaczęłam ten samochód mijać, gdy zza tej klapy wyskoczyło wprost pod koła mojego samochodu...dziecko. Małe, ja go nawet nie widziałam z pozycji kierowcy!!! Wybiegło i kucnęło, coś zbierało z ulicy.
Nie wiem jak to się stało, zdążyłam tylko hamulec nacisnąć. Samochodem szarpnęło i zgasł. I widzę matkę tego dziecka. Ona nawet nie zauważyła, że jej dziecko (nie wiem, czy jej, czy tylko je pilnowała) wybiegło na ulicę!! Zreszta to dzialo się dosłownie w sekundę!!!!!
Zaczęła przepraszać, złapała tego dzieciaka (miał trochę ponad rok, może niacałe dwa latka). Stała blada i się trzęsła.
A ja...wiecie co, nie wiem jak to nazwać. Coś jej chyba powiedziałam ale niewiele. Byłam tak wściekła, że ujechałam kawał drogi i puściły mi nerwy.
Ja bym tego dzieciaka przejechała. Gdybym kątem oka nie zauważyła, że coś mignęło między jej a moim samochodem to pojechałabym dalej prosto. To dziecko cos podnosiło z drogi, może jakąs zabawkę. I pewnie stalo tuz obok mamy, która zamiast wsadzić dziecko do samochodu, wolala najpierw zakupy zapakować. Tuż obok drogi!!!
Gdyby to działo się wieczorem lub w bardziej ruchliwym momencie dnia, nawet mi się mysleć nie chce, jak by się skończyło.
Zadzwoniłam do męża, mówię co sie stało. Ponieważ newry mi puściły i ryczałam, mąz tylko pytał, czy ja to dziecko potrąciłam. A potem mnie op..przył, że matki nie objechałam.
Kurczę, w życiu nie byłam w takiej sytuacji. Ja nie byłam w stanie słowa z siebie wydusić. Poza tym tej kobiecie krew z głowy odplynęła jak zobaczyła dziecko na drodze.
Mam tylko nadzieję, że tą chwilę też zapamięta do końca zycia. Bo ja z pewnoscią.
Tyle. Niech to szlag trafi. Sama mam dzieci i nawet mi się mysleć nie chce co by było, gdybym, jak zwykle w tym rejonie, nie zatrzymywała się tylko jechala z normalną prędkością.
Prawo jazdy mam od ponad 18 lat. Może to wiek, człowiek patrzy za dwoje, za siebie i za tego co na poboczu stoi.
Po prostu napisałam to pod rozwagę. Możecie mi wierzyc lub nie, niewiele brakowało do nieszczęscia.
A ja codziennie pół dnia spędzam za kólkiem i dzis musiałam znów jechać. Może jakiś uraz mam ale omijałam tamta ulicę.
Wściekła jestem.
Tyle. Pod rozwagę.