Gość: guest
IP: *.*
26.10.01, 08:57
Przeglądając ostatnio posty trafiłem na znamienny pogląd "to właśnie dzieci są sensem naszego życia" - nawiasem mówiąc to wypowiedź faceta. Chciałbym abyśmy panowie podzielili się paroma refleksjami na ten temat, choćby dla rozruszania tego smętnego forum. Czy faktycznie dzieci są sensem naszego życia? Czy naprawdę jest ono tak ubogie w inne doznania, że dziecko wypełnia nam całość naszej egzystencji (w wymiarze bardziej duchowym bo fizycznie na pewno w 90%), czy cała reszta naprawdę przestała nas obchodzić? A gdzie miejsce na mecze, piwko z kolegami, wędki, koncert, czas poza domem, poza dzieckiem. Poza domem-ulem, gdzie razem z żonami wpasowujemy się w role królowych pszczół.Czy z takiego podejścia bierze się poczucie winy gdy mamy serdecznie dość wrzaskow o 4 rano i rodzą się nam pod kopułą dziwne myśli.Czy naprawdę uczestnictwo w porodzie to najważniejsze wydarzenie życia czy tylko politycznie poprawna odpowiedź na forum.Czy potrafimy sobie uczciwie odpowiedzieć na te pytania. Zwracam się głównie do facetów bo 90% postów na emamie utwierdza mnie, że tak - dzieci są sensem naszego życia i jesteśmy z tego powdu szczęśliwe. A może, panowie, mamy fajne, normalne żony, z którymi można jeszcze pogadać o czymś innym niż kupka, nie rozpływają się z zachwytu nad osiągnięciami potomstwa (i "mężostwa")na forum i nie przeżywają kryzysów małżeńskich co tydzień i nie wychowają dzieci pod namiotem z folii a"la Michael Jackson. Czego i wam życzę.