sanna.i
31.03.09, 16:03
Niedawno przeczytałam (niezbyt świeży już) tekst znanych polskich
psychologów,terapeutów (z Eichelbergiem na czele),że w przypadku dzieci
adoptowanych nie powinno się im wmawiać,że ludzie,którzy ich adoptowali to
mama i tata,gdyż rodziców ma się tylko jednych, ale powinno się wymyślić inne
nazewnictwo i stworzyć inną,równoległą relację dzieci-opiekunowie.Ja się wtedy
okropnie zbulwersowałam,no bo niby jak? Dzieci się mają per 'opiekunie'
zwracać,a poza tym nie ta matka co rodzi,ale wychowuje itp.Rozmawiałam o tym
teraz z moją koleżanką (mamą adopcyjną i biologiczną jednocześnie) i wiecie
co? Zaskoczyła mnie.Powiedziała,że trochę jest w tym racji.Że to przysłowie
("Nie ta matka co rodzi(..)") jest takim trochę zaklinaniem rzeczywistości.Że
ona bardzo kocha to adoptowane dziecko,ale zaakceptowała fakt,że tak naprawdę
nie jest jego matką.Tzn.jest w sensie prawnym i choć chciałaby być także w
sensie biologicznym,to i tak rozumie iż to dziecko zawsze gdzieś z tyłu głowy
będzie miało tę PRAWDZIWĄ matkę,jaka ona by nie była. I kurczę,skołowana
jestem trochę...